Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-05-13

Wojciech Jóźwiak

Technika lotu przez ześlizg

Szedłem ulicą w górę, stromo, z jakimiś ludźmi, jakby tam coś się działo: spektakl lub inne publiczne zgromadzenie. Coś się działo, oderwałem się od grupy, zostałem sam, zacząłem schodzić stromą uliczką w dół. Zastanawiałem się, że od tak dawna, a może nigdy dotąd, nie byłem w tej odległej dzielnicy miasta. (To miasto to nie była Warszawa, nie było tak powiedziane.) Uliczka była stroma i wyślizgana, zacząłem zjeżdżać w dół na butach. Coś mi powiedziało, że teraz jedynym o co powinienem się starać, jest żeby utrzymać równowagę, żeby trzymać się prosto. Wiedziałem, że jeśli tak zrobię, to gdy będę zjeżdżał w dół i w jakiś sposób oderwę się od ziemi, to nie będzie czasu abym spadł z powrotem. I tak zacząłem robić. Ześlizgując się w dół utrzymywałem równowagę, nie myśląc o niczym więcej. Oderwałem się od ziemi i już nie opadłem. Zjeżdżałem w dół unosząc się nad ziemią, najpierw niewiele, może 10 cm, potem metr, potem dwa metry. Minąłem paru ludzi idących tą uliczką, musiałem uważać, żeby się nie zderzyć. Czułem się tak, jakbym żartował, robił figle. Potem było miejsce z sianem, akcja się rozmyła, nie wiem, co dalej.
(Śniłem ja, ok. 10 lutego 2004)

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.