Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-06-24

Grzegorz Halkiew

Terapie kwantowe (6)
Na tropach przebudzonej świadomości

W naszej kulturze mówimy po prostu czas. W kulturach antyku istniały trzy pojęcia czasu. Jeden to Chronos, czyli ten czas, który liczymy, który nam mija. Drugi to Kairos - określający porę, a trzeci Aion (eon) - czas życia pojmowanego wielopłaszczyznowo.

 

CHRONOS

Chronos wpierw i przede wszystkim odnosi się do czasu posiadającego pewną rozciągłość, miarę, a także do konkretnego okresu, który można umieścić na osi i podać jego długość.

Chronos jest swoistym nośnikiem, rodzajem przestrzeni czwartego wymiaru, w której manifestują się w określonej kolejności wydarzenia.

 

Mozaika rzymska z okresu cesarstwa (ok. 200–250 n.e.) z Sentinum przedstawiająca stojącego personifikowanego Chronosa w towarzystwie czterech pór roku i Gai  (Glyptoteka, Monachium)

KAIROS

Kairos – to grecki bożek szczęśliwego zbiegu okoliczności - szczęśliwego momentu, ale także niewykorzystanej okazji. Kairos był przedstawiany jako po części łysy, ale z długą grzywką. Ten, kogo mijał, miał tylko mgnienie, by go uchwycić. Kairos szybko znikał i nikt nie mógł go zatrzymać.

Kairos posiada nieco inny sens w porównaniu do Chronosa - jest to czas konkretnego wydarzenia, zazwyczaj czegoś ważnego, także pojawiającej się możliwości, okazji, osiągnięcia, objawienia. Odnosi się go do pory żniw, zbioru, owocowania, a także do wydarzeń z życia osobistego przetkanego chwilami, np. uniesień.

Podczas biegu chronosa zdarzają się chwile charakteryzujące się jakimiś wyjątkowymi cechami, które pozwalają na wyodrębnienie ich z monotonii upływu samego czasu; są to chwile umieszczone na linii – to czas, którego linearność, ciągłość i prostota zyskały walor wyjątkowości, niezwykłości i niepowtarzalności.

Hipokrates z Kos podał następującą definicję: „Kairos to jest to, w czym jest mało chronosa”. Jest więc on, przeciwnie do chronosa, niepoliczalny i niemierzalny. Można określać go jedynie przez porównanie.

Intrygującą cechą językową tego rzeczownika jest to, że rzadko towarzyszą mu jakiekolwiek przydawki, a jeśli już są, to zazwyczaj abstrakcyjne i metaforyczne. Kairos  może być „najlepszy”,  „ostateczny”, „szybki” i „ulotny”, czy wreszcie „krytyczny”, a nawet „wyraźny”. Równie intrygujące są związki wyrazowe, w których pojawia się on razem z Chronosem, np.: Sofokles mówi o χρόνου καιρός  czyli „czasie (kairos ) czasu (chronos )”. 

Personifikowany Kairos; kopia rzeźby Lysipposa z IV w. p.n.e. pochodząca z Torgiru

AION

Rzeczownik aion pochodzi on od indoeuropejskiego pierwiastka ai - pierwotnie związanego z oznaczeniem kategorii siły witalnej i trwania (w łacinie jego pochodnymi są rzeczowniki aevum, aetas, aeternitas – wszystkie odnoszą się do opisywania trwania i wieczności lub bardzo długiego okresu). W znaczeniu siły witalnej, której podstawową cechą jest żywotność i trwanie, rzeczownik aion pojawia się u Homera i Herodota. Homer, opisując chwilę śmierci, mówi, że wówczas człowieka opuszcza psyche (dusza) i aion (siła witalna). Herodot natomiast o umieraniu mówi: „zakończyć aion  = życie = to, co trwa, życie jako takie”. Od Platona aż po pisma wczesnochrześcijańskie i później, podstawowym znaczeniem aionu staje się „wieczność”.

 

ŚWIADOMOŚĆ PRZEBUDZONA

Te odmienne pojęcia czasu w języku greckim pozwalają nam lepiej zrozumieć to, co się w rzeczywistości odnosi do naszego potocznego przeżywania siebie. Warto w tym momencie zauważyć, że w istocie - najczęściej dla nas najważniejsze są w czasie wydarzenia Kairos, a nie określenie długości ich trwania, czy też dokładne ustalenie na osi czasu Chronosa. Ciekawe jest to, że często wpierw pamiętamy samo wydarzenie, a nie jego umiejscowienie w czasoprzestrzeni. To umiejscowienie pojawia się jedynie jako potrzebna dookreślenia. W naszym przeżywaniu czasu istotne jest to, co się wydarza i to szczególnie w wymiarze osobistym, a miara na mapie czasu jest jedynie parametrem.

Karl Kerényi we wstępie do swojej monumentalnej pracy poświęconej Dionizosowi, opatrzonej podtytułem „Archetyp życia niezniszczalnego”, zamieścił esej filologiczny, wyjaśniający różnicę semantyczną pomiędzy greckimi rzeczownikami bios i zoe. Obydwa oznaczają „życie”, ale nie są to - i w tym przypadku - synonimy. Bios Kerenyi nazywa życiem „skończonym”, a zoe  – „nieskończonym”.

Zoe nie ma kresu, stanowi coś na kształt wiecznie trwającej istoty, esencji życia; bios w tej perspektywie jawi się jako ograniczony początkiem i końcem, więc jest czasem w nieprzerwanym biegu zoe. Przywodzi to na myśl, do pewnego stopnia, analogiczną zależność między Chronosem,  Kairosem i Aionem. Indywidualny bios jest Kairosem zdarzającym się, jakby z potrzeby chwili i niespodziewanie, na pozbawionej początku i końca osi Chronosu. Aion stanowi coś w rodzaju odpowiednika Kerényiowskiego zoe. W przestrzeni Chronosu ujętej linearnie, jakby wyrysowanej w płaszczyznach 2D, bios rysuje się jako szczególne wydarzenie z obszaru zoe Aiona.

Aion (αἰών), który sytuuje się jakby pomiędzy pozostałymi dwoma określeniami czasu, jest jak Duch w koncepcji życia wiecznego. Z Chronosem łączy go rzut na linii ewolucji, z Kairosem skończoność Duszy, nawet jeśli jej początek i koniec dzieli od siebie bardzo rozległa przestrzeń („raz duszy żyć, a potem sąd” - Hbr 9,27). W niektórych kosmologiach, zwłaszcza gnostyckich, postrzegano ewolucję hierarchii (Chrystus - reprezentantem ludzkości) jako składającą się z licznych aionów (eonów) Ducha – w tym wypadku pojęcie to staje się paradoksalną jednią skończoności i nieskończoności, a absorbując niektóre cechy Chronosu, zarazem go przekracza, stając się synonimem wieczności.

Rozsądek, logika i intelekt są głównymi cechami ewolucyjnymi ludzkiego gatunku. Są one wytworami inteligencji, która jest zdolna do myślenia symbolicznego i abstrakcyjnego, ale zgodnego z obserwowanym światem, i jego procesami. Wykorzystanie rozsądku pozwala przekroczyć ograniczenia wynikające z narcystycznych zaburzeń emocjonalnych, które charakteryzują się dziecinnymi zachowaniami i swoistą emocjonalnością nadającą priorytet własnym upodobaniom, uprzedzeniom i nieskończonym pragnieniom.

Uciszenie zgiełku emocjonalnego zezwala na spokojne przekalkulowanie i uruchomienie trybu przetwarzania faktów, i potwierdzalnych danych. W ten sposób wyłania się zdolność kojarzenia, rozpoznawania, klasyfikacji i zrozumienia istoty oraz znaczenia ogromnej ilości informacji - właśnie dzięki abstrakcyjnym symbolom i istniejącymi między nimi powiązaniami.

Intelekt, to narzędzie dzięki któremu możemy zrozumieć znaczenie filozofii i jej gałęzi: metafizyki, epistemologii, ontologii, teologii i nauki. Historia ewolucji intelektu jest znana dzięki spuściźnie wielu autorów, dzięki którym widzimy, że osiągnęła ona swój szczyt w klasycznej, starożytnej Grecji. Powtórzył się on dużo później z pojawieniem się i dominacją Reformacji, z której wyłoniła się współczesna nauka.

W swojej najczystszej postaci rozsądek i intelekt reprezentują zwiększone badanie rzeczywistości oraz pozbawiony emocji szacunek dla prawdy oraz dla sposobów jej rozróżniania. Może to ewoluować jeszcze dalej i przerodzić się w miłość do Prawdy dla niej samej. To z kolei wiedzie do stworzenia paradygmatu świadomości.

Rudolf Steiner o intelekcie i logice pisał tak: ”Kto nie rozwinął w sobie zdolności duchowych, jasnowidzenia, nie może samodzielnie dojść do duchowych prawd w wyższym świecie. Dla zdobywania prawd duchowych jasnowidzenie jest warunkiem koniecznym. Ale tylko do zdobywania, gdyż do dnia dzisiejszego żaden prawdziwy prąd (duchowy) nie podawał nauk, których nie można zrozumieć zwykłym, powszechnym, logicznym rozumem. Jeśli ktoś zarzuca teozofii, że do zrozumienia jej trzeba być jasnowidzącym, to nie ma racji. Nie chodzi tu wcale o zdolności bezpośredniego przeżywania wyższych prawd widzeniem i słyszeniem duchowym. Jeśli ktoś nie może pojąć mądrości na drodze czysto myślowej, to oznacza, że jeszcze nie wyrobił w sobie dostatecznie umiejętności logicznego myślenia…”, a „człowiek widzący nadzmysłowo nie powinien się ograniczać do mówienia o tym tylko takim ludziom, którzy również widzą już świat duchowy. Musi on kierować swe słowa do wszystkich ludzi, bo mówi o rzeczach, które obchodzą każdego człowieka. Co więcej, wie on dobrze, że nikt bez znajomości tych rzeczy nie może się stać człowiekiem w prawdziwym tego słowa znaczeniu.”

Dzięki nowym metodom badawczym w naukach przyrodniczych możemy dziś zaobserwować, że niektóre tezy dawnej wiedzy duchowej pojawiają się teraz w nowej szacie lub też pod nową nazwą. Dotyczy to przede wszystkim bardzo kontrowersyjnej niegdyś teorii fluidów Mesmera, którą dziś można odnaleźć w badaniach nad biofotonami Fritza Alberta Poppa.

Fizyk F.A. Popp odkrył biofotony, maleńkie cząstki światła emitowane przez żywe istoty. Początkowo wierzył, że organizmy używają emisji biofotonowej jedynie jako sposobu nagłego, nielokalnego przesyłania sygnałów z jednej części ciała do drugiej, aby przesłać informację o ogólnym stanie zdrowia ciała lub o efektach jakiejś kuracji. Ale potem zaintrygował go najbardziej fascynujący ze wszystkich efekt: okazało się, że światło stanowi system komunikacji pomiędzy żywymi organizmami. W eksperymentach z rozwielitkami, składnikiem planktonu wodnego, odkrył, że osobniki żeńskie absorbują światło emitowane przez inne rozwielitki, a następnie odsyłają im wzory interferencji fal, jak gdyby wykorzystywały światło do przesyłania sobie zaktualizowanych informacji. Popp wywnioskował, iż aktywność ta może stanowić mechanizm umożliwiający rozwielitkom trzymanie się razem w swoistym „stadzie” – taka komunikacja utrzymująca jest niczym sieć.

Hans Reichenbach (1788-1869) postulował istnienie podobnej do magnetyzmu siły życiowej, zwanej przez niego „Od” (od germańskiego boga Odina). A Orgonomia to koncepcja pierwotnej energii życiowej, zwanej orgonem, stworzona między 1936 r. a 1940 r. przez austriackiego psychologa dra Wilhelma Reicha (1897-1957).

Studiując mitologiczne opisy powstawania wszechświata i człowieka, i biorąc pod uwagę ich symboliczne znaczenie, można zauważyć, że nasi przodkowie – nie posiadający nowoczesnych analitycznych nauk przyrodniczych – nie odstawali od nas znacząco pod względem wiedzy w tym zakresie. Korzystali zatem z jakichś innych źródeł poznawczych: na przykład dawne słowo uniwersum (z łaciny: unus – jedno, jedynie; versus – zwrócony, bruzda) oznacza mniej więcej: przemiana, obrócenie pojedynczego w całość. Odpowiednio, starogreckie słowo kosmos oznacza porządek, ład lub idee świata, w przeciwieństwie do chaosu - ucieleśnienia „Diabolon” (z greki: ten, który wszystko rozrzuca; po polsku diabeł), jako władca Hadesu.

Tym samym znajdujemy się bardzo blisko twierdzeń obecnej teorii chaosu, opisującej życie jako samoorganizujący się system, w dynamicznej równowadze pomiędzy porządkiem i chaosem. Jednocześnie poruszamy się jednak również w obszarze nauk humanistycznych, w których dobrze znane są od tysiącleci – choć może ubrane w inne słowa – związane z tym zagadnieniem wyobrażenia, pojawiające się dzisiaj w nowej szacie jako teorie przodującego naukowego frontu w tej dziedzinie. Przypadek?

Jednak jeszcze większą zagadką, niż ewolucja świata fizykalnego,

jest powstanie życia. Mimo nowych odkryć dokonanych w tym zakresie w ostatnim czasie – kiedy, jak, dlaczego i po co powstała pierwsza komórka – samo zjawisko życia prawdopodobnie na zawsze pozostanie tajemnicą. Taki jest przynajmniej wydźwięk wypowiedzi wielu naukowców na ten temat. Biorąc pod uwagę nasz skromny stan wiedzy, nie budzi większego zdziwienia, że przy tym często cytowany jest przypadek jako wielki mistrz odpowiedzialny za wszystko.

Na podstawie aktualnych danych – jak twierdzi psychoterapeuta i hipnoterapeuta Werner Meinhold - szacuje się, że od tajemniczego pierwotnego początku musiało minąć około osiem do dziewięciu miliardów lat, aby z „pierwotnej zupy” (podobnie zagadkowa teza jak Wielki Wybuch) powstała pierwsza, pierwotna komórka.

Należy podkreślić, że pytanie o początki i sposób powstania organicznych makrocząsteczek pozostaje otwarte, gdyż według utartych przypuszczeń na wczesnej Ziemi jedynymi występującymi surowcami były tylko woda, powietrze i skały. Biologiczną ewolucję musiała więc poprzedzać ewolucja energetyczna i chemiczna.

W 1828 roku chemik Friedrich Wohler zaproponował koncept, że organiczne cząsteczki mogą po prostu powstać ze swoich wcześniejszych nieorganicznych postaci. Opisał on syntezę organicznego związku jakim jest mocznik, z cyjanianu amonu. Sądził, że w ten sposób obalił przyjmowane dotąd istnienie uniwersalnej siły życiowej zwanej „vis vitalis”. Najwyraźniej zamiast tego odkrył ważne przesłanki jej występowania. Potem w 1953 roku chemik Stanley Miller przeprowadził symulację przemiany nieorganicznych pierwiastków w związki organiczne. W tym celu wymieszał w naczyniu reakcyjnym wodę i gazy, odpowiadające przypuszczalnej pierwotnej atmosferze i zupie prebiotycznej, i zasilił je energią w postaci elektrycznych błyskawic. Już po upływie jednego lub dwóch dni z nieorganicznych składników powstały oczekiwane złożone cząsteczki. Niezbędnym warunkiem było to, aby mieszanka zawierała węgiel, wodór, tlen i związki azotowe, czyli atomy będące głównymi składnikami wszelkiej żyjącej materii. Produktem końcowym była – oprócz octowego kwasu moczowego, itd. – również centralna molekuła życiowej energii: ATP. Wiadomo już, że wszystkie skomplikowane organiczne struktury mogą powstać na bazie „martwej” materii.

Zagadka życia nie została jednak jeszcze rozwiązana eksperymentem Millera, raczej stała się jeszcze bardziej intrygująca. Mianowicie, mimo iż powstawanie złożonych prebiotycznych cząsteczek, będących warunkiem powstania życia, może zachodzić „spontanicznie”, równolegle z rozwojem odpowiednim warunków umożliwiających życie, nie daje to odpowiedzi na najbardziej istotne pytania: kto wymyślił pierwotną przyczynę i początek, pierwotną przestrzeń i pierwotny czas oraz pierwotną zupę i pierwotną komórkę? Kto wymyślił taki proces rozwoju naszego świata, w którym wędrujące wokół Słońce jawi się jako przyczyna naszego istnienia, a wzniosłe oddziaływanie dobrych sił jednoczy się w tajemnicę życia w jego lotnej, stałej i płynnej postaci? Kto każdemu pyłkowi kurzu, każdemu kwiatu i zwierzęciu nadał tęsknotę za przeznaczeniem, a każdemu człowiekowi wiedzę i poczucie wolności i miłości?

Chemik i fizyk kwantowy, Franz Moser z uniwersytetu w Graz, podszedł do tego pytania w inny, bardzo niezwykły sposób. Ze znanego wzoru Einsteina energia=masa x prędkość do kwadratu ( E=mc2 ), który jest między innymi dowodem na równoważność masy i energii, Moser wyprowadza następującą - zaskakującą swą prostotą, lecz radykalną - formułę świadomości: świadomość = energia + informacja. Oznacza to: świadomość jest po-in-formowana (uformowaną, doprowadzoną do formy lub ukształtowaną) energią.

Poprzez tę formułę Moser dystansuje się od wysoce nieprawdopodobnych, lecz powszechnych mechanistycznych konceptów, odwołujących się do działania przypadku i kieruje uwagę ku istotnemu pytaniu: kim jest ten wielki informator? Kto lub co uformowało (poinformowało) Wielki Wybuch i zupę prebiotyczną, itd., pod względem fizykalnym, chemicznym i biologicznym w taki sposób, że dzięki temu powstało – i wciąż na nowo powstaje – życie w jego niezliczonych postaciach? Gdy w laboratoryjnym eksperymencie Millera z nieożywionej materii powstają prebiotyczne cząsteczki (wstępne etapy życia), to nie dzieje się to z powodu odkrycia lub ewentualnych „tajemniczych mocy” Millera. Proces ten podlega raczej naturalnej dynamice własnej, której rezultaty wprawdzie obserwujemy, lecz której głębokich przyczyn nigdy nie zgłębią analityczne nauki przyrodnicze. Dlatego z redukcjonistycznego punktu widzenia dalsze pytania można uznać za niedopuszczalne, ponieważ – zgodnie z powszechnie akceptowaną teorią – przed Wielkim Wybuchem dosłownie nie było nic, czyli nie było też pytań.

Jednak owa niewiedza nie uprawnia do tego, aby wnosić własne przypuszczenia do rangi jednego obowiązującego dogmatu, w tym wypadku banalnego - zwanego „przypadkiem”. Pod względem egzystencji i procesów życiowych, które są same w sobie oraz we wzajemnych relacjach złożone na miliony różnych sposobów, wszechświat jest zbyt skomplikowany, aby zamiast przyznania się do niewiedzy, posiłkować się wyjaśnieniami opartymi na przypadku. Chyba, że w rozumieniu Schillera: „Przypadków nie ma; to co mieni się nam jako ślepy traf, pochodzi właśnie z najgłębszych źródeł”.

Ponadto, nawet jeśli jakiegoś obiektu nie da się uchwycić, czy wykryć za pomocą narzędzi fizykalnych, to zdaniem nauk humanistycznych można go wciąż z powodzeniem badać, jeśli odbędzie się to w zgodzie z jego naturą, tzn. w sposób duchowy. Chodzi w tym przypadku o to, że poprzez mistyczne, bezpośrednie doświadczenie człowiek potrafi (spontanicznie, lub jeśli odpowiednio wyszkolił swoją świadomość) dotrzeć do obszarów poza fizykalną rzeczywistością, które są poznawalne jedynie dzięki zdolnościom jego duchowej istoty. A takie obszary nie poddają się żadnemu pomiarowi.

Połączenie pomiędzy postrzegalnym czy mierzalnym doświadczeniem życia przez człowieka, fizycznie widzialnymi i oddziałującymi zjawiskami, i jednocześnie jego psychicznie-duchową świadomością, bardzo trafnie wyraża Tomasz z Akwinu, mówiąc: „Wszystko, co cielesne jest odbiciem tego, co duchowe”. Wydaje się, że to zdanie stanowi klucz do wyższego pojęcia sensu i podstawy naszego świata oraz jego wymiarów czasoprzestrzennych. Wypowiedź tego rodzaju można spotkać w wielu wariacjach we wszystkich epokach, kulturach, filozofiach i religiach. Także Goethe cytuje ją w „Fauście”: „Przemijające – odblaskiem pełni”.

Podążając za tą myślą, Werner Meinhold dowodzi, że biblijna historia stworzenia świata i tym podobne mitologie są niczym innym, jak właśnie symbolicznymi opisami pierwotnych przyczyn (lub ich braku). Czysto duchowy byt (inaczej esencja) przemienia się w bycie tutaj (w egzystencję). Zgodnie z takim ujęciem - tego rodzaju mity to przypowieści odzwierciedlające wyobrażenia o przejściu z bezwymiarowej idei w czystej postaci do jej konkretnej realizacji - jako świat czasoprzestrzenny. Ten i pokrewne modele powstawania świata określane są jako „teleologiczna perspektywa postrzegania wszechświata” (z greckiego: teleos - cel, dal), czyli modele traktujące powstanie przestrzeni i czasu nie jako banalnego przypadku, lecz przypisujące mu wyższy cel i sens.

Gdy to wszystko, co napisałem powyżej, zacznie oddziaływać na twoją duszę, być może poczujesz w sobie myśl, że poprzez przebudzoną świadomość można ingerować również w obszar zwany zdrowiem. Kwantowe terapie.

Związek między ciałem, umysłem i duchem jest bardzo istotny w rozważaniach nad zdrowiem. Trzeba zrozumieć samą świadomość, ponieważ wszelkie doświadczenie zachodzi jedynie w świadomości. Z prac dra Davida R Hawkinsa wynika, że dzięki mocy pól energii uzdrawianie zachodzi w następstwie naszych postaw i systemów wierzeń, które wyznajemy. Dlatego też zdrowie w dużym stopniu jest odzwierciedleniem poziomów świadomości.

Zdrowie to żywotność, które jest przejawem pola energii. Ciało odzwierciedla to, o czym się myśli i jest od tego zależne. Dlatego też im większa będzie ilość negatywności w twoich myślach, tym większy będzie wpływ negatywnych pól energii na fizyczny stan ciała. I na odwrót, im więcej pozytywnej energii wypełnia twoje myśli, tym bardziej pozytywne będzie pole energii życia. Ta wiedza daje nam narzędzie, które umożliwia określenie, czy coś wspiera zdrowie i przejawy życia, czy też nie.

Zdrowie można zatem postrzegać jako przejaw niezaprzeczalnej żywotności, która ujawnia się po usunięciu przeszkód stojących jej na drodze. Zdrowie powstaje w wyniku przekroczenia ograniczeń i uczuć oddzielenia.

Zdrowie jest wyrazem poczucia własnej wartości. Tylko jak nauczyć się pokochania swojej prawdziwej jaźni? W jaki sposób doświadczać ciała i jaką tworzyć z nim relację?

 

A tu jest coś dla tych, którzy zainteresują się tematem praktycznie: http://www.neurolingwistyka.com/konstelacje-terapia-systemowa-rodzin

 

 

Grzegorz Halkiew

Komentarzy nie ma.