Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-07-01

Maria Piasecka

Przypowieść o znaczeniu runy Raidho

RAIDHO

motto

być w drodze
jak rytm i tętent
wolność i uwolnienie


Jarl Osten spędził wiele dni na rozmowach z Wolwą, wieszczką z rodu olbrzymów. Gdyby nie tułaczka, nigdy nie trafiłby do jej groty i nie dowiedział się, jak powstał dzień, skąd zima i ciepłe lato przychodzą, dokąd koń a dokąd wojownik wędrują po śmierci. Przekonał się, że legendy o mądrości wieszczki, które mieszkańcy Ziemi Run opowiadali dzieciom, są najprawdziwszą prawdą.

Lecz Osten chciał przede wszystkim wiedzieć, co dzieje się w jego dawnej ojczyźnie, gdzie okrutny Swal zabił mu żonę i maleńkiego synka oraz zniszczył prawie cały klan. Dzięki rozmowom z Wolwą zaczął patrzeć szerzej na świat i nie myślał mścić się ślepo za krzywdy.

Pewnego razu w trakcie warzenia grzybowej zupy olbrzymka stwierdziła, jakby od niechcenia, że na początku z małego rodzi się małe, ale zbierając do kosza grzyb po grzybie, możemy przemierzyć ogromny las. Osten nie od razu zrozumiał, co się za tym kryje. Miał wrażenie, że wiąże się to jakoś z nim i jego zniszczoną krainą. Zapragnął ją ujrzeć i postanowił przygotować się do drogi.

Wolwie ciężko było rozstawać się z gościem, ale nie namawiała go do pozostania. Widziała, jak bardzo Osten tęskni za ojczyzną i była pewna, że ten niemłody przecież człowiek nie spocznie, dopóki Swal będzie pustoszył Ziemię Run. Jednak nie bez powodu przedłużała pobyt jarla u siebie. Chciała go uzbroić nie tylko w mądrość, ale także w moc, by przygotować go do trudnej walki ze Swalem.

– Swal – rzekła pewnego wieczoru – czyni zło, bo używa ciemnej strony Raidho. Wysyła ludziom odwróconą runę, a oni cofają się w głąb siebie. Myślą, że ich ziemia to paru krewnych, a nie ogół mieszkańców. Zamknęli okna, zaryglowali bramy i kręcą się wokół własnego podwórka. Przestali sobie pomagać. Swal zerwał ich wzajemne więzi jeszcze zanim uciekłeś ze swojej krainy, a teraz niszczy każdego człowieka z osobna.

- Masz rację, Wolwo – zadumał się jarl. – A teraz co ludziom grozi?

– Teraz chodzą jak w labiryncie, nie mogą trafić do swoich domów, a krew zaczyna im krążyć w przeciwną stronę. Jeśli nikt nie zatrzyma Swala, to po jesieni następować będzie lato, a po wiośnie zima. Jęczmień nie urośnie, bydło padnie. Bo Raidho to także droga Słońca i Księżyca. Co się stanie, jak gwiazdy zawrócą z drogi?

– Dzięki za naukę – przerwał gwałtownie Osten. – Daj mi, Wolwo, miecz z wyrytą na rękojeści runą Raidho i rumaka Melnira, który zawsze dociera do celu.

– Pozbawisz Swala władzy – ciągnęła spokojnie wieszczka – jeśli użyjesz jasnej strony Raidho ze stosowną mocą. Miecz i Melnir to tylko moc zewnętrzna. By zyskać moc wewnętrzną, należy poznać ukryte znaczenie Raidho. Nikt prócz mnie nie posiada tej wiedzy. W tym celu musisz dosiąść innego rumaka niż Melnir.

I olbrzymka ruszyła do swojej jaskini, a jarl niecierpliwie wypatrywał nowego konia. Tymczasem Wolwa powróciła niosąc skórzany worek. Rozsupłała go i zdumionym oczom wojownika ukazał się okrągły, obciągnięty koźlą skórą bęben, ozdobiony piórami kruka oraz runicznym napisem: „Kto mnie dosiądzie, ten moc posiądzie”.

– Połóż się, zamknij oczy i ruszaj w drogę tętniącą, tak jakbyś tkwiąc w miejscu przemierzał przestrzeń – rzekła wieszczka. – Poznaj, czym jest rytm, jak rządzi tobą i światem. Aby osiągnąć swój cel, musisz poderwać ludzi do walki. Same słowa nie wystarczą. By dotarły do uśpionych serc, muszą mieć moc rytmu.

Gdy zdumiony i przejęty jarl uczynił jak Wolwa kazała, olbrzymka sięgnęła do worka, wyjęła drewnianą pałkę i zaczęła rytmicznie uderzać w bęben. Najpierw cicho, potem nieco głośniej. Jarl poczuł, jak serce bije mu mocniej, a na jedno jego uderzenie przypadają trzy uderzenia bębna. Wkrótce przestał liczyć bicie serca, gdyż odkrył, że na osiem uderzeń bębna przypada jeden wdech, a na drugie osiem wydech. Wreszcie odniósł wrażenie, że cała jego skóra faluje, jakby była koźlą skórą naciągniętą na obręcz bębna, i w tym momencie przestał odczuwać ciałem, bo unosił się ponad nim coraz wyżej i wyżej. Miał nad sobą słońce, księżyc i gwiazdy, a wszystko poruszało się po okręgu i pulsowało jakby w zgodzie z rytmem bębna.

Długą chwilę jarl trwał ponad ziemią w zdumieniu i zachwycie, po czym usłyszał, że bęben gra nieco ciszej i to było sygnałem, że należy opuścić gwiezdną przestrzeń. Wracając do ciała zobaczył Ziemię Run, którą pragnął uwolnić od tyrana. Ujrzał swoich ziomków, smutnych lub przerażonych, drepczących bezładnie, jakby odrętwiałych i ślepo czegoś szukających. Serce zamarło mu na ten widok. Lecz po chwili, gdy znalazł się z powrotem w ciele, zdało mu się, że jest ono dużo większe i potężniejsze, bo zawiera to wszystko, co odczuł i czego doświadczył wewnątrz i na zewnątrz siebie. Gdy bęben umilkł, Osten otworzył oczy. Wiedział teraz, że jasną stroną runy Raidho jest przede wszystkim rytm, który chroni ludzi i świat przed bezładem i zamętem.

Uzbrojony w mądrość Wolwy, jarl dosiadł Melnira. Na pożegnanie wieszczka wręczyła wojownikowi skórzany worek z bębnem mówiąc:

– To na wypadek, gdyby zawiodły inne środki. Nie zawsze da się przemierzyć cały las zbierając do kosza grzyb po grzybie.

Osten nie musiał kierować jazdą. Czarodziejski koń sam wybierał właściwą drogę, wiedział kiedy należy się zatrzymać i wyczuwał nadchodzące niebezpieczeństwa. Pochłonięty myślami nad taktyką walki ze Swalem, jarl przybył do ojczystych stron.

Z trudem poznał Ziemię Run, która niegdyś tętniła życiem, ludzie z radością pracowali, bawili się, świętowali tańcząc ulubione tańce w kręgu, obdarowywali się prezentami. Teraz wszędzie wiało pustką, smutkiem i strachem. Galopując niestrudzenie na Melnirze od osady do osady Osten odwiedzał innych jarlów, przypominał im dawne dzieje, kiedy ludzie czuli się siostrami i braćmi, a drzwi każdego domostwa stały otworem. Przekonywał, że zamknięcie się w klany i krzątanina tylko wokół własnych spraw, przyniosły zgubę.

Mało kto pamiętał jarla Ostena i mało kto chciał go słuchać. Ludzie nie rozumieli jego słów i zachowywali się jak uśpieni. Czas zatarł wspomnienia o jedynym człowieku, który dawno temu odważył się podnieść miecz na Swala. Niegdyś dumni i odważni przywódcy klanów, zapomnieli, czym jest Ziemia Run. Nękani przez zbrojne grupy Swala, bali się wychodzić ze swych domostw, a nawet głośniej ze sobą rozmawiać. Nie pojmując wolnego człowieka, stawiali opór. Osten jednak uparcie, krok po kroku, dążył do celu. Jeździł na Melnirze, kluczył po leśnych ostępach unikając wojów Swala, podburzał ludzi, namawiał, tłumaczył, aż wreszcie jego praca zaczęła przynosić pierwsze owoce. Pojedyncze osoby budziły się z letargu zdumione i przerażone, łączyły się z Ostenem i usiłowały przekonać innych.

Jednak czas płynął wciąż korzystniej dla Swala i Osten lękał się, że nie zdąży go w porę pokonać. Starannie ukrywał swą rozpacz. I nagle, gdy zrezygnowany chciał już rzucić na ziemię swój miecz, przypomniał sobie o podarunku Wolwy – skórzanym worku z bębnem. „Nie zawsze da się przemierzyć las, zbierając grzyb po grzybie” – mówiła wieszczka. Trzeba więc potrząsnąć wszystkimi mieszkańcami Ziemi Run w jednej chwili!

Podniesiony na duchu tym odkryciem Osten wspiął się na najwyższe wzniesienie Ziemi Run, zwane Wzgórzem Sokoła, gdzie dawniej gromadzili się Najstarsi na radę, wyjął z worka bęben oraz pałkę, zamknął oczy i zaczął wybijać rytm. Nie miał pewności, czy wszyscy go usłyszą, lecz nie zrażał się. Trzy uderzenia na jedno bicie serca, osiem uderzeń na wdech, osiem na wydech. Tak jak robiła to Wolwa. Słuchał rytmu i jednoczył się z nim. Ledwie zdążył szepnąć bębnowe zaklęcie: „Kto mnie dosiądzie, ten moc posiądzie”, a jego skóra zafalowała. Znalazł się ponad wzgórzem. Bęben jak skrzydlaty rumak niósł Ostena swym rytmem wyżej i wyżej, aż wreszcie ujrzał z góry wszystkich swoich ziomków.

„Skoro nie dotarły do nich moje słowa, muszę przemówić sercem do ich serc” – pomyślał. I w odpowiedzi na tę myśl dostrzegł, że mieszkańcy Ziemi Run zaczęli się z zaciekawieniem rozglądać, jakby coś nowego zwróciło ich uwagę. Spoglądali w górę, chcąc coś dojrzeć, a potem kładli dłoń na sercu, jakby usiłowali wyczuć jego bicie. Osten widział ich wszystkich w dole a zarazem czuł, że jest również wewnątrz każdego z nich. Wtedy posłał im do serc obraz, w którym byli ludźmi wolnymi, radującymi się swobodą i przestrzenią, morskimi wyprawami, widokami gór i ogromnych lasów, po których mogli do woli wędrować.

Gdy jarl przekazał ludziom pełnię swej wizji z mocą, której udzielił mu rytm bębna, powoli wrócił do swego ciała, skończył grać i zszedł ze wzgórza. Właściwie nie zdziwił się, gdy ujrzał wokół swego konia Melnira liczną grupę wojów uzbrojonych w topory i tarcze. Nastąpiło więc to, czego nieugięty Osten pragnął. Ludzie zbuntowali się. Dalej wypadki potoczyły się nadzwyczaj szybko. Wsie pustoszały, ich mieszkańcy w lasach i górach łączyli się w grupy i wspólnie walczyli z oddziałami Swala. Kiedy Osten poczuł, że ma dość sił, by stawić czoło wrogowi, ruszył przeciw niemu w otwartej walce.

Po zwycięskiej bitwie zdało mu się, że czas zatoczył koło. Wojownik powrócił do chwili, kiedy był młodym jarlem, teraz jednakże nie on leżał spętany na ziemi, a okrutny Swal. Gdy Osten wspomniał swoją żonę, syna oraz wszystkich pomordowanych, przepełniła go chęć zemsty, a jego dłoń sama zacisnęła się na mieczu. Rozumiał jednak, że to właśnie śmierć bliskich zaprowadziła go do Wolwy, od której tak wiele się nauczył. Dzięki wędrówce, pokonując niezliczone drogi, ścieżki, gościńce i leśne ostępy, posiadł skarb, którym dzielił się teraz z mieszkańcami Ziemi Run. Mądrość, a jednocześnie wyzwanie na przyszłość, przekazał swojemu ludowi tymi słowami:

– Im ciaśniej zamkniecie się w ścianach swego domostwa, tym bardziej wasz dom się pomniejszy. Im mocniej zaryglujecie zamki klanów, tym bardziej Ziemia Run narażona będzie na zgubę. Wówczas niegodziwcy będą w stanie użyć runy Raidho w złym celu. Zgubicie drogę. Dzień stanie się nocą, a odwaga lękiem. Zaniknie rytm życia i zacznie wami rządzić chaos, niewola oraz śmierć.

Niezdecydowany, co zrobić ze Swalem jako jeńcem, Osten zaczął starannie wycinać Raidho w wielkim, dębowym klocku. Gdy ukończył pracę, zabarwił runę własną krwią, spalił klocek, a popioły ofiarował Asom, rzucając je na wiatr. I puścił Swala wolno. Miał nadzieję, że pozostając przy życiu, tyran dotrze do wieszczki Wolwy uczyć się mądrości, lub trafi pod jesion Yggdrasill, by napić się wody ze źródła trzech Norn, pań losu.

Miał pewność, że wędrówka Swala nie skończy się prędko, gdyż bogowie popiołem runy obsypali Swala od stóp do głów i zaprószyli mu solidnie oczy. Być może kiedyś będzie mógł wejrzeć w swoje wnętrze i usłyszeć rytm serca.



Maria Piasecka


Maria Piasecka

Komentarzy nie ma.