Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-08-20

Wojciech Jóźwiak

Wąwóz w wapiennym wzgórzu

Jestem w Ameryce, w N. Yorku. Jest plan, żeby wyjechać z miasta. Wyjeżdżamy na południowy-wchód. [Gdzie w realu jest ocean.] Jest nas trzech, prócz mnie jeszcze dwóch mężczyzn. NY stopniowo staje się zwykłym miastem podobnym do polskich, w końcu jakimś biednym zaniedbanym miasteczkiem. Nie ma asfaltu na drodze/ulicy. Jeden z nas prowadzi samochód (jak moja Toyota), jedzie za szybko, szarżuje, napominam go, przed nam wóz z zaprzęgiem. Mówię do kierowcy, który wyprzedza zaprzęg z lewej strony: uważaj, bo ochlapiesz błotem konie! – Ale widzę, że w zaprzęgu idą nie konie tylko krowy. Widocznie tam taka bieda. Wyjeżdżamy w teren, gdzie jest masa zieleni, bardzo bujna roślinność, drzewa, krzewy, rośliny dzikie i uprawne pola. Dalej nie ma którędy jechać, nie ma drogi, nawet nie ma miedz między polami, poletka są uprawiane, orane, na styk. Mimo to kierowca wjeżdża w ten teren, wjeżdża w górę po stromym stoku. Ja się złoszczę, wołam: Wjechałeś, ale jak stąd zjedziesz! Będziesz znosił samochód na plecach!

W tym wzgórzu, na które wjechaliśmy, otwiera się przepaść. Otwiera się głęboki wąwóz, jakby świeżo wypłukany przez wodę w wapiennej skale. Ze skały wypływają strumienie wody. Znikają w dole za zakrętami. Podziwiamy ten widok. Pojawia się pomysł, że ten teren nazywa się „Jura ... Wirginijska” od stanu Virginia. Jestem przekonany, że na mapie widziałem tę nazwę.

Dalej luźne sceny: Jest śnieg. Tam, gdzie była zieleń, w tej okolicy leży śnieg. Jest go grubo. Ale nie jest zimno i nie jest zima.

Lecą ptaki. Widać je wysoko na niebie, tak wysoko, że ledwo widać pojedyncze sztuki. Jest ich mnóstwo: chmura ptaków. Lecą jedną warstwą, a ich zgęszczenie i rozrzedzenia układają się we wzory. Ktoś mówi: „ptaki śmierci”. Ja mówię zaprzeczając mu: „To kruki”.

(Sen był podczas warsztatów, kiedy spałem na dworze.)

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.