Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2020-01-25

Sandra Dumroc

Woźny w LO i moje zdjęcia - Zapis 39

Sen z 24.01.2020

Byłam na jakieś imprezie, było dużo ludzi, chyba byliśmy z jednej grupy, ale większości nie kojarzyłam. Znowu jakaś kobieta pokazywała mi swoje cekinowe sukienki, były na nią już za małe, ale nie wzięłam, bo w sumie nie wiedziałam gdzie mogłabym je założyć i pomyślałam, że mój brzuch będzie wystawał, bo trochę były obcisłe (nie mam brzucha w rzeczywistości). Później oglądałam zdjęcia z tej imprezy, było ich strasznie dużo, a na każdym byłam ja, aż dziwne to było, wyglądało na to, że fotograf robił zdjęcia tylko mnie, a reszta była tylko przy okazji.

Poszłam do szkoły mojego dziecka, do LO. Ostatni raz byłam tam z 20 lat temu (to było moje liceum, do którego chodziłam w rzeczywistości), teraz strasznie kluczyłam, bo była rozbudowana ta szkoła. Miałam trzy numery sal, do jakich nauczycieli muszę się udać, jeden był 200 coś. Zapytałam dzieci o drogę i mnie pokierowały. Jak szłam korytarzem, to rozpięłam płaszcz, żeby było widać jak jestem ubrana, miałam niebieską skórzaną spódnicę do kolan i niebieski sweterek z wiązaniem pod szyją (spódnice mam taką w rzeczywistości, sweter oglądałam w necie). Nagle coś uderzyło mnie mocno w czoło, bo aż mnie zabolało, patrzę, a to chyba był papierowy samolot, taki, jakie się w szkole robi, stary woźny albo konserwator tym we mnie rzucił z korytarza po lewej stronie, chciałam coś mu powiedzieć, ale zwiał. W trakcie rozmowy z nauczycielami to w sumie nie wiedziałam, o co chodzi, ale załatwiłam wszystko, a nawet wtrąciłam się do dyskusji na lekcji, którą prowadzili uczniowie, zwróciłam im uwagę, że nie wzięli pod uwagę prostych praw fizyki, nie wiem, o czym mówił. Z tego LO ciężko było wyjść, żeby zejść z piętra musiałam zsunąć się po szerokiej siatce z barierką, bo nie było schodów, ale bardzo dobrze mi to szło, chociaż miałam wysokie czarne buty na obcasie, to nie zaczepiłam nimi o oczka sieci. Następnie musiałam przejść przez ciemny korytarz, coś jak przejście podziemne, i tam szłam niepewnie, bo posadzka była pofalowana i nic nie widziałam, ale przeszłam to w miarę szybko. Jak wyszłam z LO, to spotkałam się z dzieckiem i powiedziałam, że wszystko załatwione.

Jeszcze grałam na jakieś starej gierce, jak z lat 90., podobnej do Mario Brosa, i nie chciało mi się tym ludzikiem podskakiwać, kucać i “wywijać”, więc nacisnęłam przycisk szybkości i "sruuuu", przeleciałam cały poziom, ludzik pozbierał wszystkie możliwe pieniążki, nagrody i artefakty na jednym wydechu, zeskoczył na dół ze skalnej półki i zapłonął, czyli przeszedł na następny poziom.

Sandra Dumroc

Komentarzy nie ma.