Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-05-08

Wojciech Jóźwiak

Czy Twarda Ścieżka jest katolicka?

Podobieństwa twardej Ścieżki do katolicyzmu (ale czy naprawdę one są?) zauważył Krzysztof Wirpsza pisząc w komentarzu do „Czytania Sheldrake'a” m.i.:

„Dostrzegam niebezpieczne podobieństwo miedzy twoim Hiperrealizmem a... katolicyzmem. […] Katolicyzm w PRAKTYCE - to właśnie taki hiperrealizm. Życie jest wg niego do końca i na maksa prawdziwe, rzeczywistość jest twarda, cierpienie realne i konieczne, bo bez niego człowiek nie czuje że żyje. "Oddziaływanie na ciało" jest takoż u Ciebie jak i u Nich wartością podstawową (vide - odwiedzić najbliższy kościół). […] W sumie zero mistyki - bo codzienny katolicyzm wcale nie jest "odleciany". Właśnie wręcz przeciwnie, wzywa do twardych działań, nie ułatwia i dyskredytuje rozmaite idealizmy. Sprzyja Arystotelesowi a nie Platonowi, czci naukę i empirię.”

Oj, oj, chyba nie tak! W działaniach twardej ścieżki nie chodzi o cierpienie. Ani tego cierpienia sobie w tych działaniach nie aplikujemy, ani go nie czcimy. Twarda Ścieżka nie jest perwersyjnie masochistyczna. W szałasie potu nie szukamy tego, żeby się oparzyć, przydusić i dostać migreny, bo działanie to, wykonane prawidłowo i z dobrym nastawieniem, jest przyjemne! Przy chodzeniu po ogniu nie jest naszym celem, żeby się boleśnie poparzyć, tylko właśnie żeby przejść przez ogień i się NIE poparzyć! Zakopujemy się do ziemi nie po to, żeby się bać i żeby bolał kręgosłup na twardym, tylko żeby doświadczyć przestrzeni w umyśle, która inaczej jest niedostępna, chyba żeby pod grzybami lub ajahuaską.

Jeśli coś cię boli, jeśli cierpisz, to jest tak samo jak przy ćwiczeniu asan jogi albo siedzenia w zazen; przykrość jest czymś, co w trakcie treningu trzeba przekroczyć, po którejś próbie, gdy ciało się nauczy, przykrość zniknie. Jak myślę o Twardej Ścieżce, to nie ma w niej w ogóle mowy o „cierpieniu”. Tego strasznego (chrześcijańskiego!) słowa nie ma tam, tak samo jak nie ma go w buddyzmie, bo tam tym, z czym praktyk się konfrontuje, nie jest „cierpienie” tylko dukha, więc „niedogodność, niewygoda”. Choroba, starzenie się i śmierć to właśnie (zaledwie) „niewygody”.

Ciało w katolicyzmie, prócz tego, że „służy” do cierpienia i (czasem) do cudownego poczęcia i urodzenia, to poza ołtarzami i żywotami Osób Boskich, „w życiu”, jest systematycznie deprecjonowane. Nigdy katolicyzm ani chrześcijaństwo w ogóle nie wzywały do ćwiczeń na rzecz cielesnej sprawności, nie do pomyślenia na tym gruncie była nie tylko joga (jak w Indiach, czy jej chińskie odmiany, tai-chi) ale i sport, „gimnastyka” - drugie wynalazkiem „pogańskich” Greków, pierwsze dworskiej kultury Anglii, możliwe o tyle, o ile w tamtej kulturze umiano rozluźnić chrześcijańskie rygory.

„Twardość” i „cielesność” Twardej Ścieżki polega na afirmacji ciała, na tym, że doceniamy jego MOC jako środka, narzędzia i wspomagacza dla poszukiwań wewnętrznych. Inni mogą „iść” przez wiarę, albo „iść” przez zawierzenie jakiemuś czczonemu mistrzowi, albo „iść” przez trzymanie się jakiejś uświęconej tradycji, albo mogą „iść” przez grzyby, lsd, ayahuaskę. W Twardej Ścieżce „idzie się” przez przez pracę z ciałem, podobnie jak to się robi w jodze albo w tai-chi, tylko trochę inaczej.

I jeszcze o tym „znikaniu materii”, że „świat to złuda”, „niczego realnego w tym nie ma” lub, jak stwierdził Bohm cytowany przez Marzenę Pillado, „obiektywna rzeczywistość nie istnieje i mimo jej pozornej trwałości jest ona w istocie złudzeniem”. No więc ćwiczenia Twardej Ścieżki radzę robić z takim nastawieniem, że w ich wyniku materia, ciało, otaczający „ten świat” wcale nie „znikają”, tylko ujawniają swoje „energie”, jakości i wartości, których nie dostrzega się zwyczajnie. W wyniku tych ćwiczeń materia-ciało-świat ujawniają się jako nasycone niezwykłością. Którą naprawdę są stale nasycone, tylko że zwyczajnie coś nam przeszkadza to widzieć lub w tym być. Materia-ciało-świat nie „znikają” tylko OTWIERAJĄ SIĘ. Dixit.



PS. A propo "twardej ścieżki" w katolicyzmie, nie w Polsce, na Filipinach:
Australian man crucified, nailed to cross
In Pictures: The Filipinos Crucifixion
In photos: 'Holy Week Good Friday'.
Ale to nie raczej jest nasza Twarda Ścieżka... :)

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 6

[foto]1. Odpowiedź w nast. odcinku • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-05-09 08:51:33)

Krzysztof, odpowiedziałem w następnym odcinku: Znikanie, otwieranie, zwykłość, niezwykłość.

[foto]2. Truskawka • autor: Piotr Anansi Jaczewski /Piotr Jaczewski (2013-05-08 22:25:05)

Truskawki bywają słodkie i obfite, z tego prosty wniosek o obfitości słodyczy na tym świecie. Czekolada wygrywa!

[foto]3. I w TŚ! • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-05-08 12:48:40)

I w Twardej Ścieżce - też się starałem... :)

[foto]4. ciało • autor: Terravis Wiktor Rumocki (2013-05-08 18:25:36)


Krótki tekst w tym temacie napisała kiedyś Maria Borkowska
Skrzywdzone ciało

[foto]5. ciało • autor: Terravis Wiktor Rumocki /Splendor Solis (2013-05-08 18:25:36)


Krótki tekst w tym temacie napisała kiedyś Maria Borkowska
Skrzywdzone ciało

[foto]6. znikanie, otwieranie - co za różnica? • autor: Krzysztof Wirpsza (2013-05-08 22:11:07)

Aha, rozumiem. To znaczy nie rozumiem. "Znikają" "otwierają się" co za różnica? Wiadomo, że nikt nie mówi, o rzeczywistym znikaniu, tak jak królik z kapelusza. Wiadomo, że chodzi o otworzenie się pewnego portalu, jakiejś drogi, której wcześniej nie było widać. Jak nie było widać, to była iluzja, czy nie? Dla mnie to jest normalne podejście rozwojowe, które zwraca uwagę na "utajoną niezwykłość", w tym przypadku zwraca na nią uwagę przez ciało. Vipassana tak działa, joga, no tak.

Ale wtedy dlaczego taki protest przed iluzją? Mi się to wydaje niepotrzebne. Jest ona i w vipassanie i w jodze, a nie odlatują. To właśnie katolicyzm (i ogólnie chrześcijaństwo) protestuje mocno przed iluzją. W katolicyzmie nie ma niezwykłości, przynajmniej w tym z ambony głoszonym. To jest maksymalna apoteoza zwykłości. Stąd moje (trochę sarkastyczne, przyznaję)  nawiązanie.

Ja właśnie nie chwytam tego, że tak ciągle podkreślasz "rzetelność" i "nie-intuicyjność" swojej ścieżki, a jednocześnie mówisz, że prowadzi ona do intuicyjności i niezwykłości. Nie łapię tego. Przecież bardzo wiele podejść polega na tym, że się przechodzi przez pewnego rodzaju "czyściec", lub "próbę" po to aby uzyskać "głębszy wgląd". To nic nowego. Wiadoma też sprawa, że niektórzy sięgają po "głębszy wgląd" na skróty, niejako na kredyt. Myślą, ze mogą go mieć bez włożenia pracy na poziomie materii (po Twojemu: ciała), czyli np. przez afirmacje. I tych Twarda Ścieżka nie lubi, dobrze. To rozumiem. Ale przecież szukasz tego samego co oni - tylko innymi środkami. Wszyscy tego szukają. Czy istnieje coś innego, czego można by szukać niż niezwykłość?

Jak można szukać zwykłości? Nie jest jej już pod dostatkiem?!
Pewnie i można, wydaje mi się, że tego "szuka" katolicyzm. Zwykłość za życia a niezwykłość, może po śmierci (ale o tym sza). Wydawało mi się, że Twarda Ścieżka jest czymś innym, ale czasem tracę tą pewność - tyle tu  się mówi o zwykłości i empirii
:)))





7. Świetne podsumowanie • autor: Przemysław Mirecki (2013-05-08 11:47:13)

Dobrze i krótko ujęty temat ciała w chrześcijaństwie.