Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-08-02

Wojciech Jóźwiak

Złe psy

Fragment snu, który zresztą składał się z takich scen-fragmentów. Z grupą ludzi, mężczyzn, jadę samochodem, a prowadząc – duża terenówka, nie prowadziłem takiej w realu – pokazuję teren i opowiadam, co tu się dzieje i działo. Zwracam uwagę na pewne miejsca: łąki, mokradła, groble, którymi można przejść, jakaś droga na skróty (gdy spisuje, przypominają mi się takie same krajobrazy z innych snów, wcześniejszych o wiele lat) – i kiedy o tym mówię stało się, skręciłem w polną drogę w tamtym kierunku. Uświadamiam sobie, że tą drogę samochodem nie przejadę i mówię do towarzyszy, że: „patrzcie, na ten rząd brzóz, dojedziemy tylko tam, dalej są rowy, musimy skręcić w lewo pod kątem prostym”. To im pokazuję przed nami. Wiem też, i staram się jak potrafię opowiedzieć towarzyszom, że dalej za zakrętem tej drogi mieszka właściciel tej ziemi z rodziną, który nie życzy sobie, wtargiwania na jego teren, jest ogrodnikiem, mieszka w starym drewnianym dworku i ma groźne psy. Już widzimy ten dworek ogrodnika, który jest dużo bliżej niż się można było spodziewać. Już są też te psy. Zachodzą nam drogę. Wynurzają się z jakichś nierówności i krzewów. Są to wielkie owczarki, jak „kaukazy”. Szczekają, warczą. Samochodu już nie ma (jak to w snach, nie ma, bo już spełnił rolę), idziemy pieszo, ja i trzech chyba towarzyszących mi mężczyzn. Mówię: nic nie róbcie, ja się nimi zajmę. Ja przemawiam do psów tak jak przemawiam do własnych, z emfazą i sztuczną dykcją: Dobre psy, ach jakie dobre psy, jakie łagodne i szczęśliwe psy! I te groźne psy łagodnieją, nie nachodzą już na nas, tylko zrównują krok z naszym i idą równolegle, wmieszają się między nas, jakby nas uznały za swoich. Mijamy dworek mając go po prawej i wychodzimy na porzuconą wcześniej szosę, tam następny fragment snu, mniej ciekawy.

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.