Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2014-07-05

Anna Szymańska

Życie miejskie i rodzinne

     Znajduję się na jakiejś ulicy. Mija mnie dużo samochodów. Widać, że mają problem "przebicia się" na drugi pas... Jeden z nich robi jakiś obrót, prawie cyrkowy, by nie wpaść na przechodzącą właśnie starszą panią i jakimś cudem to mu się udaje - omija ją, a ja tracę ich z oczu.
Kręcę się w kółko i zachodzę w głowę, jak się dostać tam, gdzie chciałam... Chciałam? Już nie pamiętam, gdzie i po co, ale zauważam, że przy lewym chodniku zatrzymuje się coś, co przypomina prostokątne pudełko, tyle że blaszane i z kółkami. Blachę miało toto w kolorze niebieskim. Podbiegłam i weszłam do tego czegoś bez pytania, jak do autobusu, tylko dziwne, bo to dziwadło nie miało drzwi, więc... No i ruszył z kopyta prawie w tej samej chwili i wszystko zawirowało. Czułam pęd powietrza i z minuty na minutę zaczynałam sobie uświadamiać, że to chyba jakiś szaleniec, więc zaczęłam wściekle walić pięścią w zewnętrzną część tego pudła nie pudła, jakby w nadziei, że ktoś z ulicy przyjdzie z pomocą; usłyszałam tylko głuchy dźwięk blachy, a ten, co prowadził, jeszcze bardziej przyśpieszył - jakby na złość... W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że się wznosimy... A potem to pudło zaczęło się obracać wokół własnej osi, ale w zwolnionym tempie, jak na filmie... Zdrętwiałam, bo przyszła myśl, że zaraz się rozbijemy i będzie po mnie. Złapałam się czegoś, co przypominało drążek, ale zaraz go wypuściłam z rąk, jakby przekonana, że i tak mi w niczym nie pomoże.
Czas się w tamtej chwili dla mnie zatrzymał... Sztywna ze strachu czekałam na chwilę, kiedy walniemy o ziemię. Nic takiego jednak się nie stało, bo ni stąd, ni zowąd, znalazłam się w innym czasie i miejscu...

    To był jakiś dom pełen mebli i upchanych po kątach dużych worków na śmieci. Czuło się, jakby ktoś w pośpiechu zbierał to wszystko w jakimś celu.
Przeprowadzka, czy nie mieszczą się w szafie? - przeleciało mi przez głowę.  W pokoju, do którego weszłam, było ciasno. W kątach kolejne worki, duży tapczan, prawie na pół pokoju, a nad nim coś jak radio...
Nie byłam w tym pokoju sama. Od jakiegoś czasu dwójka małych dzieci krążyła wokół mnie, jakby chciała zwrócić na siebie uwagę. Siostra i brat. Śliczne dzieci. Podobne do kogoś mi bliskiego, więc pomyślałam, że to jego pociechy. Mały się posiusiał, więc szukałam nerwowo paczki z pieluchami, zdziwiona, swoją drogą, że taki duży i jeszcze w pieluchach? A może chory? - pomyślałam. Dziewczynka przyglądała mi się z boku, a chłopak - jakby nigdy nic - zaczął rozmawiać z ojcem przez telefon. Upewniał się, czy w piątek tatko przyjedzie i będzie z nimi cały dzień, a potem podszedł do mnie, przytulił się i poprosił, żebym nie odchodziła... Obiecałam, że zostanę i w tej samej chwili kątem oka spostrzegłam, że w pokoju jest ktoś jeszcze, bo stojący w rogu bujany fotel dziwnie zaskrzypiał. Chciałam sprawdzić, więc poszłam w tamtą stronę i ...
- Anna, to ty ? - zapytałam, bo nie mogłam uwierzyć... Cały czas się uśmiechała bez słów i patrzyła. Podeszłam bliżej, żeby ją przytulić i zapytać, co tu robi, a ona - rozsypała się w drobny mak... Fotel też.
W tym samym momencie się obudziłam i wróciła świadomość, że przecież ona... A ja myślałam...

               B.
      16.11.2013 - godz. (?)

Anna Szymańska

Komentarzy nie ma.