Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2014-04-13

Nadia

Żywi nie żywi dziadkowie

Od jakiegoś czasu powtarza mi się sen o moich nieżyjących już przeszło 20 lat dziadkach. Najczęściej zaczyna się tak, że przechodzę obok domu, w którym kiedyś mieszkali i moja świadomość, że nie żyją zmienia się w wątpliwość - a może jednak żyją. Może są w tym domu i od lat nie wychodzą, a ja o nich zapomniałam, nie przynoszę im jedzenia, może umierają z głodu. Wchodzę do tego domu, żeby sprawdzić. Dziadkowie, tak jak dawniej w rzeczywistości mieszkają na piętrze. Okazuje się, że klatka schodowa jest zarwana, a na piętrze trwa remont. Udaje mi się wejść na piętro po poręczy schodów. Dom wydaje mi się teraz ogromnym hotelem i nie mogę trafić do mieszkania dziadków. Pytam napotkanego chłopaka, pokazuje na drzwi, ale przed tymi drzwiami jest wyrwa w podłodze i sypie się gruz. Udaje mi się jakoś przeskoczyć tę wyrwę i jestem w mieszkaniu. Dziadek z babcią siedzą przy stole. Jest półmrok, bo zasłony są zaciągnięte. Widząc ich żywych mam ogromne poczucie winy, że zostawiłam ich samych. Jak mogłam pomyśleć, że umarli i od tylu lat ich nie odwiedzać. Witam się z nimi pocałunkiem. Są na mnie dość obojętni, nie dziwi ich ani nie cieszy, że przyszłam. Wyjmuję z torby jedzenie. Mówią że to miło, ale nie potrzebują mojego jedzenia. Chcę odsłonić zasłony, nie chcą, nie potrzebują światła - mówią. Zauważam, że jest z nimi brat mojego ojca (który w rzeczywistości żyje, ale niedawno poważnie zachorował), tylko on się ucieszył, że przyszłam i widać było, że chciał jedzenie, ale oni skarcili go spojrzeniem i niczego nie wziął. Wyszłam z mieszkania w złym nastroju, ale uspokojona, że rozwiązała się moja wątpliwość. Sprawdziłam i przekonałam się, że dziadkowie ani żyją, ani nie żyją, Mogłabym przez wieki zaglądać do tego mieszkania i zawsze będzie tak samo, nic nie będą ode mnie potrzebować, nic nie będę mogła zrobić.

Taki sen powtórzył mi się kilka razy. Ostania wersja była nieco inna. Okazało się, że z powodu remontu domu przeniesiono dziadków do wieży. Szłam do tej wieży z dwoma osobami jakby z rodziny, ale nie rozpoznawałam ich. Wieża to było coś jak myśliwska ambona, tyle że domki miała na trzech poziomach; jeden nad drugim, a dwa pierwsze miały tarasy. Wchodziło się do nich po drabinie. Weszliśmy we troje i w pierwszym domku nie zastaliśmy nikogo, w drugim też nie. Moi towarzysze nie chcieli iść wyżej, bo drabina była bardzo niestabilna i gdzieniegdzie trzeba się było wspinać po sznurze. Poszłam sama, wypchnęłam właz w podłodze najwyższego domku i zobaczyłam nagie spuchnięte wiszące głowami w dół trupy moich dziadków powieszone za nogi na szubienicach. Obudziłam się.

Nadia

Komentarzy nie ma.