Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-07-28

Maria Piasecka

Przypowieść o znaczeniu runy Isa

ISA

lód ucisza rwący nurt
to most uczuć


i lustro piękna


Nikt nie znał przodków Isy i Morvarka. Dziewczynkę znalazła stara zbieraczka ziół przy studni podczas śnieżnej zawiei, a Morvarka drwale, gdy po wyrębie w skwarny dzień wracali do wsi. Dzieci szybko zaprzyjaźniły się ze sobą i od najmłodszych lat nie rozstawały na dłużej, choć różniły się charakterem.

Isa była małomówna, delikatna i krucha, o cerze jak pierwszy, zimowy lód. Niewiele czasu spędzała wśród ludzi, wolała samotność lub towarzystwo Morvarka. Obserwowała go, chłonąc jego zapał i energię. Czerpała stąd radość i chęć do życia. Był jej przeciwieństwem. Wciąż pochłonięty mnóstwem spraw, biegał niezmordowany po lesie i po wsi, wszędzie było go pełno, a ludzie cieszyli się jego odwiedzinami, bo chętnie im pomagał. Jednak niekiedy sarkano na jego popędliwość, jakby sam Thor obdarzył go gwałtownym i gorącym temperamentem.

Niejeden raz podczas wioskowych spotkań ludzie opowiadali sobie, że Isa i Morvark różnią się jak ogień i lód, a mimo to świata poza sobą nie widzą. Nikogo nie zdziwiło, gdy w stosownym czasie zostali małżeństwem. Gdy Isa pierwszy raz ofiarowała miód i jęczmień bogini płodności Freyi, zapobiegliwy i niecierpliwy Morvark szybko wziął się za robienie kołyski. Pewnego dnia, zbijając ją z brzozowych deszczułek poczuł, że targa nim niepokój, jakiś nowy, inny niż do tej pory. Kim jestem i skąd jestem? – pytał sam siebie. – Czy wolno mi mieć dzieci, skoro nie znam swoich przodków? O jakich sławnych czynach ojca czy dziada będę kiedyś opowiadał wnukom?

Zapragnął ponad wszystko dowiedzieć się, skąd pochodzi i kim są jego rodzice. Kiedy zwierzył się żonie, że ma zamiar wyruszyć na poszukiwanie przeszłości, Isa posmutniała. Nie chciała towarzyszyć mężowi w tej wyprawie, ale nie chciała też zostać sama. W Ziemi Run czuła się znakomicie i nie widziała powodu, by ją opuszczać. Nie wyobrażała sobie jednak życia bez męża, który stanowił dla niej cały świat.

Morvark myślał inaczej. Żal mu było żony, ciężko było się rozstawać, lecz nie chciał żyć wbrew sobie i wypierać się swoich pragnień.

Isa nie umiała się pogodzić z odejściem Morvarka. Nie pojmowała zwłaszcza tego, że mąż jest w stanie ją opuścić. Czyż nie była dla niego całym światem? Bowiem on stanowił dla niej to, czym jest światło i ciepło dla rośliny. Nazywała go płomieniem swego życia i pragnęła być jak on pełna żarliwości i wigoru. Przeglądając się w misie z wodą wolałaby ujrzeć tam jego twarz zamiast własnej. Gdy zabrakło Morvarka, poczuła się jak bluszcz bez drzewa, wiotka i pusta, jakby utraciła żywotne siły.

Morvark, poszukując swoich przodków, wyruszył do Muspell. Każde dziecko w wiosce wiedziało, że ów kraj ognia, leżący po drugiej stronie rzeki, pochłonął już niejednego śmiałka. Nieliczni mieli odwagę przeprawić się tam, ale nie pamiętano, by ktokolwiek powrócił żywy. Najstarsi powiadali, że szaman Futhark był w Muspell, lecz nikt nie miał co do tego pewności. Niejeden raz pytano go, w jaki sposób udało mu się powrócić z kraju ognia, ale on odpowiadał, że nigdy się tam nie wybierał. Pomiędzy chatami krążyły legendy o tym, jak wymyślne pułapki czyhają na śmiałka, który odważyłby się odwiedzić te niebezpieczne strony.

Isa, tęskniąc za Morvarkiem i drżąc o jego życie, każdego dnia stawała się coraz bledsza, cichsza, a ludzie z wioski widywali ją tylko z okazji większych uroczystości. Jadła i piła niewiele po długich namowach swej przybranej matki, która wzywała zielarki i znachorki, ale żadna z nich nie potrafiła uleczyć chorej duszy Isy.

Tęsknotę młodej żony wyparło wkrótce przeczucie, że Morvarkowi grozi śmierć. Czuła, że jego dni są policzone i musi za wszelką cenę ratować męża. Nie wiedząc, co robić, wybiegała z domu nad rzekę, patrzyła na wzburzone wody, za którymi leżała kraina Muspell i nie chciała pogodzić się z myślą, że szalejący nurt odgradza ją od drugiego brzegu. Wzburzone fale przypominały jej Morvarka. On także, nieokiełznany jak rwąca rzeka, nie potrafił pozostać dłużej w jednym miejscu. Trwożył Isę ten widok, lecz w spienionej wodzie dostrzegała siłę, która ją pociągała i której cząstkę chciała mieć w sobie. By przedostać się na drugi brzeg, potrzebna była łódź. Lecz czy kobiecie starczyłoby sił do wioseł? Na pomoc nie miała co liczyć, bo wszyscy bali się ognia kraju Muspell. Z nad rzeki wracała do chaty i siedziała głodna, milcząca, prawie bez życia, patrząc uparcie w ogień płonący na palenisku.

Dopiero Futhark, potężny szaman z gór, rozpoznał, na jaką chorobę duszy cierpi Isa i zastosował duchowe lekarstwo – starą legendę o tym, jak zrodził się Ymir, praojciec oszronionych Olbrzymów.

– Ymir – mówił szaman – powstał z lodu i ognia, ale najpierw między obiema potęgami musiało dojść do starcia. Moc była i po stronie ognia i po stronie lodu. Żywioły stoczyły walkę, która nie niszczy, lecz buduje. Dzięki niej, na moście łączącym ogień i lód, mógł zaistnieć Ymir i powstać cały świat.

Słuchając szamana, Isa zamyśliła się. Nagle ożywiona uniosła głowę i spojrzała Futharkowi prosto w oczy.

– Czy lód może być tak mocny jak ogień? – zapytała.

Szaman pokiwał twierdząco głową, ciesząc się w sercu, że jego opowieść znalazła odzew.

– Morvark wyruszył – kontynuował – do krainy ognia, Muspell, myśląc, że właśnie tam znajdzie odpowiedź na swoje pytania. Jednak człowiek porywczy i żarliwy, kierujący się wyłącznie pasją, niewiele potrafi zdziałać. Potrzebny jest jeszcze jasny osąd, cierpliwość i opanowanie. Trzeba umieć zatrzymać się w biegu, by osiągnąć cel. Trzeba połączyć lód z ogniem.

- Tylko bóg Odyn wie, jak to zrobić – szepnęła Isa.

- Mędrcy powiadają, że raz na jakiś czas pojawia się na świecie dwoje ludzie, którzy pokazują, w jaki sposób to uczynić – odpowiedział Futhark. – Jesteś piękna jak kryształ lodu i spokojna jak płatek śniegu. Szukaj w sobie, a znajdziesz rozwiązanie.

Isa nie zastanawiała się do tej pory, jaka jest i jak wygląda. Zajęta była mężem, myślała nieustannie o Morvarku i podziwiała go sądząc, że powinna być taka jak on. Tymczasem Futhark ujął to zupełnie inaczej... Kiedyś od ludzi słyszała o swej delikatności i jasnej cerze podobnej do pierwszego, zimowego lodu. Ciekawa swojego odbicia podeszła do garnka z wodą. Tym razem nie chciała widzieć w niej twarzy męża, lecz własną. Pochyliła się i zobaczyła duże, łagodne oczy, pełne usta, długie proste włosy i to wszystko, co mówili o niej ludzie, porównując ją z płatkiem śniegu. Ona jest piękna... – szepnęła. I nagle krzyknęła: – Nie, to ja jestem piękna! Ja! Isa! Chcę być taka, jaka jestem, nie chcę być nikim innym. Gdybym była jak Morvark, nie mogłabym być sobą. Mam na imię Isa, to znaczy lód. A lód to nie ogień. Lód też ma moc, jak mówił szaman. Może ostudzić i ugasić, powstrzymać i utwardzić, że toporem nie rozłupiesz. Umie ocalić to, co ogień by spopielił!

Isa poczuła, jak wstępuje w nią siła lodu zdolna zmierzyć się z ogniem. Z żarem krainy Musspell. Do tej pory, przekonana, że Morvark jest w niebezpieczeństwie, sama również czuła się zagrożona. Gdy pojęła i uznała swą inność i odrębność, lęk zniknął. Zaczęła jeść z apetytem i chodziła nad rzekę przekonana, że odnalezienie męża w krainie Muspell jest tylko kwestią czasu. Potrafiła stać niewzruszenie nad wzburzoną wodą, jakby chciała napełnić fale własnym bezruchem. Myślała wtedy o swojej twarzy, która przypominała gładką taflę lodu, gdy patrzyła na swoje odbicie pochylona nad garnkiem wody.

Wreszcie któregoś ranka Isa zastała rzekę gładką i nieruchomą. Przez chwilę stała nieporuszona w zachwycie gdy czuła padający na siebie blask, bijący od zastygłej powierzchni wody. Zrobiła krok do przodu i jej stopa napotkała opór. Rzeka zamarzła. Ruchy Isy stały się szybkie i precyzyjne. Pobiegła przed siebie przez lodowy most. Chłód przenikający stopy dodał jej sił.

Wreszcie, niemal omdlała ze zmęczenia, znalazła się w kraju Muspell. Choć ogień otoczył ją ze wszystkich stron, czuła wewnątrz siebie chłód. Biegnąc wypatrywała męża. W końcu go ujrzała. Leżał na ziemi i rozpalony gorączką majaczył. Uniosła mu głowę. Delikatnie ścierając pot z jego czoła, czuła żar przenikający jej chłodne dłonie. Po chwili Morvark otworzył przytomnie oczy. Oplótł Isę ramionami i wyszeptał:

– Nie dowiedziałem się niczego i nadal nie wiem, gdzie mój dom.

– Twój dom jest tu gdzie ja jestem – odpowiedziała stanowczo i spokojnie Isa. Odwzajemniając uścisk męża czuła, jak jej chłód coraz bardziej topnieje pod wpływem ciepła i przynosi ulgę rozpalonemu ciału Morvarka.

– Czas wracać – powiedziała, podnosząc męża z ziemi.

– Ogień nas pochłonie – zatrwożył się Morvark.

– Nie bój się go, skoro sam jesteś ogniem – uspokoiła go Isa.

– A ty się nie boisz? – spytał Morvak zdumiony, jakby dopiero teraz pojął, że jego żona znalazła się w krainie Muspell nietknięta przez płomienie. – Ogień obszedł się z tobą nawet lepiej niż ze mną. Jak to się stało?

– Szaman Futhark pomógł mi zrozumieć, że mam w sobie moc lodu. Ale także mam w sobie cząstkę twojego ognia, bo zanim uwierzyłam w siebie, żyłam tobą.

– Teraz ja z kolei żyję tobą... i dzięki tobie – odrzekł Morvark.

Isa dźwignęła męża, a on wsparł się na niej i ruszyli przez płomienie, które ustępowały przed mocą lodu. W końcu weszli na zamarzniętą rzekę. Przed nimi otwierał się lodowy most, gładki, jasny, lśniący w słońcu. Szli przez pewien czas przejęci i skupieni, a gdy spojrzeli przed siebie pewni, że wystarczy jeden krok, by znaleźć się w Ziemi Run, nie dostrzegli drugiego brzegu rzeki. Zobaczyli natomiast dwa jej brzegi jednocześnie, po lewej i po prawej stronie. Szli teraz wzdłuż rzeki, która zwężała się stopniowo, by stać się wąskim strumieniem, dążącym do swych początków. Wreszcie znaleźli się przy źródle. Gdy się nad nim pochylili, zamarli w zachwycie, ujrzeli bowiem ... płonący kryształ lodu.

– Ocknijcie się! Przebudźcie! – usłyszeli niespodziewanie głos Futharka. – Już jesteście po naszej stronie rzeki, w Ziemi Run. Blask lodu w słońcu was oczarował i uśpił.

Isa i Morvark niechętnie otworzyli oczy. Rozglądali się wokół ze zdumieniem. W pierwszej chwili nie byli pewni, gdzie się znajdują, lecz widząc przed sobą życzliwą twarz szamana, uśmiechnęli się i wyznali prawie jednocześnie:

– Już wiemy, skąd przyszliśmy... skąd jesteśmy...

– I wiesz już teraz zapewne, Morvarku, o czym będziesz opowiadał waszym dzieciom w zimowe wieczory – odrzekł Futhark.

– Jeszcze nie jestem pewien, o czym – zamyślił się Morvark patrząc na Isę. – Ale będę się starał opowiadać tak pięknie, żeby dzieci oczarować, uspokoić i napełnić wiarą w siebie.



Maria Piasecka


Maria Piasecka

Komentarze: 1

1. Isa • autor: (2013-08-29 21:05:18)

Nie wiem czemu, ale zawsze bałam się stosować tę runę. Bałam się, że mnie zatrzyma i zamrozi ;)