Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-04-23

Maria Piasecka

Przypowieść o znaczeniu runy Gebo

GEBO

motto

odrębni w zjednoczeniu
podarowani sobie
pozwólcie wiatrom niebios
tańczyć pomiędzy wami


Nadszedł Dzień Darów – święto z niecierpliwością oczekiwane przez mieszkańców Ziemi Run. Darowano tego dnia prezenty bliskim, przyjaciołom i znajomym, a także gościom i podróżnym. Był to czas radosny, ale tylko z pozoru beztroski, gdyż w istocie niełatwo było wręczyć odpowiedni dar, stosowny do sytuacji oraz osoby, godziwy i należyty, nie budzący niepokoju lub skrępowania. Podarki bowiem miały spełniać pewien warunek: nie mogły okazać obdarowanemu, że jest uboższy lub bogatszy od tego, który daruje. Miały podkreślać, że każdy posiada wszystko, czego mu potrzeba, skoro może dzielić się z innymi. Nie lada mądrości wymagało znalezienie i nie lada umiejętności wręczenie takiego upominku.

Święto lubili zwłaszcza młodzi. Dorośli z radością patrzyli na poczynania swoich pociech w tak ważnym dniu. Niejeden z wojów wspominał przy pieczonym odyńcu, jak to podczas Dnia Darów właściwie dobrany podarek stawał się zaczątkiem wielkiej przyjaźni, a nawet zaręczyn.

Gebo, syn Hakona Dobrego, jednego z najbogatszych ludzi klanu, z biciem serca myślał o chwili, kiedy wręczy prezent pięknej Sigurdzie. Już kilka miesięcy przed świętem poprosił ojca o pierścień dla dziewczyny. Hakon cieszył się z inicjatywy syna. Niegdyś przecież, razem z matką Sigurdy, Zaklinaczką Run, wyrazili pragnienie, by w odpowiednim czasie dzieci ich połączyły się węzłem małżeńskim pod Świętym Jesionem Yggdrasillem. W intencji rodziców Gebo i Sigurda stali się sobie przeznaczeni.

Od dzieciństwa chłopak oswajał się z myślą, że pojmie córkę Zaklinaczki Run za żonę i był temu rad. Pokochał Sigurdę. Wiedział, że zgodnie z tradycją tylko śmierć któregoś z narzeczonych mogłaby zmienić plany rodziców. Niewiele jednak z dziewczyną rozmawiał od czasu, kiedy przestał być dzieckiem. Wydawała mu się nieprzystępna i miał wątpliwości, czy darzy go uczuciem. Chciał, by została jego żoną nie tylko czyniąc zadość tradycji i woli rodziców.

O tym, co myśli Sigurda o ich wspólnej przyszłości, Gebo miał szansę się przekonać właśnie w Dzień Darów. Starsi utrzymywali, że jeśli obdarowany przyjmie prezent, koleje losu będą pomyślne w każdej sprawie. Gebo miał nadzieję, że Sigurda poczuje się najszczęśliwszą z dziewcząt, gdy otrzyma od niego podarek. Spojrzy mu w oczy, zatrzyma spojrzenie, uśmiechnie się, jej dłoń dotknie jego dłoni, a może przytrzyma jego rękę trochę dłużej niż wymagałoby odebranie zawiniątka, a wtedy on zrozumie, że to znak sympatii, przychylności, a nawet uczucia...

A może Sigurda coś miłego powie, a potem on będzie mógł te słowa powtarzać w samotności, przypominając sobie dźwięk jej głosu, spojrzenie, dotyk... Wręczając pierścień chciał mieć całkowitą pewność, że drogi jest sercu Sigurdy. Gdybyż tylko stało się tak, jak sobie wymarzył i oczekiwał! Wtedy czułby się najbardziej obdarowanym człowiekiem w dniu tego pięknego święta.

Gdy podszedł do Sigurdy, miał na twarzy i w uśmiechu odzwierciedlone te wszystkie pragnienia i oczekiwania. Położył pierścień na jej dłoni, a ona spojrzała mu w oczy i – zwróciła podarunek. Młody wojownik, zbity z tropu, z trudem ukrył rozpacz. Odmowa mogła oznaczać tylko jedno – Sigurda go nie kocha! Owszem, połączy się z nim, ale tylko dlatego, by się nie sprzeniewierzyć tradycji. Gebo nie chciał dopuścić do siebie takiej myśli. Zbyt wiele modlitw skierował do bogini Freyi, by teraz zaprzepaszczone zostały jego nadzieje.

Dlaczego Sigurda odrzuciła jego dar? W jaki sposób dziewczynę o to zapytać? Peszyło go, że jest córką Zaklinaczki Run i zna sekrety, o których ludzie ośmielają się tylko szeptać. Może właśnie owe tajemnice przesądziły o jej zachowaniu? Sigurda, widząc pytające oczy Geba, odpowiedziała łagodnie:

– Twój podarunek jest drogocenny, ale czuję, że brak tu wiatru niebios, który w przyszłości mógłby wiać pomiędzy nami. Przyjmując pierścień utraciłabym siebie. Cieszę się, że chcesz obsypać mnie klejnotami, lecz przyjmując dary bez błogosławieństwa wiatru popadnę w zależność. A pragnę zachować odrębność.

Gebo nie rozumiał sensu tych słów. Odrębnie żyli jedynie czarownicy klanów, kapłani albo wiedźmy na bagnach. Sigurda była piękną, młodą dziewczyną i powinna bez zastrzeżeń pragnąć małżeństwa z dzielnym wojownikiem!

Za parę dni Gebo ukradkiem położył Sigurdzie na progu chaty misternej roboty kolczyki owinięte w skórę, myśląc, że może dziewczyna wstydzi się otwarcie przyjmować od niego dary. Lecz i ten fortel nie zmienił niczego. Odniosła mu zawiniątko bez słowa.

Młodzieniec był niepocieszony. Trapiły go słowa ukochanej: co to znaczy, że dar musi zawierać błogosławieństwo wiatru? Czuł, że prawdziwie pojmie Sigurdę za żonę tylko wówczas, gdy znajdzie odpowiedź na to pytanie. W końcu obiecał sobie, że jeśli nie odkryje tajemnicy słów Sigrudy, spędzi resztę życia w leśnej głuszy. Całymi dniami błądził samotnie po polach i łąkach, bijąc się z myślami i szukając rozwiązania zagadki.

Pewnego dnia natknął się tam na matkę Sigurdy, Zaklinaczkę Run, która zrywała lecznicze zioła. Kobieta od dawna domyślała się, jakie są przyczyny cierpień młodzieńca. Gdy się przywitali, zaczęła jak gdyby nigdy nic swą opowieść.

– Ten świat – powiedziała – jest przepływem, wymianą, dawaniem i braniem. Łąka daje mi zioła, ja daję je ludziom. Otrzymaliśmy dar życia, który przekazujemy innym. Dostaliśmy w darze czas do mądrego zagospodarowania. Wymieniamy między sobą wiedzę i doświadczenie. Udzielamy wsparcia i gościnności. Bezcennym darem jest dla nas drugi człowiek, jego życzliwa obecność, kroczenie wspólną ścieżką, poczucie z nim jedności. Istnieją dary rodzące ciężar zobowiązań; zniewalają one i nakładają pęta. Przyjmując je czujesz się biedny i pusty, tracisz niezależność. Są też dary, które uskrzydlają ­– otrzymując je czujesz się ubogacony. Rodzą one pragnienie obdarowania innych i umacniają wolność. Posiadają błogosławieństwo wiatru, który nie ogranicza, a zarazem tworzą najmocniejsze więzi.

– Czy to właśnie. Sigurda próbowała mi przekazać? – spytał Gebo.

– Zapewne – potwierdziła Zaklinaczka Run. – Dar powinien umacniać nas w przekonaniu, że tak naprawdę skupiamy w sobie wszystko. I taki jest sens naszego święta, które ma przypominać, że każdy z nas ma już to, czego mu trzeba, gdyż posiada samego siebie. Brakuje nam jedynie wiedzy, że jesteśmy pełnią.

Zasłuchany Gebo dotarł z Zaklinaczką Run do jej chaty i zatrzymał się zamyślony. Gdy kobieta zaprosiła go do środka, Gebo ucieszył się, spragniony dalszej opowieści. Lecz nagle serce zabiło mu silniej: przecież może tu spotkać Sigurdę! Przestąpił próg zatrwożony i zobaczył ją, stojącą przy ogniu. Dziewczyna na jego widok uśmiechnęła się przyjaźnie. Czekała, aż woda zagotuje się na kuchni i zaparzyła dla wszystkich ziół.

Zaklinaczka Run, korzystając z okazji, że ma młodych razem przed sobą, zadała obojgu pytanie:

– Czy wiecie, czym jest odrębność w zespoleniu? ­Niedługo zostaniecie mężem i żoną, więc pora znać odpowiedź na to pytanie.

Gdy Gebo nastawił uszu, zwróciła się najpierw do niego.

– Łącząc się z Sigurdą stworzysz z nią jedność, w której żadne z was nie powinno się zatracić. By przetrwała miłość, do końca swoich dni powinieneś być w pełni sobą. I ona również powinna być w pełni sobą. Jedno dla drugiego stanie się darem miłości tylko wtedy, gdy każde z osobna będzie świadome swej pełni.

– Sigurdo – zwróciła się matka do córki, wiedząc, co ją nieustannie trapi. – Jeśli nie chcesz czuć się jak niewolnica, przestań się bać, że zatracisz siebie w swoim ukochanym. Uwierz więc, że niczego ci nie brakuje. Wtedy w najdoskonalszym zjednoczeniu zachowasz upragnioną odrębność. Będziesz szczęśliwa w miłości, kiedy pełnia zjednoczy się z pełnią.

Młodzi słuchali matki ze wzrokiem wbitym w czarki z parującymi ziołami, jakby tam, niby w czarodziejskim tyglu, miała się objawić owa odrębność w zjednoczeniu i sama oznajmić, czym w istocie jest. Trwali tak przez pewien czas, a gdy ich myśli ucichły, unieśli głowy i napotkali swoje oczy.

Po dłuższej chwili Sigurda nie wiedziała już, czy Gebo spogląda prosto w jej źrenice, czy obejmuje spojrzeniem jej twarz i całą postać, czy patrzy na własny obraz odbity w jej oczach, czy ogląda w jej zielonych tęczówkach ich wspólną przyszłość. Dostrzegła w szarych oczach Gebo gałęzie brzozy kołysane wiatrem, nad nimi obłoki sunące po niebie, a na ich tle szybującego jastrzębia. Czuła, że teraz jest gotowa przyjąć każdy dar od Gebo. On zaś zyskał pewność, że ukochana nie odrzuci już żadnego podarku, który jej ofiaruje.

Gdy w najdłuższy dzień lata Sigurda i Gebo stanęli w weselnych szatach pod Świętym Jesionem Yggdrasillem, dziewczyna założyła na palec ślubny pierścień, dar Gebo, i wręczyła ukochanemu miecz z namalowanymi własnoręcznie Runami ochrony i zwycięstwa. Po wymianie podarunków ojciec Gebo, Hakon Dobry, wypowiedział małżeńskie zaklęcie: „Bądźcie dla siebie darem. Pozwólcie wiatrom niebios zatańczyć między wami: dzielą one jednocząc i jednoczą dzieląc. Bowiem pełni nie da się odjąć od pełni.”


Maria Piasecka


Maria Piasecka

Komentarzy nie ma.