Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-04-14

Łukasz Łuczaj

Wawel i Złota Kaczka

Dzisiaj w mediach rozgorzała dyskusja czy ciało prezydenta Kaczyńskiego powinno zostać pochowane na Wawelu. Byłem zawsze zdecydowanym oponentem politycznym zmarłego prezydenta, jednak imponowało mi jasne przedstawianie przez niego swoich priorytetów (mądrych czy nie, niech każdy osądzi) i jego troska o suwerenność państwa. Uważam jednak, że każdy prezydent państwa zasługuje na pochówek na Wawelu, wszak ta funkcja jest w pewnym sensie kontynuacją roli króla.

Trzeba tu zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt - w ten sposób odnowiona zostaje rola Wawelu jako ośrodka - centrum energetycznego Polski. To nie będzie tak, że kilkudziesięciu prezydentów i jakieś koronowane głowy przyjadą do Krakowa. Oni przyjadą na Wawel. Czakram wawelski dostanie dodatkowe doładowanie w postaci pochówku głowy Państwa celebrowanego przez najwyższe osobistości. Dokona się reinicjacja Wawelu! Przez ostatnie kilkadziesiąt lat Kraków widać było głównie jako miejsce papieskie, związane wyraźnie z religią. W tym wypadku dokonuje się inicjacja w kategorii politycznej i że tak powiem rycerskiej, w postaci ofiary krwi. Śmierć Kaczyńskiego ma niezwykle symboliczny wymiar. Dokonała się na pograniczu Rosji, u jej wrót. Na pograniczu dawnej Unii Polsko-Litewskiej i Rosji. To ma pewne symboliczne implikacje, których tu nie będę rozwijał.

W prasie znajduję głosy, aby nadmiernie nie mitologizować całej tragedii pasażerów samolotu. Ale dlaczego nie? Sakralizacja i mitologizacja tego wydarzenia nie zaszkodzi coraz bardziej zdesakralizowanemu narodowi. Lepsze to niż ciągłe teorie spiskowe. Można by powiedzieć, że ta śmierć była niepotrzebna i bezsensowna i nie ma jej co gloryfikować. Ale równie dobrze można by to powiedzieć o śmierci Jezusa, czy o śmierci zwierząt zabijanych jako ofiara w obrzędach pierwotnych. Ofiara jest zawsze bezsensowna i dlatego była ważna w pierwotnych religiach. A więc na prezydencie Kaczyńskim dokonana została ofiara. Tam gdzie jest krew, tam jest duch. Jedno jest pewne, że krwawa ofiara samolotu katyńskiego rozpętała bardzo ciekawe kanały energetycznego przekazu - pansłowiańskiej solidarności (o dziwo obcej samemu Kaczyńskiemu) i wątek wawelski.

Historia kariery prezydenta Kaczyńskiego jest przedziwna. Dwóch bliźniaków jako młodzi chłopcy gra w tajemniczej magicznej opowieści. Kradną księżyc! (Niech każdy, kto nie widział tego filmu, go obejrzy - ma fantastyczną inscenizację godną Harry'ego Pottera; tu jest link do fragmentu: www.youtube.com/watch?v=gRPyM8KMdEo). Czy była to jakaś magiczna inicjacja nadająca tym ludziom cechy maniczne? Myślę, że w pewnym sensie tak. Na zakończenie tej historii - śmierć jednego z braci jest jakby odwróceniem kradzieży księżyca - to jakieś siły niebieskie kradną prezydenta.

Ciekawy jest też motyw kaczki. W samolocie jest też dawny prezydent Kaczorowski, nazwisko też od kaczki. A więc mamy do czynienia z podwójnym alter ego - bratem bliźniakiem oraz paralelnym prezydentem o podobnym nazwisku. Cóż za koincydencja! A jaki to ma związek z legendą o warszawskiej Złotej Kaczce? Niech każdy czytelnik sam sobie naszkicuje z tego własną Magiczną Opowieść.


Łukasz Łuczaj


Łukasz Łuczaj

Komentarze: 1

1. Jaka ofiara? • autor: (2010-04-18 22:02:32)

Panie Łukaszu, chyba lekko Pan przesadził pisząc o ofierze z prezydenta. O ile orientuje się, ofiara by taką była, musi być złożona dobrowolnie lub/i świadomie. Chyba w tym przypadku nie mamy do czynienia ani z morderstwem, ani z samobujstwem. Pięknie to wszystko brzmi, ale jest bzdurką. pozdrawiam:)))