Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-04-22

Wojciech Jóźwiak

Wiecznej Żeńskości źle w naszej cywilizacji

Mirosław Piróg napisał w "O snach":
trudno na dziś powiedzieć, że wieczna żeńskość ma się dobrze w naszej cywilizacji.
Jaki byłby, jak wyglądałby świat, w którym ta Wieczna Żeńskość miałaby się dobrze, a przynajmniej lepiej niż ma się teraz?
Czy ktoś z Was, Czytelniczki & Czytelnicy, potrafi wyobrazić sobie świat, cywilizację, kulturę, które byłyby przyjazne kobiecości? -- I przy okazji, chyba też, przyjazne kobietom?
Co należałoby u nas zmienić, zreformować, żeby tak się stało?
Czego jeszcze brakuje do takiego ideału?
Dlaczego w ogóle wciąż pojawiają się opinie, że z tym "czynnikiem kobiecym" w naszej cywilizacji jest coś nie tak?
O co w ogóle tu chodzi? Gdzie problem?

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 51

[foto]1. GDZIE TE KOBIETY??!!! • autor: Radek Ziemic (2015-04-22 20:52:00)

Z mojego punktu widzenia nie chodzi jedynie o kobiecość. W jakimś artykule wyczytałem taką mniej więcej myśl, że jeśli o naszym człowieczeństwie świadczy to, jak traktujemy słabszych, to ludźmi jesteśmy od całkiem niedawna. Tam chodziło o dzieci, ale w gruncie rzeczy chodzi o słabszych, o dzieci, mniejszości narodowe, kobiety, LGTB itd. Trzeba było prawie w całości wymordować jeden z europejskich narodów, czyli Żydów, żeby antysemityzm przestał być normą. Jeśli zatem kobiecość ma się źle, to nie wynika to z niej samej, ale jest tak dlatego, że jest słabsza. Niekiedy po prostu fizycznie. (Ja nie twierdzę w tej chwili, że kobiety są słabe. Są często silniejsze od poszczególnych mężczyzn. Mam nawet ostatnio takie wrażenie, że mają więcej dobrej siły.) Kultura europejska, wbrew własnemu samouwzniośleniu, jest kulturą przemocy, różnego, a właściwie - wszelkiego rodzaju zresztą. W takiej kulturze słabsi są podporządkowywani silniejszym i to podporządkowanie jest uznawane za normę. Jako realista dodam za Radkiem Kostur-Sikorskim, że nigdy nie było tak wspaniałej Europy i Polski (i jako że w sprawach płci nietrudno o nieporozumienie dodam, że mówię to serio).


PS. Długi czas myślałem, że parytety w sejmie czy na listach wyborczych są bez sensu. A potem pomyślałem sobie, że gorzej na pewno by nie było. A nawet byłbym się w stanie zgodzić na całą kadencję bez mężczyzn do - jadąc od góry - stanowiska wójta. Może nie całkiem bez mężczyzn. 90% kobiety, a 10% LGTB (z wyjątkiem lesbijek, bo łapałyby się na listy jako kobiety, a więc właściwie 10% GTB; ale by nam pederastów przybyło po lewej i prawej stronie sceny politycznej!) Dla jasności, kwestia dominacji nie jest zero-jedynkowa, kobieta, której odmawia się praw ze względu na płeć, może być uprzywilejowana z innych względów: ekonomicznych, społecznych, religijnych.


A co do świata przyjaznego kobietom, to niektórzy twierdzili niedawno, że rządziły w czasach saskich czy jakoś tak; prosiłem nawet o jakieś uzasadnienie, ale jak makiem zasiał... może się pochorowali?...


Sądzę też, że przedstawianie problemu przy pomocy opozycji kobiecość - męskość jest właściwie niedokładne. Chodzi mi o to, że ta wieczna kobiecość to ma się dzisiaj jak w raju (zwłaszcza dzięki KRK i mediom), zwykła ma się zapewne znacznie gorzej. Ale za to zarówno wieczna, jak i zwykła trans-kobiecość to ma dopiero przekichane. 

[foto]2. Zadaję pytanie jeszcze raz • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-23 08:18:12)

Przypomnę oryginalne zdanie. Mirosław Piróg w "O snach" powiedział/napisał:
Każda kobieta jest manifestacją powszechnej kobiecości i w swoich snach przerabia w indywidualny sposób zbiorowe problemy wszystkich kobiet. A trudno na dziś powiedzieć, że wieczna żeńskość ma się dobrze w naszej cywilizacji.
Odwrócę: Jak by było, gdyby wieczna żeńskość dobrze się miała w naszej cywilizacji?
Albo: Jakby wygladała nasza cywilizacja, gdyby w niej wieczna żeńskość miała się dobrze?
Albo: Jak wyobrażamy sobie cywilizację, w której wieczna żeńskość ma się dobrze?
Albo: Czy istniały w historii cywilizacje, w których wieczna żeńskość dobrze się miała? Albo takie, w których miała się lepiej niż w naszej współczesnej?

[foto]3. cywilizacja vs. natura? • autor: Arkadiusz (2015-04-23 08:46:57)

Generalnie wydaje się, że nasz zachodni krąg kulturowy (mogę tak napisać?) zmierza w kierunku większej podmiotowości i emancypacji słabszych grup. Mniej decyduje siła a więcej rozum. Więcej indywidualizmu, tolerancji, mniej barier i dyskryminacji. To może sprzyjać między innymi spełnieniu się zawodowemu, artystycznemu, intelektualnemu kobiet. Ale czy sprzyja to samej kobiecości? Mam wątpliwości czy obecna cywilizacja przemysłowa z pełnymi betonu, stali i szkła miastami, z życiem w biegu i w hałasie, z ciągłą gonitwą z czasem, z rosnącymi obowiązkami i aspiracjami, z kredytami, z tym całym szumem informacyjnym, sprzyja naturalnej ekspresji - czy to kobiecości, czy to męskości. Myślę, że wielu ludziom ciężko się odnaleźć w tym. Stajemy się bardziej przemysłowymi robotami niż ludźmi- ssakami lądowymi ;-) Mówi się dużo o chorobach cywilizacyjnych, czy nie wynikają one z naszego odejścia od życia bliżej natury? Nasza kobiecość i męskość to te niższe czakry (jeśli ktoś uznaje ich istnienie), są one związane z kontaktem z naturą, z ziemią, zakorzenieniem w środowisku naturalnym. Jak pogodzić rozwój technologiczny z potrzebami bliskiego kontaktu z naturą? Na pewno bezwzględnie chronić środowisko naturalne. Co jeszcze? Czy można zmienić dominujący nurt cywilizacji (praca - mieszkanie - tv - sen - praca -...)? Ale może gdzie indziej jest problem.
I jeszcze taka uwaga: moim zdaniem, żeby żeńskość się miała dobrze i żeby to było trwałe, to również męskość musi się mieć dobrze. Te dwa pierwiastki muszą się jakoś ciągle mieszać.

[foto]4. Gruppenrecht, albo prawo grupowe • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-23 10:14:56)

>>> Generalnie wydaje się, że nasz zachodni krąg kulturowy (mogę tak napisać?) zmierza w kierunku większej podmiotowości i emancypacji słabszych grup.
Jednakowe prawa obywatelskie niezależnie od płci obowiązują w Polsce od konstytucji 1921 r. (Także niezależnie od stanu - zniesienie tytułów szlacheckich -, narodowości i religii.) To jest pewien "oficjalny ideał", w praktyce bywało różnie, jak z dyskryminacją Żydów na studiach w latach 1930-tych, z pozbawieniem praw tzw. BZ′ów, "byłych ziemian" po II wojnie, lub z "punktami za pochodzenie" po 1968 r.
Pomimo "oficjalnego ideału" równości wobec prawa trwa pokusa dzielenia obywateli na grupy takie lub siakie; "dziel i rządź" jest zasadą nieśmiertelną. To myślenie prześwituje w powyższej notce Arkadiusza: "w kierunku większej podmiotowości i emancypacji słabszych grup". Jak mówimy z niemiecka "gruppenseks", to nasuwa się -- arcy złośliwy, tak! -- termin "gruppenrecht", czyli PRAWO GRUPOWE. Stosowanie gruppenrechtu skutkuje tym, że każdy obywatel zaczyna nerwowo rozglądać się, do jakiej "mniejszościowej", "dyskryminowanej" lub "słabszej" grupy powinien się zapisać.
Oczywiście, gruppenrecht rozsadza demokrację i republikę. Społeczeństwo rozpada się na grupy mające każda swoje przywileje i wzajemne pretensje. (Tu należą również uprzywilejowane grupy zawodowe, jacyś górnicy, rolnicy, nauczyciele i posłowie. Oraz grupy kontr-przywilejowane, upośledzane przez prawo, np. przedsiębiorcy-właściciele, do których dumnie się zaliczam.) Konieczny jest zatem zewnętrzny mediator, który te skłócone grupy będzie godził. I tu jest ten miód! Da liegt Honig versteckt.
Apeluję, żeby wybyć się narzucanego przez gruppenrechtystów wdruku o "słabszych grupach", tylko skupić się na indywidualnej samorealizacji jednostek i szukaniu tego, co ewentualnie tę samorealizację hamuje.
Tylko czy myślenie o kobietach jako o "słabszej grupie" cokolwiek wyjaśnia w kwestii WIECZNEJ ŻEŃSKOŚCI?
(Das Ewig-Weibliche zieht uns hinan - Goethe.)

[foto]5. ja tylko stwierdziłem fakt • autor: Arkadiusz (2015-04-23 11:25:03)

Trend jest taki, że mamy coraz większą podmiotowość kobiet, także dzieci. Ktoś czuł się dyskryminowany, walczył o większe prawa i je wywalczał. Kierunek jest w stronę większego samostanowienia. Różne karty praw podstawowych, obywatelskich, dziecka itd. Inna sprawa to praktyka codzienna. Nie zależy mi specjalnie na obronie słowa "grupa", nie odczuwam do niego żadnego przywiązania. Te wszystkie grupy to tylko jakieś czasowo przyklejane tożsamości, które nie są nami. I jak najbardziej odpowiada mi idea wyłącznie "indywidualnej samorealizacji jednostek".
Za to mam inny pomysł - potrafię sobie wyobrazić świat, w którym najważniejszą ideą jest zadbanie o "wewnętrzne dziecko" każdego człowieka. Dla mnie to klucz do bardziej harmonijnego i pokojowego świata. Zranione wewnętrzne dziecko jest przyczyną cierpienia, przemocy, niezrozumienia między ludźmi. Dopóki nie uleczymy tego wewnętrznego dziecka nie będziemy się w pełni cieszyć naszą dorosłością - kobiecością i męskością.
Czy możliwy jest taki świat? W którym priorytetem będzie zapewnienie bezpiecznego, ciepłego, komfortowego, mądrego, pełnego miłości okresu przynajmniej pierwszych 1,5-2 lat życia. Kiedy to tworzą się decydujące wdruki, dla naszego funkcjonowania jako ludzi, i które są bardzo trudne do zmienienia w późniejszym okresie życia. R.A.Wilson powiedział, że jesteśmy gigantami wychowanymi przez pigmejów, którzy nauczyli nas chodzić na mentalnych czworakach. Jest to o tyle istotne, że to "wewnętrzne dziecko" jest z nami przez całe życie. Musiałaby by to być zorganizowana akcja edukacji przyszłych rodziców, dziadków, poważna zmiana systemowa, w tym zmiana szkolnictwa, na pewno wydatki publiczne, ogólnie mówiąc jakaś poważana zmiana paradygmatu ogólnospołecznego. Mam wrażenie, że każda złotówka wydana na wsparcie harmonijnego rozwoju małego 1-2 letniego dziecka skutkowałaby ogromnymi oszczędnościami budżetowymi w wielu innych dziedzinach życia czy gospodarki.

[foto]6. Kopenhaga 1989 • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-23 11:47:34)

W 1989 r po długiej niebytności na zachodzie Europy (u nas była wtedy jeszcze komuna) znalazłem się na moment w Kopenhadze. Szedłem przez jakiś park. Była grupa dzieci, przedszkole z opiekunką. Takie blond bobasy. Wtedy dużo medytowałem i byłem wyczulony na aury i subtelne wpływy. Uderzył mnie spokój i zaufanie emanujące od tych dzieci. Zupełne przeciwieństwo polskiej nerwówy, w której otoczce przebywają u nas dzieci. W tamtych latach bywałem w Skandynawii. Gdy wracałem, uderzał mnie panujący w Polsce obłęd w oczach. Dosłownie, malujące się w oczach przerażenie, strach, nieufność, pośpiech, rozglądanie sie na boki, postawa "łapię co swoje i uciekam".
(Później tego już tak ostro nie widziałem. Być może ta różnica się wyrównała.)
To przyczynek do wychowywania naszych wewnętrznych dzieci i dzieci realnych.

(Też dobrze zapamiętałem w tamtym czasie odrzucającą gniotącą mentalno-astralną czerń, aurę, która szła od muzułmanów w Oslo.)

7. co oznacza pojęcie - wieczna żeńskość-? • autor: edynia (2015-04-23 11:49:31)

Dzień Dobry,to mnie zafrapowało
Znalazłam takie poetyckie wypełnienie treścią tego pojęcia:
"Uległy duch nizin to wieczna żeńskość,Której furtka - jak twierdzą - jest fundamentemZiemi i NiebaUżywaj jej nie zaznając trudu."
i ten tekst, jako motto przewodnie artykułu Karoliny Agnieszki Dobosz "Nauki trzech Bogiń seksu. Ciało i seks w taoistycznym systemie filozoficznym" (kulturoznawstwo, porównawcze studia cywilizacji Uniwersytet Jagieloński
Tutaj wieczna żeńskość dotyczy mistyki seksualnej.
To o czym mówimy?

[foto]8. Mistyka seksualna • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-23 12:00:10)

Właśnie, Edyniu, usiłujemy się rozeznać, o czym chcemy mówić.
W zdaniu, które cytujesz, "wieczna żeńskość" to "uległy duch nizin" -- podczas gdy Goethe -- zieht uns hinan -- twierdził, że ten sam duch "ciągnie nas" (więc jest aktywny, a nie uległy) i w górę ku niebu, sferze boskiej -- więc jest "górny", a nie "nizinny".

[foto]9. kobiecość • autor: Ithriss /Izabela Ewa Ołdak (2015-04-23 12:03:11)

Myślę, że to sprawa ogromnie indywidualna. Pojęcie wiecznej żeńskości, jako forma boska, łączy się dla mnie z adoracją w każdym swoim aspekcie. I już tutaj nasz krąg kulturowy pada (gdzie głównym nurtem jest kult maryjny) wpajając nam mnóstwo ambiwalencji i sprzeczności w kreowaniu wzorca kobiety ( np. dziewica a jednocześnie matka).

Większość struktur, norm, praw, czy nawet wynalazków i architektury jest "męska". Zaprojektowana okiem mężczyzny i służąca jego wyobrażeniom i wymaganiom, do tego dochodzi uprzedmiotowienie kobiety (w znacznie większym stopniu niż mężczyzny) w celu lepszej promocji, konsumpcji i sprzedaży (to takie szybkie skrótowe myśli mam nadzieje ze zrozumiałe). Role nam wytyczone często są sztucznie, stąd stereotyp, z którego wyłamały się sufrażystki a następnie feministki. Jednak skutki tych działań nadal są opłakane, gdyż kobiety ciągle borykają się z niewiara (lub przecenianiem) we własne siły, zachwianym poczuciem własnej wartości, zagubieniem w nowych możliwościach rozwoju. Osobiście do tej pory nie potrafię w pełni zaakceptować swojej kobiecości, gdyż dla mnie wzorzec męski był zawsze bardziej atrakcyjny, emanujący siła i władzą, stąd późniejsze kompleksy, auto-sterylizacja, konflikty, zagubienie we wzorcach itp.

Dlatego myślę, że podstawowo kobiety czuły by się dobrze gdyby można było opanować ten wewnętrzny konflikt, rozdarcie pomiędzy poczuciem boskości (nieskalania) a poddańczości (uzależnienia od mężczyzny, schematu, systemu).

 

Mocno ubolewam też nad utratą ciągłości tradycji, przekazu wprowadzającego kobiety w misteria życia i śmierci, inicjowania do ról, które w swoim życiu mogą podjąć ( kochanka, matka, wdowa, opiekunka, wojowniczka, władczyni, orędowniczka, kapłanka, szamanka, wiedźma, uzdrowicielka, itp.) oraz życia bardziej wspólnotowego, klanowego i oderwania się od przyrody i naturalnych cykli, co też nam nie pomaga w zachowaniu zdrowia psychicznego i fizycznego.

 

Z naszego punktu widzenia trudno jest określić, kiedy tak naprawdę pierwiastek żeński miał się dobrze. To tak jak wydawało mi się, że Polki mają się lepiej niż Hinduski czy Marokanki dopóki tam nie pojechałam i nie zebrałam własnych doświadczeń.  Więc czy na przykład w Paleolicie lub kulturach plemiennych, wieczna żeńskość miała się lepiej, nie mam pojęcia. Jednak wewnętrznie mocno odczuwam zew radości, wolności i dzikości, więc chyba kiedyś miałyśmy więcej wewnętrznej harmonii i swobody.

10. górny, nizinny - o to samo chodzi • autor: edynia (2015-04-23 12:20:10)

Panie Wojciechu, nic nie rozumiem :-)"to co kobiece pociąga nas wzwyż" Nas - tak ogólnie? ludzkość?
Pani Izabelo,ja uprzedmiotowienia kobiety nie widzę, rozdarcia nie mam między "poczuciem boskości...a poddańczości" Wygląda  na to, że poczytam dyskusję, ale sie nie będe wypowiadać :-)Dzięki, pa

[foto]11. To bardzo dobrze,... • autor: Ithriss /Izabela Ewa Ołdak (2015-04-23 12:25:15)

To bardzo dobrze, w takim razie pewnie jesteś szczęśliwą kobietą,  żyjącą w naprawde dobrych warunkach :) 

[foto]12. Męskie wynalazki. Hinduski i Marokanki? • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-23 13:07:06)

Większość struktur, norm, praw, czy nawet wynalazków i architektury jest "męska". Zaprojektowana okiem mężczyzny i służąca jego wyobrażeniom i wymaganiom
Ithriss, poproszę kilka przykładów, ponieważ łatwej będzie skupić uwagę na przedmiocie.
A jeszcze ciekawiej byłoby, gdybyś napisała osobny tekst o życiu kobiet wśród męskich wynalazków.
Druga arcyciekawa sprawa, którą się migawkowo podzieliłaś, to "Hinduski i Marokanki". Jak to? Czy można czegoś nauczyć się, zainspirować, od kobiet z kultur, które masakrują kobietę?

[foto]13. @ Edynia, Goethe, Faust • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-23 13:08:23)

To nie ja, to Goethe tak raczył napisać w "Fauście".

[foto]14. ja widze ogromne... • autor: Ithriss /Izabela Ewa Ołdak (2015-04-23 13:28:42)

ja widze ogromne róznice np w architekturze, designie czy reklamie kiedy projekt jest wykonany przez kobietę lub przez mężczyznę. Jaskrawy przykład- pornografia jakie są różnice w filmach porno kreconych przez kobiety (nielicznie) i męzczyzn? 
struktury, prawa, wynalazki- jaki jest ich cel? ekspansja, działanie, siła, walka, rywalizacja - cechy męskie
czego można się nauczyć od Hindusek i Marokanek, na przykład tego że nie uskarżają się na swój los, tak jak moglibyśmy sądzić....znajdują siłę tam gdzie my jej nie widzimy (natura), tworzą silne więzi rodzinne (np matka- syn),  często emanują dobrem i akceptacją (lub może ja miałam szczęście spotykac właśnie takie kobiety), wpewnym sensie mają większy kontakt ze swoją kobiecością (więcej kobiet w burkach widzialam w Holandii niż w Maroku) trudno mi to opisać. Może jest to lepiej ujęte w moim tekście o podróży do Indii: http://www.izabelaoldak.com/PL/news/22-inide.html

[foto]15. Silna relacja matka-syn? • autor: Arkadiusz (2015-04-23 13:46:50)

To chyba nie jest dobry przykład więzi rodzinnej do naśladowania. Czy ona nie kastruje w jakimś stopniu chłopców?
U nas silna relacja matka - syn to utrapienie w rodzinach. Kobiety skarżą się na mamisynków. Czy nie lepsza by była silna relacja ojciec-syn i matka-córka? Skąd ta opozycja?

[foto]16. Ciągle nie rozumiem problemu • autor: Radek Ziemic (2015-04-23 14:16:01)

Myślę, że powinniśmy jednak domagać się większej precyzji. Ja nadal nie wiem, czym miałby ta wieczna żeńskość być, jaki to rodzaj „bytu” czy jedynie wyobrażenia (fantazmatu, archetypu)? Bez tego czym to jest, trudno jednak dyskutować. Jurny Goethe jest tu chyba nie na miejscu. Dlaczego ciągnie żeńskość? Kobiety też twierdzą, że to żeńskość jest ciągnąca, pociągająca, atrakcyjna? I która kobiecość jest pociągająca, ta Wenus z Willendorfu, ciągle w kulturze obecna (na szczęście), czy ta Matki Boskiej (niestety, u nas zbyt dominująca)? I czy one mają coś wspólnego? Kto jest kobietą? Smukła modelka, atrakcyjna seksualnie, czy baba z brodą (nie mam na myśli Kiełbasianej Muszelki, czyli Conchity Wurst), ale taką zwykłą, po bożemu, babę z brodą. To nie jest bez znaczenia, bo od tego zależy, jak zdefiniujemy tę wieczną żeńskość. (W tej dyskusji przyjmuje się to za oczywiste.) I kogo ona ciągnie?

 

A dlaczego wzwyż? Wcześniej twierdzono, później zresztą też, że kobieta jest przyczyną upadku, że jest – „nie-czysta” (nie tylko cieleśnie), ma związki z szatanem, jeśli ciągnie, to w dół, [bo] „zaciąga” do łóżka. Z tym ciągnięciem, czy to wzwyż, czy to w niż (na przykład demograficzny, to przecież wszystko przez kobiety, które stosują środki hormonalne i usuwają ciążę) to jest trochę taka ryzykowna gra semantyczne, także w niemczyźnie. Pamiętam taki sklepik, który oferował wypełnianie wkładów i obciąganie guzików. Ta aluzja nie jest przypadkowa, ja w słowach Goethego widzę coś bardzo podejrzanego. Mój przyjaciel z "kraju lat dzieciństwa” mawiał: „Kobieta nie traktor, ale ciągnie” (to, czy to powiedzenie wyda nam się wulgarne, zależy od tego, które znaczenie słowa „ciągnąć” w nim podstawimy; to nawet taki sprawdzian dla wyobraźni.) Nie wiem, czy to jest aluzja do powiedzenia Goethego, czy nie, ale Goethe powiedział też (nie znam oryginału): „Aniś ty piękna, ani dama, do domu możesz wracać sama”. Izabela pisze o poniżeniu i ubóstwieniu, a dla mnie to dwa oblicza tego samego, to zresztą widać i w średniowiecznym kulcie kobiet (dotyczył jedynie niektórych, pięknych dam!), i w katolickim kulcie kobiecości wykastrowanej symbolicznie, i w medialnej powszechności połączenia estetyki, płci (rzadziej męskiej) i merkantylnego urzeczowienia.   

Zatem ponownie pytam: co to znaczy żeńskość, w tym żeńskość wieczna? I dlaczego w ogóle ta żeńskość miałaby nas gdzieś ciągnąć? O co tu chodzi? Was ist das i warum?

Dyskusja, dzięki Izabeli, zeszła na role kobiety i jej społeczno-religijną rytualizację. Mam pytanie – czy ta nauka od Marokanek szła w parze z tym, że chciałabyś się zamienić z nimi?

I już na koniec. A propos sytuacji, w której kobiecość miałaby się dobrze. W pierwszym komentarzu celowo mówiłem nie o kobiecości, ale o słabych: kobietach, dzieciach, LGTB, mniejszościach wszelkiego rodzaju. Chodzi nie tylko o wymiar socjalno-emancypacyjny, ale właśnie ten akcentowałem. Ale myślę, że nie da się go oddzielić od wymiaru duchowego. Bo kult Maryi w KRK idzie w parze z apriorycznym uznaniem kobiety za gorszą.

 

Otóż łączenie sacrum / duchowości z mocą wydaje mi się wulgarne, sądzę, że łączy się ono / ona z próbą uobecnienia tego, co kruche, bezcenne, delikatne, niepojęte, co może nam dać dobrą siłę, gdy będziemy gotowi go chronić. Jeżeli kobiecość jest tu metaforą czegoś takiego, to myślę, że rzeczywistość w której naprawdę miałaby się ona dobrze byłaby wspaniała. Ale nie rozumiem, dlaczego o tym co ciągnie, choćby wzwyż, mielibyśmy myśleć, za pomocą symboliki seksualnej, na dodatek w niespecjalnie wyrafinowanej (winię tu Goethego) jej postaci. Sądzę, że za tym katolicko- czy chrześcijańsko-heteronormatywno-popularny-i-populistycznym dualizmem, uzwnioślanym sprytnym aforyzmem Goethego i różnymi takimi mistykami płci, skrywa się niechęć do rzeczowego spojrzenia na problem czy na mit płci. Zwróćmy uwagę, że jest to jeden z ostatnich niezdekonstruowanych mitów, ze względu na które można dyskryminować kogoś. Mówię o micie jednej płci (czy orientacji seksualnej). Pozostałe to mit (jednej) rasy (lub narodu), czyli mit etniczny; mit (przewodniej) klasy (ślachta vs. wyklęty lud ziemi), czyli mit społeczny; no i mit religii, która powiedzie nas do zbawienia; mit religijjny. Te są najbardziej popularne, bo są jeszcze na przykład mity age’ystyczne, związane z wiekiem, na przykład mit wiecznej młodości, mądrej starości itd.

Podsumowując, ciągle próbuję się dowiedzieć, o co chodzi z  tą wieczną żeńskością. Będę wdzięczny za wyjaśnienia.  Sądzę też, tu do Wojtka, że nie da się oddzielić myślenia o kobietach jako o „słabszej grupie”, od – nie tyle WIECZNEJ KOBIECŚCI, bo nadal nie wiem, co to jest, ale od myślenia o DUCHOWYM WYMIARZE PŁCI, W TYM RÓWNIEŻ KOBIET.

Zadałbym to pytanie tak: CZY PŁEĆ MA SWÓJ DUCHOWY WYMIAR (duchowość to w górę! :) Ale tu zacząłby się spór, o to, czy ona, czyli płeć w ogóle jest i wyszły wszystkie heteronormatywne (nie – heteroseksualne, bo to dwie różne sprawy) uprzedzenia .   

I jeszcze – dlaczego męskość nie miałaby nas (to „nas”, to my?) ciągnąć w górę?!

PS. Dla pewności dodam, że z tym winieniem kobiet za niż demograficzny to taki żart.

[foto]17. @Arkadiusz (obserwator) • autor: Radek Ziemic (2015-04-23 16:29:57)

A dlaczego relacja syna miałaby być silna tylko z ojcem, a córki z matką? Czy rodzice, ucząc w ten sposób zarazem dzieci, nie powinni przede wszystkim zwracać uwagi na ich wyjątkowość, także odmienność od siebie, w tym płciową? Afirmować nie tylko podobieństwo, ale i różnicę, która przecież istnieje? Na to, że dziecko to nie rodzic, że może być wyznawcą całkiem innej religii, innego światopoglądu, także w sprawach płci. Ma do tego prawo. No bo nie rozumiem - a jak małżeństwo ma tylko jedno dziecko, to tylko jeden rodzic ma mieć silną relację z tym dzieckiem. A jak ma dwóch synów, albo "trzy siostry"?


Tak wyglądałaby sprawa z teoretycznego punktu widzenia, w praktyce pojawia się zarazem coś takiego jak toksyczność rodziny, więź jest naruszona bez względu na płeć, zamiast dojrzałej relacji powstaje toksyczne uzależnienie. I to nie jest zjawisko nowe, ono stosunkowo niedawno zostało rozpoznane. Przyjrzyjmy się polskiej polityce, bez względu na opcje, i spróbujmy na podstawie tego obrazu odpowiedzieć na pytanie o kształt polskiej rodziny. Bo ta agresja, kłamstwo itd. nie biorą się znikąd, może część deprawuje się po drodze, ale na moje – niewielka. Ale to nie jest symptom współczesny, bo rodzina wbrew konserwatystom ma się dziś dużo lepiej niż kiedyś.


Mówienie o wychowaniu przez płeć – z wielu względów, podkreślę to, konieczne – jest zarazem uproszczeniem. Czy kobieta nie może nauczyć syna męstwa, a ojciec córki wrażliwości? Nie chodzi o to, żeby się od płci odwracać, bo tego nie sposób uczynić, ale zobaczyć płciowy redukcjonizm (seksualizację, w różnych znaczeniach tego słowa, relacji międzyludzkich). I jeszcze – silna więź, na przykład syna z matką, nie musi oznaczać niezdrowego (toksycznego) uzależnienia. To nie jest zależne od siły (bo miłość jest relacją silną), ale od charakteru tej relacji. Ona może być zdrowa lub niezdrowa. Zachęcam do obejrzenia dwóch kazań dominikanina Adama Szustaka na youtube: „O rodzicach” oraz „Rodzice na detoksie”. Tam bardzo ważny jest moment wolności w wychowaniu . Ale warto by się zastanowić, czy Szustak nie jest – za Biblią i pewnie nie tylko za nią, uzależniony od myślenia przez płeć, w tym od "prawowiernego" myślenia dualistycznego.

[foto]18. racja Radku • autor: Arkadiusz (2015-04-23 18:02:08)

Ludzkosć to system połączonych luster, w których się wzajemnie przeglądamy. Każdy może się uczyć od każdego. Nawet rodzic od dziecka. Każda relacja nas czegos uczy.

[foto]19. TO JEST DOBRE • autor: Radek Ziemic (2015-04-23 19:20:21)

"rodzic od dziecka". (To wcale nie zwalnia z odpowiedzialności.) Ale to Ty chyba pisałeś gdzieś ostatnio, że tam gdzie jest hierarchia, tam zanika komunikacja. Stąd to moje podkreślanie rangi słabszych, ich uwzględnianie zamienia dominację w komunikację (na ile to jest w naszych ludzkich warunkach możliwe, oczywiście). Emancypowanie się różnych grup ma wymiar metafizyczny ("wieczna słabość ciągnie nas wzwyż"). Uzależnieni od tradycyjnego pojmowania metafizyki i estetyki dostrzegamy to niestety przede wszystkim w wielkich kataklizmach typu powstanie warszawskie czy inne. 

[foto]20. Dekonstrukcja • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-23 19:48:31)

Wrzucę artykuł, który znalazłem i przeczytałem, mający związek z tym, o czym tu mówimy. Pisze Daniel Greenfield, który przedstawia się tak: "I am a blogger and columnist born in Israel and living in New York City." Czyli Żyd i konserwatysta.
Tytuł: The Deconstruction of Marriage. 15 kwietnia b.r. Rzecz jest o tym, że małżeństwa homoseksualne są częścią akcji dekonstrukcji małżeństwa. Wklejam jeden akapit:
The deconstruction of marriage is part of the deconstruction of gender and family and those are part of the long program of deconstructing man. Once each basic value has been rendered null and void, inverted and revealed to be random and meaningless, then man is likewise revealed to be a random and meaningless creature whose existence requires shaping by those who know better.
The final deconstruction eliminates nation, religion, family and even gender to reduce the soul of man to a blank slate waiting to be written on.
Czyli, na poczekaniu tłumaczę: "Dekonstrukcja małżeństwa jest częścią dekonstrukcji płci i rodziny, te zaś są częścią długiego programu dekonstrukcji człowieka. Gdy w końcu każda z podstawowych wartości zostanie sprowadzona do zera, odwrócona [w przeciwieństwo] i objawiona jako przypadkowa i bez znaczenia, wtedy również człowiek zostanie objawiony [odkryty] jako istota przypadkowa i bez znaczenia, którego egzystencja wymaga uformowania przez tych, którzy wiedzą lepiej."
"Ostateczna dekonstrukcja usuwa naród, religię, rodzinę i nawet płeć, aby zredukować duszę człowieka do pustej kartki [tabliczki] czekającej na zapisanie."

To jest bardzo podobne do zdania, które gdzieś wyżej dzisiaj napisałem.

[foto]21. Ten artykuł bez... • autor: Radek Ziemic (2015-04-23 20:36:31)

Ten artykuł bez wątpienia ma w jednym rację. Lewica, w ujęciu schematycznym, dąży do zmiany, jak prawica dąży do zachowania istniejącego stanu. Nie musimy im tego wypominać. Ale autor tego tekstu przypomina mi Rafała Ziemkiewicza piszącego o lewicowości jako o swoistej adhd, a siebie samego patetycznie określającego „katolicką prawicą”, czyli przypomina człowieka ślepego na jedno oko. Spróbujmy, proszę, nie dyskutować lewicowo-prawicowo, ale używać argumentów.

 

Nie będę używał słowa dekonstrukcja, bo jest to termin techniczny, a Sultan Knish (autor tego artykułu) używa go w znaczeniu potocznym, posługując się przy tym sprytnymi aliteracjami typu: dekonstrukcja to destrukcja. Skoncentruję się na małżeństwie. Redefinicja (w filozofii słowo dekonstrukcja ma inne znaczenie, powiedzmy: reinterpretacja) małżeństwa, rodziny i płci nie jest dekonstrukcją człowieczeństwa czy człowieka. Dokonuje się właśnie w jego imieniu (JAK ZAWSZE, czyli także jak w modelu tradycyjnym, możliwe są błędy.) Ma być niezależna od jakichkolwiek determinant poza ludzką wolą: a więc społecznych, ekonomicznych, seksualnych czy innych. Do tej instytucji jest obecnie dopuszczana nieduża liczba ludzi, którzy dotąd byli poza tym przywilejem. Zauważmy zresztą, że ta instytucja jest redefiniowana nie od dziś, bo zmiany w prawie kobiet też ją redefiniowały („dekonstruowały”). (Podobnie jak prawo dzieci redefiniuje / dekonstruuje instytucję rodziny.)

 

I nie niszczy się przy tym żadnej tożsamości. Jedynie dopuszcza do głosu tożsamości inne niż dominująca. Główna nieuczciwość tego tekstu polega na dowodzeniu tego, co jest założone: słuszności, że tożsamość autora jest tą właściwą i że stoi za nią jakiś aksjologiczny porządek, gdy de facto jest status quo wyznaczone przez przemoc.

 

Wojtku, czy naprawdę redefinicja modelu Polaka-katolika oznacza, że znika polskość, czy też że jest ona inaczej rozumiana niż przez jakąś większość. Czy to musi znaczyć, że gorzej? I jest wręcz przeciwnie niż w cytacie: „dekonstrukcja usuwa naród, religię, rodzinę i nawet płeć, aby zredukować duszę człowieka do pustej kartki [tabliczki] czekającej na zapisanie”. Dekonstrukcja niczego nie usuwa, jedynie nie pozwala na ABSOLUTYZACJĘ pewnych form, do której dążą ci, dla których te formy niosą przywileje.


Wojtku, to jak z Bogami. Zamiast jednego – wielość. Jeśli ktoś chce wziąć katolicki ślub, bez seksu przedmałżeńskiego i kochać się tylko w dni płodne jak państwo Terlikowscy – MA DO TEGO PRAWO. Ale nikt nie musi tego naśladować. TYLKO TYLE.  I nie wiem, o co aż tyle krzyku.

[foto]22. zapowiedź • autor: Mirosław Piróg (2015-04-23 22:57:45)

Zostałem wywołany do tablicy, i ową tablicę zatem zapiszę - ale nie dziś i nie jutro. Dopiero wolny weekend będzie temu sprzyjał. Dam wtedy szerszą wypowiedź.

[foto]23. Czekamy! • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-23 23:07:14)

...Na rozwiązanie tej tytułowej zagadki :)

[foto]24. Daniel Greenfeld czyli Sultan Knish, @Radek • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-23 23:26:00)

Tu się zbiega mnóstwo nici problemowych. Felieton Knisha-Greenfelda dorzuciłem, ponieważ problem dekonstrukcji-destrukcji (obyczajów, zachowań, wierzeń i instytucji) dotyczy również nas -- krąg Taraki. Bo my przecież robimy dekonstrukcję! To do Taraki przyciąga ludzi z lewicowymi inklinacjami. A potem się rozczarowują, bo my (w miarę naszych skromnych możliwości) NIE poprzestajemy na dekonstrukcji, ale w to miejsce usiłujemy konstruować nowe. Prawicowiec powie: nic nie ruszać, bo jak ruszysz, to się wszystko rozleci. (Ruszysz małżeństwo, albo podział na role męskie i kobiece - o tym też jest w tym felietonie! -- to w końcu posypie się naród, język, demokracja, cała tożsamość i zostaniesz nikim na pustym placu w obliczu potężnych tyranów. -- Streszczam Greenfielda.) Lewicowiec powie: Ruszać i sprawdzać, ile można, dokąd można. Prawicowiec przy tym uważa, że tożsamość jednostki polega na instytucjach, a lewicowiec uważa, że instytucje tę tożsamość psują, krępują, ograniczają, wypaczają itd.
My (tu w Tarace, a przynajmniej ja staram się trzymać taka "linię") ruszamy -- ale po to, żeby na tym naruszonym zbudować nowe. Naruszamy obyczaje -- ale wypróbowujemy nowe. W tym momencie lewicowcy wymiękają. Zaczynają mnie i Tarake uważać za skostniałą prawicę. W ten sposób narażam(y) się obu skrzydłom, bo prawicowcom już naraziliśmy sie na starcie.
Ale też dlatego powinniśmy być świadomi sporu o dekonstrukcję, w którym i tak bierzemy udział.
Dalszy plan jest taki: jak na nowo skonstruować role płci i świadomość płci? Nowe żeńskie i nowe męskie?
Zapraszam do wypowiedzi neokobiety i neomężczyzn.

[foto]25. CZY (NEO)SZAMAN MOŻE BYĆ HOMOSEKSUALISTĄ? • autor: Radek Ziemic (2015-04-24 10:59:52)

Wojtku!

Wbrew pozorom zgadzam się z Twoim ostatnim wpisem całkowicie. Mamy więc przed sobą następujące kwestie:

1) na czym miałaby polegać dekonstrukcja Taraki (robiona przez Tarakę w tej kwestii)? No bo chyba nie tylko na przeciwstawieniu się KRK w paru sprawach? Taraka jest dualistyczna, jeśli chodzi o płeć, esencjalistyczna i heteronormatywna. Pod tym względem wydaje mi się bardzo konserwatywna. W tej chwili staram się to stwierdzenie traktować opisowo. I nie chodzi o to, że taka jest, ale o to, że nie do końca nie wiadomo dlaczego? Dlaczego inne mity "zdekonstruowała" w tak dużym stopniu, a tego nie? Inaczej: dlaczego Taraka,która jest domostwem tego, co inne (a przecież świętość / duchowość / bogowie to inność) tu się nie chce otworzyć? 

2) czy takie sformułowanie problemu, z tą wieczną żeńskością itd. aby na pewno świadczy o dekonstrukcji? Moim zdaniem nie. Od początku dyskusja zostaje ustawiona w sposób, który uniemożliwia zadanie pytania o kryteria, bo już coś rozstrzygnięto (męskość - żeńskość, góra - dół itd., ciągnięcie - spychanie).  

i najważniejsze: 3) jaki rozważamy problem?

Ad. 3. Moim zdaniem chodzi o KRYTERIUM, jak to nazwać, no powiedzmy DOJRZAŁYCH, AUTENTYCZNYCH RELACJI MIĘDZYLUDZKICH W SFERZE INTYMNEJ  (no bo są i inne). Wierzę, że są możliwe, że można i warto do nich dążyć: "w górę". Chodzi o to, powtórzę, co sprawia, że to, co SEKSUALNE, jest również DUCHOWE.

Na pewno znasz film, "12 gniewnych ludzi". Tam często pada słowo "uprzedzenia". Myślę, że powinno się podejść do sprawy bez uprzedzeń, założyć wstępnie, że druga strona może mieć trochę racji (ale co najwyżej 55%).

Ujmę problem w formie pytania. Czy możliwe jest w obrębie Taraki uznanie takiego nienowego wszak zjawiska, jak winkte. Patrząc od innej jeszcze strony można by zapytać otwarcie, czy (neo)-szaman(ka) może być homoseksualist(k)ą (i na odwrót)? To jest PYTANIE. Dodam już na koniec, że nie chodzi o to, by stawać się winkte czy kimś podobnym (choć winkte to w końcu "two-spirit people"), ale brać pod uwagę i odnosić się do tego z szacunkiem (czyli także o tworzenie tradycji: uczyć się od "starożytnych" Indian, od Przodków, no i od "innych").

Chodzi o to, by wreszcie ROZRÓŻNIĆ HETEROSEKSUALNOŚĆ OD HETERONORMATYWNOŚCI. Ta druga nie jest przeciwna tej pierwszej, ale jedynie nie godzi się na jej absolutyzację, sprzeciwia się jej dominacji. To są zresztą stare zjawiska, kultura je zna od tysiącleci i część z nich nazwała i wyróżniła. Ale żyjemy w takich wspaniałych czasach, gdy można o nich dyskutować publicznie. Nieprawdaż? :-)





[foto]26. to ja jeszcze o obwodach neuronalnych • autor: Arkadiusz (2015-04-24 12:16:41)

Timothy Leary tak nazwał pierwsze 4 ludzkie obwody:
1. obwód biologicznego przetrwania ("dziecko naturalne": przyciąganie-wycofanie)
2. obwód emocjonalno-terytorialny ("dziecko przystosowane": dominacja-uległość)
3. obwód semantyczny ("dorosły": głupota-intelektualna biegłość)
4. obwód społeczno-seksualny ("rodzic": preferencje/role seksualne)
Nazwy dziecko, dorosły, rodzic pasują do analizy transakcyjnej (ale to inny temat). W tej dyskusji za pomocą obwodu semantycznego próbujemy opisać obwód społeczno-seksualny. "Rodzic" to nasz wdruk, który ma zapewnić reprodukcję puli genowej danej kultury/społeczności/plemienia. Wiążą się z tym obwodem tabu, które służą powyższemu celowi w danej kulturze. Dlatego każda kultura ma swoje metody, by zapewnić "właściwe" wdruki "rodzica", określić co jest dobre/moralne a co złe/niemoralne, ogólnie mówiąc co jest przyjęte za normę. Ta norma to m.in. kulturowe wzorce seksualności. Wykorzystuje się do tego również symbole boskości.

Homoseksualizm nie jest przydatny bezpośrednio do reprodukcji puli genowej, więc zgodnie z logiką tego obwodu był przeważanie określany jako nienormalny/niemoralny. Co nie oznacza, że homoseksualista nie może być świetnym rodzicem. Nowe czasy, nowe role, więc dobry rodzic homoseksualny może dziś pełnić pośrednią pozytywną rolę w wychowaniu. Są społeczności, gdzie homoseksualiści mają prawo adopcji.

Co do homoseksualnego neo-szamana to R.A.Wilson tak napisał:
"Homoseksualizm (podobnie jak leworęczność) prawdopodobnie pełni funkcjepomocnicze w skrypcie genetycznym. W większości społeczeństw prymitywnych homoseksualiści (i leworęczni) wcielają się w role szamańskie. W społeczeństwach bardziej rozwiniętych (tak jak stare panny i kawalerowie) wcielają się w role intelektualistów i artystów, posiadających quasi szamańskie funkcje tworzenia, przezwyciężania i przekształcania sygnałów kulturowych. Osoby uważające, że odwieczne zróżnicowanie seksualne jest wbrew naturze, nie doceniają jejróżnorodności, rozmaitości i ekonomii. Za przykład niech wystarczy taki oto genetyczny "mutant", Leonardo da Vinci, leworęczny homoseksualista, dzięki któremu przezwyciężono sygnały zdychającego średniowiecznego tunelu rzeczywistości i przekształcono naszą percepcję w tunel rzeczywistości post-renesansowego naukowego humanizmu. O sukcesie Leonarda świadczy fakt, że jego malarstwo nadal uchodzi za normę realizmu. Innymi słowy, większość ludzi (w tym takżepraworęczni homoseksualiści) zamieszkuje wymyślony przez tego człowieka "kosmos"naukowo-humanistyczny."

[foto]27. Alter-seksualizm i neo-szamanizm • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-24 17:49:58)

Homoseksualistą, czy ogólniej, alter-seksualistą, zostaje się jednak inaczej niż szamanem. Wśród znanych mi osób "idących" różnymi szamańskimi ścieżkami nie znam osób nie-hetero-seksualnych. Gdyby powiedzieć, że szamanem, także tym neo, i (z drugiej strony) alterseksualistą zostaje się skutkiem pewnego powołania, to są to dwa różnie powołania.
Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego :) -- Tzn. nie widzę powodu, dla którego ktoś z nie-większościowym życiem seksualnym miałby -- i to właśnie z tego powodu -- mieć odcięty dostep do szamańskich "wewnętrznych przestrzeni" i "czasów snu".
Ja osobiście mam pewną rezerwę czy dystans od homoseksualizmu, co wynika z mojego ogólniejszego dystansu do spraw seksu, których nie lubię czynić sprawami publicznymi. Jest to rzecz prywatna i niech taka zostanie.

[foto]28. @Wojtku (i nie tylko) • autor: Radek Ziemic (2015-04-25 00:36:39)

najpierw chciałem tłumaczyć, że kwestia innej niż większościowa orientacji seksualnej to nie jest "sprawą pewnego powołania", jak sprawą pewnego powołania nie jest większościowa orientacja seksualna. Potem zamierzałem wykazywać, że upublicznienie kwestii tej mniejszości nie wynika z działań środowisk LGTB (co notorycznie im się wmawia), bo ona zawsze wykraczała poza sferę alkowy, już choćby dlatego, że homoseksualistów zwyczajnie prześladowano, niekiedy bardzo okrutnie. Publiczność i polityczność została tu po prostu odsłonięta. Ale doszedłem do wniosku, że nie za bardzo mam siły.

Doceniając zatem Twoją tolerancję, Wojtku (mówię całkiem serio), która, jak mi się wydaje, wynika jednak z racjonalizmu (przeciwnicy LGTB mają coraz mniej argumentów, właściwie nie mają już ich w ogóle) powiem tak. Nie wierzę, że nie odróżniasz prywatności pewnej sfery życia (intymnego) od jawności orientacji seksualnej, zwłaszcza w społeczeństwie, w którym jest większościowe domniemanie heteronormatywizmu, katolicyzmu, miłości do papieża itd.

Przypomnę jednak z pewnym znużeniem, że próbujemy ustalić też temat dyskusji, wywołanej Twoim artykułem. Pomińmy teraz winkte, homo i hetero i zapytajmy ponownie, już krócej:

1) na czym miałaby polegać dekonstrukcja Taraki w tej kwestii?

2) czy takie sformułowanie problemu, z tą wieczną żeńskością itd., aby na pewno świadczy o dekonstrukcji?

3) jaki rozważamy problem?

[szczegółowiej postawiłem  te pytania wyżej]

Zachęcam też wszystkich do uważnego przeczytania komentarza 26. Bo on dość wyraźnie wskazuje, że w "wyborze powołania" seksualnego istotną rolę, jak w wyborze powołania leworęcznego (czy mańkuci to alter-manualiści, a dysgraficy to alter-graficy?), mogą odgrywać geny. Czyli że osoba trans-seksualna jest dyskryminowana z powodu czegoś, na co zupełnie nie miała wpływu. Tak podobno jest w przypadku transseksualizmu. Mnie genetyczne uzasadnienie nie do końca przekonuje, sądzę, że seksualność w innych orientacjach jest jednak w jakimś stopniu, niekiedy chyba dużym kulturowa (to pięknie pokazują więzienia, a także homoseksualizm zwierząt, służący dominacji).

A Taraka - to alter-duchowość, definiująca się wobec normalnej większości?

Sparafrazuję Twoje własne słowa, Wojtku, sprzed roku: "nie jest tak, że "Taraka" z jednej strony i "katolicka większość" z drugiej strony. Te dwa "człony opozycji" nie są symetryczne, więc nie są członami żadnej opozycji. [sic! - Sceptyk] "Taraka" jest  kategorią logicznie nacechowaną. Jako pojęcie występuje w opozycji nie do jakichś podobnych im "katolików", tylko w opozycji do nienacechowanej ogólności, czyli ludzi jako takich i społeczeństwa jako takiego. (Podobnie i przykładowo: jak ludzkość nie dzieli na dwie symetryczne "połowy", mianowicie Mieszkańców Mazowsza i Mieszkańców Nie-Mazowsza. Nie, bo Mazowszanie są nacechowani (w tym zestawieniu) a  wszyscy inni nie są.)"

Dziś byłem na koncercie szamańskiego fletu, a potem robiliśmy wielokrotne powitania Słońca. Zapewniam wszystkich, że dla niejednego mojego znajomego jestem z obydwóch powodów dziwakiem, dla niektórych nawet nieco podejrzanym. Oni dzielą świat na normalną większość (czyli ich) i "nacechowanych" właśnie.

Czym jest to dziwne zjawisko - "nacechowanie"? To uznanie jakiejś grupy nie za odmienną po prostu, inną, różną, ale odmienną od jakiejś normy. Na tym właśnie polega dyskryminacja. Czasem być może tylko semantyczna / symboliczna. Nacechowanie to nic nowego. "Nacechowano" na przykład heretyków i Żydów, każąc im nosić naszywki. Czy może Żydzi i homoseksualiści sami się nacechowali?

A jednak się rozgadałem. No to jeszcze jedna sprawa, już na koniec. Do wielu dyskusji podchodzimy z różnymi, jak to się mawia, "przedsądami", czyli z czymś niejawnym, determinującym jednak nasze opinie. (Nie dotyczy to wcale jedynie przeciwników LGTB). Nie musimy się sobie z tych przedsądów zwierzać, gdy je rozpoznamy, ale nieuświadamianie ich sobie często zamyka nas na innych i na inność.

PS. Rozgadałem się z tym nacechowaniem, bo jednak razi mnie ten alter-seksualizm.

29. @sceptyk radek:Odnoszę takie... • autor: (2015-04-25 02:43:39)

@sceptyk radek:Odnoszę takie wrażenie (przy całej mojej sympatii do idei tolerancji wobec mniejszości) że nie da się oderwać kwestii tutaj poruszonych, czyli osi męskość-kobiecość od takiego a nie innego kontekstu kulturowego. Wkraczanie w ten temat czynnika może i przydatnego jeśli chcemy coś zdekonstruować, ale niekoniecznie adekwatnego jeżeli chcemy rozpatrywać kwestię wiecznej żeńskości jako takiej (bo skłaniałbym się ku poglądowi, że w ogólnym rozrachunku wszystkie różnice dotyczące mniejszości seksualnych gdzieś dałoby się jednak albo rozmyć, albo zupełnie odciąć tę kwestię prostym stwierdzeniem, że takie osoby są po prostu wyjątkowe i nie należą do tematu tej dyskusji - tak jak w podanym przez Ciebie przykładzie, gdzie u Indian miały one szczególną rolę społeczną) wydaje mi się nie do końca uzasadnione (bo jednak nie da się ukryć że granica pomiędzy walką o równość, a zwyczajną propagandą próbującą chociażby mówienie o heteroseksualności jako normie, a nie-heteroseksualności jako zjawisku marginesowym przedstawić jako uciskanie, dominację jest cienka). Ciekawym pytaniem pozostaje, jak taka hipotetyczna wieczna żeńskość realizowałaby się w społeczeństwach zupełnie odmiennych od jakiegokolwiek istniejącego w dzisiejszych czasach, bo zakładam że takie w historii już były. Tzn. z czego trzeba by ją oczyścić, tak żeby zostało tylko absolutne minimum na tyle elastyczne żeby jego echo dało się znaleźć np. w społeczeństwach matriarchalnych.

A wracając do pierwotnego pytania, napisanie obszernego wywodu wyczerpującego ten temat wydaje mi się zadaniem ponad moje siły. Absolutnie pewien mogę być tylko tego, że te wszystkie biedne, zaszczute kobiety w burkach są wiecznej żeńskości przeciwieństwem, a dziwkarski model kobiecości nachalnie promowany w zachodnich mediach jej karykaturą.
A propos tego nacechowania - myślę że ważna kwestia która się tutaj nasuwa to czy wieczna żeńskość, skoro wieczna, nie powinna być niezależna od tego typu drobnych zanieczyszczeń umysłu powstających w czasie? I czy człowiek w stanie świadomości pozwalającym na "dopuszczenie go" do postrzegania tej wiecznej żeńskości nie powinien być od takich nacechowanych opinii wolny?

30. to niesprawiedliwe • autor: edynia (2015-04-25 09:46:21)

ogólna wieczna żeńskość - konkret postrzegania kobiecość

ogólna wieczna męskość – konkret postrzegania męskość 

Mężczyźni pisali o tych pojęciach? I dla siebie nic nie wymyślili w nazwie?


  

[foto]31. @Kino Siecioryca • autor: Radek Ziemic (2015-04-25 12:49:59)

Mój problem polega na kilku sprawach:
1. żadnej wiecznej kobiecości nie widzę; widzę kobiety, bardzo - różne (pod różnymi względami), i symbolikę pewnej, heteronormatywnej większości;

2. z chęcią wysłuchałbym opowieści, jak kogoś ta wieczna kobiecość wzwyż ciągnie; także kobiet (uwaga edynii jest słuszna, ładnie pokazuje, że to mit męski)

3. zakładam, że to "ciągnienie wzwyż" to coś duchowego, dlatego dziwi mnie, dlaczego jakaś grupa miałaby być z tego wykluczona (powód widzę jeden: jest mniejszościowa, stąd moje tworzenie analogii z innymi mniejszościami); tu ważne pytanie: czy kobiety są też "ciągnione" przez tę wieczną kobiecość, czy może ciągnie je coś innego (a może ciągnione są tylko kobiety "typu les", a heteroseksualne już ciągnie "wieczna męskość" [najpierw napisało mi się "mięskość"] (która ciągnie też wzwyż mężczyzn homo :)

4. a różnic miedzy mniejszościami seksualnymi nie da się rozmyć tam, gdzie nie zapominamy o czynniku "ludzkim", "duchowym", "osobowym", czy "podmiotowym"; to jest ta "sfera", przed którą heteronormatywny umysł broni się; sparafrazuję słowa, które kiedyś powiedziano w kontekście prześladowań Żydów ("ten jest z ojczyzny mojej, ale ja go nie lubię"): to właściwie są ludzie, ale mi to jakoś trudno pojąć, czuję niechęć, zdziwienie, wstręt (nie każdy zaraz ich napada, ale uprzedzenia ujawniają się też w takich dyskusjach jak ta); NIE ROZMYWAJMY RÓŻNIC, MYŚLMY WIELOŚCIĄ. Moja hipoteza: PODZIAŁY DUALISTYCZNE, TO PODZIAŁY UPRASZCZAJĄCE. ŚWIAT JEST PIĘKNY I RÓŻNORODNY.

5. I ważna rzecz, nazwę ją bardziej wprost: nie rozmawiamy racjonalnie, rozmawiają nasze lęki, fobie, wyparcia, upodobania, rozmowa zazwyczaj jest ich racjonalizacją; jestem tego pewien, bo nie padają argumenty racjonalne;

6. Ty chciałbyś rozmawiać o wiecznej kobiecości; oki, w porządku, zostawmy mniejszości, ale niech ktoś w przekonujący sposób wyjaśni, co to jest ta wieczna kobiecość i dlaczego jednych ciągnie, a innych nie;

7. i wyznam, że z większą chęcią posłuchałbym jednak kobiet - czy i co je ciągnie?

8. ja chcę DYSKUTOWAĆ, ROZMAWIAĆ, ROZUMIEĆ; ja nie reprezentuję środowisk LGTB, chcę jedynie brać udział w dyskusji, w której używa się racjonalnych argumentów.

9. nie wszyscy heteroseksualni są zdystansowani wobec LGTB (przeciwieństwo normalni (hetero) - LGTB jest niedokładne, bo są "normalsi" homofobiczni z wyparciami homo (ale i innymi), tak jak są "normalsi" homofilni, bo czegoś tam doświadczyli wcześniej; są też "normalsi" homofilni bez takich doświadczeń)

10. nie możemy rozmawiać o płci, jakbyśmy żyli w XIX wieku, dziś ten problem wiąże się nie tylko z uprzedzeniami i upodobaniami, ale i z genetyką, nowoczesną psychologią i socjologią itd., ale i świadomością źródeł mitu homofobicznego itd.

11. [cicho, cichutko] Czy może ktoś wytłumaczyłby mi, co to jest ta wieczna kobiecość, powiedział, czy jest może wieczna męskość? A może też być wieczna homoseksualność? Homoseksualności nie ma?... Nie...?

Życzę Wszystkim miłego dnia.

[foto]32. brak równowagi • autor: Mirosław Piróg (2015-04-25 13:41:00)

Wieczną kobiecość pojmuję po platońsku, jak archetyp, w którym partycypują kobiety (ale zapewne nie tylko). Tak więc nie będę kruszył kopii w kwestii, czy kiedyś była jakaś cywilizacja, gdzie wieczna kobiecość "miała się lepiej". Podoba mi się myśl o cywilizacji gdzie oba pierwiastki funkcjonowały w równowadze, nim człowiek zaczął prowadzić życie osiadłe, ale jestem świadom dyskusji jakie ona powoduje. Nie wiem czy tu jest miejsce na ich dalsze toczenie. Na czym polega problem? Iza – i wiele innych kobiet – go widzi i pisze o nim w swojej wypowiedzi. Moje słowa odnoszą się też do sytuacji konkretnej kobiety - stąd "wieczna kobiecość". Gdybym rozmawiał z mężczyzną, miałbym problem, bo nie ma tak ładnego i utartego terminu. Na to zwróciła uwagę edynia - nie ma symetrii, zatem równowaga jest zaburzona. Ani mężczyźni ani kobiety en gros nie mają się dobrze w tej cywilizacji, są odcięci od swych archetypowych korzeni. To moja opinia, wynikająca m. in. z obserwacji tego, co  ze środowiskiem naturalnym robi człowiek.

[foto]33. wstępowanie • autor: Ithriss /Izabela Ewa Ołdak (2015-04-25 15:02:28)

Mnie ciągie w górę miłość, wolność, kreatywność, dzikość, rubaszność, kontakt z naturą, rytuały, magia, wyzwolenie się ze schematów i stereotypów, wstydu, kompleksów. To pomaga mi nawiązać kontakt z archetypami i bóstwami zarówno żeńskimi jak i męskimi. Wtedy dopiero czuję, co to znaczy być naprawdę sobą a to poczucie prowadzi mnie do wzmocniena wewnętrznej równowagi.

[foto]34. Wywiad z Izabelą Ołdak. Pytanie 1 • autor: Radek Ziemic (2015-04-25 15:19:21)

Izabelo, jak sądzisz, czy męskie i żeńskie może się mieszać, przenikać? Jak na przykład w mężnych kobietach, zmaskulinizowanych kobietach, wrażliwych mężczyznach, i mężczyznach zniewieściałych. I czy to przenikanie może mieć swoje archetypiczne, kto wie, może nawet jeszcze nierozpoznane odpowiedniki?
[Przepraszam za tę "napaść", a także za to, że wygląda na to, jakbym sugerował odpowiedź. Wbrew pozorom nie oczekuję jakiejś konkretnej, bo pomimo że można by odnieść wrażenie, że mam pogląd więcej niż ustalony, to jednak wielu spraw po prostu nie rozumiem, niektóre wręcz mnie dziwią. Ale pytałem mężczyzn, co to jest ta wieczna kobiecość i nie odpowiedzieli mi, tzn. nie padła odpowiedź, którą mógłbym uznać za rzeczową.]

35. istnieje cos takiego • autor: (2015-04-25 15:49:44)

jak IPP czyli Inwentarz Płci Psychologicznej i związane z nim badania.
Ciekawa lektura, polecam.

[foto]36. energie • autor: Ithriss /Izabela Ewa Ołdak (2015-04-25 15:56:53)

Po moich ostatnich doświadczeniach jestem przekonana, że skladamy się z dwóch rodzajów energii kobiecej i męskiej, podczas swojego życia wchodzimy w role (archetypy) i żeńskie i męskie. Często kobiety wchodzą w zbyt wiele ról męskich i stąd dysonans i brak równowagi, Te energie w nas ciągle się mieszają, istnieją. Dla mnie najlepiej zarządzanie tymi energiami opisuje tantra. 

[foto]37. Wywiad z Izabelą Ołdak. Pytanie 2 • autor: Radek Ziemic (2015-04-25 16:09:20)

Dlaczego WŁAŚNIE tantra? Tzn. dlaczego ten "system" jest lepszy, na przykład od tradycyjnych wyjaśnień europejskich? Co w niej jest, jeśli chodzi o płeć czy o seksualność, czego nie ma "u nas". Dlaczego szukałaś na zewnątrz "naszej kultury".
[Czy w Twoim poprzednim komentarzu zaszła pomyłka? Bo jest "dwóch rodzajów energii, kobiecej i żeńskiej".]

[foto]38. tantra • autor: Ithriss /Izabela Ewa Ołdak (2015-04-25 16:25:01)

tak już poprawiłam :)
dlaczego tantra, podstawowo seksualnośc stanowi obszar moich wieloletnich badań, teoretycznych, artystycznych i praktycznych :) Intrygował mnie na początku  sam fakt ambiwalencji i tabu. Tak wiele sie na ten temat mówi w naszej kulturze a jednak wszystko maksymalnie spłyca i upraszcza (sex-przyjemność- towar-potomstwo, małżeński obowiązek itp) Tantra pozwoliła mi na wnikniecie w nowe obszary seksu, jako ścieżki prowadzącej do oczyszczenia i oświecenia. Do połączenia w sobie obu energii, do stworzenia z partnerem (ale niekoniecznie) jedni, pełni. Świątyni w której dochodzi do połączenia bóstw- pierwotnych energii Śakti i Śiwy. To własnie duchowy wymiar tantry był dla mnie tak atrakcyjny, jako jeden z nielicznych systemów religilnych, który włącza seksualność w praktykę duchową. Tego brakuje mi w tej kulturze- uświęcenia seksu.

[foto]39. Wywiad z Izabelą Ołdak. Pytanie 3 • autor: Radek Ziemic (2015-04-25 16:45:00)

Tym czego szukam jest pewien rodzaj jedności, która dokonuje się tu i teraz; duchowości, która nie oddziela się od ciała, która nie boi się płciowości / seksualności, ani i nie jest od niej uzależniona; myślenia o płci, ale i akcie miłosnym poza czy obok łatwej przyjemności, prokreacji, sakramentu. Ale jednocześnie myślenia, które nie roni wzniosłości i świętości. Próbuję tak myśleć już kilka dobrych lat (to zresztą nie dotyczy wcale tylko "tych spraw") i dopiero teraz, dzieje się to jakby samo, idę w stronę jogi (jako na przykład duchowości ciała). Czy dobrze rozumiem, że tantra to coś trochę podobnego? Ścieżka, która poprzez różnicę, wiedzie do podobieństwa? Taka zatracona w Europie pamięć jedności? Zmierzam trochę ku temu, czy w takim razie podział na męskie - żeńskie, homo - hetero (i inne), nie jest ciągle takim rozbiciem i rozproszeniem, zapominającym o tym, co ważne, o tym, że jest jeszcze coś nienazwanego, nie tylko w ogóle, ale także w tym, co nazwane i wydające się oczywiste. Przepraszam za pewną abstrakcyjność pytania, ale to jest zwykłe pytanie, próbuję podejść bliżej, bo o Tantrze nic nie wiem, ale też jednocześnie wcale nie jest dla mnie jasne tak do końca, o co mnie samemu chodzi.  :-)

[foto]40. Mandala • autor: Ithriss /Izabela Ewa Ołdak (2015-04-25 17:06:12)

Tantra jak i mandala łączy przeciwieństwa w całość na poziomie cielesnym, emocjonalnym i duchowym. w tym wypadku wieczną kobiecością będzie moc twórcza (eneriga życia, stwarzania materii- maji) a wieczną męskością- moc sprawcza, moc działania (czysta idea) żeńskość- pełnia a męskość- pustka, żeńskość- ogień a męskość- iskra. Warto temat zgłębić ;)

[foto]41. Gender studies Taraki -Otwarte :)) • autor: Aleksandra O-J (2015-04-25 18:17:53)

Trudno na dziś powiedzieć, że wieczna żeńskość ma się dobrze w naszej cywilizacji.Wieczna męskość też jest w odwrocie :)) Z jakiego kierunku przeżywamy natarcie? Podejrzewam,że brak rzetelnej analizy tego, z czym wiąże się biologia każdej z płci.Ucieczka przed determinizmem biologii,potem przed pułłapką ról społecznych, wytworzyła społeczeństwo ludzi którzy  uciekając krzywdzili.To jedynie pragnienie odzyskania panowania nad sobą, życiem, światem.Mężczyźni szukając powodu upokarzającej zależności od porywów instynktu, wpadli na pomysł, że kobiety mające władzę uwodzenia i rodzenia należy spacyfikować.I działo się, bezsprzecznie.Uciekano od kobiet od Arystotelesa,przez filozofów chrześcijańskich w racjonalizowanie pogardy.Tak kształtowała się nasza wspaniała europejska kultura. Historia jest przepełniona pomysłami ogarnięcia żywiołów.Walki o władzę.Pozbywania się.Wyznaczania miejsca i roli .Panowania.W setkach drobnych uregulowań społecznych społeczeństwo kształtowali panujący dla których niezrozumiałe niepojęte były dylematy kobiety.Powód ich zmiennych ocen, przyczyna babskich fanaberii,łez, przebiegłości,zaborczości,histerii.Kobiety podległe zmienności hormonów,nieprzewidywalności rodzenia i okołoporodowej śmierci,możność walki o przeżycie,bezpieczeństwo, pozycję zaczęły około 150 lat temu.Z pozycji słabszej, nerwowo zaczęły.Obolałe uciekają na oślep w pułapki złośliwych zachowań antymęskich. I tkwimy po uszy w bigosie niezrozumień uwarunkowań biologii,nieznanych facetom powodów rezygnacji ,nieobecności lub pazerności przy tzw.żłobie, braku zwyczaju samopoznania i wychowania kobiet.Brak rozważań nad biologią, psyche i społecznych uwarunkowań, a co dopiero nad duchowością.Czas na gender na poziomie :))

[foto]42. Wywiad z Izabelą Ołdak. Pytanie 4 • autor: Radek Ziemic (2015-04-25 18:28:56)

A jak tantra ma się do LGTB? Albo do osób "aseksualnych", nieodczuwających pożądania do żadnej płci. Napisałaś, że "mnie ciągnie w górę miłość, wolność, kreatywność, dzikość, rubaszność, kontakt z naturą, rytuały, magia, wyzwolenie się ze schematów i stereotypów, wstydu, kompleksów." Czy homoseksualistę lub transseksualistę (nie wnikam w szczegóły) też może w górę ciągną miłość, wolność, kreatywność itd. Czy jest to możliwe, na przykład w związku dwóch kobiet? Pytam Ciebie jako kobietę, bo odnoszę wrażenie, że agresja mężczyzn - jak zazwyczaj - jest tu znacznie większa. Jakby bardziej wczuwali się w rolę niechęci do homo itp. Poza tym Europa, ta tradycyjna (choć to niecała tradycja), ma tu dwie etyki, jedną dla hetero, a drugą dla LGTB.

[foto]43. odp. • autor: Ithriss /Izabela Ewa Ołdak (2015-04-25 19:43:52)

Są 3 podstawowe ścieżki tanrty (sytem Hinduski) kazda z nich ma odmienną praktykę, myślę, że w tym zakresie kazdy może odnaleźć coś dla siebie (np. w systenie tzw. tantry prawej ręki nie ma seksualnych rytuałów, natomiast lewej są mocno transgresyjne praktyki, również homoseksualne, orgiastyczne, łamiące obyczaje i uwarunkowania)Ale czy to co mnie ciągnie w górę, może ciągnąć innych.. nie mam pojęcia, być może również. 

[foto]44. Z cyklu gender studies Taraki polecam... • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-25 21:33:46)

...nowo nadesłaną i zamieszczoną auto-opowieść Nimue:

[foto] 25-04-2015. Aleksandra Nimue Kosakowska. Brud, smród i ubóstwo, czyli niechciane lustra. (→ Własne doświadczenia)

[foto]45. Nimue • autor: Mirosław Piróg (2015-04-25 23:21:44)

Dokładnie to mogą zrobić kobiety, by poczuć się dobrze w tej cywilizacji - opuścić ją. Faceci też :)

[foto]46. Nie może to rozwiązanie być powszechne • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-04-26 09:55:40)

Bo gdyby wszyscy opuścili cywilizację, wymarliby.

Nimue nie opuściła cywilizacji, tylko przeszła na jej pobocze. Ostatecznie korzysta z domu, który ktoś cywilizowany kiedyś zbudował (zapewne Warmiak lub Niemiec, czyli w sumie Prusak przed 1945 r.). To samo z jedzeniem, ubraniami itd. Ale to jest dobre ćwiczenie zarówno myślowe jak i realne: na ile możemy opuścić lub zredukować cywilizację. Ja sam też kiedyś robiłem podobne próby :)

[foto]47. tak • autor: Mirosław Piróg (2015-04-26 13:41:46)

Przez opuszczenie cywilizacji miałem na myśli właśnie owo "przejście na pobocze". Bo z pojęciem cywilizacja współczesna najbardziej kojarzy mi się miasto i jego organizacja życia. Od paru lat już ponad połowa ludzkości zamieszkuje miasta. A i dawni "rolnicy" to dziś farmerzy przemysłowo produkujący żywność. W wymiarze chronologicznym "przejście na pobocze" to sięgnięcie do takiej epoki, która  umożliwia egzystencję bez patologii współczesnych miast (zob. chińskie megamiasta). Moim ulubionym czasem jest czas przed początkiem XIX wieku - od około 1800 roku bowiem liczba ludności na ziemi zaczęła rosnąć eksponencjalnie. Nimue pokazał ,że można to sięgnięcie pogodzić z wykorzystaniem elementów współczesności, np. laptop :)

[foto]48. Zgadzam się, nie... • autor: Ithriss /Izabela Ewa Ołdak (2015-04-26 13:44:10)

Zgadzam się, nie widzę problemu by uzywać nowe technologie, a jednocześnie żyć w przyrodzie, na uboczu cywilizacyjnego zgiełku.

49. Fałszywe mity ! • autor: (2016-05-22 06:12:06)

 Myślę, że aby na nowo określić; czym jest ta wieczna żeńskość i wieczna męskość należałoby odrzucić mity, które kształtują od wieków nasze myślenie. Chodzi mi o mit stworzenia  Adama i Ewy oraz mit grzechu pierworodnego. To one ukształtowały patriarchalną kulturę, przynajmniej w naszym kręgu cywilizacyjnym, lub może są wynikiem tej kultury.Bardzo interesująco pisze na ten temat Wojciech Eichelberger- " Kobieta bez winy i wstydu".Zamieszczam parę cytatów z niej:
Dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała, jak poruszać się w świecie. A w szczególności zrozumie, że gdy ją boli, to tak naprawdę nie boli. Gdy jej się chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce, to właśnie chce. Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. Gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i cyniczna. Gdy się cieszy, to się wygłupia, albo jest pijana. Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy się kimś zainteresuje, to się puszcza. Gdy się wstydzi, to jest głupia, a gdy się nie wstydzi to jest bezwstydna. Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie czego chce. Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna. Gdy ma ochotę na seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też jest suką. Jeśli chce być kimś – to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą. Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana. Wtedy też będzie wiedzieć, że gdy dostaje furii – to jej się tylko tak zdaje. W każdym razie, może być pewna, że nie ma żadnych prawdziwych powodów do gniewu i powinna udać się po poradę do psychoterapeuty....
.....Z drugiej strony, wyłaniający się z tej popularnej interpre­tacji archetyp mężczyzny jest też upokarzający dla mężczyzn. Adam jawi się nam tutaj jako naiwny półgłówek, który naj­pierw dał się namówić na coś, o czym nie miał zielonego po­jęcia, a potem miał jeszcze o to pretensje. Do dziś dnia ma pretensje i żyje złudzeniem, że jest pierworodnym dzieckiem Boga, które sprowadzono na złą drogę. W konsekwencji męż­czyźni uzurpują sobie prawo do bycia boskimi namiestnikami i od wieków w imię Boga karzą, poniżają, kontrolują i eks­ploatują kobiety. Mało tego, dzielą je i napuszczają na siebie nawzajem. Doprowadzili między innymi do tego, że matka często bywa wrogiem własnej córki - o czym więcej powiemy przy innej okazji.
Mężczyzna jest często niedojrzały i nieszczęśliwy. Mimo to, jako pierworodny syn Boga, czuje się zwolniony z obowiązku pracy nad sobą, chętnie natomiast zabiera się za
zmienianie św

[foto]50. @Rotari • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-05-22 08:40:13)

Poganie (czyli my) nie przejmują się mitami z Biblii.

51. Nie jestem pewna • autor: (2016-05-22 09:42:39)

Na poziomie świadomym pewnie nie, ale większość z nas  ma zintrojektowane przekazy płynące z tych mitów  w swojej podświadomości. Mówiąc nas- mam na myśli społeczeństwo. Kiedyś, dzisiejsi poganie też mogli chodzić do kościoła i na religię, mieć religijnych rodziców.