Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2020-01-01

Radek Ziemic

Wędrówki po miastach

Wędruję po mieście, które być może jest dwoma miastami, a może to po prostu były dwa sny. Przypuszczam, że sen/sny jest jakimś pogłosem moich zeszłorocznych podróży zagranicznych, częstych, jak nigdy wcześniej.
Najpierw więc idę przez jakieś skandynawskie miasto, nie wiem dlaczego, ale myślę, że to Norwegia, choć w Norwegii byłem raczej w niedużych portach. I tu jest kilka zdarzeń. Siedzimy na jakiejś sali kinowej, jest wśród nas pewien mój znajomy, nazwijmy go Organizator, z którym mam nie do końca jasne relacje. W jakiejś windzie zostają przy tej sali zostają zabici jacyś ludzie, trupy jak w kinie, krew, poharatane ciała. Wśród żywych - zabójców, strażników - mój przyjaciel Michał, który jest, powiedzmy zdystansowany do Organizatora i jego środowiska.
I drugie zdarzenie w tym śnie. Jakiś mężczyzna, jasnowłosy, myśl podpowiada: norweski Aryjczyk, zostaje oskarżony o coś przez kobiety lub grupę, w której kobiety wiodą prym. Chodzi o jakieś "kobiece" oskarżenia, jakieś zło wyrządzone przez niego kobietom, nie pamiętam dokładnie, co. Widzę jego twarz na tle wieżowca, jakbym patrzył od dołu. Wieżowiec jest "szklisty" - dużo dużych okien.

Druga część snu, miasto-moja-miłość: Lwów. Chodzę po prostu ulicami. Gdzieś idę jakimś ulicznym zakolem-zakrętem, ale miejskim, z dość nowoczesną zabudową, przyglądam się jakiejś dziewczynie, w śnie zauważam, że zwracam uwagę na jej twarz, taką zwykłą, ani piękną, ani brzydką, ale wyraźnie widzę rysy i jestem tego świadom (we śnie, jako śniący). Jest lato. Jasność lata. 
Gdzieś wcześniej (chyba) kryjemy się (ja i inni bohaterowie snu) pod dachem swoistej ulicznej księgarni, która na dodatek jest składana/rozkładana i zrobiona z metalowej siatki o dość gęstych okach. Składa się mniej więcej tak, jak zadaszenie w powozie ("wachlarzowo"). Czuję, że musi być niełatwo ciągle składać i rozkładać taką konstrukcję i mówię jej właścicielce, że jest dzielna. Ona dziwi się temu, nie rozumie chyba, o co mi chodzi. Deszcz widzę (słyszę?) w ciemności (może zachmurzenia), też raczej latem. Pamiętam też poczucie bycia w zamknięciu, świadomość tego, i pewną przytulność tej chroniącej przed deszczem przestrzeni.  Przytulność tej przestrzeni: jej zamknięcia, obecności książek (z przodu, jakby na ladzie), stłoczonych trochę ludzi, no i letniej pory.
Tej części nie umiem ulokować w chronologii snu. Pamiętam, że szukam jakiegoś antykwariatu i uświadamiam sobie - nie wiem, czy we śnie, czy już po, że taki mały antykwariat pojawiał się już w moich snach czy w moim śnie. Ulica przypomina jedną z ulic mojego rodzinnego miasta, w porze letniej, ale jest jedną z ulic/uliczek Lwowa. 
Żal do moich snów: 1) rzadko pamiętam je w całości, 2) są amorficzne, nie ma w nich porządkujących symetrii, 3) niczego nie wyjaśniają, bo albo same są niejasne, albo są jednowymiarowe, płaskie; nigdzie mnie nie wiodą.
Zazwyczaj niepowtarzalny jest ich nastrój: choć tym razem w części lwowskiej. Lubię letnią miejskość.

Radek Ziemic

Komentarze: 2

[foto]1. Ze Lwowem? • autor: Wojciech Jóźwiak (2020-01-01 21:47:09)

Co Cię, Radku, osobiście i realnie łączy ze Lwowem?

[foto]2. Nic, poza • autor: Radek Ziemic (2020-01-03 13:00:12)

jakimś sentymentem do Ukrainy, który mam od dziecka (myślałem wtedy, że moje nazwisko jest ukraińskie, ale nie jest, jest prasłowiańskie, jak się dowiedziałem niedawno). Ten sentyment powstawał też dzięki lekturom książek Sienkiewicza. No i poza tym, że odkąd tam pojechałem po raz pierwszy, jestem w tym mieście zakochany. Oczywiście - Herbert, Grabiński, Staff i inni. Herbert napisał o Ferrarze, że przypominała mu "zrabowane miasto ojców". Zapisując ten sen przypomniałem to sobie i pomyślałem, że to jest też symboliczne, że Lwów to polskie "zrabowane miasto ojców", choć na poziomie racjonalnym, a i w części emocjonalnym, jestem przekonany, że dobrze się stało, że powrócił, jeśli można tak powiedzieć, do Ukrainy, że jest ukraiński. Chyba nie tylko dlatego, że inaczej się nie dało. Jak pisał Jerzy Stempowski, Kresy Wschodnie Polska straciła właściwie już przed wojną.