Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2014-06-12

Jeremy D. Johnson

Wywiad z Maestro Manuelem Rufino

W kwietniu 2014 Jeremy D. Johnson z serwisu realitysandwich.com przeprowadził wywiad z Maestro Manuelem Rufino. Poniżej przedstawiamy tłumaczenie. (Link do oryginalnego wywiadu: realitysandwich.com/217960/pathways-to-peace-2.) Tłumaczenie: Adam Kantorysiński.



Reality Sandwich: Dziękuję Maestro, że znalazłeś czas, żeby z nami porozmawiać. To dla nas zaszczyt. Powiedz nam proszę trochę o swojej ścieżce jako uzdrowiciel i nauczyciel w tradycji Taino.

Manuel Rufino: Urodziłem się na Dominikanie. Na wyspach mieszkają 3 rasy: Taino, Czarni i Biali. To był pewnego rodzaju eksperyment w relacjach między rasami i do tej pory bardzo udany. W ramach mojej tradycji Taino otrzymałem dużo wiedzy, głównie dzięki mojej babci. W tamtych czasach każdy po urodzeniu zostawał określany jako czarny, biały albo Indianin. Moje świadectwo urodzenia określało moją rasę jako indiańską. I to stało się głównym źródłem mojej wiedzy. Miałem nauczyciela, wujka, który był nauczycielem w rozumieniu naszej tradycji, ale również studiował farmację na uniwersytecie.

Posiadał wiedzę uzdrowicielską z tych dwóch źródeł, jednak nigdy nie używał środków medycznych do uzdrawiania, jedynie środki naturalne. Ale w mojej rodzinie lekarzy i pielęgniarek wszyscy byli uzdrowicielami. Moja matka była pielęgniarką przez ponad 50 lat i wszystkie moje ciotki i wszyscy wujkowe również byli uzdrowicielami w jakimś wymiarze. Nabyłem umiejętności uzdrowicielskich bardzo wcześnie w moim życiu.

By zostać uzdrowicielem należy przepraktykować wiele metod na samym sobie. To nie jest praca intelektualna, w której się zapamiętuje wiedzę na jakiś temat.

Kiedy byłem dzieckiem, byłem bardzo chory. Moi rodzice próbowali przeróżnych leków, moja matka używała zachodniej medycyny, ponieważ była pielęgniarką. Nie pomogło. Zwróciła się więc do tradycyjnych metod używających roślin i innych naturalnych środków. Mój ojciec natomiast zajmował się wróżeniem z kart Tarota i ziaren kawy. Wiecie, kawa nie została stworzona po to, by ją pić! Była używana jako system dywinacji, i dopiero potem ludzie zaczęli ją pić. Dlatego wróżenie z kawy w Turcji nadal jest tak bardzo popularne do dziś.

Ścieżka do zdrowia wiedzie przez system emocjonalny człowieka. To tam właśnie rozpoczyna się uzdrawianie. Większość naszych chorób fizjologicznych to manifestacje problemów emocjonalnych i mentalnych. To błędne postrzeganie rzeczywistości sprawia, że chorujemy. Rola uzdrowiciela polega na pomocy pacjentowi, tak by mógł rozpocząć proces samouzdrawiania.

W przeszłości uzdrowiciele nie leczyli ludzi codziennie. Uzdrowienia dokonywało się dopiero, gdy ktoś tracił wewnętrzną równowagę. W życiu codziennym ludzie posiadali wystarczająco wiedzy, by leczyć się sami. Szli do doktora dopiero w naprawdę trudnych sytuacjach. Musimy do tego wrócić i zachęcać ludzi do tego, żeby wiedli zdrowe życie na co dzień. To jest prawdziwa ścieżka do wyzdrowienia.

Jeśli dziś ludzie nie posiadają wiedzy, to dlatego, że zostali pozbawieni swoich mocy.

P: Czy uzdrawianie rozpoczyna się od naszej świadomości?

Świadomość to podstawa naszego rozumienia. Rola uzdrowiciela to sprawić, by osoba stała się świadoma tego, co się dzieje. Uzdrowiciel rozpoczyna od gry w zgadywankę – zadaje serię pytań. Osoba nie wie, do czego ta gra zmierza, ale ten wywiad jest potrzebny, by ocenić co się dzieje w podświadomości tej osoby, by mieć jasny obraz jej podświadomości.

Tak działa Tarot. Wróżenie z Tarota może wyglądać na zgadywankę aż wróżbita trafi na odpowiedni trop, ale w rzeczywistości wróżbita próbuje stworzyć dla siebie obraz danej osoby, żeby zobaczyć, co dokładnie się jej przydarzyło.

To jak wizyta u lekarza. Lekarz też pyta pacjenta, czy chorował wcześniej, czy inni członkowie rodziny też chorują, itd. Praca uzdrowiciela to uczynić cię świadomym. Świadomość daje ci moc, by leczyć się samemu.

Świadomość jest pierwszym krokiem. Kolejny krok to pokazanie osobie, że posiada moc, by wyleczyć się sama.

Jeśli lekarz mówi „to choroba jest nieuleczalna”, to od razu zabiera całą moc pacjentowi. Pacjent umiera. Dobry uzdrowiciel powinien uzmysłowić ci twoją moc nawet w ostatnich stadiach choroby.

Trzeci krok to odpowiedni sposób odżywiania i psychologia potrzebna do tego, by osoba mogła żyć w równowadze.

Starożytni uzdrowiciele próbują najpierw wpłynąć na duszę. Dlatego wielu z nich uczy mantr i gry na bębnie. Istnieje wiele sposobów na to by obudzić świadomość. Dusza musi się obudzić – i na tym polega praca uzdrowiciela. Musisz być świadomy wszystkiego, co robisz każdego dnia.

P: W jaki sposób takie uzdrawianie przejawia się w świecie i kulturze?

Uzdrawianie to w 99% system przekonań. I dlatego placebo działa – to sposób na przekazanie mocy pacjentowi. Jeśli mówię „tutaj są czerwone pastylki, które uczynią cię silnym”, to wtedy czujesz się silny. Ale to zależy też od kultury. Jeśli kultura odcina się zupełnie od mocy uzdrowicielskich w każdym człowieku – a tak się dzieje dziś – wtedy trudno jest uleczyć niektóre osoby. Ludzie nie mają mocy. Kultura nie pozwala im posiadać mocy.

Jeśli rozmawiamy o chrześcijaństwie, powinniśmy wspomnieć Chrystusa. Jeśli pacjent jest buddystą, powinniśmy wspomnieć Buddę. Proces uzdrawiania toczy się w oparciu o kulturę. Dlatego niektórzy idą w odosobnienie do dżungli. Tam, w dorzeczu Amazonki, wszystko, co robią działa. Natomiast w tej kulturze pewne sposoby mogą nie zadziałać, ponieważ ludzie mają inne przekonania. Kultura wpływa na umysły.

Oglądałem niedawno film dokumentalny. Pacjent wpada na oddział ratunkowy. Jego jelita są kompletnie zablokowane. Lekarze wkładają kamerę do jego ciała, ich sposób to „zbadajmy to”, eksplorujmy. To jest właśnie medycyna eksploracyjna, a nie uzdrowicielska. To daje nam pojęcie o kulturze. Eksplorujemy, ale nie leczymy.

P: Wydaje się, że nastały czasy politycznych i społecznych przemian. Musimy myśleć globalnie o całej planecie. W jaki sposób szamańskie praktyki i wglądy mogą nam dziś pomóc? W jaki sposób prowadzą do pokoju?

Ścieżka szamańska to doskonała droga do pokoju, ponieważ jest oparta na społeczności. Nie jest oparta na nauczycielu czy czyjejś wiedzy. Społeczność jest bardzo ważna w tradycji szamańskiej. Główna rola społeczności to uczynić jednostkę szczęśliwszą, bezpieczniejszą i świadomą. Jeśli ludzie staną się nieszczęśliwi, nieświadomi i zabraknie im poczucia bezpieczeństwa to zaczną dokonywać przemocy na wszystkich możliwych poziomach. Jeśli ktoś nie jest otoczony opieką w domu, to nie będzie mógł żyć w spokoju.

Tradycja szamańska jest oparta na uzdrawiającej wspólnocie. Jeśli jedna osoba jest chora, to cała społeczność angażuje się w proces leczenia. To nie jest indywidualny proces, z jakim mamy do czynienia, gdy ktoś idzie do lekarza. W tradycji szamańskiej zakładamy, że gdy ktoś jest chory, to znaczy, że przytrafia mu się coś związanego ze społecznością. Nie istnieje coś takiego jak indywidualna, prywatna choroba. Choroba jednostki ma zawsze charakter społecznościowy.

Sztuka to bardzo ważny element życia wspólnoty i indywidualnej mocy. Tkanie, wykonywanie bransoletek i instrumentów – takie czynności wykonywane rękami dodają mocy. Umożliwiają medytację. Dzięki nim jesteś ze sobą, z innymi ludźmi, rozmawiasz i dzielisz się wiedzą. Proces społecznościowy to proces uzdrawiania. Przynosi dużo spokoju jednostce. Osoba, która potrafi być kreatywna jest zawsze spokojna. Jeśli twoje kreatywne zdolności są zablokowane, to artystyczna droga uwolnienia napięć jest niedostępna i możesz stać się agresywny.

Droga szamańska to droga spokojnego współegzystowania wspólnoty. Sztuka jest w centrum takiej społeczności na wiele sposobów. Ścieżka do wewnętrznego spokoju wymaga tworzenia dobrych relacji w społeczności, w której żyjesz.


manuel_mini_01.jpgmanuel_mini_02.jpgmanuel_mini_03.jpgmanuel_mini_04.jpgmanuel_mini_05.jpgmanuel_mini_06.jpg

O Don Manuelu czytaj też na stronie nalanda.pl

Jeremy D. Johnson

Komentarzy nie ma.