Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-04-29

Wojciech Jóźwiak

Za dochodem podstawowym (albo rentą powszechną)

Dochód podstawowy jestem gotów zaakceptować, jeśli postawimy sprawę tak: OK, jesteśmy w jakimś sensie współwłaścicielami interesu pod tytułem Polska (a inni powiedzą np. ...Finlandia), naszym organem na tym obszarze jest nasze Państwo i to państwo ma prawo w naszym imieniu ściągać podatki. Które, owszem, idą na takie sprawy wspólne, jak sądy, policja i wojsko, ale prócz tego idą na naszą dywidendę. Czyli z utargu, który urzędy skarbowe ściągają od zarabiających na naszym terytorium, my sobie „odsypujemy” pewien swój udział. Jest on jednakowy dla każdego uczestnika naszego interesu pod tytułem „Polska”. Równy. Dostaje go każdy. (Zapewne z wyjątkami, o których dalej.[$]) – I tę dywidendę lub rentę nazwijmy „rentą powszechną”.

Renta powszechna musiałaby wynosić tyle, żeby co najmniej starczyć na jakieś minimalne przeżycie, a z drugiej strony żeby wysokością podatków, które wymusza, nie zarżnęła gospodarki.

Rentę powszechną dostawialiby wszyscy obywatele, także dzieci. Nie ma sensu dzieciom nie płacić, albo płacić mniej, albo zamiast RP wypłacać jakieś dodatki, jak teraz 500.

Propozycje gwarantowanego dochodu podstawowego (czyli RP) są takie, żeby wraz z zaprowadzeniem RP znieść wszystkie zapomogi, renty inwalidzkie, dodatki na dziecko, zasiłki dla bezrobotnych – czyli wszelkie socjale. Stawiam pod dyskusję, czy znieść także:
emerytury byłych pracowników? (wariant A: od razu, wariant B: po wymarciu dotychczas uprawnionych do nich);
finansowanie leczenia?
finansowanie szkół, także wyższych? (wariant, że dzieci/młodzież w odpowiednim wieku dostawać będą część RP w bonach oświatowych, nie w „ogólnym” pieniądzu);
Wtedy plus byłby taki, że więcej pieniędzy byłoby na RP, która byłaby odpowiednio wyższa, ale minus, że renty powszechnej i tak nie starczałoby na leczenie, a przecież większość najbardziej potrzebujących intensywnego leczenia miałoby tylko RP jako jedyny dochód. Podobnie ze szkołami, wśród których (tych wyższych) są bardzo kosztowne. Oczywiście, pociągałoby to urynkowienie medycyny i szkół.

Tak czy inaczej, RP wymagałaby dużo staranniejszej i skuteczniejszej kontroli Ludu nad Władzą. Zapewne wymagałaby zakazu, dla rządu, zaciągania długów.

Widać też, że nie przeszłaby bez walki. Opór stawialiby urzędnicy od rozdawania socjalu. Silniejszy opór stawiliby uprzywilejowani profesjonaliści, mający przywileje emerytalne, jak policja, zawodowi wojskowi, górnicy... i nie wiem jeszcze kto, ponieważ w emeryturach panuje nieprzejrzystość i skrajne „feudalne” nierówności.

RP wymusza zdefiniowanie na nowo, kto jest obywatelem w sensie „rentowym”, czyli kto ma prawo do RP. Czy obywatele Polski (lub np. Finlandii) w dotychczasowym sensie? A może płatnicy podatków w Polsce? – Czyli właściwie wszyscy pracujący tutaj, o ile nie pracują na czarno? Ale przecież RP pomyślana jest głównie pod adresem tych, którzy z jakichś powodów pracować zarobkowo nie mogą. Czyli wszyscy przebywający na terenie Polski? (Lub innego odpowiedniego kraju?) Żeby nie popaść w absurdy rozsądne wydaje się płacenie RP obywatelom w dotychczasowym sensie, chociaż to pociągałoby, że godzimy się z istnieniem podklasy ludzi mieszkających lub długo przebywających w Polsce, którzy tutaj pracują (czyli imigranci zarobkowi), ale w żaden sposób nie są chronieni socjalnie. Ludzie ci byliby łakomym kąskiem dla przedsiębiorców szukających jak najtańszych pracowników, ponieważ godziliby się na stawki (znacznie) niższe niż obywatele, ponieważ w oczy zaglądałby im bezwzględny głód i brak dachu, a nie tylko (jak obywatelom) spadek dochodu do „gołej” RP, jednak zapewniającej „godne” życie. Odpowiedzią mogłoby być bardziej liberalne przyznawanie obywatelstwa, ale też zapewne bez wpadania w drugą skrajność, że kto tylko stopę na naszej ziemi postawi, ten ma wszystkie prawa jak obywatele z dziada pradziada.

Problemy, które wyliczyłem w „Przeciw dochodowi podstawowemu” pozostają. Jeszcze raz je streszczę. (1) Powstanie podklasa imigrantów niemających prawa do RP, (2) którzy będą w znacznie gorszej pozycji gdy chodzi o „rozwój ekonomiczny” niż obywatele pobierający RP. (3) RP wprowadzana w poszczególnych krajach Unii dodatkowo zdyskryminuje ekonomicznie ich mieszkańców. (4, 5) Ryzykuje się, że będzie rosła liczba ludzi rozmyślnie niepracujących (6) i odwrotnie, będzie zwiększał się nacisk ze strony zatrudniających przedsiębiorców, żeby pracować u nich za darmo (za zdobywanie doświadczenia, punkty do CV itp.). (7) Jeśli RP będą pobierać imigranci, to jest ryzyko, że nigdy pracować nie będą i ich dzieci, wnuki, a wcześniej (8) nie będą mieć drogi do kariery i integracji przez pracę, przez co jeszcze bardziej wyalienują się itd. (9) Żyjący z samej RP mogą budzić niechęć u „uczciwie zarabiających”, co kolejnym antagonizmem w społeczeństwie. (10) Będzie tendencja do ciągłego podnoszenia RP, która stanie się kiełbasą wyborczą dla polityków. (11) Rząd będzie miał skłonność (nieodpartą!) do podnoszenia podatków i zaostrzania rygorów ich ściągania, co uderzy w pracujących, a zwłaszcza w drobnych przedsiębiorców i w ludzi zaczynających działalność. (12) RP konserwuje nierówności w zamożności pomiędzy krajami.[*]

[*Wyobraź sobie zjednoczenie Polski i Ukrainy w jakieś Międzymorze. Co wtedy z RP? A może odwrotnie, RP przyznawać w skali województw, Mazowszanom więcej, Warmiako-Mazurom proporcjonalnie mniej?]

[$ Czy RP płacić więźniom skazanym? Chyba nie. I tak są na utrzymaniu współobywateli.]

Jednak powyższe „handlowe”, „kupieckie” postawienie tej sprawy: „między nami współ-właścicielami” jest zdrowsze niż lewicowe „dać, bo takie mamy roszczenie”.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 35

[foto]1. Tu przypadkiem jest o tym... • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-04-30 09:39:40)

http://mediumpubliczne.pl/2016/04/odwolajcie-amerykanski-sen-stanowiska-zadanie-zamiast-etatow/
-- O pracy "zadaniowej" lub "na żądanie" (lub "uberyzacji"). Zjawisko to jest jakoś piękne, w tym sensie, ze pięknym jest, jak Żywioł, Życie i Chaos (astrologicznie Uran) wypierają Urzędowo Uświęcone Formy (astrologicznie Saturn). Jednak to piękne zjawisko ma swoje ciemne strony, nienajjaśniejszą jest licytacja w dół o wynagrodzenia. Więc Renta Powszechna wydaje się koniecznym uzupełnieniem tego.

Dopis: Na końcu tekstu autor jawnie pisze o Rencie Powszechnej, nazywając ją trochę inaczej:
"W zasadzie istnieje już takie rozwiązanie – uniwersalny dochód podstawowy. [... Ale] Amerykanom trudno jest przełknąć socjalistyczne rozwiązanie."

2. co do emerytur: oczywiście, że wariant B • autor: (2016-04-30 11:06:31)

Pacta sund servanda        

"finansowanie leczenia?
finansowanie szkół, także wyższych?"    
 – Nie, no bez przesady, to może i policję zlikwidować, niech każdy prywatnie zadba o swoje bezpieczeństwo?  System opieki społecznej calkowicie znieść zastępując go RP to jest swego rodzaju totalitarna utopia.Np. opieka zdrowotna musi opierać się w dużym stopniu na "komunistycznej" zasadzie "od każdego według jego możliwości, każdemu według potrzeb". Inaczej to byłoby zupełne barbarzyństwo, na które żadne społeczeństwo nie może się zgodzić. Problemy istniejacych systemów opieki zdrowotnej wynikają właśnie z kolizji tej  komunistycznej zasady z kapitalistycznym systemem produkcji i dystrybucji dóbr. Takich antagonizmów nie da się, moim zdaniem, nigdy całkowicie znieść. Nie da się zorganizować społeczeństwa według jednej, "kupieckiej" czy "lewackiej", całkowicie wolnej od sprzeczności logiki.      
"Jednak powyższe „handlowe”, „kupieckie” postawienie tej sprawy: „między nami współ-właścicielami” jest zdrowsze niż lewicowe „dać, bo takie mamy roszczenie”." 
 –  Kupiecka racjonalność  w sprawach wspołżycia w spolecznościach to jest historycznie dosyć młody fenomen a wiec niekoniecznie taki naturalny i "zdrowy". Gorąco polecam "Długi, pierwsze 5000 lat" Davida Graebera - nie ze wszystkim można się zgodzić ale to jest ciekawa propozycja innej perspektywy.

[foto]3. Jak napisałem poprzednio • autor: Radek Ziemic (2016-04-30 11:10:49)

nie wiem, czy należy RP wprowadzić. Nie sądzę, by się to w ogóle mogło udać poza niewielkimi zamożnymi obszarami. Twoje rozważania, Wojtku, uzmysławiają mi, że problem rozpościera się między populistycznym rozdawnictwem a kumulacją ogromnego kapitału i władzy w rękach niewielkiej grupy ludzi (skutkującym wykluczeniem z udziału w "dobrostanie" coraz liczniejszych grup.) 
W tej chwili jednak nie zgodziłbym się jedynie z tym, że nie ma powodu zakładać, że "między nami właścicielami" jest lepsze od rozwiązania lewicowego, wypływającego z roszczeń. Przede wszystkim dlatego, że pomysł RP nie musi mieć wcale u swych źródeł roszczeń, podobnie jak solidaryzm w ubezpieczeniach zdrowotnych i inne socjalne (a nie socjalistyczne) zjawiska. Po drugie, uzmysławiam sobie, że współczesne myślenie o lewicowości jest jednak skutkiem zapaści semantycznej PRL-u, na czym żeruje zresztą PiS i inne podobne partie o lewackich, rozdawniczych programach gospodarczych (nazwijmy je, by nie czynić niesprawiedliwej dla części z nich aluzji do narodowych socjalistów, etno-kato-lewicowymi). 
Myślę, że powinno się spojrzeć na sprawę z innej perspektywy, uwzględniającej dwie kwestie: grę interesów (ze szczególnym uwzględnieniem wykluczenia słabszych przez silniejszych; to nie jest "lewizna", ale demokracja głęboka, czyli rządy sprawowane także w imieniu słabych i mniejszych) i interesu ogółu, dobra wspólnego. Co zyskają wykluczeni i co zyska całość. 
Nie należy też o RP myśleć lękowo, przede wszystkim dlatego, że są małe szanse, by w ogóle na dużą skalę ją wprowadzono. (Poza tym - dziś w Polsce są poważniejsze problemy, jak przywileje emerytalne sądownictwa, mundurowych i pewnie nie tylko, przy jednoczesnym niepłaceniu przez znaczną część z nich składek. Tak się składa, że właściciel małej firmy i nauczycielka, pracujący co najmniej do 67 roku życia, składają się na emeryturę policjanta, który na tej emeryturze, przeszedłszy na nią w wieku 45 lat)  prowadzi działalność i korzysta z ulg dla emerytów), tworząc przy tym konkurencję dla firm, które tych ulg nie mają. 
Zagrożeniem nie jest socjalizm (z powodów historycznych zapomnieliśmy w ogóle, czym on jest), ale zgubne skutki pozornego socjalizmu, który odziedziczyliśmy po PRL-u, a które wzmacniane są haniebnym brakiem kręgosłupa moralno-politycznego większości naszych polityków. 

[foto]4. Myślę że trzeba zacząć od odpowiedzi • autor: Piorun (2016-04-30 15:06:26)

na pytanie: czy to biurokraci potrzebują do swego istnienia ludzi, czy to może ludzie potrzebują  biurokratów?

A po odpowiedzi na TO pytanie można dalej dyskutować o zabawnym tworze zwanym "państwo" 
Moim skromnym zdaniem - "dochód podstawowy" ładnie wygląda na papierze, i na pewno był by smakowitą kiełbasą wyborczą - ale był by to po prostu kolejny ogromny krok od "państwa minimalnego" w kierunku "państwa totalnego" 

O wiele lepszym rozwiązaniem zamiast "dawać" było by to gdyby tzw. "rząd" zaczął kraść mniej - aczkolwiek, cytując klasyka "Żaden rząd jeszcze nigdy dobrowolnie nie zredukował liczby swoich urzędników" 

[foto]5. Młot-na-Rząd • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-04-30 17:41:51)

Piorunie, żądanie Renty Powszechnej może być tym Młotem-na-Rząd:
Lud: Żądamy RP!
Rząd: Nie mamy dość Pieniędzy!
Lud: To przestańcie Kraść i utrzymywać rozdętą Biurokrację.
To może być hasło wręcz rewolucyjne, prowadzące do racjonalizacji rządu-państwa.

[foto]6. Rząd będzie kradł jak kradł • autor: Radek Ziemic (2016-05-01 10:52:07)

To niestety, ta zasada Młot-na-Rząd jest zbyt racjonalna, a komunikacja społeczna nie jest racjonalna. Prawdopodobniejsze wydaje mi się, że Rząd będzie kradł jak kradł, zaciągając pożyczki na opłacenie różnych przywilejów i obietnic. Ale uwaga Pioruna uświadamia mi, że jest to całość trójczłonowa: 1) prekariat, 2) profitariat i 3) bardzo kosztowni pośrednicy, czyli rząd i administracja (kosztowni niekoniecznie ze względu na własne zarobki, ale na nieracjonalne zarządzanie itd.). Może przecież być i tak, że RP zostanie przyznana, bo jakaś grupa będzie chciała być przy władzy kolejną kadencję. 

[foto]7. Dlatego trzeba zaprowadzić coś racjonalniejszego niż Rząd Kradnący • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-05-01 11:05:45)

Oraz rząd na jedną-drugą-kadencję. Zacząć trzeba od totalnej przewrótki w instytucji demokracji. Pisałem o tym równo rok temu: JOW-y i ROb-y.
A swoją drogą ("b.t.w") to aż dziwne, że można wymyślić tak rewelacyjny mechanizm w polityce i nie to, że zostanie skrytykowany, tylko, że NIKT go nie zauważa. No ale sam sobie jestem winien, bo założyłem błazeńska czapkę astrologa (szpiczastą w gwiazdki) i co powiem, jest brane za bajdurzenie w najlepszym razie za dowcip. Prócz tego, piszę po polsku, czyli jakbym nadawał w swoim prywatnym pseudojęzyku, którego poza mną nikt nie pojmuje.
Mniej narzekając: RP jest jak ta nowa łata na starym ubraniu (Jezus, tak ten, Chrystus o niej mówił był) i nie da się jej nałatać na Syf’n’Burdel jakim jest aktualne państwo-społeczeństwo, SWWO: Solidarna Wspólnota Wzajemnego Okradania. Konieczna jest Rewolucja Racjonalna. A także konieczny jest...

[foto]8. Nie wiem gdzie • autor: Radek Ziemic (2016-05-01 11:31:51)

czy nie czasem na stronie Jana Hermana, czytałem, że jeśli chcemy więcej sprawiedliwości, to powinniśmy brać pod uwagę, że jest to możliwe tylko po jakichś apokalipsach. Na przykład - prawa kobiet, prawo do głosowania najpierw, wprowadzono po I wojnie światowej. Żydów zaczęło się traktować jak ludzi po II wojnie (nie do końca, nie wszyscy, naturalnie, z kobietami jest tak samo, ale przynajmniej nie dzieje się to w majestacie prawa). Zawsze jest jakiś dyskomfort. Ująłbym to tak: ALBO WŁASNY KRADNĄCY RZĄD, ALBO SS I KGB. (czyli albo zły pokój, albo jeszcze gorsza wojna). Co wolicie?

9. Czy te ROby... • autor: (2016-05-01 11:39:16)

Czy te ROby to nie stałyby się izbą posłów o najwyższej klikalności?
A więc np. twórców video z kociakami?

[foto]10. Nie wiem, • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-05-01 11:42:59)

sam pomyśl.

11. Nie dam rady • autor: (2016-05-01 13:33:19)

Przewidzieć wszystkich skutków. Może niech Finowie to najpierw wypróbują :-)

12. Administracja • autor: stefanurynowicz (2016-05-02 03:07:18)

państwa sama w sobie zabiera dywidendę obywatelską. Dlatego nie ma znaczenia, jak wielu jest urzędników. Ich pensja, to zarówno RP jak i zapłata za czas poświęcony utrzymaniu systemu. Toż samo jest z emeryturą, jest to RP plus podziękowania za poświęcone niegdyś: czas i siły. To samo dotyczy ceny wszelkich nieprodukcyjnych usług, w tym show-biznesu, do którego i sport zaliczyć należy. Dywidenda obywatelska jest stałym składnikiem obecnego systemu gospodarczego, tyle tylko, że nie jest pokazywana palcem. Nadto jej dystrybucja jest, w zasadzie, poza kontrolą. O pensjach prezesów też nie zapomnijmy. Uświadomienie sobie rzeczonego faktu jest konieczne dla zrozumienia obecnego przepływu dóbr. Nie, nie gotowizny ale dóbr wyprodukowanych. Gotówka nie jest ich rzeczywistym odbiciem. Tylko od nich jest możliwe naliczanie RP. Cała reszta (np podatek dochodowy od księdza), to zabiegi zmierzające do zmiany kierunku ich przepływu.
Tak więc, nauczycielka nie płaci na emeryturę żołnierza lub policjanta. Płaci rolnik, rzemieślnik, górnik, drwal ... 
Zawodowi blogerzy, artyści, celebryci, sportowcy w zasadzie są samymi biorcami dywidendy.  Może ktoś powiedzieć, że nauczyciele, żołnierze, policjanci, lekarze itd w logistyce produkcji mają swój, chyba zrozumiały udział, więc w jakimś trudno wyliczalnym zakresie również wyprodukowują dobra. I trudno się z tym nie zgodzić. Jednakże ja bym ich wysiłki raczej zaliczył do zabiegów utrzymujących cały system.
Reasumując: zasiłki, emerytury, renty i różne inne wypłaty dla nieprodukcyjnych już od dawna zawierają dywidendę obywatelską.

[foto]13. @stefanurynowicz • autor: Radek Ziemic (2016-05-02 13:29:33)

można założyć, że dywidenda obywatelska czy RP to to wszystko, co otrzymuje obywatel, choć nie produkuje żadnych dóbr, ale w ten sposób wszyscy prócz górnika, budowlańca, mechanika samochodowego i im podobnych niczego nie produkują bezpośrednio (łącznie z kadrą kierowniczą) i są de facto "improduktywami". Nawet elektryk niczego nie produkuje, a wykonuje jedynie pewną usługę, podobnie jak nauczyciel, urzędnik czy fryzjer.
Nieprawdą jest też, że: "nauczycielka nie płaci na emeryturę żołnierza lub policjanta. Płaci rolnik, rzemieślnik, górnik, drwal ...", bo płacą Ci, którzy płacą PODATKI. A nauczycielka akurat może płacić w naszym kraju wyższe niż niejeden rolnik czy górnik (do którego kopalni państwo (nauczycielka i urzędniczka) dopłaca. Co więcej, na emeryturę rolnika też w naszym kraju płaci nauczycielka. Nie tylko ona, oczywiście...
Wszelkie dyskusje na temat różnych RP czy DO należałoby rozpocząć od ODEBRANIA PRZYWILEJÓW. Policjant powinien dostawać dodatek za szkodliwe warunki pracy (na przykład policja kryminalna, i to tylko frontmeni, ale nie drogówka już) i jeśli te szkodliwe warunki pracy uniemożliwiają mu w pewnym momencie pracę z powodu jakichś chorób lub zaburzeń, to powinien iść na wcześniejszą emeryturą, ale dopiero po orzeczeniu jakiejś niezależnej komisji lekarskiej). Ile jest takich świętych krów w tym kraju? 

14. Mylisz się Radku. • autor: stefanurynowicz (2016-05-03 00:31:12)

Nauczycielka nie płaci żadnych podatków. Nic, zupełnie nic. To tylko złudne zabiegi finansowe. Ona w ten sposób otrzymuje jedynie pomniejszoną dywidendę. To samo dotyczy policjantów i innych urzędników. Cała budżetówka nie płaci podatków, jedynie otrzymuje mniejszą RP. Jedną ręką dostają pieniążki a drugą wydają resztę i to po cenach "umownych" :-) 

Kluczowe jest tu zrozumienie, że dobra muszą zostać wyprodukowane. Reszta, to tylko zabiegi dotyczące ukierunkowania ich przepływu. Przywileje emerytalne, odprawy prezesów, diety poselskie itd zawierają w sobie dywidendę z wypracowanych dóbr. Wszystkie opłaty za niewypracowujące dóbr usługi również. Według przysłowia, że z pustego i Salomon nie naleje.
Dobra różnie są pojmowane ale materialności odebrać im nie można. Trzeba choćby pozbierać to, co spadło z nieba. Kiedyś siłą mięśni ludzkich lub zwierzęcych, teraz maszynami i energią odebraną Ziemi. Właśnie to ostatnie, że względu na efektywność, pozwala obecnie na obdzielenie "manną z nieba" większych ilości głodnych lub przekarmienie niektórych.

To, co proponujesz pod koniec postu, jest jedynie zmianą kierunku i ilości przepływu już wypracowanych dóbr. Cały system finansowy świata tylko tym się zajmuje. 

Aha,jeszcze jedno. Elektryk obsługuje maszynę produkującą albo umilającą. To nie profesja tu decyduje ale cel działania a właściwie jego wynik. :-) 
Do Wojciecha mam natomiast pytanie techniczne. Nie przychodzą mi na epocztę powiadomienia o komentarzach. Ogłoszenia przychodzą. Coś pop...em?

15. socjalizm=bieda • autor: (2016-05-03 04:00:08)

W kraju w którym zabierają nam pod przymusem (uwzględniając ubez. społ., podatki vaty sraty itd.) ponad 70% tego co zarobimy dywagacje na temat renty powszechnej jawią mi się jako jakiś sen szaleńca. Przypominam, że ONI nie mają żadnych swoich pieniędzy - żadnych. Wszystko co mają to pieniądze zabrane NAM. Żeby żyć normalnie nie potrzebujemy żadnych pieniędzy od NICH. Wystarczy, że przestaną nas ograbiać. RP to jakiś obrzydliwy socjalistyczny pomysł - skończymy jak Wenezuela. Trzeba odwrócić ten pomysł i wprowadzi nie rente a podatek od każdego (pogłówny - od głowy) i znieść wszystkie inne. Tak naprawdę to jedyna sprawiedliwa forma opodatkowania.

[foto]16. Co na to Rynek czyli Chaos? • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-05-03 09:40:13)

Jakubiaktomaszu, jako ex-korwiniście znana i przemyślana jest mi idea Pogłównego. Ale Pogłówny ma te wadę, że nie przewiduje istnienia biedaków, którzy (a) nie będą mogli go płacić, (b) dla których będzie głównym wydatkiem. Tak jak dla mnie nie chwaląc się obecnie głównym wydatkiem jest Zus.

Zainspirowany Twoim wpisem myślę o czymś innym. Renta Powszechna została wymyślona jako odpowiedź i środek zaradczy na kilka zjawisk, które wynurzyły się (emerged) z Rynku, czyli Chaosu, czyli spontanicznych procesów ekonomiczno-społecznych. Są to, pewnie nie wszystkie wyliczę:
(1) outsourcing międzynarodowy czyli wywożenie produkcji za granicę, gł do Azji gdzie taniej,
(2) robotyzacja itp. (np. przez komputery zanikł zawód "maszynistek" pracujących w redakcjach na "halach maszyn",
(3) zmienność gospodarcza, przez którą maleją szanse na długotrwałe "stałe" zatrudnienie u 1 pracodawcy, przez co umowy tzw. "śmieciowe" i "praca na żądanie" ("uberyzacja") -- brakuje tu ustalonych polskich terminów na to.
Wszystkie te zjawiska wypierają z rynku "słabych" (źle wykształconych, nie mających odpowiednich nawyków, tradycjonalistów, młodzież wchodząca na rynki...), ale pompują pieniądze-dochody do "wierchuszki" bogatych -- do właścicieli, menedżerów, hiper-specjalistów, elit układowych, także do mieszkańców kilku "szczęśliwych" krajów ze Szwajcarią, Hongkongiem i Luksemburgiem na czele.
Renta Powszechna ma być środkiem zaradczym na to.
Po tym wstępie właściwy problem:

Tamte problemy wyprodukował Rynek czyli Chaos. Czy Rynek-Chaos, bez żadnego państwowo-socjalistyczno-odgórno-ustawowego wsparcia może być w stanie wygenerować również rozwiązania tamtych problemów?

Spróbujmy to wymyślić. Eksperymentem myślowym. Jak w SF.

17. Tomaszu, czy na pewno sprawiedliwa? • autor: stefanurynowicz (2016-05-03 09:50:03)

Po pierwsze, nie podpisywałem z państwem żadnej umowy o obywatelstwo. Państwo dokonało uzurpacji mojej osoby, traktując mnie jak zwierzę hodowlane lub dobro naturalne. Bezpodstawnie wymusza na mnie produkowanie dla niego dóbr. Pogłowne, to zwykłe strzyżenie owiec, skubanie kaczek lub dojenie krowy. Tak samo, jak każdy inny podatek. Jest to okradanie, wymuszanie, rozbój. Gdzie tu sprawiedliwość? Jeśli przyjąć, że jestem trzodą, to hodowca ma też obowiązki wobec mnie. Jeśli doi, to niech i karmi. Jeśli nie doi, to trzyma mnie na mięso (choćby armatnie) albo do rozrodu. W takim razie niech też karmi. I to jest właśnie ta RP lub DO.
Po drugie, jak sobie kiedyś wyliczyłem, państwo z moich należności zabiera nawet do 86 %. Czyli produkcyjnych okrada a nieprodukcyjnym obniża dywidendę. Czyli pierwszym zabiera a drugim nie daje albo daje troszeczkę. Janosik? :-) 

[foto]18. Stefanie • autor: Radek Ziemic (2016-05-03 10:39:07)

podatków nie płaci się od wyprodukowanych DÓBR, ale od DOCHODÓW. Nawet PKB nie zależy od dóbr, ale od ich WARTOŚCI. Rolnik, który produkuje dobra, może wykazać mniejszy dochód niż nauczycielka. I zapłacić mniejsze podatki, choć jego zysk będzie większy, a i dobra będzie produkował. Wielkie korporacje, produkujące dobra, w ogóle w Polsce podatków nie płacą. To, czy się płaci podatki, czy się ich nie płaci, naprawdę nie zależy od tego, czy się coś produkuje, czy nie. Poza tym uprawiasz jakiś reizm ekonomiczny. Muzyk, na koncercie którego odpoczniesz, call-girl (niesłusznie podatków niepłacąca), terapeuta, lekarz, ale i kształcąca Cię nauczycielka, mają pośredni, to prawda, że trudno wymierny, ale niewątpliwy wpływ na wytwarzanie dóbr. (Mogą mieć też wpływ negatywny niekiedy). (Ale czyż dochody produkujących dobra rolników też nie są bardzo trudno wymierne? W Polsce po dziś dzień się to nie udało.) Ekonomia to nie tylko gruszki i śrubki przecież. A elektryk niczego nie produkuje, chyba że się go zatrudni na hali produkcyjnej. Elektryk NA-PRAWIA, czyli S-PRAWIA, że coś DZIAŁA. (Usługi).

19. SF • autor: stefanurynowicz (2016-05-03 10:42:02)

Takie mechanizmy istnieją naturalnie, choćby w rodzinie, plemieniu lub pradawnej wiosce. Na polowania chodzili nieliczni, jedzenie przygotowywali też nieliczni. Czasami większość brała się wspólnie do roboty budując nowy szałas. Pozostali również jedli i chronili się pod dachem. To właśnie jest DO. Prawie socjalizm. Od każdego według możliwość i każdemu według potrzeb. System wymuszania pracy opierał się na poczuciu obowiązku, przynależności, miłości erotycznej i rodzicielskiej. Problem zaczyna się wtedy, gdy pojawia się ktoś, kto tym chce zarządzać, dzielić. Zwykle dzieli tak, aby sam się pod dachem najadł nie polując i nie budując. To tego bierze sobie pomocników, którzy też nie budują i nie polują. Oni też tak dzielą, by nie być głodnymi i zziębniętymi. W efekcie ci, którzy bezpośrednio produkują dobra, mają ich mniej niż ci, którzy je dzielą. 
Wniosek? Zawsze znajdą się chętni do dzielenia, gotowi to wymusić. To jest podstawowy problem. Nie ma na niego złotego środka.


Radku, ja to wszystko wiem. To są jedynie zabiegi finansowe zmierzające do podziału dóbr. Zrozum, nie ma jabłka - nie ma dzielenia. Nie daj się oszukać. To, o czym piszesz, to tak naprawdę ułuda. Nie będzie koncertu jeśli muzyk jest głodny i nie ma skrzypiec. Jeśli zagra i będzie mi miło, to jest to właśnie moja dywidenda. Uwierz, też w przeszłości myślałem jak Ty teraz.

[foto]20. SF 2 • autor: Radek Ziemic (2016-05-03 10:52:37)

Społeczeństwo nie funkcjonuje jedynie dzięki tym, którzy produkują śrubki. Potrzebuje jeszcze kapłana, poety itd. Nie jesteśmy stadem wilków. Z całym szacunkiem dla tych szlachetnych zwierząt. Ale nie jesteśmy.
Po drugie, nie można stosować zasad plemiennej ekonomii do współczesnej rzeczywistości rynkowej; z tego samego powodu, z którego zasad powożenia wozem drabiniastym nie można stosować do kierowania samolotem. Pewne, nieliczne podobieństwa oczywiście są, ale...
Zawsze tak było, że najbardziej opłacało się być przy korytku, zawsze ekonomia podporządkowana rządzącym, to jest centralny problem. Zawsze jest jakaś "ślachta", choćby proletariacka, jacyś specjaliści itd.  

21. Radku, piszemy jak szaleni :-) • autor: stefanurynowicz (2016-05-03 11:04:53)

Małą uwagę do Ciebie zawarłem na końcu poprzedniego postu. To, co piszesz, to oczywiście prawda. Widzisz odcienie wszystkich kolorów a ja próbuję zrobić z tego sepię a właściwie czarno-białą szachownicę. Robię tak, abyś zrozumiał, że te wszystkie rzeczy o których piszesz, to tak naprawdę sposób na korzystanie z wyprodukowanych dóbr. System zero-jeden, jest-nie ma. :-) 
Gdy to zrozumiesz, to Ci "cenka opadnie".

22. "Problem zaczyna się... • autor: (2016-05-03 11:16:36)

"Problem zaczyna się wtedy, gdy pojawia się ktoś, kto tym chce zarządzać, dzielić. Zwykle dzieli tak, aby sam się pod dachem najadł nie polując i nie budując. To tego bierze sobie pomocników, którzy też nie budując i nie polują. "     – Ale ta klasa zarządzająca umozliwia koordynację wysiłkow i skoncentrowaną allokację kapitału - i w rezultacie postęp cwilizacyjny. Ba, podatki, czy nawet trybut płacony najeźdźcom powodował stymulację czy wręcz powstanie gospodarki rynkowej i przez to gospodarczy wzrost (Np. trybut płacony przez Anglię Dunczykom czy przez Ruś  Złotej Ordzie). Przecież pieniądz został wymyślony własnie po to, żeby sciągac podatki (wbrew liberalnorynkowym bajkom o jego pochodzeniu).

23. Grzegorzu • autor: stefanurynowicz (2016-05-03 11:20:30)

To nadal jest dzielenie dywidendy. :-) 

Można się wygodnie najeść i po odpoczynku pozbierać opadłe kokosy. To jest inwestycja.
Można się wygodnie najeść i po odpoczynku zjeść kokosy zebrane przez innych. To jest konsumpcja.
Można się wygodnie najeść i po odpoczynku zjeść kokosy zebrane przez innych i po kolejnym odpoczynku kopulować. To jest albo konsumpcja albo inwestycja. Zależy od efektu kopulacji. :-) 

24. Bez zarządzających dzieleniem... • autor: (2016-05-03 11:36:29)

Bez zarządzających dzieleniem ta dywidenda by w ogóle nie powstała. 
Ci jedzący "kokosy zebrane przez innych" nie dadzą rady ich wszystkich zjeść (każdy ma tylko jeden żołądek). Wiec bedą je gromadzili, płacąc częscia z nich za budowę schronu. W ten sposób następuje allokacja czynników produkcyjnych i inwestycja w przechowanie zapasów kokosów z pożytkiem dla wszystkich. 

[foto]25. Stefanie :-) • autor: Radek Ziemic (2016-05-03 11:51:12)

ale to zereo-jeden to JEST COŚ, CZEGO NIE MA. Zwłaszcza w Polsce. No bo tu można:

1) produkować dobra (Twoi ulubieńcy :-)
2) nie płacić podatków (albo haniebnie niskie)
3) pobierać RP w postaci renty z KRUS-u, DOTACJI UNIJNEJ, a i pewnie jakichś innych dochodów (dodatków na przedszkole itp.).


A ta ontologia, którą prezentujesz na końcu poprzedniego postu - faktycznie go nie zauważyłem - jest mi bardzo bliska. Najpierw materia nieożywiona, potem ożywiona, potem to, co psychiczne, a na końcu duchowe. Zależność jest taka, że każdy wyższy poziom jest bardziej szlachetny i kruchy ale i wymaga dla swego zaistnienia poziomów niższych. (To jest ontologia antydualistyczna, pluralistyczna rzekłbym nawet. Dlatego jest mi bliska. Bo ja pluralista jestem i nie lubię redukcjonizmów żadnych. Dodam też, że ludźmi jesteśmy z powodu dwóch najwyższych poziomów. Nie chodzi o wywyższanie się, bogowie niech bronią, ale o świadomość odróżniania się od wilków.) (Oczywiście, na Tarace możemy tę ontologię skomplikować, mówiąc na przykład, że jabłko spada na głowę siedzącego pod drzewem wprawdzie, ale jeśli spojrzeć na nie z punktu widzenia mechaniki kwantowej, aborygeńsko-Mindellowskiej teorii śnienia i dwupunktu kwantowego, to już wcale nie jest takie oczywiste...). Wróćmy jednak do ekonomii...


Dobry menedżer sprawi, że 10 robotników wyprodukuje 6 razy więcej dóbr niż zarządzani przez złego menedżera, który na dodatek połowę zagrabi. (To jest główny problem ekonomii: ślachta. Bolesław Prus miał piękny termin: kapitalizm szlachecki. Poddaję go pod rozwagę.). Spieramy się nie o to, co KONIECZNE, czyli o to, czy trzeba zasadzić jabłoń itd. (bo ja tego nie neguję przecież i nie mówię, że nauczycielka nie je jabłka i że je "wytwarza" (w każdym razie bezpośrednio)), ale o to, co MOŻLIWE. Sadownik nie istnieje w próżni ekonomiczno-społecznej (o ile to on w ogóle produkuje tu cokolwiek (to zależy, czy jest tylko medżerem, czy jednocześnie pracownikiem-wytwórcą), a nie najemny robotnik, zatrudniony na śmieciówkę). No bo nie rozmawiamy chyba o tym, że trzeba jeść? Nieprawdaż? :-)


Ja się nie zgadzam jedynie na pewnego rodzaju redukcjonizm. A o faktach nie dyskutuję po prostu , choć wcale nie jestem gentlemanem. :-) (Faktach typu: trzeba jeść, albo: żeby dzielić, musi być co.) Sądzę, że świadomie tak reinterpretujesz płacenie podatków, że jest ono możliwe jedynie, gdy bezpośrednio produkuje się dobra, a zapłata za pracę "nieprodukcyjną" jest jakąś rentą, płaconą przez tych, którzy produkują, więc podatek od tej płacy nie jest de facto podatkiem, ale czymś w rodzaju zwrotu tej części. Ja to rozumiem, można tak myśleć, ale z mojego punktu widzenia to uproszczenie. Nadal nie wiadomo, kto bardziej się przykłada do zerwania jabłka. Ten, kto robi to bezpośrednio, czy nauczycielka lub policjant. Pewne jest tylko to, że on robi to bezpośrednio. (Żeby nie komplikować, mówię w tym momencie o zrywającym robotniku, a nie o właścicielu sadu czy innego rodzaju pracowniku, jak na przykład księgowa.)  

(No bo kto produkuje dobra? Robotnik, czy właściciel i zatrudniony przez niego menedżer.?Tu wracamy do Pijaczyny z Trewiru. (Którego w Polsce w ogóle się nie rozumie, bo najpierw tłumaczyli go nam partyjni kacykowie, a teraz Sławoj Żiżek & co.) (Choć w komunie był taki żart, że marksiści mają tyle wspólnego z Marxem, co kanciarze z Kantem.)


26. "nie ma jabłka... • autor: (2016-05-03 11:57:15)

"nie ma jabłka - nie ma dzielenia"    
 –    Odwrotnie też się zgadza:
–   "nie ma dzielenia - nie ma jabłka - " 

27. Panowie • autor: stefanurynowicz (2016-05-03 14:16:55)

Nigdzie w swoich wpisach nie wskazałem swojej preferencji. Tak, że ulubieńców mi tu nie wskazywać. :)To, co Radku piszesz, to są nadal sposoby dzielenia dóbr i ja ich również nie oceniam. Temat bez dna. Zauważ, że manager rozdziela dobra "zmuszając" produkcyjnych do wytwarzania ponad ich potrzeby. To robotnicy najmniej z tego, co wyprodukują otrzymują. Manager bierze sobie więcej. Oni otrzymują a on bierze. To jest właśnie dzielenie dywidendy. To, co opisałeś nie jest wcale do zrozumienia sprawy potrzebne. Jest to zaciemnienie, zasłanianie, wskazywanie efektów. Jednak nawiązałem do tego, aby na Twoim przykładzie pomóc w zrozumieniu "zasady działania". Niby wiele wiemy. Niby rozumiemy (niektóre) zależności ale to, co stanowi bazę jest ogólnie niepojęte. Ja dumałem tak jak Ty. Odpierałem argumenty uważając je za ataki. Dopiero gdy przyszło olśnienie skorygowałem tok rozumowania. Dorysowałem coś do swojej mapy mózgowej.
Z kolei skrajnym przykładem jest sowieckie "kto nie pracuje, ten nie je", oczywiście nie dotyczące wybranych. Ot, folwark.

Grzegorzu. Jabłko jak najbardziej bez dzielenia może być ale jak go nie ma, to go nie podzielisz. Sam wskazałeś, że pieniądze powstały w celu łatwego odbierania wyprodukowanych dóbr i tego się trzymajmy. :-) 

28. " Jabłko jak najbardziej... • autor: (2016-05-03 15:08:11)

" Jabłko jak najbardziej bez dzielenia może być ale jak go nie ma, to go nie podzielisz. Sam wskazałeś, że pieniądze powstały w celu łatwego odbierania wyprodukowanych dóbr i tego się trzymajmy. :-)    •    No to moze, zebyś zrozumiał o co chodzi, zastapmy jablka samochodami.    •   Kto buduje samochody? Robotnik. W dzisiejszych czasach nawet robotnik stojący przy taśmie produkcyjnej musi umieć czytać i pisać i rachować.       •   Kto go tego nauczyl? Nauczycielka. – żeby nauczycielka miała co jeść, ktoś musi podzielić wyprodukowane przez innych dobra i dać jej jakaś ich cześć.     •   Ergo: nie ma samochodów bez dzielenia. (A bez samochodów i jablek)
[X]

[foto]29. Stefanie • autor: Radek Ziemic (2016-05-03 15:17:19)

jabłuszko to jest zły przykład, bo faktycznie może sobie istnieć bez dzielenia i zgnić. A w ekonomii nie ma bazy bez nadbudowy i nigdy nie było. A dobra, które się dzieli, są wypracowywane bezpośrednio lub pośrednio. Ja rozumiem to, co mówisz, ale to akurat jest oczywiste, bo sprowadza się do stwierdzenia: żeby dzielić coś, musi być co dzielić. No tak, to prawda. :-) To nie stanowi problemu, ale udział w dzieleniu i jego zasady (nadbudowa, często też ideologiczna (ślachta)). Przepraszam za ulubieńców. :-)

30. Tak, pieniądze powstały... • autor: (2016-05-03 15:20:13)

Tak, pieniądze powstały w celu łatwego odbierania wyprodukowanych dóbr. Chodzi mi właśnie o to, że odbieranie dóbr może nawet stymulować ich wytwarzanie. 

[foto]31. Czy odbieranie dóbr • autor: Radek Ziemic (2016-05-03 15:24:49)

było celem wymyślenia (czy idee to dobra?) pieniędzy, to już nie jest takie oczywiste. To trochę tak, jak twierdzić, że wymyślenie noża miało na celu podrzynanie gardeł. A dlaczego nie krojenie chleba? Pieniądze są akurat narzędziem, a to jaką będą pełnić funkcję, zależy od tego, kto ich używa. 

32. "jabłuszko to jest... • autor: (2016-05-03 15:27:59)

"jabłuszko to jest zły przykład, bo faktycznie może sobie istnieć bez dzielenia i zgnić."    Ale tylko dzikie jabłuszko. Gala albo gloster już nie. 

33. Jaki był cel wymyslenia... • autor: (2016-05-03 15:33:54)

Jaki był cel wymyślenia i pierwotna funkcja jakiejś instytucji to w gruncie rzeczy nie jest takie ważne i nie można z tego wyciagać wniosków jaka ma być jej dzisiejsza rola. Tak przynajmniej uważał Popper i ja się tu z nim w pełni zgadzam.  Dlatego jasne, że "Pieniądze są akurat narzędziem, a to jaką będą pełnić funkcję, zależy od tego, kto ich używa. "

34. Gwiazdowski: gdybym był premierem • autor: (2016-05-05 15:25:25)

Tutaj ciekawie o tym jak naprawić obecną sytuację. Jest też mowa o ujemnym podatku dochodowym - pomyśle zbliżonym do idei dochodu podstawowego..https://www.youtube.com/watch?v=pIxyIPnx42c

[foto]35. Taka oto wizja przyszłości • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-05-13 08:39:31)

Polecam tekst z wczoraj pod trochę sensacyjno-histerycznym tytułem: "To koniec świata, który znamy – już niedługo maszyny usiądą przy naszych biurkach!", napisał Rafał Kinowski.

Z tego taka wizja mi się wysnuła: oto w przyszłości, dość niedalekiej, ludzkość jest zaopatrywana w potrzebne produkty produkowane niejako na zewnątrz niej, przez prawie bezludne abstrakcyjne kompanie, i zasilana przez systemy redystrybucji (w rodzaju Renty Powszechnej lub t.p.) w pieniądze na zakup tamtych towarów, a sama (ta Ludzkość) spędza czas na swoich infantylnych archaicznych grach w wyznawanie bogów, składanie ofiar, w przepychanki o słuszność takich lub innych religii, symboli, o prawo do ziemi i kobiet... Techniczna cywilizacja zachodu degeneruje się w bezludne systemy auto-fabryczne, a sferę ludzką kolonizuje Trzeci Świat, jacyś prymitywni plemieńcy w rodzaju dzisiejszych muzułmanów, mający umysły wypełnione emocjami na tle władzy i seksu, prócz tego kompletnie głupi, olewający intelekt, wykształcenie, samorozwój i inne dobra, które my teraz tak cenimy.