Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-01-29

Anna Szymańska

W deszczu

          Mżył deszcz. Szłam z wnukami ulicą, którą kiedyś przemierzałam codziennie, idąc do pracy. Chłopcy trochę mnie wyprzedzili, bo musiałam się zatrzymać z powodu małego psiaka, który pojawił się nie wiadomo skąd i zaczął łasić mi się do nóg jak kot. Zrobiło mi się go żal. Chciałam go przytulić, ale wymykał się, a gdy w końcu dał się wziąć na ręce i zaczęłam go głaskać, przypomniałam sobie o chłopcach. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam, że są już u wylotu drogi, którą szli, i tylko 2 kroki dzielą ich od piekielnie ruchliwej ulicy... Bałam się, że albo wpadną pod auto, albo ktoś ich porwie. Wypuściłam psa z rąk i zaczęłam biec w ich stronę. Machałam rękami i darłam się, by się zatrzymali. Odwrócili się, ale tylko na moment, a potem straciłam ich z oczu. Z daleka widziałam, jak na przystanek podjechał autobus. Zebrałam się w sobie, odbiłam od ziemi i poleciałam... Wylądowałam na przystanku w momencie, kiedy autobus ruszył. Zaczęłam rozpytywać ludzi, czy widzieli dwóch małych chłopców wsiadających do tego autobusu. Przytaknęli. Wykazywali zainteresowanie i współczucie, a ja biegałam z miejsca na miejsce rozdarta i przerażona.
"Co robić?" - wołałam w sobie - "Synowa mnie przecież zabije... A syn?!"
Pomyślałam o policji, a gdy wypowiedziałam tę myśl głośno, ktoś z tyłu wykręcił mi ręce, ktoś inny zakneblował usta, pozostali otoczyli ciasnym kołem. Byli wśród nich również ci, którzy jeszcze przed chwilą mi współczuli. Czułam, że nie wyjdę stąd cała i w tym całym przerażeniu obudziła się we mnie myśl, że przecież to sen, tylko sen...
I obudziłam się. Na zegarze była godzina 03:42.
          Długo nie mogłam zasnąć, liczyłam barany i w końcu zasnęłam. Sen, który się pojawił, był w niewielkim stopniu kontynuacją poprzedniego, ale był:

          Jestem w domu, którego nie znam. Podchodzę do okna i widzę stojące przy płocie moje kochane wnuczęta. Uśmiechają się. - Boże, są... Są! - prawie krzyczę. W sekundzie zjawiają się przy mnie i wciąż się uśmiechają. Coś kazało mi popatrzeć w okno. To niemożliwe, tam też są - stoją przy płocie, jak przed chwilą. Jest z nimi mój średni syn i w odróżnieniu od nich - stoi na tym płocie. Przenoszę wzrok na wnuków, którzy stoją obok mnie, potem znowu za okno... No, nie, chyba zwariowałam! Jak mogą być zarówno tu i tam? 
- Babciu, piękne były te czapki? - pyta ten starszy.
- Jakie czapki? - pytam.
- No te, co mieliśmy na głowie.
Teraz widzę, że mają gołe głowy, a za oknem znowu deszcz mży.
Budzę się pełna niepokoju.

              B.
     26.10.2010 - godz.03:42. i  08:10
   


   

Anna Szymańska

Komentarze: 3

[foto]1. Na wszelki wypadek... • autor: Jarosław Bzoma (2017-01-29 22:07:28)

Na wszelki wypadek przed zaśnięciem odwołałbym się do Czerwonego<10, aby zrobił z tym porządek.Wygląda na to że próbowali odciąć cię od najstarszych struktur twojej linii Świadomości.Odwrócili twoją uwagę od właściwego kierunku biorąc cię na czułość.

2. ...do Czerwonego<10 Czyli... • autor: (2017-01-29 22:28:32)

...do Czerwonego<10    Czyli ??????

[foto]3. Trzeba zajrzeć do... • autor: Jarosław Bzoma (2017-01-30 00:58:12)

Trzeba zajrzeć do Kart Świadomości, tam jest objaśnienie.Ale nie trzeba wiedzieć aby działało :)