Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2014-10-05

Alexandramag

Zaginiona dziewczynka, eksmisja ludzi

Byłam nad rzeką. Rozpoczęła się gwałtowna ulewa. W jednym momencie rzeka już nie była rzeką, tylko przemieniła się w fale tsunami, zerwał się olbrzymi sztorm zbierający pod drodze wszystko. Z bliskiego otoczenia fale zgarnęły małe dziecko, dziewczynkę na małym foteliku.  Przepłynęłam z innymi osobami wezbraną rzekę w poszukiwaniu dziecka. Nie znaleźliśmy jednak małej dziewczynki.

Ze znajomym podjęliśmy się zadania odnalezienia dziewczynki. Mieliśmy jej szukać w kilku miejscach na brzegu, gdzie rzeka płynęła. Płynąca wezbrana falami rzeka to Pilica.

Byliśmy w pomieszczeniu. Ktoś uchylił górną część okna. Przez to uchylone okno razem ze znajomym(nikogo mi nie przypominał)  nowoczesnym pojazdem przypominającym odkurzacz, po prostu wylecieliśmy(wyfrunęliśmy) przez to okno. Lecieliśmy w powietrzu w dwójkę nad domami. Zatrzymaliśmy się przy domku z oszkloną werandą. Zajrzałam przez szybę okienną, żeby zobaczyć kto jest w środku.  Zobaczyłam kilka siedzących tam osób. Osoba  która  była ze mną powiedziała,  że jak wygram w totolotka to sobie kupię taki domek. Polecieliśmy dalej nowoczesnym pojazdem. Przystanęliśmy na chwilę i znaleźliśmy jakieś  dziecko w foteliku. Fotelik był z zielonym materiałem w kolorowe kropki. Zaginione dziecko to była dziewczynka kilkumiesięczna. Ucieszyłam się, że to może być ona. Znalezione dziecko było starsze. Zajrzałam w pieluchę i okazało się, że jest to chłopczyk. Pomyślałam, że rodzicom można by było wmówić, że to dziecko jest ich. Polecieliśmy dalej. Rozmawiałam dużo z podróżującym ze mną mężczyzną. Doszliśmy do wniosku, że chyba zaprzestaniemy poszukiwań, bo zaginione dziecko się nie odnajdzie. Pomyślałam sobie, że czas najwyższy wrócić . Pomyślałam, że jak rzeka opadnie, to będziemy kontynuować poszukiwania. Wróciliśmy do budynku, z którego wylecieliśmy. Zaczęłam tańczyć z tym mężczyzną tango z figurami. Zastanawiałam się czy podołam tym przejściom i dotrzymam kroku, ponieważ on tak tańczył jak zawodowy tancerz.  Tak tańczyliśmy, żeby nikt nas nie dostrzegł. Zdawałam sobie sprawę, że mój tancerz może być żonaty. Obok nas wisiały ciężkie zasłony jak w teatrze, podpięte na boku dekoracyjnym sznurem. W pomieszczeniu obok zobaczyłam kilka osób siedzących przy stoliku. Mieli imprezę. Wznosili toast.  Jedna z kobiet wypijała kieliszek wódki, krzywiąc się w grymasie. Pomyślałam, że kobieta może już nie jest całkiem trzeźwa skoro krzywi usta.

Zastanawiałam się co ja odpowiem rodzicom dziecka, jak wrócą, a ja nie będę mogła nic powiedzieć na temat jego zaginięcia. Nie przypilnowaliśmy małej, żeby prąd rzeczny jej nie zabrał.

W tym samym śnie znalazłam się na rondzie w moim mieście rodzinnym. Po drugiej stronie ulicy stał budynek wielopiętrowy. Na dole stała ekipa do eksmisji ludzi. Na górze stał człowiek, który chciał wyskoczyć przez balkon, ponieważ groziła mu eksmisja. Wyrzucał swoje rzeczy przez balkon.  Nie miał pieniędzy na opłacenie czynszu i planował samobójstwo. Nie chciałam na to patrzeć, bo wiązało się to z tragedią ludzką. Było mi żal tych ludzi.

Alexandramag

Komentarzy nie ma.