Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-08-25

Maria Piasecka

Przypowieść o znaczeniu runy Jera

 JERA

gdy pole żyzne i siew masz za sobą
ufnie czekaj na żniwa
na spełnienie


Pory roku zmieniały krajobraz, a Jera uparcie, jakby na przekór naturze wierzyła, że jej mąż Redan wróci z wyprawy. Ludzie z Ziemi Run lubili opowieści o cudownych ocaleniach, o tym, jak po latach wojownicy przypływali z bogatymi łupami, ze srebrem i solą. Powrót zaginionej łodzi stawał się świętem dla klanu, dowodem przychylności boga Odyna, wskrzeszającego opłakiwanych.

Mijały młode lata Jery, zimowe wiatry wyostrzały jej rysy, a ciepłe miesiące wiosny nie mogły rozpromienić jej serca. Stała się milcząca i niegościnna, samotna w swej chacie nienaprawianej od lat, chylącej się ku upadkowi. Kobieta czuła się skłócona z całym światem, ale najbardziej dokuczało jej niezadowolenie z samej siebie. Wracając z nad morza, gdzie codziennie wypatrywała Redana, przechodziła zwykle obok chaty Grima, który od pewnego czasu obserwował Jerę i coraz częściej o niej myślał. O tym, co się teraz z nią dzieje i o latach wspólnej młodości.

Grim, od kiedy postanowił zrezygnować z morskich wypraw i osiąść na roli, nie mógł się nadziwić, że na lądzie wszystko jest bardziej spokojne i zastygłe. Już jako mały chłopiec pływał łodziami i jego ciało przywykło do nieustannego kołysania, uszy do plusku wioseł, a oczy do unoszącej się i opadającej linii horyzontu. Ziemia była odmienna niż woda i miała inne względem człowieka wymagania. Przy uprawie pola ważna okazywała się cierpliwość, której Grimowi brakowało. Na morzu cierpliwie trzeba było jedynie oczekiwać sprzyjającego wiatru, inne rzeczy prędzej czy później zdobywało się sprytem lub gwałtem. Teraz Grim nie mógł mieć w zasięgu ręki nawet pożywienia, jeśli na uprawę ziemi i robienie zapasów nie poświęcił dostatecznie wiele czasu. Zbyt długiego czasu, jak sądził, gdyż irytowała go ziemia zwlekająca z wydawaniem swych owoców.

Dłużące się tygodnie skracał popijając piwo, jednak i piwo domagało się cierpliwości. Żeby mieć go pod dostatkiem, trzeba było zasiać jęczmień, wypatrywać aż wzejdzie i dojrzeje, by wreszcie uwarzyć z niego napój. To nie to, co na morzu, gdzie napitek stał pod bokiem i można było zanurzyć usta natychmiast, gdy tylko przychodziła ochota, bo na dnie łodzi zawsze czekało kilka pełnych beczek.

Tego roku Grim szybciej wypił swoje tradycyjne trzy antałki i gorączkowo czekał na nowe zbiory jęczmienia. Nurtowało go pytanie: jakim sposobem można by przyspieszyć plony?

Kiedy pierwsze letnie sztormy zaczęły szarpać morze, Jera jak zwykle na brzegu wypatrywała powrotu męża. Gdy w pewnej chwili ze smutkiem pochyliła głowę, jej uwagę przykuła mała gałązka ze srebrnymi szpilkami. Dawniej wiedziała, jak nazywa się drzewo ozdobione takimi igłami, lecz teraz jej pamięć pokryta była kurzem, podobnie jak szyby w jej chacie. Podniosła gałązkę i poczuła znany zapach. Jakieś obrazy przepłynęły przez jej myśli, budząc znajome uczucia. Coś w niej drgnęło. Po raz pierwszy od lat zmarznięte serce zbolałej żony ogrzała chęć zrobienia czegoś więcej, poza przychodzeniem nad morze i nieustannym czekaniem.

Poczuła całą sobą, że mimo nieszczęścia które ją spotkało, istnieje jakaś siła, która trwa w niej, żyje i pozostaje nienaruszona, bez względu na to, co się wydarza. Zdawało jej się, że taką samą siłę zawiera gałązka. Zapragnęła dowiedzieć się, gdzie rosną drzewa ze srebrnymi szpilkami i jakie noszą imię. Kogo o to zapytać? Ludzie z wioski patrzyli na nią spod oka, sąsiadów ledwie pamiętała, jedynie Grim tkwił mocno w jej wspomnieniach. Po drodze do swej chaty postanowiła zajrzeć do dawnego znajomego.

Nie uszła daleko, gdy zaniepokoił ją swąd dymu. Przyspieszyła kroku. Wbiegła szybko na pagórek, by sprawdzić, czy może pali się jej chata. Nie – to płonęło pole Grima! Gdy dotarła do jego domostwa, płomienie pełgały po wypalonym już jęczmieniu.

– Wściekłość mnie ogarnęła, że tak wolno dojrzewa... – wyjąkał zrozpaczony Grim. – I rozstawiłem pochodnie w jęczmieniu, żeby go ogrzać... i piwo mieć szybciej...

– Nie przyspieszysz plonów – szepnęła zdumiona Jera. – Ziemia to nie morze. Nie ty rządzisz czasem plonów. Gdy użyźnisz pole i zasiejesz o dobrym księżycu, reszta dzieje się sama. Niczego nie wymusisz.

- Nie umiem czekać bezczynnie – biadolił niepocieszony Grim.

- Możesz opowiadać ziemi o swoich wyprawach czekając na plony – zaproponowała kobieta, dziwiąc się sama sobie.

Grim patrzył na Jerę zaskoczony. Na chwilę zapomniał o jęczmieniu i piwie. Przemknęła mu przez myśl ostatnia długa wyprawa Dnieprem po srebro. I ta krótsza, do Zelandii po sól. Byłoby co opowiadać. Ale ziemi?

– Teraz zasiejesz dopiero jęczmień ozimy. Mogę ci pożyczyć beczkę piwa, która należy do Redana – zaproponowała Jera. I po długim milczeniu spytała, wyciągając dłoń z gałązką:

– Może wiesz, gdzie rosną drzewa ze srebrnymi szpilkami i jakie noszą imię? Pomożesz mi je znaleźć?

Grim życzliwie wyjaśnił, że gałązka pochodzi ze świerku. Jera nie mogła uwierzyć, że zapomniała o czymś tak oczywistym! Lasy pokrywały niemal całą Ziemię Run i świerki rosły wszędzie. Ale jak trafić na drzewo, które miałoby igiełki podobne do tych na znalezionej gałązce? Z daleka wszystkie świerki wyglądają jednakowo – pomyślała – a gdy podejdę blisko, nie będę mogła się zdecydować i powiedzieć: to jest to, czego szukam.

– Czy na pewno wiesz, czego szukasz? – spytał nagle Grim, jakby czytał jej myśli. – Bo przecież nie jęczmień? – zażartował uspokojony, że jednak nie zostanie bez piwa.

Redan kiedyś też czekał na jęczmień, myślała Jera. I niecierpliwił się jak Grim. A ona wypytywała męża o morskie wyprawy i porywczy wojownik, opowiadając historię za historią, zapominał o czasie.

- Pokażę ci drzewa o srebrnych szpilkach – zaproponował nagle Grim. – A ty może posłuchasz moich opowieści?

Nie chciał rozstawać się z Jerą. Przypomniał sobie młode lata, gdy z Redanem, Jerą i swoją zmarłą żoną Ylwą chodzili po lesie dłużej, niż wymagało tego zbieranie grzybów, gdyż lubili swoje towarzystwo. Jera wtedy podobała mu się nawet bardziej niż Ylwa. Nie zdradził jednak swoich uczuć, gdyż wcześniej wybrał ją na żonę Redan, jego przyjaciel.

Kobieta zgodziła się chętnie na spacer. Obecność Grima sprawiła, że jej smutek rozproszył się nieco. Poczuła się bezpiecznie i z ciekawością spoglądała na las. Właściwie nigdy dotąd nie obserwowała go tak wnikliwie. Istniały dla niej drzewa wysokie i niskie, smukłe i rozłożyste, potężne i wiotkie. Teraz ujrzała bogactwo barw każdego z osobna, zieleń i brąz w niezliczonych odcieniach, poznała moc pnia rosnącego ku słońcu, usłyszała gadanie wiatru i gałęzi.

Następnego dnia Grim zaprosił Jerę na kolejną przechadzkę po lesie, a po pewnym czasie wspólne wędrówki stały się ich rytuałem. Wilk morski nawykły do zgiełku i huku, zwycięskich okrzyków i jęków bólu, zasmakował w ciszy przerywanej śpiewem ptaków. Mijały dni, a on, ku swojemu zdumieniu, przestał się niecierpliwić i dokądkolwiek spieszyć.

Jera dzieliła się z nim swoimi obserwacjami. Nade wszystko poruszyła ją zdolność drzewa do przemian, stosownie do pory dnia i roku. Po tygodniach napotkała świerk, który miał szpilki podobne do tych ze znalezionej gałązki. Teraz nieustannie chciała być w lesie i z czułością oglądała przyrosty, jakie iglak wypuszczał na końcach gałęzi. Patrzyła na ich jaśniejszy kolor, odcinający się od ciemnej zieleni starych szpilek, dotykała szyszek, niezwykłych owoców rocznej pracy drzewa. Podziwiała potęgę świerku opierającego się wiatrom i zdawało jej się, że gdy pada deszcz, drzewo cieszy się jak dziecko.

Kobieta spostrzegła, że nie tylko świerk przeobraża się pod wpływem zmiennego czasu, lecz i ona podlega podobnym prawom. Jej dawna surowość i sztywność ustąpiła. Miała wrażenie, że ukochane drzewo odkrywa przed nią głębsze tajemnice, a wsłuchując się w nie zaczynała rozumieć mowę własnego wnętrza, jakby drzewo dawało znaki przypominające język jej uczuć.

Grim, milczący świadek tych przemian, sam również im podlegał. Jera stawała się mu coraz bliższa i w myślach zaczął wiązać z nią swoje dalsze życie. Jedyna tylko rzecz stała na przeszkodzie: kobieta wciąż cierpliwe wypatrywała męża. Nie podejrzewała, że nikt lepiej niż Grim nie znał prawdy o Redanie, który wiele lat temu, podczas morskiej burzy, zniknął mu z oczu w swojej łodzi, którą popędził wiatr w niewiadomym kierunku. A Grim milczał. Ten niecierpliwy z natury gwałtownik czuł, że nie nadszedł jeszcze czas na tę wiadomość.

Podczas kolejnego spaceru po lesie, na pniu drzewa, gdzie kora ochrania życiodajne soki, wśród niezliczonych pęknięć i znamion zobaczyła Jera wyraźne rysunki. Ujrzała w nich ślady wiatru, słońca, deszczu, śniegu – błogosławieństwo czasu, cykli przyrody i pór roku. Wodząc palcami po spękaniach pnia, nie mogła chwilami odróżnić własnych dłoni od drzewa.

Wróciwszy do domu zaczęła ryć i wycinać na deszczułce to, co zobaczyła na świerkowych gałęziach i korze. Grim, który odprowadził Jerę, nie mógł oderwać oczu od tej pracy. Kobieta z wielką energią i entuzjazmem wycinała smukłe jak gałązki, delikatne linie, łączące się ze sobą pod różnymi kątami. Lecz nagle jej dłonie straciły rozpęd. Spod jej palców zaczęły się wyłaniać coraz to krótsze poziome linie.

- Co się dzieje? – spytał zatrwożony Grim.

- Redan nie wróci – szepnęła bezdźwięcznie Jera. – Wiem to od drzewa. Jego znaki mówią o tym wyraźnie.

Zapadła cisza.

- Podejrzewałem, że Verdandi przecięła nić jego losu, gdy odpłynął podczas burzy, lecz nie byłem pewien – wyrzucił z siebie Grim. – Nie chciałem ci o tym mówić widząc, że wciąż czekasz na jego powrót.

- Dobrze zrobiłeś. Wcześniej nie uwierzyłabym. Musiał nadejść odpowiedni czas – powiedziała spokojnie kobieta.

- A czy nasz czas kiedyś nadejdzie? – zdumiony Grim usłyszał własne pytanie, które jakby wbrew rozsądkowi zadało jego serce.

- Ziarno chyba zostało zasiane, gdy dawno temu młodzi wędrowaliśmy po lesie. Lecz myślałam wtedy, że wybrałeś Ylwę – uśmiechnęła się Jera.

Grim nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał i zobaczył – w lekko uniesione kąciki ust Jery. Zdawało mu się, że czas zatoczył koło, a on jako młodzieniec spaceruje z dziewczyną po miękkim mchu.

– Drzewo mówi – wyrwała go z zamyślenia Jera – że musi minąć rok. Rok żałoby. Trzeba opłakać Redana, wspomnieć jego czyny i pogodzić się z jego śmiercią.

– Będę ci codziennie o nim opowiadał. Wiem o nim dużo, był moim przyjacielem i towarzyszem wszystkich wypraw – zapewnił Grim.

- Opowiadaj też drzewom, niebu i ziemi – zachęcająco rzekła Jera.

- Opowiem – zgodził się Grim i szybko dodał – ale nie dlatego, że będzie mi się dłużyć czas oczekiwania na jęczmień. Piwo już mi nie jest potrzebne.

- Może będzie potrzebne za rok? Kto wie? Może spróbujemy go razem? – uśmiechnęła się raz jeszcze Jera, a Grim przygarnął ją mocno.

Ludzie, którzy pomału zapominali o smutnej i surowej żonie Redana, zdziwili się, gdy znów zaczęła pokazywać się w wiosce i otworzyła gościnnie drzwi swej chaty. Na początku omijali ją, jednak od kiedy Jera uleczyła niezwykłymi znakami kilku chorych i pogodziła zwaśnionych, jej dom znów napełnił się radością. Niektórzy spośród mieszkańców Ziemi Run próbowali dowiedzieć się czegoś od Jery o znakach rytych na drewnie, dzięki którym ludzie odzyskują siły i nadzieję.

- Wszystko w stosownym czasie – niezmiennie odpowiadała kobieta.


Maria Piasecka


Maria Piasecka

Komentarze: 3

1. Piękne opowieści pani... • autor: lowa.lofsonk (2013-08-27 23:56:05)

Piękne opowieści pani Mario, jestem fanem.

pozdrawiam

2. Jera • autor: (2017-06-13 18:43:26)

Piękna przypowieść

[foto]3. Dziękuję, cieszę się,... • autor: Maria Piasecka (2017-06-13 18:57:39)

Dziękuję, cieszę się, że się podobała!