Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-06-16

Marcin Hładki

Urwana głowa

Bolała mnie głowa, ale tak silnie, że trochę odlatywałem. Pod prysznicem przechodziło trochę. Za którymś z kolei razem, kiedy siedziałem pod prysznicem poszukałem pomocy w wizji, pozycja Bear Spirit

Wszystko było niejasne i niewyraźne, zwizualizowałem sobie opiekuńczego niedźwiedzia stojącego za mną. Miałem nadzieję, że zrobi coś, jakieś czary, po których poczuję się lepiej. Trochę sobie wyobraziłem, a trochę poczułem, że sięga on łapami do mojej szyi.
(Właściwie można by powiedzieć, że rękoma, bo to nie jest całkiem niedźwiedź - nazywam go tak dla wygody. To jest duża, włochata osoba, jakoś mam przekonanie, że męska. Jest bardzo silny i bardzo doświadczony, trochę tak, jakby był bardzo stary, ale jednak sprawia wrażenie takie jak mężczyzna w sile wieku, powiedzmy około 40-50 lat. Równie dobrze mógłbym go nazywać Yeti, albo człowiekiem w futrze, albo jeszcze jakoś inaczej. Niedźwiedź jakoś najlepiej pasuje do niego, ale to nie jest takie zwierzę z ZOO.)
Więc siegnął łapami do mojej szyi, delikatnie rozchylając sprężyste pręty, które kiedyś wbił mi w skórę na plecach. Odprężyłem się nieco, a wtedy on zogromniał za moimi plecami i zaczął energicznie ciągnąć mnie za głowę, tak że moja szyja stała sie niezmiernie długa i wiotka, jak u Alicji (w Krainie Czarów)
Kiedy stało się tak, że moje ciało nie sięgało mu nawet do kolan, a tam wysoko koło swojego pyska (twarzy) trzymał moją głowę, wtedy się rozgniewał.
Zrozumiałem, że uważa, że ta głowa nie jest moja, że nie powinienem jej mieć. Zaczął okładać ją łapami i szarpać zębami, widziałem wnętrze ogromnej paszczy, w środku jakby płonął ogień, było czerwono i gorąco, ale żarem nie suchym jak z pieca, tylko takim jaki bucha z paszczy zgonionego psa, ale jeszcze gorętszym.
Był wściekły, chciał mi urwać głowę, przerażał mnie.
W pewnej chwili odrzucił ją daleko na łąkę, wpadłem w panikę, cały drżałem i bałem się o to, jak będę teraz żył bez głowy. Bałem się też niedźwiedzia i jakoś tak chyłkiem uciekłem - i od niego i z wizji.

Ocknąłem się przerażony, wyszedłem po chwili spod prysznica, głowa bolała mnie dalej, ale przestało mnie to obchodzić, tak, jakby to rzeczywiście była cudza głowa. Czułem, że była nierzeczywista, kończyłem się na szyi, a dalej było już tylko ciało i złudzenia.

Potem zdrzemnąłem się, i wtedy zobaczyłem czy też przyśniłem sobie tę scenę jeszcze raz, z boku. Widziałem, jak po urwaniu głowy z moich ramion wystaje coś podobnego trochę do węża a trochę do robaka. Robaka, bo było toto blade i nie miało wyraźnych łusek, a węża, bo jednak dużo silniejsze i z małymi, lśniącymi, czerwonymi oczkami. Moje ciało wyglądało na spokojne, to ten stwór był przestraszony i rzucił się na poszukiwanie głowy i to on zrobił dwie rzeczy na raz: ściągnął mi głowę z powrotem na kark i jednocześnie wlazł do środka. We śnie poczułem smutek i rezygnację, kiedy to się stało, ale też przestałem się bać tak bardzo.
Obudziłem się nieco zdrętwiały, głowa była bardziej prawdziwa, bolała dalej, ale trochę słabiej. Byłem bardzo zmęczony.
Nie wiem, czy wąż/robak jest moim przyjacielem, czy pasożytem, a może jednym i drugim. Nie wiem, czy niedźwiedź jest nadal mi przyjazny. Martwię się.

Marcin Hładki

Komentarzy nie ma.