Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-02-14

Piotr Jaczewski

O wzywaniu duchów - długie i groźne!
Życie to namierzanie i odkrywanie, inwokowanie i ewokowanie duchów


Umysły i ręce precz od tych zdań, słów i liter! Przez wzywanie i wywoływanie duchów w naszej kulturze grozi autodestrukcyjna schizofrenia lub narcystyczna psychoza!

Chętnych do dowiedzenia się więcej proszę o cierpliwość. Dlaczego się tak wdaję w analizę "złej rzeczywistości, złych wyborów, złych duchów"? W kontakcie z kreatywną siłą nieświadomości Symptom stanowi i odkrywa Rozwiązanie. W takim układzie symptomy są nieudolną próbą poradzenia sobie z problemami "złej rzeczywistości", złych ludzi i jeszcze gorszej, chwiejnej i niepewnej przyszłości i zatartej relacji pomiędzy JA i nie-JA (TY) oraz MY.

Owa cykliczność i usilność, a nawet uzależnienie wysiłków wszystkich ról w dramacie "rzeczywistość jest zła" gdzieś tam w swojej naturze kryje rozwiązanie. Jest próbą dotarcia do tego miejsca, gdzieś drugiej stronie, obok lub pod jakimś kątem do tego "złego świata, gdzie duchów trzeba unikać, wybierać je i kontrolować", kryje się "dobry świat, w którym duchy mogą pomagać, wzmacniać i urealniać dobro".

Z konieczności i rozległości tematyki ten tekst jest długi i ciągnie się niczym diabelsko pikantne flaczki z boskim nadzieniem. Do dzieła!


* W paradygmacie złej rzeczywistości wzywanie duchów jest oczywiście nonsensowne, patologiczne. Niewiele zresztą jest spraw nie-patologicznych i trzeba nieustannych wysiłków, aby uniknąć owej patologii.

Wizja złej rzeczywistości jest zbudowana na negatywnej podwójnej więzi. Może być źle czyli normalnie, lub gorzej, czyli piekielnie. W najlepszym przypadku to jest wybór pomiędzy złem świata codziennego, a mniejszym złem, czyli nieustannie wołanym Bogiem, okazją na zminimalizowanie zła codzienności i ocalenie Ja oraz świata MY przed rozpadem, przed wpadnięciem w otchłań złych Nie-Ja piekielnych i demonicznych duchów Diabłów.

W takich warunkach wzywanie duchów grozi schizofrenią (destrukcją JA i pogrążeniem w piekle przeżywania obecności diabła) lub psychozą (inflacją JA do poziomu boskiego), jedynym możliwym wyjściem pozwalającym na kontakt ze światem duchowym jest jakiś rodzaj (para)religijnego fanatyzmu.

W złym świecie Ja i nie-Ja mocno się przeplatają, rzeczywiste i nie-rzeczywiste, wewnętrzne i zewnętrzne, Ja i Ty, Ja i My mają zatarte granice, prosząc się o dodatkowy rozpad:

To podstawowe zmieszanie i konflikt, bierze się z błędu aktora-obserwatora: Obserwator ma inną percepcję niż Aktor-uczestnik. Jednocześnie w naszej psyche istnieje pęd do introjekcji, w rezultacie kończymy właśnie z taką dziwną mieszanką z relacji:

Ja i Nie-JA (TY) mamy uwewnętrznione razem z tym podstawowym podziałem aktora i obserwatora, oraz połączeniem pomiędzy niezależnymi zjawiskami. To nazywam pomieszaniem Ja i Nie-Ja.

Nie trzeba dużego wysiłku myślowego, żeby stwierdzić, że z czegoś takiego wynika niezwykła łatwość ześlizgnięcia się w otchłań i piekielne czeluście SCHIZOFRENICZNEGO ROZPADU JA:

Przekładając ten schizofreniczny rozpad JA na komunikaty grupowe:

Kapłańska misja w tych warunkach, to nieustanny bój o ocalenie dusz owieczek - schizofrenicznych dzieci ze świata zmarłych przed autodestrukcją w sidłach złego rodzica: paraliżującym gniewem SUPERTATY i dezintegrującym lękiem kontrolującej miłości SUPERMAMY. W warunkach, w których duchy, czyli nie-Ja stanowi zagrożenie dla Ja, nieustannie należy wybierać, selekcjonować, kontrolować owe Nie-Ja. Kapłani zyskują boską moc i władzę nad spójnością rzeczywistości:

Osiągnięcie czegokolwiek jest możliwe w zależności od boskiego widzimisię.

Paradoks tej sytuacji polega na tym, że owo JA zmieszane jest już z nie-Ja, znajduje się od samego startu w kruchej równowadze, w nie-rzeczywistości, rozdarciu pomiędzy siłami "boskimi" (mało jest złych duchów powstrzymujących świat przed rozpadem), a "demonicznymi" (pełnymi wielkiego zła sięgającego, by zmieść okruchy dobra).


Nic dziwnego, że w takim układzie w obydwu podejściach (egzorcystycznym i spirytystycznym) do świata duchowego rozwijają się dziwne praktyki! Ja i Nie-Ja należy kontrolować, poddać dyscyplinie, regułom, surowemu rozeznaniu. Forma owych kontaktów staje się rozbudowana i przerośnięta nad treścią. Cokolwiek mniej niż to grozi powszechną autodestrukcją! Wszelkie nieuprawnione próby dotarcia do innego świata należy wykasować.

* W podejściu egzorcystycznym, to siłą sprzeciwu względem złych duchów zyskuje się minimalizację zła i dostęp do dobra. Nie-Ja należy wypędzić, a Ja wyprać w sile wybranego Nie-Ja umożliwiającego tego dokonanie. Dobro służy do kontrolowania złego i przez nie zyskuje sens, bez niego nie ma racji bytu.

Przez to kapłani muszą nieustannie przestrzegać owieczki, przed gnozą i magią. A Gnostyków i Magów zwyczajnie ciągnie do określenia natury owego zła i do demonologii, czyli do poznania natury tej złej rzeczywistości. Skoro kapłańską rolą jest wzywanie wybranych dobrych duchów, by wzmocnić owo JA przez wypędzenie Nie-Ja duchów to siłą opozycji do tego nurtu jest wzywanie złego, by umocnić dobro czy zyskać kontrolę nad nie-JA. Żaden kapłan nie może tego tolerować... To podejście należy zniszczyć, spalić, zakopać, utopić i rozwiać na wietrze.

Jakby było mało tego "ocierania się o zło i uśmiechania się do niego", gnoza i magia parają się naśladowaniem kapłanów: wzywaniem tego dobra do kontroli nad złem. Naśladownictwo jest najwyższą formą uznania. Dla kapłanów to jest potwarz absolutna: oto Bóg jest wzywany do szorowania brudnej podłogi...

Wróćmy do podstaw: podstawowymi narzędziami w kontakcie z duchami w jest INWOKACJA i EWOKACJA. Wzywanie duchów do wnętrza lub wołanie by przejawiły się przed nami.

Dla przykładu: Dokonać inwokacji HGA (Holy Guardian Angel, Święty Anioł Stróż) i dzięki niemu ewokować demony, stopniowo zmuszając je do uległości. Lub wg goecji – kolejno ewokować demony, po to by wzmocnić wolę i poddać je boskiej mocy oczyszczonego i prawdziwego JA.

Kontrola, Kontrola i jeszcze raz kontrola! Klucz do zrozumienia podejścia egzorcystycznego: napędem jest pragnienie mocy, wszechmoc, wola musząca nagiąć do siebie resztę świata.

* W podejściu channelingowym to JA należy wypędzić, aby wzmocnić nie-Ja, czyli duchy i ich wiedzę oraz władzę nad rzeczywistością, uzyskać jej stabilność! Pozbyć się JA, aby nie-JA i jego wiedza mogła zapanować nad tym złym i upodlonym światem, wprowadzając pozory większego ładu. Można to zrobić bezpośrednio, dzięki ćwiczeniu uległości i otwartości JA na Nie-Ja parać się channelingiem czy mediumizmem, można za pośrednictwem Nie-JA, czyli wybranego i czczonego medium. Czasami medium jest usankcjonowane i zyskuje rangę proroka.

Kolejny powód dla którego kapłani nie lubią gnostyckich i magicznych sposobów: channelingu, mediumizmu (poddawania się nie-JA) i medytacji (rozumianej jako powolny proces wyzbywania się JA, więc z definicji wzmacniania Nie-JA): gdyż Święte Teksty sankcjonujące przekaz wybranego ducha są zagrożone! W figurach proroków zbyt łatwo odkryć rys schizofrenicznego rozpadu lub psychotycznej narcystycznej inflacji, a owo STUDIOWANIE mediumistycznych wypowiedzi i tekstów lub aktywne CHANELINGOWANIE wydaje się być ulubionym zajęciem magów i gnostyków. Nic dziwnego: Owa aktywność chroni świat przed rozpadem! Święte księgi i prorocy, channelerzy i przekazy podtrzymują jedynie słuszną rzeczywistość i chronią ją przed otchłanią, diabelskim łonem!

W tym podejściu channelingowym łatwo też jest odkryć te same dwa sposoby, Inwokację i Ewokację: inwokowane Nie-JA staje się na tyle silne, aby mówić i to najlepiej donośnie i patetycznie. Tekst i święte słowa stanowią bezpośrednią EWOKACJĘ ducha, przejawienie się jego przed nami, słowo zyskuje moc zbawienia Ja, My i świata.

Poddanie, poddanie oraz uległość, zapomnienie o sobie i uległość! Klucz do podejścia channelingowego: miłość i oddanie, radość ze spotkania i miłość musząca rozpuścić w sobie wszystko, co nie jest nią.

W obu możemy odkryć tą regresję do stanu dziecięcego: Ja jest dzieckiem Nie-JA. Im bardziej JA jest dzieckiem doskonałym, ściśle kontrolującym się i otoczenie podług wskazań rodzica i ściśle uległym na te wskazania, tym większy sukces. Tu warto powiedzieć:

* Sukces, powodzenie w obu działaniach "podejściu channelingowym" i "podejściu egzorcystycznym" to drugi biegun zaburzenia kruchej nierównowagi Ja i Nie-Ja: Psychotyczna, Narcystyczna Inflacja JA. Wejście w tą wyidealizowaną postać: połączenia wpływu SuperTaty i SuperMamy.

Podchodząc do tego w polu grupowym, to rodzaj komunikatów:

Widać od razu, że promowana przez kapłanów religijność stanowi społeczne usankcjonowanie jednej formy inflacji i narcyzmu, i odbywa się dzięki złudzeniu kontroli JA nad Nie-Ja i Nie-Ja nad JA. Kontroli i Uległości w relacjach! Kapłańskie narcystyczne JA wywołuje schizofreniczny rozpad JA i rozmycie JA w społecznym MY. Społeczne rozmycie odpowiedzialności, rozmycie więzów i relacji pomiędzy różnymi JA wywołuje potrzebę narcystycznych autorytetów i innych kapłanów, którzy scalą i odnowią MY i dzięki temu słuszną rzeczywistość społeczną mniejszego zła.

Hierarchiczność w tym układzie jest naturalna: "mniejsze JA kontrolowane jest przez większe JA", "mniejsze nie-JA ulega większemu Nie-JA" i kółko władzy i miłości się toczy: ja ulega NIE-JA, JA kontroluje nie-ja, nie-JA kontroluje Ja, NIE-Ja kontroluje JA... itd. W sytuacji zagrożenia tych wszystkich struktur JA, hierarchia chroni je wszystkie przed rozpadem. Najwyższe Nie-JA, bóg sankcjonuje i uprawnia istnienie bytu, jest jego stwórcą! Mało tego, że stwórcą, żywicielem i źródłem opieki.

Otchłań zła jest koniecznością, odzwierciedleniem tej hierarchii i źródła jej zła, tj. zło też z konieczności jest hierarchiczne. I jest go wiele, czyha wszędzie. O ile JEDNOŚĆ sankcjonuje i dopuszcza tylko WIELOŚĆ prawdziwych form jej wyrazu, samą siebie - to WIELOŚĆ jest ZŁA nieustannie zagraża i dezintegruje JEDNOŚĆ, ściąga ją w otchłań.

W złym i chorym świecie grzechu, to rzeczywistość grozi schizofrenią lub narcystyczną psychozą. Możesz być królem jednością lub sługą czyli zdezintegrowanym nikim, nigdy kimś pośrednim i niedookreślonym.

Pies merda ogonem, ogon kieruje psem.

* Chcemy przywoływać i wywoływać duchy? Trzeba liczyć się z tą rzeczywistością ochrzczoną jako zła i wredna i z paradoksami z niej wynikłymi! Podstawowy kierunek scalający społeczeństwo jest właśnie taki "zło, gorsze zło, totalne absolutne zło". Trzeba się liczyć z tym, że odmienny kierunek "dobro, większe dobro, największe dobro" w takim świecie będzie zawsze obdarzony z zewnątrz przynajmniej namiastką patologii owego SCHIZOFRENICZNEGO ROZPADU lub NARCYSTYCZNEJ PSYCHOTYCZNEJ INFLACJI. Tyczy się to nie tylko wywoływania duchów sensu stricte - ale każdego indywidualnego spojrzenia dobrze określającego JA i relacje pomiędzy JA i nie-JA (TY i MY). Trzeba się do tego przyznać, że w społeczeństwie:

* TABU jest granicą oddzielającą JA od Nie JA, wyznaczającą początek PATOLOGII lub SZALEŃSTWA, odsuwającą społeczeństwo MY od otchłani i piekła bólu indywidualnego JA.

Oczywiście w "złej rzeczywistości plamiącej swoją naturą wyidealizowane ja" istnieją bardzo silne TABU. TABU jest nawet wspominanie, że to TABU!

A w uproszczeniu opisując to pole grupowe:

W złej rzeczywistości, złych ludzi i jeszcze gorszego totalnej WIELOŚCI ZŁA, podtrzymującej minimalną, kruchą JEDNOŚĆ DOBRA i grupy zawsze tak będzie! To jest ponura prawda, ale jeśli chcesz zmienić paradygmat na "Rzeczywistość jest dobra, Ludzie są dobrzy, WIELOŚĆ jest dobra i powstrzymuje JA przed samozadowoleniem, a nie-JA przed rozpadem" nie uda ci się. Dzięki sile tradycji TABU wpadniesz w kolejną pułapkę, oto:

* INWOKACJA I EWOKACJA DUCHÓW JEST TABU. Delikatna mieszanka JA i NIE-JA, rzeczywistego i nie-rzeczywistego wymaga ciągłej opieki. Ludzie naturalnie wykorzystujący tą siłę to zagrożenie dla stabilności grupy.


Inwokacja to zmienianie owego delikatnego i kruchego JA, grozi jego utratą. Ewokacja to zmienianie owego złego i gorszego Nie-Ja, grozi zsunięciem się w otchłanie piekielne - jeśli nie JA, to całej społecznej rzeczywistości MY.

Tu potrzeba strażników chroniących wątłej granicy rzeczywistości:

A co gorsza: Jeśli łamiesz to tabu, to wpadasz w moc krzywego zwierciadła jego projekcji, pogrążasz się w szaleństwie lub okrzykną ciebie szaleńcem:

Oraz:

Ani MAG, ani GNOSTYK nie mogą wygrać w tym układzie! Nie mogą dostać ani kapłańskiej autoryzacji, ani poparcia społecznego, gdyż symbolizują społeczne zło i szaleństwo! Religię zawsze tworzą uczniowie! Kapłani - boskie dzieci.

Z drugiej perspektywy wygląda to dokładnie odwrotnie:

* TABU I SZALEŃSTWO to dwa bieguny będące punktem okręgu "złego wszechświata" i zasad na nim opartych, ustalające bieg "złej, gorszej i najgorszej rzeczywistości". Nie możemy przed nim uciec chcąc wywoływać duchy, czyli chcąc myśleć samodzielnie, określić swoje JA pośród innych Nie-JA i w ogólności MY.

PATOLOGIZACJA I SZALEŃSTWO równocześnie ustalają naturę zła w tej rzeczywistości. Nie jest to tylko ból istnienia. Naturą tej złej rzeczywistości jest zatarcie granic! Ja i Nie-JA, JA i Grupy, Rzeczywistości i Nie-Rzeczywistości. Zła rzeczywistość jest wytworem i częścią diabła, naturą jej jest samsara, wieczne koło nieszczęść. To nam daje trzy boskie-diabelskie postacie:

Te trzy boskie-diabelskie postacie sankcjonują swoim istnieniem mniejsze zło- Boga. Boskie figury stanowią wymiar złamania tabu i szaleństwa, znormalizowany i zdepatologizowany, uznany przez społeczne MY.

Te figury połączone są ze stanami, różni je tylko społeczne usankcjonowanie ich oddziaływania, aprobata dla ich obecności:

* W tych warunkach złej rzeczywistości można zauważyć, że inwokowanie i ewokowanie duchów dotknięte jest demoniczną skazą owej rzeczywistości.

Inwokacja, czyli wzmacnianie JA za pomocą wezwania usankcjonowanych nie-JA duchów mniejszego zła, to wzmacnianie pozostałej rzeczywistości Nie-Ja, bałwochwalcze uświęcanie jej jako złej. Inwokacja Boskich Figur do JA w złej rzeczywistości to wyzwalania społecznego zła! Gdy JA jest ubóstwiane, MY pogrąża się w piekle, chaosie i mrocznym łonie demonicznej trójcy.

Ewokacja, czyli wywoływanie NIE-JA do objawienia się i przez to wzmacnianie JA w złej rzeczywistości to czysta demonologia. Nawet jeśli ewokujesz postać boską, to jednocześnie inwokujesz do siebie zło, wchodzisz w jego buty:

Przy okazji można powiedzieć, że INWOKACJA jest bardziej Gnostycka, a EWOKACJA bardziej Magiczna. Sukces w tychże jest jednoznacznie sklejeniem Boskiej i Diabelskiej Trójcy w jedną całość. Rzeczywistość jest zła, więc potrzebuje mniejszego zła BOGA, obecność BOGA sankcjonuje i uprawomocnia istnienie Diabła. To ta sama figura. Łatwo przewidzieć, że sukces w tych operacjach ma trzy możliwe zakończenia:

  1. Psychopatyczna rola Narcystycznego Boga-Ojca z posmaczkiem diabelskim, zakładanie sekty i gromadzenie zwolenników, którzy odrzucą swoje JA na rzecz grupowego MY.
  2. Rozpłynięcie się w roli Schizofrenicznego Boga-Matki uświęconego warzywa, kochającego wszystkich i obdarzającego wszechświat łaską swojego istnienia.
  3. Regresja wiekowa do roli Boskiego Dziecka i zanurzenie się w wiecznym buncie i łamaniu tabu, dopóki zło-diabeł-Ja nie opęta owego dziecka bezpośrednio dominując i krystalizując JA, a bóg-społeczeństwo-MY nie dokona zemsty za bałwochwalstwo wyrywania się jego porządkowi.

Dla tych o zbyt silnych JA i zamiłowaniu do norm MY pozostają opcje dodatkowe: introjekcja tego konfliktu, chroniczna choroba lub inna kasacja nadmiernie rozbuchanego JA - biologiczna śmierć.

Nic dziwnego, że w obliczu takiej przyszłości i rzeczywistości część Magów oraz Gnostyków zupełnie POGIĘŁO i przegięło w stronę Boga-Diabła SuperDziecka (wszystko jest dozwolenie!) i w ramach uzyskiwania gnozy lub kontroli nad światem - Inwokacji i Ewokacji - często zajmują się wyłącznie Diabłami.

W tym szaleństwie jest odrobina logiki, aczkolwiek siła tego na starcie stracona jest przez bazowanie na chorych założeniach. Nie da się w sprzeciwie "Skoro wy tak macie złe i gorsze, to ja będę miał dobre i lepsze" przedostać do zupełnie innego paradygmatu "rzeczywistości dobrej i lepszej". Dlaczego się nie da? Ustanawiając JA jako lepsze, a Nie-Ja jako gorsze... porusza się człowiek w tym samym paradygmacie. Czy wspinasz się po drabinie w górę, czy schodzisz w dół, to pozostaje dalej ta sama drabina!

* Podsuwam ideę, że "rzeczywistość jest dobra", ze swoim podwójnym wiązaniem: "jest dobrze lub może być lepiej, albo jeszcze lepiej" - to jest inny wymiar! Prostopadły do wymiaru tworzonego przez wymiar założenia "rzeczywistość jest zła, istnieje zło i mniejsze zło". Podstawą w obchodzeniu się z negatywnymi podwójnymi więziami jest zdysocjowanie się od nich: odejście jak najdalej od decyzji i sposobu postrzegania na nich opartych. W tym przypadku, od wszystkich kierunków w tym układzie: w inny wymiar. Aby ten kierunek był jednak osiągalny potrzeba skrzywienia myślenia i postrzegania w zupełnie innym kierunku niż ten społeczny i antyspołeczny, JA i Nie-JA.

Kierunek prostopadły do tego kręgu, napięcia rozdzielenia i stapiania się pomiędzy Rzeczywistością i Nie-Rzeczywistością, Ja i Nie-JA, Kontrolą i Uległością, Psychozą Ojca i Schizofrenią Matki, Rodzicielskim Prawem ojca i Kulturą Miłości matki, Buntem albo Posłuszeństwem dziecka. Kierunek inny niż ten: Boska Trójca i Diabelska Trójca, Ojciec-Matka-Dziecko, tworzące infantylne napięcie pomiędzy nimi, tworzące dziecięcy pozorny napęd ożywiania na siłę martwej, złej, nie-duchowej rzeczywistości.

Gwoli uściślenia! Przyszło mi, że wytyczając kierunek prostopadły od płaszczyzny, tworzę tym samym wrażenie dwóch kierunków. Oraz jakobym znał i istniał jeden określony kierunek POZA to założenie "rzeczywistość jest zła". Stąd metafora okręgu czy kuli. Traktuję ucha "rzeczywistość jest zła" jako krąg, czy kulę skojarzeń, decyzji, spostrzeżeń i asocjacji, tożsamości opartych na tym założeniu: istnieje nieskończenie wiele kierunków prowadzących POZA i prostopadłych do jej granic. Z tej metafory okręgu i kuli wynika jednak, że część tej drogi jest wspólna: rozpoznanie pustości tego założenia, założenie "rzeczywistość jest zła" nic o naturze tej rzeczywistości nie mówi, jest puste znaczeniowo, za to naładowane emocjonalnie! Stąd wyszło mi tyle pisania o niczym... Mea culpa! Nie ja tę rzeczywistość wymyśliłem...


* Podstawową naturą kolejnego wymiaru jest JEDNOCZESNOŚĆ obserwowanych z jego perspektywy zjawisk. Tam gdzie wcześniej było albo-albo - albo coś wygląda tak, albo nie tak - tutaj możemy powiedzieć: jest tak i jest tak JEDNOCZEŚNIE. To od razu przenosi nas ze sfery ŚWIADOMOŚCI w wymiar KONTAKTU z nieświadomością. Dla sankcjonowanej społecznie świadomości istnieje TAK lub NIE, COŚ JEST, CZEGOŚ NIE MA. Racjonalnie, nie może coś być i nie być jednocześnie w tym samym czasie i chwili. - To nieświadomość z kolei jest zdolna do kreatywnego utrzymywania przeciwstawnych idei w tym samym momencie!

Z tej jednoczesności właśnie mogliśmy zaobserwować:

Wracając do tej perspektywy JEDNOCZESNOŚCI zjawisk. Ona gwarantuje zupełnie odmienną postawę i percepcję JA i Nie-Ja wybiegającą poza dotychczasowe bieguny. Jest Rzeczywistość i Nie-Rzeczywistość Jednocześnie. Ta rzeczywistość jest nie-rzeczywista, nie jest tylko tym czym zdaje się być. Nie-rzeczywistość jest rzeczywista, bardziej namacalna, foremna i konkretna niż się zdaje.

Ładnie powiedziane, ale co wychodzi poza układ Aktor i Obserwator oraz relację pomiędzy nimi ? Innym wymiarem jest tu dostrzeganie JAKOŚCI relacji, cech doświadczenia oraz całkowicie nowy układ odniesienia w którym "Obserwator" i "Obserwowane zjawisko" są jednym. Ja i Nie Ja splatają się w nowy konstruktywny sposób, pozostając od siebie oddzielone. Dlaczego? Czasoprzestrzeń - punkt obserwacji i kierunek spojrzenia doskonale rozdziela zjawiska. Nie możemy być jednak świadomi wszystkich punktów obserwacji - to domena i natura naszej nieświadomości. Z definicji.

Relacja z duchem (NIE-JA) jest podstawowym tworzywem JA. I zawiera się w większych systemach MY, MY jednak nie istnieje bez JA i Nie-JA. Można powiedzieć, że JA polega nieustannej podmianie na nowe. Co więcej: Relacja z Nie-Ja, JA i TY nie jest hierarchiczna. Nie jest to ani SCHIZOFRENICZNA DEZINTEGRACJA, ani NARCYSTYCZNA PSYCHOZA. Albo może jest to jedno i drugie i jednocześnie pełna socjalizacja i socjopatia. Można powiedzieć, że poruszając się w paradygmacie "rzeczywistość jest zła" jedyną opcją połączenia było wejście w którąś ze skrajnych ról czy regresję. W wymiarze "rzeczywistość jest dobra" zamiast silnie określonych figur pojawia się seria rodzicielskich spostrzeżeń, zamiast regresji - mądrość całości zbudowanej z pojedynczych jednostek i większych od niej. MY wcześniej w wymiarze złej rzeczywistości to kłamstwo i dzielenie JA, w tym wymiarze dobrej rzeczywistości MY to coś więcej niż suma JA.

Działanie i bycie odczuwanym jest naturą ducha! Choćbym chciał, nie mogę wyrwać się z uświęcenia i uduchowienia rzeczywistości.

Figury diabelskie, boskie, strażnicze w polu społecznym zupełnie nie wchodzą tutaj w grę: z tej perspektywy w grupie jest wiele duchów. W tym układzie te skrajne zlepki co najwyżej są nieporadnym sposobem wyrażania się ducha. Pamiętamy? Podstawowe założenie tego wymiaru brzmi: "Rzeczywistość jest dobra".

Inwokacja i Ewokacja ze względu na jedność obserwatora i obserwowanego tracą na różnicy pomiędzy sobą. Jeśli ducha wzywam, EWOKUJĘ przed siebie, jednocześnie w chwili tego wołania staję się też tym. Jeśli INWOKUJĘ ducha, dokładnie w tym momencie moja rzeczywistość staje się równocześnie rzeczywistością tego ducha.
Ciekawe jest:

Duchy to idee. Idee są rzeczywiste i nierzeczywiste jednocześnie. Dla przykładu: duchem jest "idea miłości", ma bardzo rozbudowane ciało, obejmujące całą czasoprzestrzeń zachowań i odczuć, myśli oraz tożsamości związanych z miłością. Ale to przykład: duchów jest zdecydowanie więcej. Można powiedzieć, że ich ciało jest symboliczne, a ich wymiar symbolicznym aspektem rzeczywistości. Nie są od nas oddzielne, ale też nie są tym samym co my.

Moje zachowanie w danym momencie tu i teraz jest INWOKOWANIEM I EWOKOWANIEM DUCHA. To też określa sposób, jeżeli chcę nawiązać pogłębiony kontakt z owym duchem: liczy się powtarzalne zachowanie w możliwie krótkim okresie czasu i wytężonej uwagi. Czym jest dla nas "tu i teraz"? Mrugnięciem oka? Jednym oddechem? Godziną? Dniem? Miesiącem aktywności księżycowej? Rokiem w którym planujemy przeżycia ? Kluczowymi latami życia? Całym życiem ?

Co więcej: Obserwując powtarzalne zachowania, odczucia, myśli, JA swoje, innych i społeczne - obserwuję Nie-Ja, DUCHY. Poprzednie "rzeczywistość jest zła" to jeden z nich, a tamten wymiar "rzeczywistość jest dobra", to jeszcze inny duch.

To też oznacza, że moja zdolność INWOKOWANIA I EWOKOWANIA duchów bazuje na mojej zdolności pozostawania uważnym, czujnym... eh... samoświadomym w tych krótkich okresach czasu. A uzupełniającym jej czynnikiem jest ZDOLNOŚĆ POSTRZEGANIA DUCHA, tj. postrzegania zgodnie z jakąś ideą, zjednoczonego z nią na tym przedwerbalnym nieświadomym poziomie. Myślenie i mój czynnik racjonalny, świadomość w ogólności są częścią tego procesu, kierują nim. A odbywa się on na poziomie całościowego gestaltu, poczucia JESTEM w danym momencie istnienia.

To daje mi, jako hipnotyzerowi wskazówkę: Duch to trans – proces, w jakim idee (tu najczęściej w formie myśli i słów) zmieniają naszą percepcję i zachowania. Patrząc jako hipnotyzer na ten zaklętym krąg "rzeczywistość jest zła" i wymiar"rzeczywistość jest dobra", poza nim rozpoznaję hipnotyczne motywy i historie:

Ten trzeci kierunek, POZA, rozpoznaję w hipnozie generatywnej: takiej, w której trans to wykraczanie poza dotychczasowe rozwiązania. Ergo: pozwalanie, by objawił się nowy duch. I do tego dla mnie sprowadza się skuteczne inwokowanie i ewokowanie duchów: Na ile koncentrując się na danej idei, duchu, nie-ja, TY czy MY jestem w stanie pozostać uważny, by objawiło mi się nowe rozwiązanie, nowe spojrzenie, nowe zachowanie - POZA pulą dotychczasowych spostrzeżeń, rozwiązań czy zachowań.

ŻYCIE TO NAMIERZANIE I ODKRYWANIE, INWOKOWANIE I EWOKOWANIE DUCHÓW.


Piotr „Śpiący Niedźwiedź” Jaczewski


Piotr Jaczewski

Komentarzy nie ma.