Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-02-04

Małgorzata Ziółkowska

Walka z wampirami

Ostatnio zaczęłam analizować, w jaki sposób wokół mnie zbiera się brudna energia, złe myślokształty. Zastanawiam się, dlaczego brakuje mi energii życiowej? Zawsze byłam z pozoru optymistycznym wesołym dzieckiem wychowywanym w tzw. normalnej zdrowej rodzinie. Co cię takiego działo we mnie tak naprawdę, że doszło do depresji i zablokowania możliwości twórczego szczęśliwego życia?

Spojrzałam na to nie od strony psychologii, lecz energii życiowej, prany lub jakkolwiek ktoś tę siłę nazwie. Dlaczego jej we mnie od dzieciństwa nie było? Na spotkaniu klasowym po latach koledzy wspominali mnie jako osobę cichą, jakby w ciągłej depresji.

To  dziwne, bo ja mam w sobie bardzo dużo energii. Co się w takim razie z nią działo i dzieje? Wygląda na to, że jest po prostu tłumiona i wysysana. Kto to robił i robi? Kiedyś szkoła, rodzina, kościół, schematyczne myślenie, sztywne zasady, tłumienie kreatywności. Tak sobie wyliczam po cichu. No tak, ale idąc do świątyni, teoretycznie powinniśmy się ładować energią. Modły i bycie we wspólnocie powinny wspierać wierzących. Może mam jakąś blokadę, ale przez lata mojego bogobojnego chodzenia do kościoła przyrost energii obserwowałam nieczęsto. Zdarzało się to, gdy szłam samotnie pomodlić się w ciszy. Dobrze wpływały na mnie również śpiewy. Wtedy moja dusza wzlatywała. Absolutnie nie mogłam mówić o przypływie energii, udając się do konfesjonału. Czułam się raczej jakby ktoś wtyczkę podłączył i pobrał ode mnie energię. Zawsze wracałam chora, pomimo braku ciężkich grzechów. Całe życie słuchałam opowieści o zbawiennym wpływie komunii, a mnie ona nie pomagała. Specjalnie przez lata pobożnego życia zwracałam na to uwagę. No naprawdę nic nie czułam. Myślałam nawet sobie, że jest ze mną coś nie tak.

Pierwszy raz o jakiejś brudnej energii wokół mnie powiedział przygodny chiromanta. Pomyślałam: to ta depresja. Innym razem Jordański sprzedawca zaczął opowiadać o swoich umiejętnościach czytania z dłoni. Na koniec zaczął odczytywać coś z mojej ręki. Ściszając głos, tak by moja towarzyszka nie słyszała, powiedział: masz bardzo dużo zazdrosnych ludzi wokół siebie.

No i to prawda. Obracam się często wśród ludzi wierzących i niestety strach pomyśleć, ale mam poczucie, że właśnie zawiścią się karmią. Zazdrość to coś, czym się wielu żywi. Na dodatek nie mają pojęcia, czego zazdroszczą. No nie wiem, czy ktoś zamieniłby się na samotność. Pewna koleżanka nawet tak twierdziła. Całym swoim życiem pokazywała jednak coś odmiennego.

We mnie zazdrości prawie nie ma. Mówię prawie, bo wypracowuję sobie coś na kształt: jeśli on, ona ma, to ja też mogę, chcę nawet więcej. Ale to chyba nie zazdrość. Moje myślenie opiera się na zasadzie obfitości. Wszystkiego jest na tyle w świecie, że nikomu nie zabraknie. Kiedyś uważałam, że mnie się nic nie należy, a innym jak najbardziej. Starannie utrzymywała mnie w takim postrzeganiu rzeczywistości, mama mająca całą szafę sukienek, a ja jakieś byle co, i brat, któremu należało się wszystko. Tak sobie myślę, że hołubionemu jedynakowi trudno było po sześciu latach pogodzić się z pojawieniem się konkurencji.

Kolejna dziwna sprawa w moim życiu, to czarna kupa przyklejonej do mnie brudnej energii po wmawianiu mi, że jestem chora, gdy wróciłam z Tybetu. Wszystko zaczęło się od błysku zazdrości u żony i teściowej brata. Potem była wielka afera z wmawianiem mi konieczności udania się do egzorcysty. No i faktycznie się rozchorowałam. Bratowa wtedy kwitła, wymuszając na bracie babskimi metodami kupno na moich oczach kolejnego termomixa (cztery tysiące złotych) pomimo długów, a ja ledwo żyłam, nie mogąc się poruszać i mając ogromne stany lękowe. Byłam zdziwiona, że brat godzi się na to. Tego rodzaju absurdalne działania trwają od lat i nikt się nie śmiał sprzeciwić. Nie powinno to być moją sprawą, ale nie wiem, czemu jest.

Wysłano mnie nawet na modły do ludzi z Odnowy w Duchu Świętym. To byli jedyni, którzy chcieli pomóc, bo księża modlić się nie chcieli. 

Po tym wszystkim moja kaleka sąsiadka mająca dar jasnowidzenia zauważyła to coś czarnego, jakby przyklejonego do mojej głowy. Stwierdziła, że to nie moje. Po paru tygodniach zauważyła wyraźną poprawę. No tak, cudze problemy trochę ze mnie zeszły.

Tak sobie myślę, ile to razy tak zwani dobrzy ludzie przyklejali mi swoje brudne myślokształty i nikt tego nie widział, tylko ja czułam. Obdarzałam ich za to wsparciem i dobrymi życzeniami. Tak po prostu mam, życzę ludziom dobrze.

Kilka miesięcy temu zapisałam się na kundalini jogę. Przez lata bałam się nawet pomyśleć o czymś takim, bo kościół grzmiał, że to najgorsze zło. Koleżanka na spotkaniu zen coachów pokazała nam, na czym taka praktyka polega. Mogę powiedzieć, że zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Przed pierwszymi zajęciami śniła mi się moja torebka z wystającymi dziesięciozłotówkami. Przechodził tłum ludzi i każdy wyciągał po jednej. Ja stałam obok, odbierałam banknot i wkładałam ponownie na właściwe miejsce. Pomyślałam z radością po przebudzeniu: ta praktyka to coś dla mnie J Miałam rację. W czasie przerwy świąteczno-noworocznej zajęć nie było. Natychmiast się rozchorowałam. Na dodatek stres przygniótł mnie całkowicie. Nie pomógł wyjazd. Coś złego krążyło. Na jednym ze spotkań dwie znajome pracujące z energią zauważyły, co się dzieje. Nic nie mówiąc, ściągały ze mnie brudy przez dwie godziny. Powiedziały, że to poprzyklejane nie moje. Ale była tego olbrzymia ilość. Tak dużo, że wrażliwsza kobieta rozchorowała się po zabiegu i to ciężko. Dla mnie zrobiła jednak najwyraźniej dobrą robotę, bo od dwóch tygodni czuję się dużo lepiej. Staram się pilnować mojej energii życiowej. Ucinam jękolenia otoczenia, które tak naprawdę daje sobie  z życiem radę dużo lepiej niż ja. Zawiesiłam moje kontakty ze znajomymi - pożeraczami energii. Z rodziną trudniej.

Kilka miesięcy temu brat podpisał zobowiązanie, że pomoże mi rozwinąć firmę. Jego żona miała zrezygnować wedle umowy z nierentownej pracowni generującej długi. W sprawie pracowni bratowej okłamano mnie i długi rosną, a w mojej sprawie brat nie ma zamiaru nic zrobić.

W czasie rozmowy stwierdził, że dobrym pomysłem byłaby praca w jakiejś fundacji charytatywnej. Ja sobie tak myślę: dlaczego żony tam nie wyśle? W ten sposób nie mnożyłaby długów, o których ja muszę słuchać. Albo może dzieci! Piękna przyszłość pomaganie ludziom. Ja mam inne talenty. Zamierzam je rozwinąć i zrobić z nich dobry użytek.

Rozmawiałam wczoraj z koleżanką. Ona również jest ofiarą przemocy emocjonalnej w rodzinie. Stwierdziła: ja już tyle się napomagałam charytatywnie, podobnie jak ty, że teraz spokojnie możemy w tej dziedzinie zrobić miejsce innym.

Podpisuję się dwiema rękami! Dla tych, co wloką cudze krzyże, czas na zmiany. Ci, co produkują brudną energię i przyklejają ją innym, niech jak najszybciej zajmą się jej oczyszczaniem, bo zatrują ziemię. Ja osobiście mówię: wampirom energetycznym dość! I ostrzegam, że będę pracować nad sobą, a innym wskazywać drogę. Kundalinni joga to jeden ze wspaniałych pomysłów. Wielu nie wie, że mamy zbiornik energii życiowej we własnym organizmie.  

Na warsztatach z Marylin Atkinson zobaczyłam proste ćwiczenie. Osoba stojąca przy trenerce myślała o czymś, a wszyscy po cichu myśleli negatywnie o sprawie. Wyciągnięta ręka popychana przez Marylin gięła się. Gdy w drugiej części ćwiczenia sala wspierała pozytywną energią osobę stojącą na środku, ręka pchana w dół była jak ze stali.

Tak to wygląda właśnie w naszym życiu. Gdy wspiera nas życzliwość otoczenia rośniemy wewnętrznie. Gdy otacza nas zazdrość i brak życzliwości, obojętność - upadamy na duchu. W moim horoskopie astrologicznym podobno nie widać rodzeństwa. Nie widać, bo nie mam wsparcia. Dobra energia nie płynie. Ciekawi mnie, co brat ma w horoskopie. Podejrzewam, że on rodzeństwo ma. Po tylu latach chciałabym jednak znaleźć ludzi, którzy autentycznie mnie wspierają. Jestem zbyt delikatna, by karmić wampiryczne zapędy otoczenia. Mam nadzieję, że mi się to wkrótce uda.

 

Małgorzata Ziółkowska

Małgorzata Ziółkowska

Komentarzy nie ma.