Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-08-29

Wojciech Jóźwiak

Tollego

Książkę Eckharta Tollego „Potęga teraźniejszości” kupiłem 10 lat temu, kartkowałem, nigdy – przyznaję się – nie przeczytałem całej, leżała gdzieś na półce, teraz do niej wracam postanawiając przeczytać ją całą i ze skupieniem; czy tym razem się uda, nie obiecuję. Ale zacznijmy.

Główna idea Tollego jest taka: gdzieś „obok”, albo „pod”, lub raczej „nad” jest coś zupełnie innego niż ta rzeczywistość, do której nawykliśmy – niż ta „nawykowa rzeczywistość”, która naprawdę jest nierzeczywista. To coś nazywa „Istnieniem”. (Ciekawe, jak nazwałby w ojczystym języku, po niemiecku? Nazywanie różnych odmian tego, co jest ma w tamtym języku bogatą tradycję; przypomnijmy sobie Heideggera z jego Sein i Dasein.) Pisze Tolle:

Istnieniem jest wieczne, stale obecne Jedno Życie, ukryte w niezliczonych formach … [Które] trwa, utajone głęboko w każdej z tych form, będąc jej najbardziej wewnętrzną … esencją. Znaczy to, że jest ci dostępne w tej oto chwili jako twoja własna najgłębsza jaźń, prawdziwa natura. … Kto na powrót uświadomi sobie Istnienie i stale przebywa w owym stanie „czującego uświadomienia”, ten jest oświecony.

Co przeszkadza nam w bezpośrednim doświadczaniu Istnienia? – pyta rozmówca Tollego. Ten odpowiada w wielu miejscach książki: myślenie. Nałóg nieustannego myślenia. Oraz coś jeszcze więcej: to, że utożsamiamy się z umysłem. Nie jesteś swoim umysłem! – powtarza Tolle. Zaprzestanie myślenia jest czymś koniecznym, jeśli chce się wejść w Istnienie.

[Przeszkadza...] Utożsamienie z własnym umysłem, które sprawia, że myślenie staje się rodzajem przymusu. Nie móc przestać myśleć to straszliwa przypadłość, nie zdajemy sobie jednak z niej sprawy, bo prawie wszyscy na nią cierpią, więc uchodzi ona za stan normalny. Ten nieustanny zgiełk umysłu uniemożliwia nam dotarcie do sfery wewnętrznego bezruchu i ciszy, nieodłącznie związanej z Istnieniem. Stwarza też fałszywe, z umysłu zrodzone „ja”, rzucające cień lęku i cierpienia.

Być może doświadczenie polegające na tym, że się jest, ale się nie myśli, że myślenie, obracanie jakimiś myślami, sobie gdzieś poszło, odeszło – jest rzadkie. Jednak sądzę, że dla nas, czytelników Taraki, ono rzadkie nie jest, przeciwnie, chyba każdy z nas je ma lub kiedyś miał i dzięki temu wie z własnego doświadczenia zarówno, co miał na myśli Tolle w tamtej książce, jak i o czym ja, WJ, tutaj piszę.

Tolle'owa wolność od myślenia jest tym samym, czego Don Juan uczył Castanedę: przestań gadać sam ze sobą! Zaprzestań wewnętrznego dialogu! U Castanedy był to konieczny wstępny krok do wejścia w modus istnienia szamana, w magiczny szamański świat. U Tollego jest to konieczny wstępny krok do wejścia w Istnienie. Ale jest klasyka, która mówi to samo: to pierwsze zdanie z Jogasutr Patańdżalego: jogaś citta-wrtti nirodhah – „joga, jest to zniweczenie zawirowań umysłu”. (Tu i dalej upraszczam sanskrycki zapis.) Ciekawe, że Jogasutry mówią o zniweczeniu „zawirowań umysłu”, lub jak naprawdę przetłumaczył to Leon Cyboran 40 lat temu, „zjawisk umysłu” – nie zaś samego umysłu.

Tutaj przyznam, że sposób w jaki Tolle używa słowa „umysł”, trochę mnie razi, ponieważ jestem przyzwyczajony – ach, te nawyki! – do buddyjskiego, głównie znanego mi z Kagyu, użycia słowa „umysł”, gdzie „umysł” jest czymś nadrzędnym i wszechobejmującym, i Tolle'owskie Istnienie w stylistyce Kagyu też należałoby do „umysłu”. Ale pewnie byłby to umysł oczyszczony, niezakłócony, wolny – jak w Jogasutrach – od zakłóceń, od wrtti, które to sanskryckie słówko pokrewne naszemu „wiercić”. Nie umysł jako taki jest krytykowany i w buddyzmie i w jodze (chociaż to dwie różne tradycje), tylko jego „wiercenie się”, jego niekonieczna (nad)aktywność. No właśnie: sprawa użycia słowa – „umysł” u Tollego co innego znaczy, dla niego jest to „umysł-myśliciel”, albo raczej „umysł-myślnik”, bo nie żadna osoba myśli, tylko ogłupiały wiercący się w kółko mentalny mechanizm.

Tolle wyśmiewa pseudo-odkrycie Kartezjusza, który oświadczył: „Myślę, więc jestem” – gdyż jest to banalny błąd, polegający na zrównaniu „siebie” z myślącym agregatem pod czaszką. W podejściu Tollego trudno o coś bardziej błędnego, przewrotnego, istne do-góry-nogami! Ten agregat właśnie zasłania Istnienie, przy okazji będąc przyczyną cierpień.

Kiedy myśl ustępuje [pisze Tolle, str. 34 wydania, które mam], czujesz, że mentalny nurt na chwilę traci ciągłość – pojawia się luka, w której umysłu po prostu nie ma. … W takich chwilach czujesz w sobie pewien szczególny rodzaj nieruchomej ciszy i spokoju. Tak właśnie wkraczasz w swój naturalny stan bezpośrednio odczuwalnej jedni z Istnieniem, którą zwykle przesłania umysł.

Zmieniłbym słowa: zamiast „umysł”, wolałbym przeczytać: „zawirowania, zakłócenia, zjawiska umysłu”, a zamiast „Istnienie” wstawiłbym właśnie... umysł. Chociaż to, co się wydarza, gdy wiry na umyśle zanikną, Jogasutra określa bardzo wyraziście:

tada drasztuh swarupe wasthanam

– „wtedy stan widza w swojej naturze”, przekłada Cyboran, i rozwija: „Wtedy widziciel utrzymuje się w swojej właściwej naturze” – i dalej: „lub ma naturę wspólną ze zjawiskiem”. Tak tam został nazwany, jeśli dobrze pojmuję, naturalny dla jogi stan jedności ze światem, bycia w „tu i teraz”, bycia nawet czymś więcej, bo „widzącym okiem świata”, a sam ów „drasztuh” (draştŗ) bywa zrównywany z wszechświadomością świata, więc czymś, co zachodnim umysłom dziwnie przypomina Boga.

I faktycznie, zaraz na początku rozmówca pyta Tollego, dlaczego ten sili się na słowo „Istnienie”, a nie nazywa tego czegoś, bardzo ważnego, po prostu „Bogiem”. Tolle wyjaśnia, że słowo „Bóg” było uporczywie nadużywane: „Ludzie, którym sfera świętości – cały przeogromny bezmiar ukryty za tym słowem – nigdy chociaż przelotnie nie zaświtała, z wielką pewnością siebie szermują słowem Bóg, jak gdyby wiedzieli o czym mówią.” I dalej mówi, że nie chce wznawiać bijatyk o to, że czyjś bóg jest jakoby jedyny i jedynie słuszny, a bóg kogoś innego, to fałszywy bożek. Ale za jednym zamachem (oddechem?) rzuca:

Z takich właśnie nadużyć biorą się rozmaite absurdalne wierzenia, twierdzenia i egocentryczne urojenia, jak … słynne oświadczenie Nietzschego: „Bóg umarł”.

Obawiam się, że – horribile dictu – Tolle Nietzschego nie czytał i nie zna. Bo tamten miał doświadczenia uderzająco podobne, więc właściwie identyczne z tymi, które przewróciły życie Tollego. Dobrze wiedział – Nietzsche – co to jest być ponad swoim myśleniem, obserwować swoje myśli i w ogóle „życie wewnętrzne” – jego obserwatorem był równie biegłym jak Tolle, a także jak to jest, kiedy upływ czasu zostaje zawieszony i trwa tylko ta Jedna Chwila. (Przypomnę, że wyłączna rzeczywistość Tej-Jednej-Teraźniejszej-Chwili to kolejny podstawowy wątek nauczania Tollego.) Polecam rozdział „Zaratustry” pod tytułem „W południe”, oryg. „Mittags” – poezja Nietzschego bije gawędy Tollego. Również ogłaszając, że „Bóg umarł” Nietzsche aż za dobrze wiedział, co mówi. Pamiętajmy, że dodał: „...ale żyją bogowie”. Umarcie Boga oczywiście nie oznaczało dla Nietzschego odrzucenia-zanegowania tego, co Tolle nazwał Istnieniem. Przeciwnie, po to, żeby doświadczyć Istnienia, Nietzsche za konieczne uznał stanowcze odrzucenie chrześcijańskich (czy, dopowiem od siebie, ogólniej „jerozolimskich”) idei B., które skutecznie zasłaniają Istnienie, odcinają od niego – podobnie jak czyni to Tolle'owski „umysł”.

Tolle doznał oświecenia, wszedł w Istnienie – spontanicznie. Tak mu się przydarzyło. Będąc tak wybranym, innym doradza, jak tam pójść, w doświadczenia podobne, rozmyślnie. Radzi „pójść tam” przez uważne obserwowanie siebie, najpierw swoich myśli, tak, żeby niejako stanąć po innej stronie niż Myślący Agregat Umysłu, niż cittawrtti, aby uświadomić sobie, że „nie jesteś swoim umysłem”. Następnie radzi, żeby obserwować i być świadomym, tego, co się aktualnie dzieje i co teraz robisz, nawet gdy wchodzisz po schodach, myjesz ręce, wsiadasz do samochodu. Te małe praktyki, jak o nich mówi Tolle, przypominają to, co ja kiedyś tutaj opisywałem (wcale nie oryginalnie, nie posądzaj mnie o jakieś odkrycia w dziedzinie, która od tysiącleci jest odkryta!) pod nazwą „medytacji na całość” lub makaronicznie „ganzfeld meditation”.

Książka Tollego – „Potęga teraźniejszości” – jest, jak sam Autor zauważa, nie tylko opowiadaniem o... lub dialogiem o..., ale też jest pomocnikiem, narzędziem nakierowującym na Oświecenie, czyli pomaga ona czytającemu „wejść w Istnienie” (– uwaga: termin mój doraźny, wcale nie Tollego). Ale kiedy czyta się te dialogi czy wykłady i opisy wspomnianych „małych praktyk” oraz w ogóle cały ten przekaz oparty na słowie, na mówieniu, pojawia się potrzeba, żeby sięgnąć po coś innego, mianowicie po sposoby, które nie polegają na dyskursie. Gdzie nie mówi się, albo jeśli mówi, to jakoś inaczej. Pojawia się potrzeba, żeby do przechytrzenia umysłu podejść przez ciało, i nie tyle przez ciało, co przez Całość. A tym są...? Co, kto zgadnie? Wśród innych, bo jest ich wiele, także ćwiczenia Twardej Ścieżki.

Na tym przerwę, na koniec cytując piękne zdanie:

Psy lubią ogryzać kości, a umysł lubi wgryzać się w problemy.


Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 6

[foto]1. "Eckhart Tolle (urodzony w Niemczech,... • autor: Jarosław Bzoma (2016-08-29 13:58:04)

"Eckhart Tolle (urodzony w Niemczech, w 1948 roku jako Ulrich Tolle" (Wikipedia).
Mam wrażenie że skradł Mistrzowi Eckhartowi nie tylko jego imię :)

[foto]2. Eckhart kontra Leonard • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-08-29 14:11:54)

Właściwie jako Ulrich Leonard Tölle -- tak o nim ang. Wiki. Wcale mu się nie dziwię, że zmienił imię, ponieważ imię Leonard /Leonhart ("twardy/silny jak lew") ma konotacje demoniczne: diabeł imieniem "Mistrz Leonard" przyjmował czarownice na sabatach. Więc gdy Tollemu zaczęło "grozić", że będzie nazywany mistrzem, zmienił imię na Eckhart (staroniem. "twrady/silny jak ostrze miecza"), a Mistrz Eckhart -- wiadomo.

3. czy na tym można zarobić? • autor: Jerzy Pomianowski (2016-08-29 21:09:44)

Nie wiem na czym polegają zalety stanu niemyślenia. Na pewno ułatwia to  zabijanie czasu. W  jednym z odcinków "Alaski",  Indianka, rejestratorka medyczna potrafiła 8 godzin patrzeć  w ścianę nie myśląc o niczym ( i nic nie robiąc). Jest to umiejętność przydatna wartownikom i portierom. Stan całkowitej bezmyślności jest również trenowany przez kołczów robiących w "zarządzaniu zasobami ludzkimi". Pracujący w montowni przy taśmie nie mogą  myśleć, bo to im grozi szaleństwem.
Pytanie -  co zyskuje (w pracy i w życiu osobistym) człowiek który pozbędzie się nawyku myślenia?

4. Wojtku, czy chodzi... • autor: (2016-08-29 22:46:30)

Wojtku, czy chodzi o CISZĘ?


MOWA CISZY (wstęp)
https://www.youtube.com/watch?v=DOhJRo9SnK8&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK


CISZA I SPOKÓJ
https://www.youtube.com/watch?v=LPB_wRmMQ04&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK&index=2


PRZEKROCZENIE GRANIC UMYSŁU
https://www.youtube.com/watch?v=E3n5u4OJSEo&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK&index=3


EGOISTYCZNA JAŻŃ
https://www.youtube.com/watch?v=v1v-ETB9UoE&index=4&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK


TERAZ
https://www.youtube.com/watch?v=G7Qv05ViH7o&index=5&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK


KIM PRAWDZIWIE JESTEŚ?
https://www.youtube.com/watch?v=dl8a_j86PPQ&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK&index=6


AKCEPTACJA I PODDANIE
https://www.youtube.com/watch?v=zdN4ZwP2l80&index=7&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK


NATURA
https://www.youtube.com/watch?v=Gne521dhOJE&index=8&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK


ZWIĄZKI
https://www.youtube.com/watch?v=9WLLNXbi_Ls&index=9&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK


ŚMIERĆ I WIECZNOŚĆ
https://www.youtube.com/watch?v=OMTCNf7pILc&index=10&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK


CIERPIENIE I KONIEC CIERPIENIA
https://www.youtube.com/watch?v=v3rhSBafi_c&index=11&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK


Eckhart Tolle opowiada o swoim przebudzeniu (PL) - fragment książki "Potęga teraźniejszości"


https://www.youtube.com/watch?v=7L5KpTv206Y&list=PL8lQ-kLLBoudrNYdz-VvkVhnZY8LAA_mK&index=12




[foto]5. Chyba nie tylko o ciszę • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-08-29 22:59:03)

Romo, chyba nie chodzi tylko o ciszę. Tollego znam z jego pierwszej książki (teraz zamówiłem drugą), jego wykładów video nie znam, jak będzie trzeba to zajrzę. Dziękuję za sporządzenie jego wideobibliografii, pewnie komuś bardziej filmowemu ode mnie przyda się.

Tollego rozumiem jako kogoś, kto spontanicznie uzyskał oświecenie, czyli ten stan umysłu, który jest "poza". To dobrze, że co jakiś czas pojawiają się tacy ludzie, ponieważ są dla pozostałych -- "zwyklaków" czyli nas -- dowodem, że wyższe stany umysłu istnieją  i nie wszystko, co inne niż pospolita codzienność jest tylko szaleństwem lub oszustwem.

[foto]6. Aż chciało by... • autor: Jarosław Bzoma (2016-08-30 02:20:01)

Aż chciałoby się zapytać kim jest ten facet w bordo płaszczu obok Tollego.Warto jednak wiedzieć, że stany bycia ptakiem bożym który nie sieje ani nie orze niosą z sobą pewne niebezpieczeństwa o których się nie myśli nie bedac jeszcze oświeconym."O biedny ptak, który czuł się wolny , a teraz tłucze się o ściany klatki ! Biada gdy ogarnie cię tęsknota za lądem , jak gdyby tam było więcej wolności- a "lądu " już nie ma !"
https://pl.scribd.com/doc/8220112/Nietzsche-Wiedza-Radosna
Film "Ludzie ptaki" ujmuje to nieco bardziej symbolicznie:http://www.cda.pl/video/94914997
Ale jak wiemy z literatury wielu jest powołanych ale niewielu wybranych , czy jakoś tak . W każdym bądż razie nie każdemu komu uda się popaść w stan otępienia  będzie dane oglądanie cudu oświecenia.