Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-05-25

Wojciech Jóźwiak

Żyjemy w Rhovanionie


Świat Tokiena nałożony na mapę Europy
(Grafika ze strony bigthink.com/strange-maps/121-where-on-earth-was-middle-earth)

Żyjemy w Rhovanionie. A na południe od nas za górami Ered Lithui jest co? - Mordor. Fajne, spodobało mi się! - ale wydaje się, że ma to związek ze Zdradą Jałtańską: tak nas widzieli Anglosasi, Tolkien w fikcji, Churchill i Roosevelt w realu.

„Władcę Pierścieni” Tolkien pisał w latach 1937-1949, głównie w czasie II Wojny i w jakimś stopniu heroiczne zmagania jego bohaterów z mocami Zła odbijają w fikcji realia tamtej epoki. Anglicy mieli prawo widzieć swój kraj jako samotną jasną wyspę-twierdzę broniącą resztek Dobra, a Europę na wschód od siebie jako dom grozy i demonicznych mocy - „orków, Sarumana i Saurona”. Na tę wizję nakładały się wcześniejsze geo-mitemy: bo zapewne to saga o Drakuli kazała Tolkienowi posadowić „jądro ciemności” jego świata – Mordor – w miejscu odpowiadającym rumuńskiej Transylwanii. Skoro „Jądrem ciemności” - po ang. Heart of Darkness – przywołujemy nowelę Conrada, to przybiega też inne „jądro”, po angielsku heart, serce, i też raczej nie jasne: Heartland. Oto w 1904 roku – ta data ogromnie znacząca! - Halford John Mackinder, brytyjski geograf i dyplomata uważany za jednego z założycieli geopolityki, wypromował pojęcie Heartlandu. Termin ten oznacza wnętrze kontynentu Euro-Azji, ale jego sens jest taki, że oto Anglia wycofuje się z aktywnej gry w tym regionie, pozostawiając go Rosji. W istocie był to „pierwszy rozbiór świata” pomiędzy Anglię, która czując, że słabnie i szczyt światowej potęgi ma za sobą, postanawiała nie pchać się dłużej na tereny w Europie i Azji zbyt kłopotliwie odległe od wybrzeży i całe wnętrze zostawiała na pastwę żyjących tam potworów, kurtuazyjnie zapraszając Rosję do roli swojego ko-partnera w tamtej porzucanej oto przez siebie dziczy. (Pamiętajmy, że było to niedługo po angielko-rosyjskim wyścigu do środka Azji i klęskach Anglii w Afganistanie.)



Heartland Mackindera.
Grafika ze strony Eurazja, czyli trzy części świata na wspólnym kontynencie


W istocie był to projekt rozbioru świata na trzy części, bo prócz oferowanego Rosji Heartlandu i brytyjskiego „Półksiężyca” wzdłuż południowych wybrzeży Europy i Azji, pozostawał „zewnętrzny łuk wysp”, gdzie siłą rzeczy władcą stawała się Ameryka

Projekt Mackindera szybko zaczął stawać się ciałem. Pierwsza Wojna (1914...) była wojną między dwoma głównymi graczami Heartlandu, czyli Rosją a Niemcami. Heartland musiał dziwnie spodobać się rosyjskim i (potem) sowieckim Sarumanom, ponieważ po 40 latach od wynalazku Mackindera granice sowieckiego imperium („obozu socjalistycznego”) plus Chin Mao Zedonga dziwnie wiernie przypominały mackinderowskie mroczne jądro Europy z Azją, a nawet wylewały się trochę poza przydzielone im przez brytyjskiego geografa kordony.

Jednego chyba twórca (pojęcia) Heartlandu wtedy nie przewidział (a może przewidział? - w każdym razie dożył, zmarł w 1947) – że Wielka Brytania w trakcie realizacji tego interesu padnie z hukiem i (jak się wydaje...) na zawsze. Żadna pociecha...

Skutkiem pyrrusowego zwycięstwa-upadku Anglii w II Wojnie trójrozbiór świata stał się dwurozbiorem: na (amerykańsko-zdominowany) Wolny Świat i sowiecko-chiński Mordor. Nas w Jałcie rzucono Sauronowi do mordy.

Kordon Heartlandu Angielskojęzyczni zbudowali nie tylko na mapie, ale przede wszystkim w umyśle. Swoim zbiorowym, narodowo-imperialnym. Kordon Heartlandu odcinał i wykluczał z solidarnej rodziny „prawdziwych ludzi” te narody, które miały pecha znaleźć się za nim, w obrębie jądra mroku. Stawali się Hiobami, trędowatymi, mieszkańcami rezerwatu. Mogli wykrwawiać się za Anglię, jak pod Monte Cassino, mogli dusić się w Treblince: jak chcą, lubią, to OK. Inna kultura, my światli jaśni i tak ich nie zrozumiemy (- co pięknie wcześniej w „Heart of Darkness” na przykładzie kongijskiego kawałka Afryki zanalizował Conrad), każda kultura ma swoje wartości, wy macie wasze, my mamy nasze (jak dziś mawiają rządzący Chinami politykom Zachodu).

Na mapie Śródziemia góry Skandynawii zrosły się z Alpami, nieprzerwanym wałem-przeszkodą odgradzając Jądro. My znaleźliśmy się po ciemnej stronie, Sarumany tu szaleją. To są moje amatorskie impresje, ale warto by było, żeby ktoś lepiej znający Tolkiena, Mackindera, Churchilla i innych, a także stan popularnej narodowej świadomości Anglików (i Amerykanów) w XX wieku, zbadał, jak ich umysłowa formacja współprzyczyniła się do tego tego piekła, najpierw gorącego, później zimnego, w którym... A... dam już temu spokój.

W każdym razie jest to przyczynek do zjawiska wykluczenia i hiobizacji w skali nie tylko jednostek, ale i geografii.


Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 2

[foto]1. Czy warto to znać • autor: Przemysław Kapałka (2012-05-25 13:59:17)

Wojtku, a czy Twoim zdaniem warto znać Tolkiena? Bo ja mam niechęć do wszelkiej fantastyki, uważam że w porównaniu ze światem realnym jest żałosna i nic wartościowego nie daje. Wyjątkiem jest fantastyka Lema, ale Lem to osobna kategoria. A już szczególną niechęć mam do tej fantastyki, w której chodzi o tzw. walkę dobra ze złem - to jest obsesja, którą chyba odziedziczyliśmy po chrześcijaństwie i którą nieświadomie podtrzymujemy.

[foto]2. Tolkien nie tak ważny... • autor: Wojciech Jóźwiak (2012-05-25 14:13:54)

Przemku, nie wiem. Jedni Tolkiena czytają, inni nie. W tym artykule nie Tolkien jest najważniejszy. W cyklu "Kolej..." śledzę mapy i ich wpływ na u uświadamianie sobie świata, i zwrotnie jak stan umysłów wyraża się w mapach. A także polityczne memy zamrożone w mapach. Tolkien i jego fantastyczny świat okazuje się być refleksem realnego stanu rzeczy w świecie w czasie, który kulminował w latach II Wojny. Idąc tą ścieżką widzi się WYKLUCZENIE nas, mieszkańców wschodniej Europy, z "ludzkiej społeczności" i "wolnego świata". I mam przeczucie, że ten styl myślenia, ten mem, całkiem nie wygasł.
Pozdrawiam, Wojtek