Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-06-01

sny innych, WJ

U stóp drzewa, pół brzozy, pół dębu

Jestem w pracy, wchodzę do biura, czekają tam na mnie ludzie, ktorym przydzielić mam obowiązki. Dzielę ich na pary, ale nie ma nikogo do pary dla mnie. Przychodzi kolega, który ma być moim partnerem. (Kiedyś z nim pracowałam.) Wychodzimy na teren zakładu. W jego centralnym punkcie rośnie drzewo, przeolbrzymie, pół dąb, pół brzoza. Nagle zrywa się wiatr, niebo ciemnieje, a zza drzewa wychodzi mnich w brązowym habicie z kapturem naciągniętym na twarz. Mój partner gdzieś znika. Nastaje przerażająca cisza, robi się ciemno. Mnich mówi: "Już czas" - a właściwie nie mówi, tylko słyszę go we własnym umyśle. Widzę, że stoję naga pod drzewem, z ramionami rozłożonymi na boki. Moje ciało otacza cienka warstwa fosforyzującego srebrnego pyłu. Nagle ten pył staje się czarny i wnika w moją skórę. Opieram się czołem i ciałem o tę dębo-brzozę. Czuję jak faluje powietrze, i ta cisza - jakby zatrzymał się czas. Nie ma nic poza mną, drzewem i mnichem. Jakbym była przyklejona do drzewa. Oczy mam zamknięte, a mimo to widzę wszystko, co dzieje się wokół mnie. Mnich zaczyna inwokację w pięknym, melodyjnym języku, którego nie znam. Recytuje coraz głośniej i donośniej. Nagle dociera do mnie, że rozumiem, co on mówi i po cichu zaczynam śpiewać wraz z nim tę inwokację. Mnich mówi-nie-mówi: "A jednak potrafisz, znasz ten język". Mój głos przybiera na sile i zagłusza głos mnicha. On milknie, a ja śpiewam w tym starożytnym języku z wielką siła. Znów pojawia się mój partner niosąc w rękach rozpostarty koc. Koc jest w niesamowite wzory, które wyglądają jak pismo, jak jakieś symbole. Staje za mną, dzieli nas tylko koc. Mnich mówi do mnie: "Teraz już wiesz, czemu wyszywałaś ten koc." Ja śpiewam inwokację, a mój partner krzyczy jakby z bólu. Czuję, że ten rytuał i moje nagie ciało mają na niego wpływ. Na niebie pojawia się chmura, która się zbliża. Zrywa się wiatr i słychać chór głosów. Mnich mówi do niego: "Nakryj ją kocem i uciekaj!" Chmura nadciąga na drzewo i przechodzi przez nie. Przenika także przez koc i wnika w moje ciało. Mnich każe mi spojrzeć na siebie. Ma czerwone oczy. Ja - wciąż śpiewam... - i czuję, jak moje oczy zmieniają kolor na biały. Mnich pada na kolana mówiąc: "Wybacz, że nie wierzyłem, że to ty!". Czuję, jak moje ciało zaczyna wiotczeć, a mnich mówi do mojego partnera: "Zawiń ją w koc i zabierz stąd." Budzę się z tego snu. Leżę na jakiejś ławce, ubrana w mundur, przykryta tym samym kocem; obok siedzi mój partner i patrząc na mnie z przerażeniem, podaje mi lusterko. Ja widzę w lustrze, że mam skórę w odcieniu brązu i krwistoczerwone oczy. W tym momencie budzę się naprawdę. Ten sen nie daje mi odtąd spokoju. (Sen z kolekcji Matyldy, przed 9.XII.2004)

sny innych, WJ

Komentarze: 3

[foto]1. Jak w tarocie, karta VI-Kochankowie • autor: Wojciech Jóźwiak (2011-06-01 16:48:36)

To jest z tych wielkich, wizyjnych snów, które zdarzają się rzadko i sygnalizują nam więcej, niż nasza świadomość jest w stanie sobie przyswoić. Dają nam wgląd w wewnętrzne, tajemne życie naszej duszy. A tam dzieją się rzeczy niepojęte, wzniosłe i groźne, i w danych czasach ludzie pod wpływem takich snów snuli mity o bóstwach i herosach, których, jak sądzili, widzieli lub wcielali się w nich. W tym śnie występują trzy osoby: śniąca, jej "partner" i mnich. Akcja dzieje się pod drzewem, które rośnie "w środku terenu". To jest ważne spostrzeżenie, bo właśnie po tym poznajemy drzewo kosmiczne, które rośnie w środku świata, gdyż jest tego świata osią. To drzewo kosmiczne jest dwupłciowe: jest na pół brzozą, na pół dębem. Brzoza symbolizuje tu kobietę, dąb mężczyznę, a połączenie ich zapowiada połączenie płci, które tu się odbędzie. Sen przypomina jedną z kart tarota, zatytułowaną "Kochankowie", gdzie rysuje się podobne trzy postaci: kobietę i mężczyznę, oraz kapłana lub kapłankę, która to osoba udziela im ślubu. Często na karcie stoją oni u stóp wielkiego kosmicznego drzewa. Nie wiemy, co faktycznie łączy Śniącą z mężczyzną, który był jej partnerem we śnie - bo może faktycznie to być zapowiedź związania się z nim, ale może też być tak, że ten sen zapowiada zakochanie się i związaną z tym wewnętrzną przemianę, a potem małżeństwo - ale niekoniecznie z nim. Chmura, która ogarnia i drzewo, i śniącą, przypomina greckie mity, w których kobiety poczynały dziecko od deszczu. To jest kosmiczna siła, która ją zmienia - co może zapowiadać podobną przemianę w życiu realnym, przemianę, która ją uczyni gotową do miłości i posiadania dzieci. Oczy czerwone i białe to także symbol płci męskiej i żeńskiej i ich przyciągających się przeciwstawnych sił. Brązowy, ciemny kolor skóry po przemianie symbolizuje "unurzanie się" w materii, w biologicznym życiu, czyli w takich sprawach, jak ciąża, poród i karmienie dziecka. Ale może też być tak, że ten sen nie jest wcale ścisłą zapowiedzią takiego biologicznego etapu w jej życiu, a jedynie (ten sen) przypomina pewne ogólne, choć poruszające, prawdy o życiu.
(Komantarz pod pseudo. Matylda)

2. sen • autor: (2011-06-02 00:29:10)

Wojtek już wszystko napisał.
To przepiękny, niesamowicie energetyczny sen. samo czytanie wywołuje niezwykłe wrażenie. To co się pod tym drzewem rozgrywa wygląda jak rytuał, podczas którego aktualizowana jest wiedza i umiejętności śniącej.
tu pada charakterystyczne : już czas (... żeby coś zacząć, żeby się wydarzyło, żebyś sobie przypomniała...), jestem przekonana, że ten sen nie pozostał bez echa, tzn., że się zamanifestował w realnym życiu bohaterki - wiesz Wojtku coś na ten temat??

[foto]3. Czy ja coś wiem • autor: Wojciech Jóźwiak (2011-06-02 07:39:23)

Nadiu, omawiając sny w "Gwiazdach" przeważnie nie mam okazji dalej obserwować, co się dzieje ze snem i tym, kto śni. Mam nadzieję, że TU czyli w Zawijawie, będzie lepsza komunikacja w obie strony.
A ten sen o Półbrzozie-półdębie i Mnichu faktycznie bardzo wizyjno-mityczno-magiczny.