Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-01-01

Wojciech Jóźwiak

Wojna o kobiety

Teoria, że każda wojna była wojną o kobiety jest tylko teorią, której przeczą zdecydowanie nowoczesne wojny, w których kobiety mordowano na równi z mężczyznami - mścicielami. Jak się sprawdza ta teoria wobec faktu, że gwałcone kobiety, które jakoby miały przenosić geny gwałcicieli, mordowano, więc geny umierały wraz z nimi. Koncepcja czystości, czy rasowej czy klasowej, która zamordowała najwięcej kobiet w historii, już całkiem nijak nie potwierdza tej teorii.

Teoria wojny o kobiety jest prawdziwa, ale jak każda teoria opisuje tylko wycinek rzeczywistości a nie całą.

Nadawca: mmichalo1@wp.pl


Tak Czytelnik „mmichalo1@wp.pl” skomentował to, co pisałem w odcinku „13. Zło epifaniczne i inne”.

Drogi Mmichalo1! Nie pisałem, że każda wojna w czasach „pra” była wojną o kobiety. W tamtym tekście jest: „Pierwotna wojna była przede wszystkim wojną o kobiety”. Zastosowałem skrót myślowy, ponieważ kto zetknął się z socjobiologią i jej stylem rozumowania, ten wie, że chodzi tu o coś więcej. Mianowicie wojna o kobiety - czyli porywanie kobiet obcoplemieńcom, branie branek - była tym rodzajem wojny, który najskuteczniej wzmacniał wojenne geny (geny skłaniające do wojny) czyli zwiększał ich liczbę w populacji. Powiedzmy, że w pewnej ludzkiej populacji istnieje pewien zestaw genów skłaniających do wojny i drugi zestaw ich nie-wojennych alleli. Jaki czynnik, jakie zachowanie spowoduje, że genów wojennych będzie przybywać, czyli mężczyźni mający je pozostawią więcej potomstwa niż mężczyźni mający geny nie-wojenne? Wąskim gardłem genów przenoszonych przez mężczyzn jest ograniczenie liczby kobiet, z którymi mężczyzna może mieć dziecko. Dla mężczyzn kobiet do zapłodnienia zawsze jest za mało. I teraz pojawia się zestaw genów, które zwiększają liczbę zapładnianych kobiet. Jak? - Skłaniają swoich mężczyzn-nosicieli i wykonawców do porywania kobiet innym mężczyznom. Ale w tym jest zagwozdka, bo mężczyźni żyją w kooperujących grupach i podprowadzanie sobie kobiet rozłożyłoby grupę. (Mnóstwo seksualnych zachowań człowieka musiało wyewoluować tak, żeby nie zakłócać kooperacji grupy!) Dlatego rozwiązaniem było podbieranie kobiet obcym, czyli mężczyznom z nie swojego plemienia. Sąsiadom. Taki zestaw genów, żeby być skuteczny, musiał jednocześnie promować agresję i waleczność, wykształcać skłonność do wojennego zapału, a z drugiej strony promować solidarność i braterstwo broni. Ci u których ten zestaw genów dobrze funkcjonował, zabierali więcej kobiet sąsiadom i robili to częściej; skutkiem tego prócz potomstwa z kobietami z własnego plemienia mieli synów z brankami, a więc skuteczniej rozpowszechniali swoje geny.

Geny są sprytne i na męskie geny wojenne odpowiedziały geny kodujące zachowania kobiet. Pojawił się gen „syndromu sztokholmskiego”, czyli zjawisko może jeszcze bardziej znane w przypadku Patrycji Hearst, która to córka magnata prasowego, porwana przez terrorystów, przyłączyła się do nich i sama prowadziła bandę podczas napadów na banki. Porwana i zapłodniona przez Azję Tuhajbejowicza Zosia Boska (H. Sienkiewicz, „Pan Wołodyjowski”) musiała dostać geny, które po pewnym czasie nie pozwalały jej próbować uciekać ani buntować się przeciw swojemu położeniu - z tego zwykłego genetycznego statystycznego powodu, że dzieci spłodzone w buntowniczych kobietach nie przeżywały i nie promowały dalej ich buntowniczych genów. Kobieta, która buntowała się przeciw roli ciężarnej branki nie przeżywała lub roniła podczas ucieczki, a nawet jeśli pozostała w obcym plemieniu, to jako „obca”, „dzika” i wiarołomna nie mogła liczyć na tak wielkie zasoby ojca swojego dziecka, jak kobieta potulna, chętna do współpracy z porywaczem, a nawet, kiedy jej po paru dniach przeszedł szok i oburzenie, gotowa się w nim zakochać.

Wojenne geny ludzi są podobnymi genami-pasożytami na gatunku, jak geny lwów, nakazujące im zabijać młodociane dzieci lwic, nad którymi zdobyły dominację. W stadach lwów co jakiś czas dochodzi do przewrotu: obce samce (po walce) wypędzają samce dotychczasowe. Po tym czynie dokonują drugiego „herodowego”: zabijają dzieci swoim nowoobjętym samicom. Czym sprawiają, że samice dostają rui i zachodzą w ciążę, rodząc ich potomstwo z ich genami. Gen „herodowy”, chociaż jawnie szkodliwy dla gatunku (jak każdy gen kanibaliczny), miał jednak przewagę na genami „nieherodowymi”: geny herodowe były rozmnażane, lwiątka z genami nieherodowymi były zabijane i ich geny nie miały czym się „odpłacić”.

Żeby ludzki gen wojenny krzewił się wyżej opisana drogą, wcale nie trzeba było, żeby wszystkie wojny były wojnami o kobiety. Wystarczało, żeby dzieci branek były znaczącą częścią wszystkich rodzących się dzieci. Także zabijanie kobiet po gwałcie, jeśli sporadyczne, nie zakłócało omówionego mechanizmu. Zabijanie kobiet, wydaje się, miało miejsce dopiero wtedy, kiedy pojedynczy żołnierz nie miał środku ni sposobu, by brankę zawieźć do domu - czyli dopiero wtedy, kiedy został wcielony do masowej, „nowoczesnej” - a właściwie neolitycznej lub jeszcze późniejszej armii. Trzeba postawić się w położeniu młodego wojownika biorącego sobie brankę - oczywiste jest, że zdobywszy ją z narażeniem życia, chciał cieszyć się seksem z nią dłużej. Dopiero w czasach, kiedy wojownicy stali się mięsem armatnim, niewolnikami dowódców i rządu, wybrnywali z genetycznego konfliktu mordując zgwałcone kobiety. Też zresztą nie zawsze, nie wszystkie itd. Z pewnością wielu Niemców rocznik 1945 ma rosyjskich ojców.

Co jeszcze: genetyczne zachowania człowieka silnie działają na umysł i uzyskują swoje literackie ekspresje. Dzieje się tak, ponieważ chętnie słuchamy o tym, co mamy w genach. Dlatego tak działają na nas opowieści np. o walce, o pościgu, o miłości zwłaszcza tej najtrudniejszej bo pierwszej - i wśród nich są opowieści o zbrojnym porywaniu kobiet. „Iliada”. Mit o porwaniu Sabinek. „Trzech budrysów” Mickiewicza. Gdyby przetrząsnąć światowy dorobek, znajdzie się wiecej.

Wesołego nowego roku 2010!

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.