Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-10-08

Maria Piasecka

Przypowieść o znaczeniu runy Perthro

PERTHRO

trzy norny przędą los
a wyrocznia gra z nami
w niewiadome


Uczta zapowiadała się wyśmienicie. Agir kończył warzenie piwa w wielkim kotle, pod którym żywo płonął ogień. Ławy w świetlicy, poustawiane przy grubych, dębowych stołach, mogły pomieścić niejednego gościa. W powietrzu rozlegała się muzyka. Dźwięki strun fidli i głębokie tony lur tchnęły radością.

Pierwszy przybył Odyn ze swą żoną Frigg. Agir przywitał znakomite osoby i posadził je przy głównym stole. Drzwi do świetlicy zaczęły otwierać się coraz częściej. Zjawił się jednoręki Tyr, Bragi ze swą ukochaną Iddun, Frey i wielu sławnych Asów i Alfów, zachwyconych ucztą przygotowaną przez Agira iście po królewsku.

Gdy jednak zjawił się niezapraszany przez nikogo mąciciel spokoju, Olbrzym Loki, powietrze zwarzyło się jak mleko przed burzą. Niechętnie widywano Olbrzyma na przyjęciach, lecz liczono się z jego zdaniem. Loki był niezastąpiony w świadczeniu Asom przysług, miał jednak także na sumieniu niejedną złośliwość i krzywdę. Znał tajemnice bogów i ich sprawki, o których nikt nie chciał głośno mówić. Tym razem również nie omieszkał poruszyć drażliwych tematów, ujawnić tajemnic alkowy, wyśmiać płochliwości i tchórzostwa w walce.

Asowie zadrżeli z oburzenia i gniewu. Odyn, widząc że uczta może zmienić się w pole bitwy, wpadł na pomysł, jak sprawę załagodzić. Był dłużnikiem Lokiego i nie miał zamiaru tracić w nim sprzymierzeńca. Chciał jednak dać mu nauczkę – w taki sposób, by nie skrzywdzić go zbytnio. Może nastraszyć go pojedynkiem z Thorem...? Goście przyjęli ten pomysł z radością. Pragnęli zwycięstwa Thora i dobrze wiedzieli, że nic i nikt mu się nie ostoi, kiedy uniesie swój potężny młot. Jednak zapał Asów przygasł, gdy Odyn ustalił warunki zawodów: zwycięzcą zostanie ten, który trafi precyzyjniej do tarczy swoją bronią.

Loki był doskonałym oszczepnikiem. Chociaż Thor siłą przerastał Olbrzyma, na pewno nie dorównywał mu precyzją. Wszyscy zauważyli podstęp Odyna, jednak nikt nie zaprotestował.

Dopiero gdy Agir ustawił tarczę, goście zauważyli, że Thor jeszcze nie przybył na ucztę. Asowie byli zakłopotani. Czyjakolwiek nieobecność, gdy przy stole zasiadał sam Odyn, mogła skończyć się niepomyślnie. Małżonka Thora, Syw, wiedziała, że mąż jej, walczący na Wschodzie, lada moment powinien się pojawić. Aby zyskać na czasie poprosiła Odyna, by rzucił Runy i przepowiedział wynik pojedynku. Trafiła w czuły punkt niedościgłego wróżbity i jej propozycja została przyjęta.

Odyn zastanowił się chwilę. Był przekonany, że Loki wygra i że Runy to właśnie pokażą. Czy warto je wobec tego rzucać? Czy wolno stawiać pytanie, jeśli znamy odpowiedź? Chciał się jednak utwierdzić w swej nieomylności i, by stało się zadość prośbie Syw, rzucił w górę trzy wybrane losowo kamienie z runicznymi znakami. Goście patrzyli z zapartym tchem jak Runy opadają na stół. Chwilę później przenieśli wzrok na twarz Odyna. Znaki potwierdziły jego przekonania. Nie chciał jednak zdradzić swego zadowolenia. Obojętnym głosem obwieścił, że zwycięzcą zostanie Loki.

Zapadła cisza. Wtem drzwi otworzyły się gwałtownie. Przy wejściu ukazał się potężny Thor, uśmiechając się beztrosko. Dziarskim krokiem wszedł do środka i chwyciwszy dzban piwa, wzniósł toast za Odyna. Zaskoczyły go posępne twarze biesiadników. Zdziwił się, bo ogień w świetlicy się skrzył, brzmiała muzyka, a kocioł z napitkiem był pełny.

Gdy usłyszał, że ma zmierzyć się z Lokim, nie przejął się tym wcale. Niefrasobliwie próbował rozbawić towarzystwo. Jego usiłowania szły na marne. Podszedł więc do Lokiego i zachęcił do rzutu.

Loki stanął naprzeciw tarczy, uniósł oszczep i wypuścił go pewną ręką. Drzewce zaszumiało. Grot utkwił w samym środku tarczy. Asowie aż klasnęli z podziwu. Choć nie lubili Olbrzyma, jego czyn uznali za godny pochwały. Byli pewni, że Loki wygrał. Teraz młot Thora mógłby tylko rozbić tarczę na strzępy.

Thor nie wyglądał na strapionego. Wzniósł toast za wszystkich gości, znów wychylił dzban i kiedy ocierał jedną ręką pianę z ust, drugą uniósł swój potężny młot. Rzucił do celu. Broń przecięła powietrze z furią. Młot zatoczył koło, uderzył w ostrze oszczepu wyłamując je z tarczy i... powrócił do ręki właściciela. Takiej precyzji żaden z biesiadujących dotąd nie widział. Okrutny oręż, który wydawał się być tylko topornym ciężarem, w dłoniach Thora stał się lżejszy i subtelniejszy od oszczepu.

Goście podnieśli się z ław wiwatując. Muzyka zabrzmiała radośniej, a służba Agira dolała biesiadnikom trunku. Uczta rozkręciła się na dobre.

Odyn, choć oddał cześć zwycięscy, nie cieszył się z innymi. Siedział zamyślony. Sukces Thora stał się dla niego porażką. W oczach wszystkich Asów i Alfów uchodził za mędrca nieomylnego w wyroczniach. Teraz jednak popełnił błąd. Jak to się stało? Zaczął podejrzewać, że Thor potrafi zmieniać bieg rzeczy. Czemu Runy nie pokazały mu prawdy? Postanowił dowiedzieć się tego za wszelką cenę. Zaczął przepijać do Asów i Alfów, jednak jego dzban najczęściej spotykał się z dzbanem Thora. Raz po raz dolewał piwa zwycięzcy, wychwalając jego zalety. Długo zastanawiał się, jak zadać pytanie, bo wiedział, że tylko na właściwie postawione pytanie można uzyskać właściwą odpowiedź. Wreszcie spytał Thora, czy potrafi kierować przeznaczeniem. Thor milczał. Zasadą jego życia było działanie, a nie mówienie. Czy starczyłoby czasu na przetłumaczenie czynów na słowa? Odyn powoli tracił cierpliwość. Uznał w końcu, że zwycięstwo Thora było przypadkowe i pojedynek należy powtórzyć.

Loki i Thor znów stanęli obok siebie. Olbrzym rzucił pierwszy. Także i tym razem jego oszczep przebił tarczę w samym środku. Zaległa cisza. Thor nie okazywał zdenerwowania. Piwo dobrze szumiało mu w głowie. Chwiał się lekko, jednak gdy uniósł broń, jego ciało znieruchomiało. Młot wypchnięty mocarną dłonią, zatoczył łuk i po chwili wrócił do swego pana. Oszczep Lokiego leżał na ziemi obok tarczy.

Tym razem nikt nie wiwatował. Instrumenty muzyczne zamilkły. Słychać było tylko ogień pożerający smolne szczapy.

Thor podszedł do Odyna gotów na próbę wyjaśnień, choć miał wątpliwości, czy temu sprosta. Odyn wzniósł dzban i biesiadnicy wstali idąc w ślady pierwszego z Asów. Napięcie zostało rozładowane, a świetlica znów wypełniła się radosnymi okrzykami, które przeplatały się z dźwiękami fidli i lur.

Thor usiadł obok Odyna.

– Jeśli ktokolwiek staje do zawodów – powiedział – musi otworzyć się na przeznaczenie. Nie musi go znać, powinien tylko przyjąć właściwą postawę.

– Ale jak pogodzić wynik pojedynku z układem Run? – pytał Odyn. – Twoja małżonka zadała pytanie o to, kto zwycięży: przepowiednia nie zgadza się z tym, czego dokonałeś.

– Jeśli tak postawimy pytanie, przyszłość będzie otwarta na dwie możliwości, na dwa zdarzenia – zaczął tłumaczyć Thor – będzie splotem ognia i wody. Porażka i zwycięstwo wyrastają z tej samej gleby co Jesion Yggdrasill, który łączy niebo i ziemię. Jednak jak zakończy się pojedynek, zależy od postawy przeciwników. Czasem wróżba się nie sprawdza, ale nie wiadomo, czy zmieniły się wyroki losu.

Thor powiedział Odynowi wszystko, co mógł i potrafił.

Dlaczego tak się dzieje? – pytał Odyn sam siebie. Nie czuł się gorzej przygotowany do wróżenia, niż Thor do rzucania młotem. A jednak układ Run się nie sprawdził. Nagle Odyn zdał sobie sprawę, że prócz pojedynku pomiędzy Thorem a Lokim, rozegrał się drugi, ważniejszy dla niego pojedynek: między Wyrd­ – siecią losu tkaną przez norny, intencją wróżbity oraz postawą zawodników. On sam jako wróżbita pragnął, by zwyciężył Loki, który również chciał własnego zwycięstwa. Thor był otwarty na przeznaczenie, zrobił to, co umiał najlepiej i nie przejmował się wynikiem pojedynku. Po czyjej stronie stoją norny, jeśli w ogóle mogą trzymać jakąś stronę? Czy są wrażliwe na cudze intencje? Czy są po stronie tego, kto robi swoje, obojętny na los? Czy kierują dłonią wróżbity losującego Runy i grają z nim w niewiadome?

Odyn wstał i wyszedł na powietrze. Noc była pogodna. Spoglądając w niebo zastanawiał się, gdzie popełnił błąd. Pragnął zwycięstwa Lokiego i to pragnienie ograniczyło dar przewidywania. Widział jedynie sukces Olbrzyma, nie dostrzegając sukcesu Thora. Runy pokazały mu tylko to, co sam chciał zobaczyć. Ale przyszłość zawierała obie możliwości. Czyste intencje Thora i radość z jaką przystępował do pojedynku sprawiły, że biesiadnicy ujrzeli właśnie jego zwycięstwo.

Kiedy Odyn przestał rozmyślać, poczuł, że trzyma w dłoni Runę. Nie przypominał sobie, by po nią sięgał. Zaczął wodzić palcem po żłobieniach na kamieniu i zdał sobie sprawę, że znak z jednej strony jest otwarty, natomiast z drugiej zamknięty. Była to Runa Perthro, oznaczająca grę w niewiadome, płynną granicę między przyczyną a skutkiem, między pragnieniami a rzeczywistością. Perthro dodawała odwagi przed zmianą, doradzała pozostawać w kontakcie ze swym ciałem podczas ważnych, życiowych doświadczeń. Teraz Odyn nabrał pewności, że jeśli w świecie dochodzi do pojedynku, prawdziwym przeznaczeniem staje się otwarta postawa: czysta, radosna intencja. Natomiast wola, która zaczyna wymuszać zdarzenia, zamyka przeznaczenie w jednoznaczną, zamkniętą formę zwycięstwa lub porażki.

Odyn wrzucił z powrotem kamień do skórzanego woreczka, potrząsnął nim trzy razy i postanowił zobaczyć, co Runy teraz powiedzą o przeznaczeniu. Sięgnął po jedną z nich. Nie patrzył na nią. Pod palcami czuł ponownie znak z jednej strony otwarty, a z drugiej zamknięty.

Maria Piasecka

Komentarzy nie ma.