Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-03-23

Bea Chorąży-Lech

Tworzenie bębna
Warsztaty z Ajną w październiku 2011 w Trzech Źródłach


Ajna (zdjęcie z jej strony www.ainabuben.ru)
Było niezwykle ciepło jak na początek października, kiedy w „Trzech Źródłach” przydarzyły się nam niezwykłe warsztaty: „Szamański Bęben, Przedmiot Mocy”. Prowadząca je Ajna, szamanka, Rosjanka pochodząca z Kaukazu, rozświetliła przestrzeń swoją osobowością. Czułyśmy obie, że znamy się od dawna, choć widzimy się pierwszy raz. Ajna przywiozła obręcze z drewna brzozowego i skóry z kaukaskich kóz. Drewno zostało pozyskane rytualnie za zgodą Ducha Brzozy, podobnie skóry. W świecie szamanów, wszystko co istnieje ma swojego Ducha, każdy kamień, patyk, zwierzę. Jeśli chcemy powołać do istnienia szamański przedmiot mocy, potrzebujemy przychylności Duchów. A nas, całą grupę uczestników czekało to wyzwanie: mieliśmy własnoręcznie wykonać szamański bęben.

„Najpierw był sen – wspomina Ajna – idę przez las, wchodzę w ciemny tunel, słyszę najpierw cichy potem narastający dźwięk bębna. Po wyjściu z tunelu widzę łąkę, dookoła mrok, na środku płonie ognisko, dźwięk narasta, a ja podchodzę bliżej. Przy ogniu siedzi przygarbiona postać, wiem, że to Strażnik. Dźwięk bębna robi się ogłuszająco przerażający, postać odwraca się do mnie z uśmiechem, oświetlona blaskiem ognia, twarz jest zbyt blisko, wystraszona chcę się szybko odwrócić i staję tuż przed ogromnym ogłuszająco pulsującym bębnem, który rośnie, napiera na mnie - i budzę się przerażona”. Sen powtarzał się co noc, dokładnie w ten sam sposób, z każdym detalem aż do pełnego strachu przebudzenia. Dopiero kiedy zaczęła szukać mistrza, który potrafi wytwarzać szamańskie bębny, sen przestał ją dręczyć. Uczyła się tradycji różnych kultur, znających starą sztukę tworzenia bębnów. Techniczne wykonanie dość łatwo jest opanować, więcej uwagi, wewnętrznej ciszy, wymaga otwarcie się na subtelne, duchowe energie.

foto

Pierwsze spotkanie: siedzimy przy ogniu, każdy po kolei przedstawia się popijając łagodną herbatkę z peruwiańskich ziół, które Ajna na tą okazję przygotowała. Proces tworzenia szamańskiego bębna zaczyna się od intencji wypowiedzianej na głos w obecności Duchów. Imię staje się drzwiami dla mocy: każdy po kolei głośno wymawiając swoje, czy to duchowe czy szamańskie imię, mówi do czego jest mu potrzebny w życiu bęben i z jaką energią będzie go tworzył. Mamy pielęgnować intencję w sobie, a jednocześnie nie przywiązywać się do niej, pozwalać na przeobrażanie, podążać za energią.

Ajna pokazuje nam ołtarz, wkomponowany pod wiekowym świerkiem. Mówi, że jest to miejsce powołane specjalnie dla tych warsztatów, które będzie tu do końca naszego spotkania. Możemy w każdej chwili przyjść, położyć amulet lub prosić Duchy o wsparcie. Popijając wciąż herbatę słuchamy wykładu o „Wietrznym Koniu”, „Łodzi”, „Saniach”... - Tak, zależnie od tradycji nazywano szamański bęben, który był zawsze przewodnikiem szamana po innych wymiarach, pomagał w podróżach po górnym i dolnym świecie. Bywało, że wykonywały go zaufane osoby, lub szaman dla siebie, zawsze jednak odbywało się to rytualnie. Zazwyczaj pojawiał się obraz we śnie lub wizji, potem mistrz prowadzony intuicją odnajdywał drzewo i prosił jego Ducha o zgodę. Bez zgody Ducha drzewa nikt nie odważył się ściąć gałęzi. Pod drzewem ustawiano dary i po specjalnym rytuale ścinano konar. Potem miał pojawić się znak dotyczący najlepszego dnia na polowanie, Duch zwierzęcia również miał wyrazić zgodę. Nasze obręcze wykonano właśnie w taki specjalny sposób z kaukaskich brzóz, a Duchy zwierząt wyraziły zgodę. Po zakończeniu tworzenia bębna czeka nas jeszcze rytuał odprowadzenia ich do górnego świata. W zależności od regionu wykonywano bębny ze skór różnych zwierząt; najczęściej były to zwierzęta totemiczne, strażnicy danego narodu, np. Czukcze robili swoje bębny z pęcherza wieloryba, plemię Caatanów ze skór reniferów. Sierść na bębnie zazwyczaj przycinano krótko lub moczono długo w wodzie, aby lepiej odchodziła. W dzisiejszych czasach do szerszej produkcji używa się w tym celu roztworów siarki lub wapna, ale taki bęben będzie tylko instrumentem muzycznym, nie będzie nadawał się do rytuałów, bo żaden Duch w nim nie zamieszka.

foto
Ajna podczas ceremonii

W szamanizmie obrzędowym, który jest obecny na Syberii, szaman pełni ważną funkcję dla całej osady i zdarzało się tak, że w przypadku dużego nieszczęścia, które nawiedzało wioskę, powoływano do życia bęben z jedną intencją: pomocy w niedoli. W ceremonii brali udział wszyscy mieszkańcy, aby bęben mógł wziąć do siebie modlitwy, a szaman na koniec obrzędu przebijał bęben o ostro zakończony pal i w ten sposób ten niezwykły rumak mknął do wyższych światów niosąc modlitwy o pomoc do Duchów.

Bęben jest najczęściej mapą Nieba i Ziemi, miejsca, gdzie go wykonano. My tworząc własny przedmiot mocy wkładamy w niego część osobistej energii. W zależności od stanu w jakim pracujemy, taki urodzi się bęben. Ajna przygotowuje nas, tłumaczy jak mamy się zestroić w środku, otworzyć na subtelne obszary. Idziemy do lasu, każdy w osobne miejsce. Oddycham, proszę Duchy opiekuńcze o prowadzenie. Po jakimś czasie czuję, jak jakaś siła ciągnie mój splot słoneczny, wracam... mam czysty umysł. Na trawie leżą skóry, a ja DOKŁADNIE WIEM, która mnie woła! Biorę ją do rąk, jestem zaskoczona, nie wiedziałam, że to będzie tak podniosły i wzruszający moment. Ajna miała rację, to Duch wybiera. Każdy dokładnie wie, która skóra jest dla niego, nie mieliśmy żadnych wątpliwości. W milczeniu mijamy się, namaczając skóry w wannie. Będą w wodzie całą noc, tym samym rozpoczęliśmy magiczną dobę, bo tyle może upłynąć czasu od namoczenia skóry do zrobienia bębna.

Spotykamy się w Światowidzie, sporym pomieszczeniu z oknami dookoła i miło trzeszczącym Ogniem w kominku. Pora na podróż szamańską do przestrzeni bębnów. Otrzymujemy instrukcje, najpierw specjalny oddech, spiralny taniec, po którym rozłożeni na podłodze ruszamy do dolnego świata. Naszym zadaniem jest znaleźć polanę, na niej ognisko, a przy nim strażnika - to jego mamy poprosić o bęben. Strażnik wybierze go dla nas i dokładnie opisze jak mamy go zrobić. Musimy wiedzieć czy nasz Koń potrzebuje rezonatorów - rogów, w jaki sposób mamy go tworzyć, czy potrzebuje np. śpiewu podczas narodzin, kadzidła czy innego karmienia.

Ajny Wietrzny Koń dudni, jestem zanurzona we własnej wizji, dostaję szczegółowe instrukcje, niektóre zaskakujące. Kiedy podróż dobiega końca, wstajemy nie nawiązując dialogu ani kontaktu wzrokowego, idziemy do lasu na poszukiwanie gałęzi na pałkę. Idę trochę zrezygnowana, chciałam zrobić swoją pałkę z kości jeleniej, którą mam przygotowaną, ale coś mnie ciągnie między drzewa. Po krótki marszu, wśród całej kupy gałęzi jedna zdaje się świecić! Kolejny raz ja mam swoje plany, a Duchy swoje. Biorę z wdzięcznością patyk i wracam. Dopiero teraz wybieramy swoje obręcze i opowiadamy o podróży, głównie po to, by jeszcze dziś w razie potrzeby przygotować materiał na rezonatory.

Następnego dnia od rana post - jest to nasza ofiara w procesie tworzenia, tak jak przy każdym ważnym rytuale. Wyciągamy i płuczemy skóry. Ajna, rozkładając mokrą, ciężką skórę na kawałku folii jak na obręczy, tłumaczy jak znaleźć kierunek północny, po czym pokazuje, gdzie jest ten kierunek na skórze. Kiedy je połączymy, dopiero można przyciąć okrąg. Tłumaczy jak resztę skóry pociąć na paski o szerokości ok. dwóch centymetrów - będą nićmi do obszycia - i od razu demonstruje jak połączyć dwa paski skóry, gdyby się nam ta „nić” przerwała podczas pracy. Panuje atmosfera skupienia i podekscytowania, staramy się uważnie chłonąć każdą wskazówkę. Najważniejsze: pierwsza dziurka musi być zrobiona z maksimum koncentracji na intencji, w odpowiednim miejscu, tak, abyśmy kończąc szycie zamknęli cykl.

Bierzemy się do przycinania, każdy wybiera dla siebie miejsce i pracuje skupiony w odosobnieniu. Kiedy wszystko jest przycięte i przygotowane, Ajna czeka na nas przy ołtarzu. Każdy po kolei dostaje od niej błogosławieństwo, jej szamański Koń stuka kopytami. Szamani powiadają, że Wietrzny Koń porusza Ziemię dudnieniem swoich kopyt.

Kiedy przychodzi moja kolej, przymykam oczy i najpierw z tyłu za plecami czuję, jak dźwięk wchodzi we mnie, zostaje gdzieś w głębinach, jakbym otrzymywała dar w postaci rytmu, który przenika całe ciało... To jest jak kod z informacją, która była we mnie od zawsze, ale teraz dostała impuls i budzi się... Idę do swojego miejsca pod drzewem, nie rozmawiam, nie łapię kontaktu wzrokowego, jestem uważna, jakby pełna jakiejś magicznej cieczy... Nie chcąc uronić ani kropli zabieram się do pracy wsączając powoli energię od pierwszego otworu szydłem. Słońce zagląda między kolorowymi liśćmi, gdy ja mozolnie z dużym wysiłkiem kawałek po kawałku, brnę. Zapominam o wszystkim, dłonie robią się pomarszczone od mokrej, śliskiej skóry, która swoim mocnym zapachem porusza we mnie coś pierwotnego.

foto
Autorka przy pracy

Mijają godziny, obserwuję plątaninę sznurków, jak myśli w mojej głowie, a jednak tworzy się z nich wzór – tak jakby to COŚ już tu było, od zawsze, teraz tylko wydobywa się spod moich palców, przybiera kształt i uwodzi od pierwszych chwil. Intencję starannie utrzymuję w sercu, odganiam demony, tak samo mozolnie jak naciągam skórę. Sznur rwie się co jakiś czas, więc dochodzę już do wprawy, jedną ręką pilnując naciągu i jednocześnie łączę w specjalny sposób dwie linki.

Spotykamy się wszyscy z Ajną w połowie dzieła po kolejne instrukcje, teraz umacniamy naciąg wyplatając jednocześnie uchwyt. Plecy czasem aż pieką z wysiłku i trzeba się rozciągnąć, ale nie wolno ani na chwilę puścić naciągniętych sznurków. Po wszystkich widać zmęczenie, jednoczymy się w wysiłku i przestrzeni, wymieniamy narzędziami, nieśmiało podglądając swoje dzieła. Do wieczora rodzą się wszystkie bębny, są łzy wzruszenia i ogromna radość odbijająca się w oczach Ajny, kiedy po sprawdzeniu bębna, wręcza go z namaszczeniem właścicielowi mówiąc „s dniom rażdienia” (w dniu urodzin).

foto

Odkrywam, że w jakiś sposób „wiem”, patrząc na instrumenty, który przez kogo został zrobiony, czuję niewidzialną nić i jakby fizyczne podobieństwo! Mimo ogromnego zmęczenia po lekkiej kolacji spotykamy się przy Ogniu w tipi. Moja przyjaciółka, która pomaga nam przy warsztacie, obchodzi urodziny i zaskakuje nas tortem, który wszyscy jemy palcami, świętując urodziny również naszych bębnów. Są pieśni i opowieści na koniec wspaniałego dnia. Moja uwaga jest przy bębnie, który razem z innymi leży w chłodnym, przewiewnym miejscu na noc, jakby jeszcze drzemał wśród innych. Czuję się szczęśliwa do samego koniuszka mojej istoty.

Następnego dnia zaczynamy od ustawienia naszych Koni twarzą do Słońca, żeby naturalnie się suszyły. Widok jest imponujący, bije z nich niesamowity spokój i moc, na tle gór. Długo wszyscy stoimy i patrzymy, szczęśliwi, choć plecy i palce wciąż obolałe.

foto

Zabieramy się do tworzenia pałek. Nawijamy materiał na przygotowane już i wygładzone patyki, oklejamy, każdy na taką grubość, jak mu w duszy gra, szyjemy zamszowe woreczki na kapturki do wykończenia.

Zbieramy się wszyscy przy Ogniu - przyszedł czas na rytuał odprowadzenia Duchów zwierząt. Na kawałku folii leżą kawałeczki niewykorzystanych skór, zebrane razem. Ajna modli się, przywołując kierunki, przy każdym rzuca garść wonnych ziół, zaprasza wszystkie Duchy jak bliskich, kochanych krewnych, tłumacząc na jaki rytuał są zaproszeni. Miseczka z ziołami wędruje następnie do każdego uczestnika. Każdy z nas wyraża swoje dziękczynienie dla istot, dzięki którym mieliśmy możliwość stworzyć nasze bębny. Kładziemy uważnie na płonące drewna, kawałeczki skór, nie ma w nas smutku, jest uczucie wdzięczności i święta. Ajna zaczyna grę na bębnie, gdy gęsty dym szybuje radośnie między drzewami. Dołączamy się delikatnie grając na naszych nowych bębnach, promienie słońca przenikają przez dym, jakby otwierały bramy do wyższego świata – przepiękny, pełen ciepła pulsujący moment.

Siadamy znowu przy Ogniu i otrzymujemy od Ajny jeszcze jeden dar: szczegółową instrukcję rytuału ożywienia szamańskiego bębna. Mówi, że podczas rytuału nawiążemy z instrumentem szczególną więź - wtedy dopiero będziemy mogli nim pracować. Kiedy instrument już wyschnie, mamy czekać na znak, sen, wizję i poszcząc wyruszyć na łono przyrody. Wszyscy jesteśmy podekscytowani, że ostatnia część naszej szamańskiej przygody wiąże się z indywidualną pracą. Szamanka z detalami opisuje jak mamy się do tego przygotować i czego spodziewać.

Pytam Ajnę o jej doświadczenia. Mówi, że każdy bęben ma swoją osobowość; że zanim trafiła na swój, zrobiła osiem, które podczas rytuału powiedziały jej, że nie są dla niej. „Dopiero dziewiąty był mój - mówi - Duchy wystawiały mnie na próbę” – ponieważ musiała znaleźć każdemu z bębnów tego jedynego właściciela. Każdy bęben, który zrobi, szuka sobie właściciela. Nieraz Duchy budzą ją w nocy i do świtu zdąży zrobić jeden, a za jakiś czas spotyka człowieka, dla którego go zrobiła.

foto

Nie jest łatwo nam wszystkim uczestnikom wyjść z magicznej rzeczywistości, mnie pomaga wizja czekającego mnie rytuału, dlatego tym razem łatwiej mi pożegnać przyjaciół, a mój Koń dumnie pręży się w promieniach słońca i drzemie.


Bea Chorąży-Lech

Bea Chorąży-Lech

Komentarzy nie ma.