Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-02-22

Wojciech Jóźwiak

Test jogi

Inteligencję możemy sobie wyobrazić jako odpowiednio złożony program zaimplementowany w komputerze lub (raczej) w sieci komputerów. Taka inteligencja będzie reprodukować ludzkie myślenie; przynajmniej tak, żeby jej odpowiedzi przeszły pomyślnie test Turinga - były nie do odróżnienia od ludzkich. Wymaga to odpowiedniej kompetencji językowej, biegłości w posługiwaniu się językiem. Zbudowanie takich inteligentnych programów nie jest odległe; być może niektóre z istniejących już teraz systemów pewne właściwości AI (sztucznej inteligencji) mają.

No tak... Ale Roger Penrose zarzucił sztucznym inteligencjom, że z konieczności ograniczone są do realizowania algorytmów, czyli z góry wbudowanych przepisów. Przedstawił też kilka zadań, które są „nieobliczalne” i które ludzie rozwiązują (jakoś „intuicyjnie”), a algorytmy ich rozwiązać nie potrafią. Penrose postawił hipotezę, że (zapewne) zdolność rozwiązywania takich problemów wymaga znania rozwiązania z góry, ale skoro to rozwiązanie istnieje dopiero w przyszłości, to zdolność do rozwiązywania nie-algorytmicznych problemów polegałaby na zaglądaniu w przyszłość czyli funkcjonowania w pętli czasu! Zapostulował, iż ten nie-algorytmiczny rodzaj inteligencji polega na posługiwaniu się kwantowymi przebiegami zjawisk, w których stany teraźniejsze interferują ze stanami przyszłymi. Ten rodzaj inteligencji polegałby więc na nieustannym jasnowidzeniu - choć zapewne sięgającym w przyszłość niezbyt głęboko, ułamki sekundy. Ten wyższy rodzaj inteligencji, wyższy niż algorytmiczny, Penrose uznał za właściwy ludziom i zapewne znacznej liczbie gatunków zwierząt, i utożsamił z samoświadomością.

Mielibyśmy więc dwa stopnie inteligencji:

(I) algorytmiczna (dobrze znana, bez tajemnic etc.)

(II) oparta na kwantowej pętli czasowej (zaledwie postulowana, hipotetyczna, teoretycznie niejasna...)

Pytanie brzmi: czy to wszystko? Czy te dwa rodzaje wyczerpują inteligencję? Inteligencja algorytmiczna tak naprawdę tylko symuluje inteligencję, jest zręcznym mechanicznym oszustwem niby sekslalki. Penrozowska inteligencja kwantowa byłaby o tyle „lepsza”, że faktycznie dostarczałaby wszystkich technicznych właściwości myślenia szczególnego dla ludzi, wraz z intuicją, „chwytaniem o co chodzi” i zapewne zdolnością twórczą. Ale czy to wszystko? Czy - mówiąc nieco za prosto - robot zbudowany na takim silniku miałby komplet umysłowych właściwości człowieka?

Z pewnością taki robot byłby nieodróżnialny od człowieka dla Susan Blackmore - patrz zakończenie jej książki „Maszyna memowa”. (Dla Blackmore pewnie już robot algorytmiczny byłby od człowieka nieodróżnialny.)

Ale, czy to wszystko? Proponuję tekst w rodzaju testu Turinga, chociaż oczywiście inny. Test jogi.

U człowieka, jeśli strumień jego zjawisk umysłowych zostanie opanowany-powściągnięty (cittavrtti nirodha), to „widziciel” (drastr) objawi się w swojej właściwej naturze (drastuh svarupe vasthanam). U inteligencji algorytmicznej, gdy „powściągnąć” jej „zawirowania”, to ta po prostu stanie, zatrzyma się. Co zrobi inteligencja kwantowa, penrozowska? Zapewne wejdzie w swój podstawowy stan kwantowy. Czy to będzie banalne zatrzymanie mechanizmu, czy ujawnienie „drasztyra”? (Pomijam problem pomiarowy: jak to poznać, jak odróżnić?) Co muszą mieć wbudowane sztuczne inteligencje, żeby naprawdę praktykować jogę? Żeby ich „oko świadomości” przepuszczało widzący ogląd „widziciela w sobie właściwej postaci”?

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.