Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-05-17

Włodzimierz H. Zylbertal

Twierdza i szaleństwo

I.

U progu – podobno – Nowej Ery, wciąż podsumowujemy dwudzieste stulecie. Wśród myśli o nim nie powinno zabraknąć pytania: co przez te sto lat było naprawdę ważne i znaczące? I oto przed nami Antoine'a de Saint-Exupery'ego "Twierdza" - na pewno jedna z bardziej istotnych książek powstałych w XX wieku. Dzieło bez wątpienia zdolne sprostać postawionemu przed chwilą pytaniu.

Wiele już napisano i o tej książce, i o jej autorze. Wydawać by się mogło, że to już rozdział zamknięty. Że szczegóły twórczości i biografii Saint-Exa, coraz drobniejsze i coraz mniej znaczące, będą już tylko zajęciem dla kolejnych pokoleń akademickich literaturoznawców.

A jednak.... blisko pół wieku po postawieniu ostatniej kropki "Twierdza" nadal przyciąga kolejnych swoich zdobywców.

Jakże sugestywny i jakże wyzywający jest obraz odmalowany na kartach książki: potężny warowny gród bez żadnej bramy, czy choćby tylko szczeliny w murach - i pod tymi murami wódz, przysięgający działać tak, że obrońcy sami porzucą flanki i reduty, wychodząc poddać się swym zwycięzcom.

Bez wątpienia obraz ten, to jeden z kluczy do ostatniego dzieła Saint-Exupery'ego. Chyba właśnie tak - działając na serca strażników, a nie na umocnienia Twierdzy - można nie tylko zdobyć ją, ale i odkryć tajemnicę, jaką przed światem chowa.


II.

Gdyby Antoine de Saint-Exupery dożył lat 70-tych ubiegłego wieku, zapewne bez wątpienia podpisałby się oburącz pod słowami francuskiego położnika, dra Frederica LeBoyer, który - dzięki przywiezionym ze Wschodu technikom pracy z podświadomością - poznał przeżycia rodzącego się dziecka.

Jakie to słowa? Pisze LeBoyer: "Dziecko będzie was sądzić z całą surowością. Ono przybywa STAMTĄD. Ono WIE". I kilka akapitów dalej: "Trzeba mówić do dziecka językiem starszym, niż wszystkie języki świata. Trzeba mówić miłością".

Jakże rzadko jeszcze do naszych nowonarodzonych i nieco większych dzieci mówimy miłością. Jakże często wtłaczamy je w świat wygodny dla naszych uprzedzeń, fobii i lęków. Jakże łatwo dusimy w dziecku przesłanie, jakie nam przynosi.

Gdybyśmy posłuchali przesłania nowonarodzonego dziecka, to bez wahania, odrzucając uprzedzenia i wygodne poglądy, pomoglibyśmy mu wydobywać się z biologicznych ograniczeń ku duchowej wolności. Stworzylibyśmy sobie i jemu świat, w którym najprostszą, najkrótszą drogą możemy wznosić się ku Światłu.

Rodzimy się albowiem niekompletni. Rosnąc i dojrzewając, mozolnie pokonując opór materii, stwarzamy każdy fragment naszego świata. Pokonując coraz większy opór - wzrastamy. Tak przynajmniej być powinno. Tak byłoby, gdybyśmy dziś zrozumieli stare jak świat przesłanie zaklęte przez Saint-Exupery'ego w bajkowej scenerii pustyni. Tak będzie, gdy nadejdzie czas, w którym zdobywcy Twierdzy przekroczą jej mury i pojmą sens tego, co za nimi zobaczyli.


III.

Wiek XX, gdy już nieco ochłoniemy ze zbiorowego szaleństwa, jakie się w nim rozegrało - zapewne nie zyska oceny "wieku szczęścia i dobrobytu". Raczej "wieku Wielkiej Likwidacji" lub, bardziej elegancko rzecz ujmując, "wieku ofiar".

Dwie wojny światowe, liczne konflikty lokalne, niezliczone ofiary totalitarnych reżimów - to doprawdy wystarczająco dużo, by odwrócić oczy od takich czasów, zabierając z nich tylko najlepszych, najszlachetniejszych przyjaciół, w twierdzy własnego serca chroniąc ich przed wrzaskiem "zbawicieli" rozmaitej maści. Doprawdy, taniutki był humanizm tego stulecia, płytkie jego zachłyśnięcie się życiem.

W rozwoju kultur, podobnie jak w rozwoju osobniczym, istnieją cykle. Każde przejście przez umowny początek, od starego cyklu do nowego, daje na nowo szansę dokonania czegoś. Ale coś z cyklu kończącego się musimy poświęcić, by nie stało się nam kulą u nogi. Gdy nie dokonuje się to w każdym człowieku z osobna, to... mamy właśnie to, co oglądaliśmy w wieku XX. Jego ofiary, to ludzie najwrażliwsi, najbardziej biorący na siebie to, czego inni nie chcieli dopuścić do świadomości i wraz z tym wypartym brudem psychicznym niszczeni przez totalitarne maszynerie, niczym żydowski kozioł ofiarny, wyganiany wraz z winami Żydów na pustynię w corocznym Dniu Pojednania.

Jeżeli zrozumiemy sens i głębię tej ofiary - wejdziemy w nowy cykl rozwoju ludzkości, w nową erę dziejów świata, wolni od winy a tylko z głęboką wdzięcznością. A może zyskamy i więcej - świadomość, że nie są potrzebne bezrozumne ofiary zbiorowe, jeżeli każdy z nas będzie umiał wyrzec się świadomie i bez żalu czegoś ze swego małego światka.

Bogowie często odzierają nas z "ziemskich pozorów". Ale potem zawsze okazuje się, że mieli rację. Że naszemu wzrastaniu to, co straciliśmy, tylko przeszkadzało.

Gdybyśmy tylko rozumieli, że nie ma wartości większych nad nasze wewnętrzne wzrastanie!..

Gdybyśmy tylko umieli bez poczucia straty odrzucić lęk, chciwość i pożądanie!..

Gdybyśmy tylko umieli składać takie ofiary!

IV.

Szaleństwo XX w. nie było bezładne. Przeciwnie, było szaleństwem jak najbardziej logicznym, uporządkowanym, naukowo zaplanowanym i wykonanym.

Cóż można było przeciwstawić precyzyjnej, beznamiętnej maszynie zagłady, jednakowo niszczącej Żydów i żydożerców, jednakowo pomiatającej ludźmi wszystkich orientacji ideowych i politycznych, które nie były orientacjami aktualnych panów świata? - Może to, co zrobił Czesław Miłosz, w centrum okupacyjnego terroru, czytający Blake'a? Może, to, co robił ocalały z warszawskiego getta rabin, powtarzający w kółko: „Tego nie ma. To nie istnieje. To złudzenie". A może jeszcze inaczej: odmówić dorastania do bestialstwa, niczym karzeł Oskar z wyobraźni Güntera Grassa?

Bywa bowiem tak, że gdy zawodzi Wiedza, gdy bezradny Rozum musi, siłą własnej logiki uznać, że jest to, co jest - ocaleni bywają nie racjonaliści, trzeźwi i rozumni, lecz fantaści, śniący na przekór wszystkim i wszystkiemu swe bajkowe sny, w których wszystko dzieje się zgodnie z etyką godną siły i dostojeństwa Człowieka.

Gdyby racjonalna nauka była etyczna, doskonałe niemieckie samoloty nie miałyby prawa wzbijać się w powietrze i przenosić bomb; materiał rozszczepialny nie miałby prawa zadziałać nad Hiroshimą. Ale materia, której prawami tak fatalnie się w XX w. posłużono, etyczna nie jest. Użycza swych mocy każdemu, kto wysili się, by jej prawa poznać i zastosować.

Czy naprawdę w naszym stuleciu przekonaliśmy się, że kłamią bajki, zawsze obiecujące zwycięstwo Dobra nad Złem? Czy na zawsze w powodzi brutalności i fascynacji siłą pogrzebaliśmy wyobraźnię dziecka, które w takie bajki wierzyło?


V.

Na stronie tytułowej "Małego Księcia" widnieje charakterystyczna dedykacja: "Leonowi Werth - gdy był małym chłopcem". W chwili, gdy Saint-Exupery dedykację tę pisał, Leon Werth, jego bliski przyjaciel, z zawodu krytyk literacki, najprawdopodobniej już nie żył. Ale słowa są znaczące: kierowane do kogoś, kto, gdy był chłopcem, przyjaźń już przeczuwał - ocalają tę przyjaźń bardziej może, niż najbarwniejsze wiązanki kwiatów składane na grobie przyjaciela.

Nie cenił sobie autor "Małego Księcia" życia dorosłego. Mówił o nim tak, jak czynią to kilkuletnie dzieci, nie rozróżniające realności i fantazji. Z dumą opowiada o rozbiciu samolotu na pustyni; niemal z ekstazą opisuje doznania człowieka ginącego z pragnienia; w samolocie lecącym pod gradem pocisków na wykonanie beznadziejnego zadania przypomina sobie... uśmiech swej tyrolskiej guwernantki.

I oto staje się cud: mały chłopiec ocala dorosłego, zahartowanego mężczyznę z beznadziejnej sytuacji. Uśmiech chłopca uświadamia mężczyźnie, jak bardzo są sobie potrzebni. Jak nie w porządku byłoby, gdyby któryś z nich odszedł. Dlatego właśnie kapitan Antoine de Saint-Exupery uchodzi cało z piekła przeciwlotniczej artylerii. Rozsądek mężczyzny uczy, że jeden samolot rozpoznawczy musi w końcu ulec iluś tam setkom armat. A chłopiec... nic o tym nie wie. Nie czytał jeszcze, że silniejszy zawsze zwycięża, że wszystko matematycznie i logicznie uzasadniono. I jest mądrzejszy od nas. Rękami mężczyzny wyprowadza samolot z ostrzału.

Jeżeli mężczyzna choć na chwilę porzuci chłopca - zginą obaj. I taki może być sens dedykacji dla przyjaciela "gdy był małym chłopcem". Bo z płonących samolotów, z mrozów Syberii i terroru ulicznych łapanek ocalą niewinność tylko ci, którzy, niczym mali chłopcy bawiący się w obronę twierdzy, uwierzą w prawdę starszą od technologii i jej pretensji do władzy nad światem.

I "Mały Książę", i powstała niemal równocześnie "Twierdza", to podarunek dla przyjaciół i jednocześnie testament pisarza dla tych, co pozostają. Mimo odmiennej tematyki i stylu wyczuwa się, że obie książki powstały na tym samym oddechu. Obie mogłyby mieć tę samą dedykację na stronie tytułowej.


VI.

Odmawiając uczestnictwa w szaleństwie po którejkolwiek jego stronie - sami stajemy się szaleńcami w oczach innych uczestników szaleństwa. Jako tacy - jesteśmy nietykalni. I możemy uczynić ze swego szaleństwa opokę dla wartości bynajmniej nie z szaleństwem kojarzonych.

Powszechna to w XX w. postawa. Od dobrego wojaka Szwejka po bohaterów formanowskiego "Hair".

Wśród takich ludzi - odmawiających swego udziału w kulturze przeciwnej wewnętrznemu wzrastaniu - znajdziemy Antoine'a de Saint-Exupery'ego.


VII.

Anty-szaleństwo Saint-Exupery'ego jest szaleństwem dziecka, które zupełnie nie dba o możliwości zaspokojenia swej woli: po prostu chce mieć! Dobrze współgra to z wizerunkiem Saint-Exa, przekazanym przez biografów: wielki, zwalisty mężczyzna o osobowości rozkapryszonego kilkulatka, dla swego "chcę być inny, niż wszyscy" podejmującego ryzykowną pracę pilota linii lotniczych Latecoere, dla swego "chcę utrzymać swój image", gwałtem rwącego się w 1940 r. do służby liniowej. Dla jasności obrazu dodajmy jeszcze, że pomnikową postacią poczty lotniczej nie był. Słynął z niepotrzebnej brawury i ryzykanctwa.

Ale czy to tylko szaleństwo rozpieszczonego dzieciaka? Chyba nie. Dzieci, czy duże, czy małe, instynktownie szukają doświadczeń POCZĄTKU. Początku wielkiego, bo sprzed progu narodzin. Dlatego tak lubią bajki. Bajki nie opisują świata naszego, lecz TAMTEN, w dzieciństwie symbolicznie, półświadomie pamiętany, a w wieku dorosłym zapominany lub przywoływany wspomnieniem dawnych, lepszych czasów. Czymże, jeżeli nie takim westchnieniem są rzymskie cnoty bohaterów z kart "Ziemi, planety ludzi"!

Instynkt zaprowadził Saint-Exupery'ego do wspólnoty realizującej fazę cyklu inną, niż współczesna pisarzowi cywilizacja. Bo wiek XX to przecie koniec cyklu, wielka, apokaliptyczna Ofiara - a Towarzystwo Lotnicze Latecoere to początek czegoś nowego, już od ofiary uwolnionego, z żywotnością i pewnością jutra czemuś nowemu właściwą. Jednocześnie coś, dzięki swej pionierskiej surowości, wydobywające z człowieka cnoty stare jak świat. Zatem nawiązanie do TAMTEGO, ale połączone z ruchem ku Przyszłości.

W wieku XX taki światek mógł funkcjonować tylko na prawach szaleńca, OBOK "porządnych, lojalnych obywateli", zgodnie pomykających do wspólnej rzeźni. Jeszcze jeden rys biograficzny autora "Twierdzy": gardził pospolitością. Szanował tylko ludzi obdarzonych "substancją" (tak w swoim języku określał imperatyw i zdolność wewnętrznego wzrastania), czyli czymś, czego brak wydał Europę na pastwę okropności wieku XX.

Jeszcze raz miał rację chłopiec. Nie chcąc rozstawać się z zabawkami nadającymi mu tożsamość, sprawił, że baśniowa twierdza stała się ostoją dla wartości może i niepotrzebnych wiekowi XX, ale na pewno niezbędnych, gdy szaleństwo ostygnie i zacznie się szukanie tego, co najprostsze i najcenniejsze.

VIII.

Jasna staje się w takim świetle i fantasmagorystyczna sceneria książki i inne użyte w niej rekwizyty. Muszą być niezwykłe... bo niezwykłe musi być schronienie dla wartości w dobie powszechnego ich rozpadu. Jasna staje się śmierć pisarza, której jakby świadomie szukał.

Nie była to śmierć jeszcze jednej ofiary swych czasów. Raczej jeden tych gestów, które zaklęte są w archetypowej skarbnicy ludzkich zachowań - gest Małego Księcia, opuszczającego Ziemię, gdy już poznał, co było tu do poznania i w pamięci zdobytych tu przyjaciół pozostawił po sobie ślad.

Saint-Exupery śmierci się nie bał. Kilkakrotnie ocierał się o nią i poznał dokładnie, czym jest. Zgodę na swój ostatni lot, z którego nie miał już powrócić, wymusił na dowództwie kilka dni po oddaniu rękopisu "Twierdzy" swej najbliższej przyjaciółce. Symbolika "pozostawienia na Ziemi swego śladu" jest tu aż nadto wyraźna, a symbol dziecięcej mądrości - jedności chwili i działania, życia i dzieła - poprzez tę śmierć zmaterializował się w stu procentach.

IX.

Co więc ujrzymy, gdy mury twierdzy przestaną być potrzebne? Gdy odrzucimy zbędną już represywność króla, dążącego do zachowania status quo w imię obrony przed zagrożeniem? - Tylko to, co sprzyja naszemu wewnętrznemu wzrastaniu! Cywilizację, w której człowiek, bez konieczności udawania szaleńca - wzrasta ku Bogu. W której dzieci są z miłością przyjmowane i z miłością przez życie prowadzone. Saint-Exupery nawiązuje tu wyraźnie do świata gotyku, śladem wielu myślicieli uważając gotyckie średniowiecze za epokę najbardziej wzrastaniu ku Bogu sprzyjającą.

Jest więc lotnik-poeta jednym z wielu charakterystycznych dla XX w. "ludzi-przetrwalników", strażnikiem na murach swej twierdzy, która, jako tytuł książki tłumaczy się, wobec tego, co już powiedzieliśmy, sama przez się.

Tylko w takiej twierdzy mógł bezpiecznie wzrastać chłopiec, któremu dane było stać się jedną z ważniejszych postaci XX w. Być może, w nowym wcieleniu, już poza obrębem potężnych murów, chłopiec ten stanie się jedną z ważniejszych postaci nadchodzących czasów. 

Włodzimierz H. Zylbertal

Komentarze: 7

[foto]1. I odkryje że... • autor: Jarosław Bzoma (2015-05-17 23:47:37)

I odkryje że twierdza z jaką zmagał się przez całe swoje życie jest niczym w porównaniu z twierdzą wewnętrzną którą przyniósł w sobie na świat i zapewne tylko dlatego jej istnienie umknęło jego uwadze skierowanej na zewnątrz. Chłopcu może już nie starczyć czasu aby odwrócić się do wewnątrz i podjąć wyzwanie  twierdzy nadrealnej , a nie jej lustrzanego odbicia które wydawało się tym prawdziwym wyzwaniem.

[foto]2. Kwestia czasów • autor: Włodzimierz H. Zylbertal (2015-05-18 15:02:56)

Nam, którzy żyjemy w czasach pokoju i jesteśmy ale-świadomi sił sprawczych umysłu, łatwo (zbyt łatwo) jest opowiadać o twierdzach i oporach wewnętrznych. Nie sądzę, aby ktokolwiek z nas z równą łatwością opowiadał o wewnętrznych mocach mocach umysłu i ich sprawczej wszechpotędze np. w gułagu albo w piekle krwawych bitew. A właśnie w takich okolicznościach pisał Saint-Exupery swoją ostatnią książkę. Bardzo proszę uwzględnić te poprawkę w dalszych wypowiedziach. 

[foto]3. W piekle wojny... • autor: Jarosław Bzoma (2015-05-18 19:52:52)

W piekle wojny czy prześladowań nie zawsze pisze się o piekle .Czasem tworzy się wizję przyszłości która zapobiegnie cierpieniu.

[foto]4. Mało wiem o życiu Exupery'ego • autor: Radek Ziemic (2015-05-19 00:10:30)

 ale był w nim chyba jakiś duży niepokój i to jeszcze przed wojną. Jakaś ucieczka przed sobą lub przed inną chimerą. Jakieś niezadomowienie w świecie, choć on nazwał ziemię planetą człowieka. On latanie zaczął wcześnie i dość często miewał wypadki. Przekroczył też dozwolony wiek 35 lat. Nie układało mu się z żoną. Ale czasem jest to cena sztuki, płacona przez artystę lub jego bliskich. Nie ma potrzeby ani go przesadnie gloryfikować, ani, tym bardziej, niepotrzebnie, z bezpiecznej oddali, krytykować. Zrozumienie, próba zrozumienia wystarczy. Ja zresztą ten tekst przeczytałem z bardzo dużą przyjemnością. Przypomniał mi o pisarzu kiedyś dla mnie bardzo ważnym, o którym jakoś tak zapomniałem. Jest w moim parnasie w cieniu Camusa, całkiem niesłusznie. Ale dziękuję przede wszystkim za informacje o Fredericu LeBoyerze, którego nie znałem. Myślę, że jednym z grzechów kardynalnych naszej kultury jest to, że nie uczy nas mówić do siebie miłością.

[foto]5. Twierdza? • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-05-26 08:59:35)

Włodzimierzu, zainspirowany Twoim tekstem nabyłem "Twierdzę" Exupery′ego i zacząłem czytać. W pierwszym rozdziale mamy kult władzy, rozbuchany patriarchat i SADYZM, dosłowny i seksualny: na paru stronach pojawiają się obrazy młodych mordowanych kobiet w kontekście seksualnym. Autor "napawa się" wizjami (a) umierającej wojennej branki rzuconej 16-letniemu początkującemu "wojownikowi" "na pocieszenie", (b) kobiety skazanej przez sąd miejski za "jakieś przestępstwo" na śmierć przez przywiązanie nago do pala na pustyni. Mimo szacunku dla Wielkiego Pisarza, porzygać się można.
Zastanawiam się też, co w tym jest, że Saint-Exupery jest tak zafascynowany PUSTYNIĄ. (Jako niejeden Francuz.) Ciekawy temat dla psychoanalizy. Dziwny to naród, który w pustyni umieszcza swój matecznik, swoje duchowe źródło. Być może można powiedzieć, że tak długo tęsknili Franuzi za pustynią, aż do nich sama przyszła --- w postaci napływu muzułmanów z Afryki. Podszytych sadyzmem tak samo jak Exupery.
Wielki pisarz i myśliciel, przyznaję -- ale duchowo, dla mnie, totalnie przeciwny.

[foto]6. Historia i kreacja literacka • autor: Włodzimierz H. Zylbertal (2015-05-26 10:51:24)

Wojtku, pamiętajmy, że literatura to zawsze większa lub mniejsza kreacja. "Twierdza" też. Historia rzeczywista była taka, że Saint-Exupery′ego po spowodowaniu przez niego kilku wypadków, odsunięto od czynnego latania i uczyniono kierownikiem jednego z tranzytowych lotnisk na Saharze. Tam Saint-Ex nauczył się języka Berberów i notował ich opowieści. Ta, którą wykorzystał w "Twierdzy", opowieść o wielkim surowym  lecz sprawiedliwym władcy, też pochodzi z pustyni. A i we wcześniejszej, równie, jak "Twierdza" znaczącym dziele, czyli "Ziemi, planecie ludzi", opisuje Saint-Exupery wojskowego, który miał wielkie dokonania na kolonialnej pustyni właśnie, potem w Paryżu staje się ulubieńcem salonów, po czym orientuje się, że to życie puste, jałowe - i wraca na pustynię. Kreacja zatem dotyczy poszukiwania wartości autentycznych, nawet za cenę drakońskiej surowości prawa i życia. Przyznam, że osobiście wole taką kreację literacką, niż współczesną "Twierdzy" kreację w realu, jaką zafundował światu hitleryzm. Esesmani też byli uczeni "prawdziwości" a dziewczęta z Lebensbornów miały tę autentyczność zaszczepiać swoim dzieciom, spłodzonym przez Untermenschów. Wolę odesłanie takich poszukiwań w literaturę (prywatnie Saint-Exupery był człowiekiem łagodnym i wyrozumiałym), niż ryczące tłuszcze na wiecach i stadionach. 

7. Saint Ex • autor: (2015-07-10 20:54:41)

Witam, "raz na 100 lat" odwiedzam Tarakę, a tak stało się dziś i ze zdumieniem ujrzałem powyższy artykuł o "Twierdzy" i dlatego dodaję komentarz...
Otóż "Twierdzę" mam, znam i czytam od ponad 20 lat i zawsze, odnajdywałem w tej lekturze adekwatne wersy do przeróżnych przeżywanych stanów jak i zawirowań życiowych... Z powyższych powodów  próbowałem nielicznych zachęcać do wnikliwego delektowania się tym "dziełem pośmiertnym" - jak mawiał o "Twierdzy" sam autor... Odbicie słów mądrości "Twierdzy" odnajdywałem w dziesiątkach innych książek i to nie byle jakich książek... "Twierdza" to mądrość, piękno i wspaniała alegoria życia z jego bólami, tragizmem oraz tym co najpiękniejsze i poza słowami...
Zachęcam do zapoznania się z całą "Twierdzą", a nie tylko urywkami bo jej wielkość, głębia i sens daleko wykraczają poza to, co widoczne dla oczu...
Zacytuję pierwsze lepsze zdanie zdanie z "Twierdzy" po otworzeniu książki...
 " Bo człowiek stawiający opór otwiera przed tobą drogę ku własnemu sercu..."
Panie Włodzimierzu Z., dziękuję za artykuł o mojej ukochanej "Twierdzy", a Panu Wojciechowi J. za stawianie oporu... a serce otwiera się...