Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-11-18

Katarzyna Urbanowicz

Zmywanie wydarzeń
czyli sen o wewnętrznym porządkowaniu

Mój sen z nocy 16/17.11.2013 jest skojarzeniem dwóch odległych rzeczy – mojego uczestnictwa w FB i nowo otrzymanej w prezencie zmywarki. Obie rzeczy nastąpiły w tym samym czasie, są nowe i musiały zostać jakoś uporządkowane w moim umyśle za sprawą Saturna. Za sprawą Marsa to porządkowanie stało się energiczne i bolesne, a za sprawą kwadratury urodzeniowego Saturna i tranzytującego Neptuna zyskuje, jak wiele rzeczy dotyczących mnie w ostatnim czasie, wymiar symboliczny. Nic nie jest zwyczajne, wszystko coś znaczy, rozpuszczają się granice między rzeczami namacalnymi, przedmiotami a ideami, ocenami czy refleksjami. 

         We śnie kliknięciem potwierdzam pojawiające się komunikaty o istnieniu czegoś i komunikaty te – wszystkie jasnozielonej barwy, zbliżonych, obłych kształtów choć niejednakowej wielkości, układam w przestrzeni przypominającej górną szufladę-koszyk zmywarki. Z biegiem czasu komunikaty te po wyświetleniu, zaakceptowaniu kliknieciem i przekształceniu w bryły stają się coraz większe, cięższe, bardziej gąbczaste i zabierają coraz więcej miejsca. Coraz mniej jest miejsca wolnego, prześwitów, więc zielone skorupy komunikatów, przypominające plastikowe miseczki, które latem zabrałam z działki do domu, zniekształcają się, uciskają na siebie. Uciskane zaczynają boleć a ból w poszczególnych miejscach uogólnia się i rozlewa na całość mnie.

         Jakie to są komunikaty? Po obudzeniu pamiętam kilka: „Leniwi starcy” – z jakiejś dyskusji o emeryturach, definicja patriotyzmu z uzasadnienia wyroku na człowieka biorącego udział w zamieszkach 11 listopada, dziecko ze śrubokrętem wyciągniętym z dolnej szuflady mogące sobie zrobić krzywdę i źle umocowana zasłona spadająca na to dziecko – to ze zmartwień pewnej niani relacjonowanej mi wieczorem przez telefon, skojarzone z epizodem z ostatnio czytanej i skończonej właśnie książki: „Dobra terrorystka” noblistki, Doris Lessing, której główna bohaterka kradnie zasłony z mieszkania matki. Zresztą tej właśnie nocy pisarka zmarła.

         Teraz zielony kolor komunikatów. Z jednej strony to kolor miseczek, ale też i skojarzenie z jakimś testem, który wypełniałam wczoraj, na dominację poszczególnych półkuli mózgowych, gdzie wyraz „zielony” był zapisany czcionką czerwoną i na odwrót i być może wskutek braku zdecydowania, co do wyboru słabo określonej co do prawidłowości opcji w moim przypadku test nie dał zdecydowanej odpowiedzi o mojej lateracji, choć całe życie jestem leworęczna, jedynie piszę ręką prawą.

         Obudziłam się, gdy napór komunikatów był już zbyt bolesny – z silnym bólem brzucha o godzinie 6 rano.

         Sprawdzając rano tranzyty doszłam do wniosku, że za sen odpowiedzialny były następujące tranzyty: koniunkcja Saturna z urodzeniowym Marsem – oznaczająca pęd do porządkowania wszystkiego, kwadratura urodzeniowego Saturna  z tranzytującym Neptunem – nadająca temu porządkowaniu wymiar symboliczny, tranzytujący Mars na descendencie, w kwintylu z Merkurym, skłaniający do intelektualnego przetrawiania komunikatów napływających od innych. Wyzwalaczem stał się tranzytujący Księżyc w trygonie do ascendentu i o pierwszej w nocy, w opozycji do koniunkcji urodzeniowego Marsa tranzytowanego przez Saturna.

         Wyjaśniam sobie to tak: nie ruszając się z domu w ciągu ostatnich przynajmniej 20 godzin odebrałam wiele informacji zewnętrznych, do których w dawniejszych czasach osoba w moim wieku nie miałaby żadnej możliwości dostępu. Rzecz nie w sensie tych informacji, dość błahych w końcu i obojętnych dla mnie osobiście, ile w ich natłoku i różnych dziedzinach, których dotyczą. Starczy umysł przestaje sobie z nimi radzić, umieszcza je więc w jakiejś symbolicznej „zmywarce”, ale dopóki je tam tylko układa i wpycha na siłę nie „zmywając” i nie „niszcząc”, ból spowodowany ich istnieniem sygnalizuje nadmiar. Ze snu wystarczy się obudzić, ale z napływu informacji nie można się wyrwać ani od nich uwolnić. Dodatkowo aktualny brak realnych przeżyć blokuje zapominanie. Gdybym w ostatnim czasie doznała wzruszeń emocjonalnych, zapewne te zbędne informacje wyparowałyby ze mnie szybko i bezboleśnie robiąc miejsce dla spraw osobiście mnie obchodzących i nawet nie miałabym pojęcia o tym procesie. Tymczasem za sprawą tranzytu Saturna w Skorpionie tajemnica pracy mojego umysłu została obnażona.

         Ktoś na FB napisał agresywny post wielkimi literami, a inny odpisał mu: „Mógłbyś nie wrzeszczeć?”. No właśnie, z braku prawdziwych, słyszalnych wrzasków nasz umysł wielkie litery odczytuje jako krzyk. Ale ten nieprawdziwy krzyk nie zastąpi nam krzyku prawdziwego i prawdziwych emocji. Dlatego między innymi wojny zawsze były i będą. Po prostu być muszą.

         Żeby temu nadmiarowi głupot we mnie zaradzić, powinnam wdać się z kimś w solidną, angażującą emocje awanturę, ale z kim, skoro wszyscy bliscy odpoczywają w weekend? Może napiszę więc coś złośliwego komuś na FB, obrażę jakiegoś bogu ducha winnego głupka, a to zatrze ten natłok zielonych miseczek w zmywarce o zbyt małej szufladzie?

         Umysł starszych ludzi lubi wracać do dawnych wydarzeń i nawet zanurzony we współczesności szuka między nimi a TERAZ jakiegoś pomostu.

         We mnie ten sen wywołał natłok wspomnień – związanych ze zmywaniem. Jest koniec lat siedemdziesiątych lub początek lat osiemdziesiątych, rodzina śpi, ja siedzę w kuchni paląc ostatniego tego dnia papierosa i pijąc kawę. Teraz kawę pija się z rana, ja piłam ją przed nocą, gdy skończyłam zmywanie góry naczyń, zbieranych przez rodzinę i poczułam się wreszcie panią siebie. Piłam ją też, żeby zahamować mdłości, choć przecież tak trudno było ją wówczas dostać. Były tylko trzy gatunki: orient i arabica, pierwsza smaczna, druga obrzydlistwo, a najgorsza ze wszystkich robusta, sam kwas i zajzajer, a i tak trzeba było się mocno starać, żeby je kupić. (Na któreś Święto Kobiet w moim zakładzie pracy dostałyśmy po paczce kawy i parze rajstop oraz filiżance kawy parzonej w szklance i pączku na miejscu).

         Domownicy naczynia wkładali do zlewu  bezmyślnie, z resztkami potraw, szklanki pomieszane z tłustymi garami; czasem cisnęli je zbyt gwałtownie i wybieraj teraz z tego wszystkiego szkło - tak więc aby zacząć coś robić, najpierw trzeba całe to obrzydlistwo, oślizgłe i tłuste, wyjąć na blat stołu uważając, żeby zbyt dużo wody nie ściekło na podłogę, bo do tej roboty dojdzie jeszcze nadprogramowe pastowanie, na klęczkach, z kiecką podciągniętą i zatkniętą za pasek, z potem płynącym spod pach, z froterowaniem, od którego bolą łydki, aż przyjdzie czas na kąpiel, w której się zasypia. (Boże, tylko się nie utopić!)

         Dolny rząd szafek „brzost” miał uchwyty metalowe, górny kółka malowane na niby miedziano - ohyda. Olejna beżowa farba łuszczyła się ze ściany, na suficie plamy sosu pomidorowego, który tydzień temu wystrzelił z butelki, widać był sfermentowany - nie reklamowałam, bo kupiłam go w sklepie na mieście, a z jedną butelką nie opłaca się chodzić - i nie daje się zmyć, może trzeba by użyć jakiegoś specjalnego środka, może pomalować sufit na nowo, ale wyrobić się ze wszystkim tak ciężko...

         W dużym garnku na dnie resztki zaskorupiałej duszonej ryby - filety z morszczuka w naleśnikowym cieście - jeszcze nie odmiękły. W radio jakaś opera - to już lepsze, to można znieść, choć odbiornik nie wytrzymuje bólu w głosie śpiewaczki i trzeszczy psując wrażenie. Następny garnek po rosole. Do ścianek przywarły resztki pora - jaki on brzydki i flakowaty, gdy się ugotuje, choć to najładniejsze warzywo w całej włoszczyźnie, gdy jest surowe, a na dnie kosteczki pokruszone od uderzenia tasakiem na rzeźnickim pieńku zmieszane z trocinami – nie da się ich usunąć przez mycie mięsa, bo w nie wnikają.

         Na koniec przykucnęłam nad wiadrem ze śmieciami i mokrą szmatką czyściłam jego wierzch i spód, z odrazą odwracając twarz od resztek śmieci przyklejonych do wewnętrznych boków, które zostaną usunięte jutro, po wizycie w zsypie...

          Mogłabym tak ciągnąć i opisywać listę obrzydlistw, które kobieta lat osiemdziesiątych musiała znosić w „czasie wolnym” po pracy przechodząc tylko od kuchni do ubikacji, kończąc na łazience. Nie było torebek foliowych i kontakt z odpadkami z braku czegoś takiego, jak rękawice był bliski i fizyczny. Nie było środków do czyszczenia, szorowania i dezynfekcji poza jednym jedynym „proszkiem do szorowania”. Nawet z proszków do prania były tylko dwa: Ixi i Cypisek dla dzieci. Pralkę miałam marki Światowid (do dziś ta nazwa za przeproszeniem Rodzimowierców źle mi się kojarzy), oczywiście nie automat, pranie trzeba było na cały dzień namaczać, a następnego dnia po powrocie z pracy już wszystko śmierdziało. Potem pranie , trzykrotne płukanie, wyciskanie przez wyżymaczkę i rozwieszanie. To i tak lepsze niż pranie w balii na tarze, co robiłam do 1967 roku.

         Myślę, że teraz jasne jest, iż posiadanie zmywarki, worków na śmieci, jednorazowych rękawiczek gumowych lub z folii, środków czyszczących i tabletek do zmywarek, przypominających cukierki, dla takich babć, jak ja jest symbolem czyszczenia i porządkowania otaczającego świata. Nic więc dziwnego, że zmywarka może się przyśnić w noc śmierci Doris Lessing. W końcu jej „Dobra terrorystka” głównie zajmowała się przystosowywaniem squatu do życia: praniem, wylewaniem gówien, zmywaniem podłóg i tak dalej zanim wzięła udział w zamachu bombowym.

Katarzyna Urbanowicz

Komentarze: 7

1. A to ciekawe,... • autor: (2013-11-18 20:24:28)

A to ciekawe, bo w sobotę 16-go wreszcie postanowiłam zrobić porządek i powynosiłam na śmietnik wszystkie niepotrzebne graty. Niektóre czekały na to rok. Uprzątnęłam zakurzone kąty i pokój nagle zrobił się przestronny i jasny.

[foto]2. Saturn • autor: Katarzyna Urbanowicz (2013-11-20 00:39:09)

Pewnie Saturn coś tu miał na rzeczy. Ja szykuję się do generalnego remontu mieszkania - co zabawne, nie ja podjęłam taką decyzję tylko za mnie moja rodzina. Ale w astrologii podobno tak jest - czy ty jesteś złodziejem czy ciebie okradli nie ma różnicy. Podobnie jak to, czy byłaś ofiarą czy sprawcą wypadku. Ale porządkowanie i decyzje podejmowane za ciebie to Saturnowe.

3. Saturn właśnie przeszedł... • autor: (2013-11-20 11:33:34)

Saturn właśnie przeszedł przez mój ascendent i jest w pierwszym domu. Od lipca wymieniłam meble w kuchni, kupiłam wreszcie brakującą lampę, bo żarówka wisi  na drucie, wysprzątałam ten jeden zagracony pokój i więcej ćwiczę bo czuję się zesztywniała. Została mi wymiana baterii kuchennej i zamierzam się uczyć na nowo matematyki bo wyraźnie mam braki z podstawówki. Iście saturniczne.

[foto]4. Co do zmywania , ze wspomnien i nie tylko • autor: Ewa Maria Piasecka (2013-11-20 23:23:57)


O rany, jakos tak  "wspomienia z przeszlosci"  mi przybyly. Przerabialam podobne "zmywaki" jako, ze wiekowa jestem - 63 na karku . Astrologicznie , ze tak powiem "ignorant" ... nie wiem kto mi bruzdzi , a kto nie ... Za to "od dawien" interesuja mnie rozne systemy filozoficzne i "wyznania" ... Wiele lat temu wpadla mi w rece ksiazka wietnamskiego mnicha Thich Nhat Hanh "Kazdy krok niesie pokoj" - Zen w sztuce codziennego zycia . Nie bade jej streszczac , wywarla na mnie spore wrazenie , ktore gdzies tam, w podswiadomosci mieszka do dzis ,.... , genaralnie o sztuce uwaznosci na codzien ,... i jest tam rozdzial "Zmywanie naczyn" ,..., ktory spowodowal przewrot w moim podejsciu do zmywania , .... obojetnie ile by bylo w zlewie . Pozwole sobie zacytowac:

Moim zdaniem poglad, ze mycie naczyn jest nieprzyjemne, moze powstac wtedy, kiedy ich nie zmywasz. Kiedy natomiast z podwinietymi rekawami staniesz przy zlewie i zanurzysz rece w cieplej wodzie - mycie od razu staje sie calkiem przyjemne. Lubie bez pospiechu wziasc kazdy talerz do reki. Jestem wtedy w pelni swiadomy talerza, wody, kazdego ruchu moich rak. Wiem, ze jesli zaczne sie spieszyc, zeby szybciej przystapic do deseru, zmywanie stanie sie nieprzyjemne i nie warte przezywania. Bylaby to niepowetowana szkoda, gdyz kazda minuta i kazda sekunda zycia sa cudem. Cudem sa nawet naczynia i sam fakt, ze je myje!

Jesli nie potrafie zmywac naczyn radosnie i usiluje jak najpredzej odwalic zmywanie, aby zabrac sie do deseru, to okaze sie rownie niezdolny do cieszenia sie deserem. Z widelcem w dloni bede rozmyslal o tym, co mam po obiedzie do zrobienia - pozbawiajac sie tym samym smaku, konsystencji, wygladu, a nawet samej przyjemnosci jedzenia, nie bede zdolny zyc terazniejszoscia.

Koniec cytatu...

Nie wiem co by bylo , gdybym codziennie wykonywala zmywanie jako prace ?_? ale w mojej codziennosci to zaczelo dzialac ....

Hm, ale jest to niejako kompletne przeciwienstwo "natloku w czasie i przestrzeni" ....., ot taka "stop klatka" na codzien

[foto]5. Teoretycy • autor: Katarzyna Urbanowicz (2013-11-21 08:35:49)

Och teoretycy, teoretycy! (mam na myśli owego mnicha). Wyobrażam go sobie jak uważnie zmywa swoje dwa czy trzy talerze po skąpym posiłku z gotowanych warzyw dla jednej osoby myśląc o deserze. Jest jednak różnica gdy robi się to często, w dużych ilościach, dla kilku osób, zbieranych z całego dnia na jego koniec, gdy już ma się za sobą pracę zarobkową, domowe obowiązki i pada się z nóg. I gdy każdy kolejny dzień nie przynosi i nie daje nadziei na żadną odmianę. Nie sądzę, żeby takie techniki komuś w tej sytuacji mogły pomóc, skoro nawet piękna muzyka (mimo trzeszczącego radia) nie pomagała. Obecnie, gdy jestem sama i nie mam zbyt wielu obowiązków, moje podejście do prac domowych i w ogóle do tego, co się musi, zmieniło się. Nie odczuwam tego przemożnego wstrętu i niechęci do życia, które uznawałam za narzucone mi niewolnictwo i dziś mogłabym śmiało eksperymentować z uważnością przy zmywaniu, jak też eksperymentuję pisząc i wykorzystując swoje wspomnienia, w których zmywanie było tylko jednym z elementów przymusu, w którym żyłam. 

6. zanim wynaleziono "Ludwika" • autor: Jerzy Pomianowski (2013-11-21 12:55:53)

W owych czasach mycie naczyń u mnie wyglądało w ten sposób, że specjalną miskę z płaskim dnem napełniało się wodą i grzało na kuchni gazowej. Gdy woda była ciepła wkładaliśmy naczynia, i kawałkiem szmatki.....
Ciecz w misce stawała się mętna, śmierdząca, pływały resztki jedzenia, oka tłuszczu. Na koniec płukanie wodą z kranu i gotowe. Ciecz do kibla, żeby nie zatkać rurek pod zlewem.
Na szczęście były sprawiedliwe dyżury, nawet ojciec musiał tym się zajmować.
Ciekawe, że nie pamiętam żadnego poczucia skrzywdzenia przez los czy żalu za straconym na głupiej robocie czasem. Może dlatego że tak się robiło od zawsze w każdym domu w okolicy. Nie było możliwości porównania jak to robią "bogacze"


[foto]7. Sprawiedliwe dyżury • autor: Katarzyna Urbanowicz (2013-11-21 13:43:39)

I to w sprawiedliwych dyżurach właśnie pies pogrzebany...