Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-03-18

Maria Piasecka

Przypowieść o znaczeniu runy Uruz

URUZ

motto

walka o przetrwanie mówi
że upór daje moc


Dzielna córka Hemiego, wojowniczka Frigg, dowiedziała się, że pozbawiono ją atrybutów przywódcy: Imienia oraz Dostojnego Okrycia, czyli skóry tura. Do tej pory stała na czele swej wioski, lecz niespodziewanie Starszyzna Ziemi Run postanowiła odebrać jej władzę. Musiała podporządkować się Radzie, opuścić wspólnotę i wyruszyć na wędrówkę. Nikt jej wprost nie napiętnował ani nie oskarżył, lecz czuła, że bez Imienia oraz Dostojnego Okrycia byłaby dla mieszkańców wioski kimś niepożądanym i jakby nieobecnym.

Nie pojmowała, dlaczego los ją tak ukarał. Ostatnie lata były dla wszystkich trudne, a dla Frigg szczególnie. Jej życie wypełniała walka o bezpieczeństwo, spokój i dobrobyt współplemieńców. Odniosła najwięcej zwycięstw ze wszystkich wojowników i równie wiele ran, a kiedy wreszcie nastał pokój i wiosce nie groziła żadna klęska, odebrano jej wszystkie trofea, skazując na banicję. Tak to odczuwała córka Hemiego, choć Starszyzna ujęła sprawę inaczej:

– Musisz na nowo rozpocząć wędrówkę, by odzyskać na czas pokoju zdobycze, które posiadałaś na czas wojny. Zapewne odnajdziesz wszystko w miejscu, którego nienawidzą pasterze.

Groźby czy błagania na nic by się nie zdały. Postanowienia Rady, choć brzmiały tajemniczo i niedorzecznie, były ostateczne i święte. Bez żywności, ciepłego słowa bliskich, żegnana drwiącym śmiechem Starszyzny, wygnana wojowniczka Ziemi Run ruszyła w pustkę srogiej zimy. Nie znała drogi, nie wiedziała, gdzie leży cel jej wędrówki, nigdy dotąd nie słyszała o miejscu, którego nienawidzą pasterze. Przeczuwała, że może nim być zimowa pustynia, gdzie żadne zwierzę nie znajdzie pod grubą pokrywą śnieżną najmniejszego źdźbła trawy. Była przekonana, że idzie na pewną śmierć, bo zima bez ognia nie znała litości.

Brnęła przez zaspy, zapadając się najpierw po kolana, potem po pas. Śnieg piętrzył się ze wszystkich stron aż po horyzont; stał się jej pożywieniem i napojem. W każdy kolejny ruch wkładała coraz więcej wysiłku, każdy następny krok sprawiał jej coraz więcej bólu.

Gdy minęły trzy dni odkąd córka Hemiego widziała po raz ostatni dym unoszący się z wioskowych kominów, kobieta straciła siły i upadła. „Czyżby znalazła mnie śmierć?” – szepnęła. Odrzuciła jednak szybko tę myśl. Nie chciała się poddać. „Czyżbym dotarła do miejsca, którego nienawidzą pasterze? Czy tu właśnie mam stoczyć walkę o Imię i Dostojne Okrycie, nim pochłonie mnie śnieżna noc?” – pytała samą siebie.

Ale z kim miałaby walczyć?

Bunt i duch walki były jej drugą naturą i budziły się w niej natychmiast, gdy musiała bronić swego klanu przed nieprzyjacielem. Ale teraz? Jej wrogiem była jedynie własna bezsilność. Nie znała dotąd takiego wroga. Dla Frigg walka oznaczała jedno: stanąć naprzeciw drugiego wojownika z toporem w ręku i zwyciężyć lub umrzeć. Wobec mrozu i śniegu nie czuła się wojowniczką. Kogo miałaby teraz pokonać? Przeciw komu wyciągnąć topór?

Zdumiona tym odkryciem krzyknęła: „Mam użyć topora przeciw sobie samej?”

Walczyła wiele razy świadoma, że może zginąć, ale nigdy się tego nie lękała. Nie myślała o własnej śmierci jako o czymś wyłącznie osobistym. Traktowała ją jak dobrowolny dar dla losu lub zastaw w zamian za ocalenie swoich bliskich. Wycieńczona, odarta z dostojeństw, stała teraz naprzeciw bezlitosnego wroga, który, choć niewidzialny, wydawał się ponad siły. Skostniałe palce rąk i nóg, kłucie w płucach i pieczenie oczu wydawały się nieistotne wobec cierpienia z powodu własnej niemocy.

Przyszła chwila, kiedy córka Hemiego znalazła się na skraju obojętności wobec tego, co miałoby nastąpić. Straciła wszystko i nie miała z kim walczyć. Lecz zarazem gdzieś w głębi niej tkwiło przekonanie, że przecież nie może zginąć, a tym bardziej w tak niedorzeczny sposób. Czuła się wojowniczką. Nie uczyniła niczego, by nią nie być. Nikogo nie skrzywdziła, nie wystąpiła przeciw tradycji ani prawom wioski. Nie miała poczucia winy, które odbiera honor. Zacisnęła powieki, zacisnęła pięści i krzyknęła: „Jestem wodzem, który pokona samego siebie! Będę trwać aż przetrwam!”

Krzyk sprawił, że krew szybciej zaczęła krążyć w jej żyłach. Zrozumiała nagle, że upór, by trwać przy życiu, jest samym życiem, jest tym, czym walka podczas bitwy. Poczuła błogie ciepło w sercu. Pulsowało w rytmie jej oddechu i wypełniało delikatnie ciało Frigg niczym młody ogień. Doznała ulgi jak po skończonej walce, w której udało się przechytrzyć śmierć. Poczuła również ciepło na twarzy, jakby na jej skórze kładły się promienie słoneczne. Powoli uniosła powieki. Ku swojemu zdumieniu, zamiast śnieżnej przestrzeni, do której przyzwyczaiły się jej oczy, zobaczyła ciemnoszarą mgłę. „Czyżbym traciła wzrok?” – wyszeptała bezwiednie. Przetarła oczy i otworzyła je szerzej.

Ciemnoszara mgła zaczęła powoli nabierać kształtów potężnego tura z rozległym porożem. To on, pochylony nad Frigg, był źródłem dobroczynnego ciepła, które buchało z jego nozdrzy. W pierwszej chwili córka Hemiego pomyślała, że ma przed sobą zjawę wywołaną zmęczeniem, lecz kiedy dotknęła zakrzywionych, twardych rogów, a potem potężnego, kosmatego łba i ciepłych, miękkich chrap, upewniła się, że jest przytomna.

Tur tylko przez chwilę pozwalał się dotykać, jednak ten krótki czas wystarczył, by kobieta przepędziła ostatecznie mróz z kości. Gdy tylko poczuła w sobie moc, zwierzę uderzyło kopytem w śnieg, odwróciło się i pobiegło przed siebie. Frigg ruszyła za nim zdecydowanie i ufnie, jakby podążała sama za sobą przeczuwając, że jej wędrówka dobiega kresu.

Ślad tura doprowadził ją do płonącego stosu polan i szczap. Stanęła blisko nich, złożyła dłonie w dziękczynnym geście i patrzyła w płomienie. Radując się ogniem nie zwracała uwagi na to, co się dzieje wokół. Dopiero gdy nasyciła swoje ciało żarem, rozejrzała się i zobaczyła, że wokół ogniska siedzą na kamieniach kobiety i mężczyźni, przyglądając się jej uważnie. Na kolanach jednej z kobiet zauważyła skórę tura...

Nie miała wątpliwości, że widzi swoje dawne Dostojne Okrycie oraz Radę Starszych.

– Witaj córko Hemiego, wojowniczko bez imienia. Znalazłaś jednak miejsce znienawidzone przez pasterzy – przemówił Najstarszy.

– Dlaczego wygnaliście mnie z wioski i odebraliście imię?

– Wiedziałaś, co znaczy życie, kiedy je tracisz dla innych, kiedy oddajesz je w walce, broniąc najbliższych. Tak czyni wódz w bitwie. Wędrując samotnie przez śniegi doświadczyłaś, że życie ma wartość gdy trwa i gdy ty uparcie przy nim trwasz, nie dla innych, lecz dla ciebie samej. Kiedy wódz nie posiada tej dwojakiej wiedzy i doświadczenia, wcześniej czy później narazi siebie albo plemię. Jak mówi tradycja, człowiek, który ma władzę, dysponuje mocą, która chroni życie. Połączyłaś właściwości, które dają ci prawo rządzenia ludźmi. Ziemia przodków będzie teraz bezpieczna. Tur-Uruz przyprowadził cię do nas i odtąd będziesz nosiła nowe imię.

–Jakie? – zapytała córka Hemiego.

Kobieta, która trzymała Dostojne Okrycie podeszła do wypędzonej wojowniczki, zarzuciła jej skórę tura na ramiona i plecy mówiąc:

Uruz.
Czy teraz znów jestem wodzem?

– Właściwie tak – przemówiła – ale jest jeszcze jeden szczegół... Skórę, którą masz na sobie musisz wrzucić do ognia. Zewnętrzne oznaki władzy nie są ci już potrzebne.

Uruz stała zdumiona i pełna niepokoju. Dostojne Okrycie było dla niej bezcenne, stanowiło cząstkę jej samej. Przecież odzyskała je gdy pokonała i ocaliła samą siebie! Nie chciała się z nim rozstać, lecz kiedy Starsi Rady zaczęli się uśmiechać a potem wstali wykrzykując radośnie jej imię: Uruz! Uruz! – zdjęła z siebie powoli skórę tura i rzuciła ją w płomienie.


Maria Piasecka


Maria Piasecka

Komentarzy nie ma.