Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-07-17

Justyna Karolak

W interesie cienia
Zapytania o ważność cienia

Czytelniku, Czytelniczko.

Kobieto, Mężczyzno.

Dziewczyno, Chłopaku…

Znaliście kiedyś człowieka, który ogrzewał się w cieple Waszego cienia?

Jeżeli dziwicie się powyższemu zdaniu, to znaczy, że nigdy nie znaleźliście się w podobnej sytuacji. To znaczy, że Ty i Twój cień zawsze byliście bezpieczni. Ale jeżeli czytając powyższe, zmarszczyliście brwi w zamyśleniu, jeżeli poruszyliście się niespokojnie, to dobrze wiecie, o czym mówię.

Zdawać by się mogło, że cień z natury jest zimny i nieprzystępny. Taki obraz cienia wydaje się normalny, łatwo akceptowalny. I może nawet rzeczywiście w ten właśnie sposób należałoby postrzegać cień. Lecz jeśli tak, tym więcej niepokojące, że istnieją ludzie próbujący przyklejać się do cudzych cieni, by właśnie w cienistym zimnie – poszukiwać ciepła i skrawka własnego lądu.

Zawsze fascynował cień. Mnie – człowieka, mnie – malarza i mnie – pisarza. Ze wszystkich możliwych stron zerkając, cień dla moich oczu i umysłu nieustająco jawił się jako interesujący, nurtujący, zaś nigdy obojętny, marginalny, ani odpychający czy zły. Nurtowało mnie i ciągnęło jak magnes, co dzieje się w cieniu, jakie zjawiska, kolory i mechanizmy mu towarzyszą. I jaki stosunek do własnego cienia przejawia właściciel – czy dostrzega swój cień, widzi, wie o nim, zna jego charakter? Wszystko to nurtowało mnie „od zawsze”. Nigdy nie byłam fanką leniwych, płaskich, nasłonecznionych plaży pogrążonych w bezruchu. Tego rodzaju inercyjne pejzaże dają się oddać jednym grubym, tłustym pociągnięciem pędzla. A żeby ująć (w malarstwie) cień, konieczne było zmierzyć się z całym zastępem rozwibrowanych, żywych laserunków.


Cień zatem zawsze był dla mnie ciekawy. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby wsiąkać w cudzy cień. Żeby się do niego wkradać, nurzać się w nim, napawać się nim, stapiać z nim i mieszać z jego osobistą historią – żeby karmić się cudzym cieniem, zapuszczać w nim korzonki i próbować ogrzewać się w jego cieple.

Raczej każdy ma cień. A jeśli ma, dobrze, by zadbał o jego interesy. Nauczona ponurym doświadczeniem, doradzam wyrzucać z powierzchni swojego cienia każdego, kto usiłuje się do niego tulić, opowiadając Wam przy tym o świetle i dobrych intencjach.

Justyna Karolak

Komentarzy nie ma.