Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-10-01

Krzysztof Wirpsza

Zapach rzeczywistości
O ukrytym wymiarze


Perfumy (...) Są jak wiadomości, którą chce się przekazać. Nie potrzeba do tego żadnego języka. Można być głuchoniemym, można być z innej cywilizacji, a i tak zrozumie się tę wiadomość. W perfumach jest jakiś irracjonalny, tajemniczy element.

Janusz Leon Wiśniewski, Samotność w sieci


Pamiętam, że jako pierwszych uczyliśmy się zapachów.

Wyjście na dwór oznaczało nowe zapachy. Zwłaszcza gdy żyło się za krótko, aby te zapachy miały czas spowszednieć. W ogóle dzieciństwo przypominało trochę pierwszy pobyt w sanatorium – wszystko wydawało się nowe, nieznane, a najbardziej uderzające były w tym wszystkim właśnie zapachy.

Zapachy są najbardziej prymitywne, najwcześniejsze filogenetycznie dla mózgu. Jako robaki, nie potrzebowaliśmy zmysłu wzroku, ale zapach się przydawał. I gdzieś coś pozostało w zapachach z tamtych lat – wrażenie ewolucyjnej otchłani, pradawnego źródła które istniało zanim jeszcze narodziło się słowo, w tamtych czasach gdy byliśmy jeszcze zwykłą dżdżownicą.

Magia niedopowiedzenia

Super było wyjść wieczorem nad Bajoro, zwłaszcza latem. Bajoro tak niesamowicie pachniało. To był zapach świeżego mułu, wodorostów, trzciny i zgniłych jaj. Mieszała się z tym oczywiście tęczująca po kałużach benzyna, gorący asfalt (hej, czy to były raczej nagrzana w słońcu opony?), a do tego, no przecież, świeżo skoszona trawa. I może jeszcze ten intensywny aromat wrotyczu, który króluje na nieużytkach?

Ale chwileczkę – przecież tych wszystkich słów wtedy jeszcze nie znaliśmy... Słowa wszystko psują, rysują fałszywy konkret, a tu miałeś rzeczywistość sprzed, wszystko owiane tajemnicą, najzwyklejszy stary but czy butelka miały w sobie jakąś poświatę, nie do końca jasną, ale za to jak cholernie realną. Dlatego mówimy – zapach. Zapachy są ulotne, nie do końca rzeczywiste, zapachy tworzą wrażenie psychodelii, jakiegoś takiego nasycenia dziwną głębią... I wyobraźcie tu sobie, żyć w takim świecie! A przecież tak właśnie żyliśmy w czasach, gdy nasz wiek dawał się zapisać jednocyfrową liczbą.

...bo człowiek jeszcze głupi był... Nie rozumiał, co, jak, dlaczego! A jednak przecież czuł ... No, to było kompletnie dziwne. Żyliśmy w szalonym świecie, trochę, przypuszczam, jak Aborygeni – skazani na panopticum mitów, w rzeczywistych rozmiarach i kształtach, ukrytych we wszystkich zakamarkach, dziuplach, jamach, wykrotach – wszystkim naokoło.

Zresztą potem te mity i bajki, Czerwony Kapturek i tak dalej, to właśnie stąd przedostają do kultury. Są wspomnieniami z dzieciństwa – przesączem z życia we wspólnocie pierwotnej, co na jedno wychodzi.

Wykopy wyobraźni

W młodości czytałem taką książkę, „Piknik na skraju drogi” Arkadija i Borysa Strugackich. Typowa geekowska literatura, taki trochę „Wiedźmin” tamtej doby. Akcja toczy się w świecie postindustrialnym, w scenerii przypominającej opustoszałe koszary lub teren budowy, a oryginalność tematu polega na tym, że te „wykopy” najeżone są dziwnymi przedmiotami pozostawionymi tu przez Obcych.

Nie wiadomo na przykład czym jest ani skąd się wzięła samotna opona przed garażem, rzucająca irytujący cień pod słońce. Podobnie nikt nie jest w stanie wyjaśnić, czym są pustaki - dziwaczne przedmioty, złożone z dwóch płaskich płytek umocowanych równolegle, jedna nad drugą, bez żadnego elementu spajającego, a jednak zachowujących się tak, jakby były jednym przedmiotem.

I od takich właśnie niby to normalnych obiektów, posiadających najwyraźniej jakąś budzącą ciarki tajemnicę, roi się w „Pikniku...”. Nie o to też chodzi abyśmy starali się dociec jak to działa, ale aby ulec urokowi, związanemu z tym, że nie wiemy i nie jesteśmy w stanie wyjaśnić. Zwłaszcza, podkreślam, zwłaszcza, że rzecz jest  prawie  normalna. To  prawie -  to jest cały dyngs!

Sceneria „Pikniku...” to dokładnie świat dziecka 1-12. Pod domem mieliśmy nawet takie „wykopy”, czyli kilka hektarów budowy Trasy Toruńskiej, która niedoinwestowana, stała tam i zarastała, latami. Na „wykopach” roiło się od przedmiotów, z jednej strony zwyczajnych – jak opony, betonowe obręcze, fragmenty rusztowań, silników, telewizorów, i innych elektrośmieci.... z drugiej, z perspektywy nas, dzieci, te przedmioty wcale takie zwyczajne nie były. Leżał oto przed nami jak byk, niezaprzeczalny dowód na istnienie gdzieś wielkiego, niedostępnego i zawikłanego wszechświata dorosłych.

Sok z ... kierownicy

Jak wrócić na „wykopy” w dorosłym życiu? Gdy człowiek osiąga pewien wiek, to pytanie powraca. Zewsząd dookoła zwykłe sytuacje – i to nie pojedynczo, ale całymi hałdami. Wszystko, wydaje się, znamy na wylot – ale właśnie ta pewność kompletnie odbiera nam żyłkę odkrywcy. Jak tu się starać, skoro wynik z góry znany? I w ten sposób latami żyjemy na wysypisku.

Jednocześnie zza każdego zwoju drutu czy rulonu starej papy snuje się w naszą stronę smuga tajemniczego zapachu. Szepcze: „Myśl inaczej!”. I liczy, że usłyszymy. Kwestionowanie ustalonych ram bierze się z niepewności, z zachwiania reguł jakie dyktują nam zmysły. Gdy pozwalamy sobie na taką niepewność – inspiracje spływają do nas z każdego kąta, dokładnie tak jak wtedy gdy w dzieciństwie czuliśmy na podwórku zapach smaru, płonących ognisk czy palonych szmat.

Wokół wszystko udawało coś innego niż było w rzeczywistości. (…) Szafy nie miały drzwi, pudełka dna, a książki – nie dawały się otworzyć.

Tove Jansson, Lato Muminków

W codziennej pogoni łatwo zapominamy, że istnieje przestrzeń na styku rzeczy, wrażenia, odbiorcy i pamięci. Rzeczy nie funkcjonują w próżni, one mają swoją przeszłość, to znaczy ludzi dla których są ważne i skojarzenia, które cię z nimi wiążą. Wiedzą o tym tekściarze, pieśniarze, bajkopisarze i – dzieci. Każdy przedmiot wydziela z siebie dziwność specyficzną dla swojego kontekstu, to znaczy miejsca w czasie i przestrzeni, swoich widzów i ich wspomnień. Gdy otworzymy te drzwi, jesteśmy jakby w baśni, czujemy niesamowitość naszych własnych słów. Chcąc nie chcąc nasuwa mi się tu porównanie do soku owocowego wyciśniętego z ... kierownicy jelcza, znalezionej latem w zaroślach.

Co się dzieje gdy nagle park pod domem okazuje się lasem ze snu pełnym teatralnych dekoracji? Jak wyzwolić zaklętą w rzeczach tajemnicę? Jak zaprząc ją do pracy tak aby motywowała i inspirowała?

Fakt który może zaskoczyć:

Dzięki obudzeniu subtelnych emocji i skojarzeń w naszym postrzeganiu zwykłego świata, wydarza się przemiana na poziomie języka którym mówimy.

Mowa jest tak naprawdę narzędziem percepcji, i gdy sama percepcja ulega poszerzeniu, nasza zdolność do pięknego wyrażania się – wzrasta. Niektórzy nazywają to poezją. Inni – humorem. Jeszcze inni – kreatywnością, wizyjnością lub głębią. Ale nie każdy humor, i nie każda poezja i nie każdy wizyjność czy głębia będą tym. Są tacy, co mówią na to po prostu – ciekawość. Znów – nie zawsze słowa znaczą to samo dla wszystkich. Jakkolwiek górnolotnie, czy też mniej górnolotnie tego nie nazwiemy – jest to normalna, choć niedoceniana, właściwość ludzkiego umysłu.

Niektórzy mają to obudzone. U innych można to obudzić.



Artykuł opublikowany na blogu autora: http://englishinside.pl/276-2/


Krzysztof Wirpsza

Komentarze: 5

[foto]1. nostalgia • autor: nabializm /Maciej Nabiałek (2017-10-02 12:17:02)

po tym artykule wróciły moje wspomnienia z dzieciństwa, walk na patyki, zabawy trawą kogut czy kurka, zapach śmietników w których szukano puszek na osiedlach willowych, zapachy katalogów przynoszonych z lotniska, pewexu czy baltony, zapach budowy metra, starych samochodów, łatanych asfaltów, przez "diabły" tak się bałem tych robotników w czarnych kostiumach, stojących przy przyczepie ze smołą jak i koksowników, jeżdżących furmankami, i stukotu podków końskich, zapach odchodów rozmazywanych przez jadące samochody... zapach szkolnych stołówek, kwitnących działek, teraz to jakoś inaczej wszystko pachnie. Dziękuję, że wróciłeś na Tarakę :) i poczęstowałeś takim stymulującym wpisem 

[foto]2. Zajawka... • autor: Roman Kam (2017-10-02 23:39:50)

...pod nowy projekt? Ciekawość teoretyka :/

[foto]3. Pozostaje jeszcze do... • autor: Jarosław Bzoma (2017-10-03 00:18:57)

Pozostaje jeszcze do zauważenia ukryty wymiar dotyku a nawet priopriocepcji.

[foto]4. uhmmmm.... • autor: Krzysztof Wirpsza (2017-10-03 18:59:31)

Maciej, mega opis! Roman - poczekaj na praktykę, już niedługo ;) Jarosław: uhmmm....

[foto]5. Chcący, niechcący... • autor: Roman Kam (2017-10-03 21:02:47)

...ale Panowie jednak podprowadzają. Nie wiem jak określić tę drogę, wiadomo tylko, że nie może być ona dyrektywna, mimo, iż krótszą i prostszą (by się wydawało) trudno sobie wyobrazić. Jedno jest pewne:
to jest możliwe,
to jest właściwie proste,
to się niektórym przydarza.
Póki co (mi się nie przydarzyło jeszcze) obstawiam odpowiedzi: czasami życie tak w ogólności, w swoich przejawach, a czasem samego człowieka. Dlaczego nie kamienie, czarne dziury czy powietrze - nie wiem. Człowiek jako odpowiedź o sens świata, jest podejrzany, bo sam zadaje pytanie. Jednak temu (czemuś), co w człowieku pyta, fenomen człowieka zdaje się najpełniejszą i najbardziej wyrazistą odpowiedzią.