Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2020-04-03

Witold Wysmułek

The Perfect Storm, czyli Burza wszystkich Burz

Zapewne wielu z Was zada sobie pytanie: a co to jest, na tym zdjęciu? To moja i Wasza nadzieja - tyle, na razie, odpowiem. To stanowisko, zbudowane ze odpadów, które wypełniłem zgrabioną trawą i liśćmi. Deski, kartony ograniczą znacznie wysychanie tego stanowiska, deszcz zaś namoczy je (można i podlać to i choćby tzw. szarą wodą). Gdzieś w maju wsadzę tam sadzeniak, który rozrośnie się i da mi ze 3-4 kg ziemniaków.
Tak, tak właśnie wygląda nadzieja. Tak wygląda przyszłość - jest zbudowana z odpadów, ze śmieci, nie, skarbów, bo ta pokraczna konstrukcja to Życie, to istnienie, to pełen brzuch.
To tarcza, realna tarcza, przeciw Burzy Wszystkich Burz i możesz ją zrobić sam, z byle czego.
Pamiętaj o tym, gdy - może - stracisz pracę, gdy policzysz, że wkrótce nie będzie Cię stać na nic. Właśnie teraz hasło “przyszłość jest w moich rękach” staje się doskonale dosłowna, namacalna - dobitna. Ale do rzeczy.

Przed nami tzw. Perfect Storm. Tak nazywa się wydarzenie, w którym splata się wiele czynników naraz, przez co ich łączne działanie jest spotęgowane. Obecnie mamy do czynienia z taką sytuacją. I doprowadza to do właśnie przyspieszającego upadku, do przyspieszonego zwijania się cywilizacji. Nie oznacza to, że jutro zamieszkamy w jaskiniach, czy pojutrze na całym świecie nastanie stan z Mad Maxa. To zbyt zgrubne wizje, oczywiście. To oznacza, że szybkość procesów upadku ulega ogromnemu przyspieszeniu.

Krach. To omawiany aż do znudzenia element. Dzisiaj jednak zapomina się, że krach nastąpiłby również bez epidemii, tylko wtedy znacznie dłużej by się rozwijał i byłby nieco mniejszy. Główny, najbardziej dotkliwy element krachu to nie spadki indeksów giełdowych, tylko pauperyzacja mas, a dokładniej jej znaczne przyspieszenie. W krajach rozwiniętych, oraz wielu rozwijających się, od lat następowało ubożenie klas niższych (czasem włącznie z klasą średnią), co ograniczało jej siłę nabywczą. Główną odpowiedzią na to było obniżanie kosztu pieniądza, poprzez obniżanie stóp procentowych oraz różne programy ilościowego luzowania (quantitative easing), tak, by powoli malejące w ujęciu realnym pensje ludzie kompensowali kredytem. W ten sposób starano się podtrzymać wzrost poziomu konsumpcji [=wzrost PKB]. Ta pauperyzacja oznaczała jednocześnie coraz większą wrażliwość na wzrost cen energii. Taki wzrost bowiem, zwłaszcza kluczowej dla logistyki ropy, jak w niezliczonych lustrach, odbijał się w cenie każdego produktu. I jako że pauperyzacja dotyczyła coraz większej liczby ludzi, maksymalna cena energii, w tym i ropy, była coraz niższa.
Co więcej, pauperyzacja była skorelowana ze zużyciem energii per capita, na głowę. Im wolniejszy wzrost zużycia energii, czy im szybszy spadek zużycia energii , tym szybciej rozwierające się nożyce zarobkowe. Uprzedzam od razu zarzut - wzrost efektywności energetycznej był wolniejszy niż spadek zużycia energii na głowę!
Stąd, postulaty typu “zamkniemy granice i nie dopuścimy do importu, w ten sposób produkcja ruszy u nas” są nietrafne - nie, w takim scenariuszu załamie się PKB i tyle. Skoro w jakimś kraju produkcja energii staje się coraz droższa, bo lokalne źródła energii są coraz mniej wydajne, to spada zużycie energii na głowę i bardziej energochłonny przemysł wynosi się tam, gdzie [jeszcze] są tanie, wydajne źródła energii. Być może, gdyby w latach 70-tych i 80-tych stawiano na zbiorkom, logistykę kolejową, oraz energetykę jądrową, a potem jądrową i odnawialną, [czy odnawialną + duże magazyny], to kraje rozwinięte dalej by się cieszyły wzrostem zużycia energii na głowę oraz wzrostem realnych dochodów we wszystkich klasach społecznych. Tak się jednak nie stało i już nie odstanie.
Krach przyspiesza w potężny sposób masową pauperyzację społeczeństw, poprzez falę bezrobocia oraz cięcia płac. Stąd też wniosek - cięcia płac na sam koniec będą zabójcze (liberałowie mylą się! - to droga do zniszczenia popytu!). MASOWA PAUPERYZACJA POTĘŻNIE OGRANICZY I TAK MALEJĄCĄ MAKSYMALNĄ CENĘ ENERGII, W TYM ROPY!

Tymczasem, zgodnie z prawem Ricardo, cena (finansowa, energetyczna) eksploatacji złóż kopalin musi rosnąć, bo na początku sięga się po najłatwiej dostępne złoża, a potem coraz trudniej dostępne. Dzisiaj sięgamy po trudno dostępne, drogie złoża, takie jak ropa łupkowa czy ze złóż dalekomorskich.
CENA ENERGII Z PUNKTU WIDZENIA PRODUCENTA MUSI BYĆ CORAZ WYŻSZA! TO ZAŚ JEST NIEMOŻLIWE, BO KONSUMENT NIE ZNIESIE WYŻSZYCH CEN. Widzę to sam po sobie - kiedy moje dochody spadły, ciąłem, aż uzyskałem nadwyżkę. Konsumuję bardzo mało, oszczędzam energię. Kiedy mija sezon grzewczy (dom opalam najtańszym drewnem, tzw. gałęziówką), to myjemy się w chłodnej wodzie. Chociaż mamy samochody, to nigdy nie jeździmy ot tak, na wycieczki, żeby coś zobaczyć. Obecnie zaś przymierzam się powoli do odcięcia od sieci - zredukuję zużycie prądu tak, by parę paneli i byle jaka bateria dała radę. Najwyżej wieczorem będą włączone ze 2-3 ledy i lodówka, nic więcej. Moje dochody w obliczu krachu przecież spadną jeszcze bardziej i do tego można się dostosować tylko przez kolejne cięcia!

Produkcja energii, zwłaszcza ropy, będzie spadać. Czekają nas niedobory, zwłaszcza (na początku) paliwa. Z racji krachu nastąpi to szybko i będzie bardzo dotkliwe. Na przykład, bankrutują nie tylko producenci samej ropy, ale już są zamykane pierwsze rafinerie. A będzie gorzej, bo dosłownie zaraz nie będzie gdzie magazynować produkowanej ropy. Cena ropy łupkowej ma być często ujemna - tak, producenci mają płacić za odbiór!

Oczywiście, epidemia minie, czy to latem, czy nawet jeśli będzie druga fala, to po znalezieniu i wyprodukowanie leku, szczepionki. Licząc miesiąc do miesiąca, czy kwartał do kwartału, nastąpi jakieś odbicie - na przykład w Chinach zarządzający raportują, że sytuacja się poprawia (PMI = 52, w porównaniu z poprzednim miesiącem). To odbicie, rzecz jasna, nie jest powrotem do stanu z 2019 - w przykładowych Chinach poziom produkcji osiągnął jakieś 75% stanu z 2019. Chiny przy tym kupują więcej ropy niż w choćby lutym 2020.

Kiedy jednak fala krachu przejdzie przez świat, poziom produkcji energii, zwłaszcza kluczowej ropy, będzie znacznie niższy. Odbicie z poziomu depresji zwiększy więc znacznie popyt na energię, zwłaszcza ropę, co w warunkach wąskiego gardła produkcji wywinduje ceny, zapewne powyżej poziomu z 2019. Konsumenci zareagują cięciami... i będzie kolejna recesja. Taki cykl będzie się powtarzał. Nazywam to “schodkową recesją” - odbicie, wzrost cen, kryzys, kolejne zmniejszenie produkcji, do kolejnego minimum itd.

Klimat. Zmiany klimatu tymczasem nie zatrzymały się. Rok 2020 to kolejne rekordy średnich temperatur. Owszem, duży zasięg lodu arktycznego jest wprost miażdżony, bo ten lód był cieniutki jak barszcz na jednym buraku. Co więcej, niespotykanie ciepła “zima” przyspieszyła wegetację... która potem została potraktowana (Europa) falami mrozu, bo powietrze wokół biegunów ma obecnie przykry zwyczaj sięgać czasem jęzorami znacznie dalej, niż kiedyś [nie zmienia to średnich temperatur, to charakterystyczna dla ocieplania zwiększona zmienność). Obecnie zapowiadana jest tzw. “piękna pogoda”, czyli koszmar z punktu widzenia produkcji żywności, i tak już bitej stratami z racji fal zimna.
Ogólnie, im średnio cieplej (a tak właśnie jest), tym więcej susz oraz zmienności, pogodowych wydarzeń ekstremalnych, a to z kolei ogranicza produkcję żywności i czasem zagraża, niszczy infrastrukturę taką jak szosy, mosty itp.
Dodatkowo, z racji epidemii, rozrywane są łańcuchy dostaw również i w rolnictwie. Część plonów już teraz ulega zmarnowaniu...
Klimat więc rosnąco dokłada do problemów gospodarczych. Ceny żywności mogą rosnąć, przy biedniejących społeczeństwach. To przepis na społeczną katastrofę, tu i teraz. Co więcej, takie ceny ograniczą i tak mocno zredukowaną siłę nabywczą społeczeństw. Otwartym pytaniem jest też, na ile poziom ocieplenia był maskowany przez tzw. efekt aerozoli (wiele zanieczyszczeń prowadzi do odbijania promieni słonecznych, przy załamaniu produkcji, transportu itp ten efekt w jakimś stopniu zostanie zmniejszony). Co więcej, dotychczas standardową metodą “radzenia sobie” z następstwami ocieplania klimatu były metody technologiczne, czyli energożerne, takie jak klimatyzacja, sztuczne nawadnianie itp. Będzie to w rosnącym stopniu niemożliwe.

Stabilność społeczna. Przy malejącej sumie zasobów i coraz większych różnicach majątkowych oraz dochodowych zawsze pojawiają się bunty, rozruchy, zamieszki i wojny domowe. Ludzie widzą, że inni mają - często niesprawiedliwie - znacznie więcej. Im zaś więcej buntów, zamieszek, upadków rządów, tym trudniej o większe inwestycje, tym gorzej z gospodarką. PERFECT STORM, czyli interakcja powyższych czynników.
Krach prowadzi do niedoborów energii, zwłaszcza kluczowej dla logistyki ropy. To zaś znacznie utrudnia - lub uniemożliwia - standardową reakcję na rosnące zmiany klimatyczne i katastrofalne wydarzenia pogodowe. Rosnące wraz z trudnościami energetycznymi nierówności prowadzą do polaryzacji społeczeństw, buntów, co pogłębia trudności gospodarcze i w ten sposób uderza w maksymalną cenę energii. Zmiany klimatyczne, jeśli cena żywności wzrośnie, jeszcze bardziej ograniczą siłę nabywczą społeczeństw. Im zaś ludzie będą biedniejsi, tym maksymalna cena energii będzie niższa, a im niższa, tym jej będzie mniej. Im mniej jej będzie, tym trudniej będzie o odbicie w gospodarce i produkcję żywności metodami przemysłowymi. WIDAĆ WIĘC, ŻE IM GORZEJ, TYM GORZEJ. OBECNIE WSZYSTKIE CZYNNIKI POKAZUJĄ SWOJĄ MOC - KRACH, ZMIANY KLIMATU. W TLE ZAPEWNE ROŚNIE WŚCIEKŁOŚĆ TŁUMÓW. Uważam, że to absolutny koniec. Stary świat się kończy na naszych oczach i jako, że moment działania przegapiliśmy (przejście na nie-kopalne, niskoemisyjne źródła energii te 40 lat temu), to się zwijamy. Epidemia dała temu rozpęd, przyspieszyła Upadek, zabrała ostatnie milimetry manewru. Co gorsza, naprawdę jedynie garstka to rozumie. Politycy będą banować import, ułatwiać cięcia płac, podnosić podatki - przez co implozja będzie tylko szybsza. Gdyby rozumieli sytuację, to w celu zapewnienia stabilności społecznej, każdej osobie zapewniono by minimum egzystencji, a przy użyciu resztek zasobów budowano energetykę nie-kopalną, kosztem właściwie wszystkiego. Jako że przyroda jest naszą tarczą w obliczu zmian klimatu i źródłem stałego, odnawialnego bogactwa (usługi ekosystemów, łagodzenie zmian klimatu, źródło żywności, pochłanianie węgla), byłaby ona chroniona. Ale powtórzę - rozumie to garsteczka. Ale jeśli Ty, Czytelniku, dotarłeś aż tutaj, to też to rozumiesz, dlatego mam nadzieję, że - wrócisz na początek tego artykułu, i zbudujesz sobie takie stanowisko do uprawy ziemniaków, z odpadów, jak i użyjesz innych metod permakulturowych, by zapewnić sobie i bliskim przetrwanie na przekór przyspieszającemu kolapsowi. Staniesz się wtedy ziarnem zmian, drobinką nadziei, pośród wichru zmian. I to jest właśnie wyzwanie - adaptacji w czasach krachu, w czasach chaosu, w czasach zaraz (będą inne - czekają w rozpuszczającym się lodzie!). Powodzenia!

Degrowth - deep adaptation - permakultura

Witold Wysmułek

Komentarze: 1

1. Dobre..niestety • autor: and2102 (2020-04-04 12:47:15)

Artykuł podsumowuje bardzo trafnie obecną sytuację. Niestety chciało by się rzecz. Z własnego  doświadczenia i rodziców, którzy przeżyli 19 lat w takim minimalistycznym gospodarstwie dorzucę dwa słowa, kilka rad. Wszystkim chcącym tak się "urządzić" (zabezpieczyć) polecam (póki tanie) - kupić budynki gospodarcze z kawałkiem ziemi ( wystarczy 0,5 ha na 2 -3  osoby.  Najlepiej dostęp do wody (staw, potok), i w pobliżu lasu. Potem budować małymi krokami "enklawę". Najlepiej w kilka osad, rodzin. (kwestie bezpieczeństwa). W gospodarstwie próbować wszystkiego, od upraw warzyw, przez hodowle ,kur, kaczek ,królików, może nawet kozy, produkcja:  klatek dla drobiu,  wytwarzanie małych elektrowni wiatrowych, usługi transportowe, handel (wymienny !). Jeśli macie jakiś choćby mały stały dochód:(emerytura, renta, tantiemy itp.) Na pewno dacie radę. Warto czytać i nie odkrywać ameryki na nowo. Dla bardziej zaawansowanych jest jeszcze hydroponika i budowa prądnic i/lub silników stirlinga.   Choć oczywiście trzeba przede wszystkim pracować.