Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-07-08

Wojciech Jóźwiak

Co Twarda Ścieżka ma wspólnego z szamanizmem?

Warsztaty, które prowadzę, i które od kilku lat nazywam Twardą Ścieżką, wcześniej nazywałem „szamańskimi”. Co Twarda Ścieżka ma wspólnego z szamanizmem? Ale najpierw pytanie, co to jest szamanizm. Dobrze go definiuje Luis Eduardo Luna w artykule (zamieszczonym w Tarace) „Towards an exploration of the mind of a conquered continent. Shamanism, Sacred plants and Amerindian epistemology”. Pisze on tam m.i.:

„Szamanizm [oznacza] pewną wrodzoną zdolność człowieka, która kulturowo przejawia się [poprzez] odmienne stany świadomości, społeczne rytuały, interakcje ze światem duchów i uzdrawianie.”

I dalej, po czym poznać, że oto „odbywa się szamanizm”:

„Odmienne stany świadomości powodują poznawczą i osobowościową przemianę [której istotą jest] wejście w 'integracyjny tryb świadomości', a w tym celu stosuje się techniki takie jak: przeciążenie sensoryczne lub sensoryczną deprywację, bębnienie, rytualny śpiew, post, odosobnienie, medytację i hiperwentylację.”

I dodaje ważny szczegół:

„Zarówno w przeszłości jak i obecnie znajdujemy też wiele przykładów wykorzystania psychotropowych roślin, często w połączeniu z innymi technikami.”

Tu od razu dodam, że w ramach Twardej Ścieżki nie stosuję psychotropowych roślin ani innych środków, nie tylko dlatego, że są w Polsce skryminalizowane, ale i dlatego, że w szamanizmie nie są konieczne – co wyżej stwierdził także Luna.

Dalej cytuję:

„Poznawcze zmiany osiągnięte w ten sposób mogą obejmować podróże do złożonych, wielowarstwowych i wzajemnie powiązanych światów postrzeganych jako ontologicznie realne, oraz kontaktowanie się z istotami łączonymi przeważnie z naturalnym środowiskiem, takimi jak duchy zwierząt, albo z duchami zmarłych. Zmiany te mogą obejmować symboliczną śmierć lub przeżycie przemiany w zwierzę np. w ptaka lub w potężnego drapieżnika, aby w zmienionej postaci odwiedzać szczególne światy lub skuteczniej wykonać pewne zadania.”

Na warsztatach Twardej Ścieżki robimy (prawie) wszystko z tego co wyliczył Luna: stosujemy praktyki deprywacyjne, np. zakopywanie do ziemi czy marsz transowy, i przeciążające sensorycznie, np. chodzenie po ogniu i szałas potu. Bębnimy, odosobniamy się i medytujemy. Pracujemy z głosem i oddechem, i robimy podobnie skutkujące działania, których tamten południowo-amerykański autor nie wymienił.

Czy praktyki Twardej Ścieżki prowadzą do przemian w zwierzę, do odwiedzania alternatywnych światów, do symbolicznego umierania lub widzenia i słyszenia duchów i rozmawiania z nimi? Czy zmieniają stan umysłu ze zwykłego na szamański? - I tak i nie. Jest różnica skali i czasu, którą trudno przeskoczyć. „Klasyczny” syberyjski szaman, np. z najlepiej mi znanej kultury Nieńców, terminował i praktykował przez parędziesiąt lat, właściwie przez większość życia, zanim został uznany za więcej niż szamańskiego ucznia. Curanderos, pracujący z ayahuaską, przynajmniej ci „nieudawani”, zaczynają leczyć ludzi tamtymi metodami dopiero gdy mają za sobą kilkaset własnych sesji z ayahuaską, co też zajmuje wiele lat.

Powiedzmy sobie jasno: nie można po tygodniowych warsztatach zostać szamanem. Nie można również po paru powtórzeniach takich warsztatów. Ale jeśli ktoś ma wrodzone predyspozycje, może szamańskie zdolności i umiejętności w sobie rozwinąć, chociaż wymaga to masy własnej pracy, czasu i determinacji.

Warsztaty Twardej Ścieżki są dobrym wprowadzeniem na tę drogę - i co do tego nie mam wątpliwości. Poszerzają widzenie, percepcję, świadomość. Pozwalają szamańskie stany umysłu w ogóle dostrzec. „Zaliczenie” ich pokazuje, że twój postęp w tym szamańskim kierunku w ogóle jest możliwy, że to nie jest jakaś fantazja. - Że to się dzieje naprawdę.

Dają też narzędzia-techniki do dalszej własnej pracy.

Pozostaje jeszcze jeden punkt z listy Luny:

„Tak rozumiany szamanizm posiada społecznie uznany status, w ramach którego pewne osoby potrafią leczyć, [ale i] powodować szkody, przepowiadać przyszłość, mediować w razie społecznego konfliktu lub zyskują zdolności przywódcze - dzięki wiedzy i mocy nabytej z pomocą wspomnianych technik i nadprzyrodzonych kontaktów.”

Tu jest pewien problem. Bo szamanizm - jeśli ktoś dosłownie nazywa się "szamanem", a to, co robi, "szamanizmem" - jest u nas przeważnie traktowany podejrzliwie, jako dziwny import z obcych kultur. Ale jeśli zebrać wartości, które L. E. Luna łączy z szamanizmem, to razem składają się one na pewien wysoki poziom osobistego rozwoju, a to jest coś, co w każdym kraju warte jest uznania.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 1

[foto]1. I to jest to! • autor: Michał Mazur (2012-08-27 13:50:35)

„Tak rozumiany szamanizm posiada społecznie uznany status, w ramach którego pewne osoby potrafią leczyć, [ale i] powodować szkody, przepowiadać przyszłość, mediować w razie społecznego konfliktu lub zyskują zdolności przywódcze - dzięki wiedzy i mocy nabytej z pomocą wspomnianych technik i nadprzyrodzonych kontaktów.”

To, co napisał Luna pasuje także idealnie także dawnych inicjacji heroicznych, wodzowskich u ludów indoeuropejskich (ale nie tylko). W zasadzie można przyjąć, że władza wodzowska oraz późniejsza - królewska (oraz stosowne inicjacje) wykształciły się z wcześniejszej władzy szamańskiej (vide "Tezeusz w labiryncie"). Pozostałości tego można do dziś znaleźć w mitach legendach oraz innych przekazach historycznych pochodzących z różnych kręgów kulturowych, ale co ciekawe, także w źródłach archeologicznych - jest całkiem sporo przedmiotów i obiektów, które są nośnikami właśnie tych treści. Zawsze pasjonowałem się historią, antropologią i muzealnictwem. To co przeżyłem sprawiło że nagle zacząłem dostrzegać powiązania między tak wydawałoby się odległymi rzeczami, jak np. psychologią jungowską a obiektami eksponowanymi w muzeach czy zapisami w źródłach pisanych. I myślę sobie - a gdyby iść dalej w tym kierunku? Są dostępne publikacje badaczy, którzy od lat idą w tym kierunku, także w Polsce - jak Zdzisław Krzak, Krzysztof Kowalski, Jerzy Bąbel etc. Można by na ich podstawie pociągnąć pewne badania dalej oraz spróbować przedstawiać historię tak, aby szamanizm i pochodzące z niego późniejsze elitarne inicjacje - wodzowskie, kapłańskie, wojownicze nie były traktowane jako "obcy import", lecz tak jak na to zasługują, z należytym szacunkiem - jako cześć dziedzictwa naszych przodków.