Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-08-17

Justyna Karolak

Wiedza spisana sympatycznym atramentem
Rozważań nad dualizmem świata – Część II

Jeżeli przyjąć za tezę wyjściową, że człowiek przychodzi na świat jako tabula rasa, to każdy bodziec, z jakim spotyka się od momentu narodzin, i każda informacja, którą ten bodziec ze sobą niesie, tożsame będą z pojęciem wiedzy. Wiedzy, czyli ze zbiorem danych nabytych, zaobserwowanych, dostarczonych, zauważonych, doświadczonych.

Wiedza jest zbiorem danych na temat realnej rzeczywistości – zewnętrznej. Nie może opisywać rzeczywistości wewnętrznej, to znaczy esencji istoty pojedynczego człowieka, skoro istota człowieka w chwili narodzin pozostaje niczym więcej, aniżeli białą tablicą. Wszystko, co na temat człowieczeństwa można powiedzieć w oparciu o świadomość rozwijaną wraz z upływem czasu liniowego i doświadczenia nabywanego wskutek pokonywania drogi, jest wypadkową przeżyć, oddziaływania intuicji, marzeń, snów, iluzji i racjonalnych przemyśleń. Jednak nawet racjonalne przemyślenia na temat samych siebie nie mogą stanowić w tym przypadku wiedzy obiektywnej. Co bowiem wiemy o człowieczeństwie?

Wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono, jak mówi znane porzekadło. Ale czym naprawdę jest owa wiedza?

Wiedza o nas samych, to nic innego niż świadomość naszych bezwarunkowych, warunkowych i świadomie kreowanych reakcji na określone bodźce z zewnątrz. Kto twierdzi, że zna siebie na wskroś i potrafi precyzyjnie wskazać, jak zachowałby się w dowolnej hipotetycznej sytuacji, jest albo kłamcą, albo niespełna rozumu. Dysponujemy bowiem de facto wiedzą nie na temat samych siebie, a na temat bodźców z zewnątrz, które sprowokowały czy wygenerowały tę lub inną reakcję. Dysponujemy jakąkolwiek wiedzą jedynie na temat zawężonej rzeczywistości zewnętrznej, tej, z którą zetknęliśmy się osobiście. Łatwiej nam opisać treść zdarzenia, niż jądro naszej osobowości zawarte w tym zdarzeniu.

Nie sposób wymiernie rokować osobiste reakcje na bodźce z zewnątrz. Tak zwana wiedza na temat rzeczywistości zewnętrznej bez wątpienia jest ograniczona. Jedno, co ją ogranicza, to ustalony zbiór aksjomatów, który może nie być wystarczający do dalekosiężnego konkludowania. Drugie, co ją ogranicza, to niedoskonałość naszego poznania, z góry, od początku, czy też „z natury rzeczy” okrojona określonym szablonem zmysłów, potencjału intelektualnego i emocjonalnego.

Rzeczywistość zewnętrzna ujawnia przed nami dziwne atraktory, których całkowitej, spójnej natury do końca nie rozumiemy. I choć usilnie staramy się dokładnie je zrozumieć i ubrać w zasób prawidłowości i wzorów, faktycznie sam świat pozwala oprawić się w zdyscyplinowane ramy, ujawniając zaledwie jeden fragment z nieskończonej ilości własnych tajemnic tylko po to, by w chwilę później ukryć drugie dno i inny fragment prawdy o samym sobie. To w układach chaotycznych natrafiamy na zdumiewające i ładne fraktale, wciąż zadając sobie to samo pytanie – jakim sposobem, dlaczego?...

Skąd biorą się fraktale? I co struktura rzeczywistości zewnętrznej może zasadnego powiedzieć o nas samych? O nas – razem, i o każdym z nas – z osobna? Na czym polega relacja człowieka ze światem? I czemu całość tej relacji usiłujemy definiować w przewadze za pośrednictwem złudnego miana, jakim jest wiedza?

Wiedza jest najgrubszą i najstarszą z ksiąg świata, do której stale można dopisywać nowe akapity. Nic, co zostało w niej opisane, nie stawia ostatecznej kropki za żadnym ze sformułowań. Wszystkie gałęzie wiedzy bez ustanku przenikają się wzajemnie, wciąż wypuszczając nowe pędy. Niektóre ze starych gałęzi wydają się obumarłe, pomimo czego nie sposób oddzielić ich od głównego pnia. Nic, co kiedykolwiek uznano za wiedzę, nie da się wyrugować z bieżącego prądu życia, ponieważ nadal możemy przeczytać o tym z kart historii, z kolejnej gałęzi wiedzy, która opisuje i charakteryzuje przeszłość. Zarazem nic, co było, nie da się odnieść wobec tego, co będzie, bo nigdy nie wiadomo, na jaki bodziec się natrafi i jakie zmiany w ogólnym całokształcie on wywoła. Czy w takim razie wiedza jest praktyczna? Do czego na dobrą sprawę służy? I komu?... Pewien poeta powiedział: „Ach, wiedza – śmieszne słowo, niechciana zabawka”...

Wiedza służy tym, którzy lubują się w rozumowaniu logicznym. Tym, którzy uznają zadziwiające zjawisko za realne z chwilą, kiedy mogą o nim przeczytać w ustanowionym dziele naukowym. Tym, którzy postrzegają świat jako obszar do podzielenia na miana, a następnie na definicje. Tym, którzy patrzą na rzeczywistość zewnętrzną jako na specyficzną materię o konkretnych kształtach, gęstościach czy temperaturze. Tym, dla których liczą się właściwości fizyczne, mechanizmy zachowań i matryce.

Po części, jak sądzę, wszyscy szukamy w rzeczywistości zewnętrznej właśnie tego: nazw, definicji, form, znaczeń, punktów odniesienia. Niewielu decyduje się uciekać od miana, jakim jest wiedza. W większości – coś jednak pragnęlibyśmy wiedzieć: wymiernego (obiektywnego) o świecie, i o samych sobie.

Nie zmienia to faktu, że inaczej słowo „wiedza” zdefiniuje naukowiec, a inaczej poeta. Nie zmienia to faktu, że wśród matematyków poszukujących swoistego uniwersum i jądra świata, istnieje wielu niespełnionych poetów.

Świat jest niezwykle płynny, a w chaosie zawiera się mnóstwo porządku. Trudno tylko ten porządek oprawić w sztywne ramy.

Jeszcze inaczej miano wiedzy może zafunkcjonować w naszym umyśle, gdy za tezę wyjściową przyjmiemy, iż człowiek jednak nie przychodzi na świat jako biała tablica...

Co, jeśli człowiek rodzi się z wewnętrznym zbiorem „prawd”? Co z pokładami „wiedzy”, które równie dobrze być może tkwią, uśpione, w rozległych wodach podświadomości?

Co wówczas z najstarszą, najgrubszą księgą świata, do której kardynalne akapity wciąż nie zostały dopisane? Lub jeśli dopisał je wieki temu – jakiś poeta – sympatycznym atramentem?…


Jako ilustrację artykułu umieszczam kolaż autorstwa Leonarda Jaszczuka.

Justyna Karolak

Komentarze: 1

1. I nic • autor: (2016-08-18 11:41:45)

Co, jeśli człowiek rodzi się z wewnętrznym zbiorem „prawd”? Co z pokładami „wiedzy”, które równie dobrze być może tkwią, uśpione, w rozległych wodach podświadomości?

I co z tego ?. I nic. Naturalnie, ze rodzimy sie z komputerem pokladowym z podstawowym oprogramowaniem, a za ostatnie up date odpowiedzialny jest grabarz klepiacy nas pieszczotliwie po tylku. Lopata. Przez dwumetrowa warstwe ziemi. To podstawowe oprogramowanie odpowiedzialne jest za to, ze ktos pisze przy pomocy pieciu a nie szesciu palcow. (palcy ? - za trudnosci z gramatyka tez...). I za to, ze w ogole piszemy. Inaczej tutaj by sie produkowaly pawiany. Problem polega wlasciwie na tym, ze ta swiadomosc zaprogramowania "z gory" jest dosc nieprzyjemna i trudno do niego sie dokopac przez warstwy up dates....Ale ono kazdego z osobna i wszystkich razem determinuje w wiekszym stopniu niz to sie moze podobac......Z czego nic nie wynika.