Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-06-16

Marcin Hładki

Tarzanie się w śniegu

Razem z A. ścięliśmy owocowe drzewo na polu w J. (w realu, w tym miejscu nigdy drzewa nie było). Kiedy już odnieśliśmy pocięte drewno, wróciliśmy po narzędzia i inne drobiazgi. Było lato, znajdowaliśmy się na skraju dojrzałego pola zboża, obok był spory zagon kartofli, a dalej, jakieś 100 metrów od nas, zabudowania gospodarstwa.
Zostawiłem na polu małą ręczną piłę do gałęzi, wbitą w ziemię. Podniosłem ją, koniec, który tkwił w ziemi już pociemniał od wilgoci. Zabezpieczyłem piłę przed rdzą, nacierając ją kawałkiem żywicy z tego ściętego drzewa. Szło to trudno, ale mimo tego że miałem katar (we snie), czułem słaby zapach żywicy.

W tym czasie A. zebrała różne drobiazgi do koszyka i zaczęła się rozbierać. Zdziwiłem się, ale powiedziała, że wytarzamy się w śniegu, to dobre na katar. Spojrzałem, gdzie patrzyła i rzeczywiście, wbrew wszelkiej logice, niedaleko nas, wśród kartofli, była spora zaspa.

A. już położyła się na śniegu, rzuciłem się w zaspę obok niej. Leżeliśmy na plecach, zaczęliśmy się turlać i dziwacznie pełzać pozostając wciąż na plecach. Śmialiśmy się i pokrzykiwialiśmy, śnieg nawet nie był zimny, tylko jakiś gipsowaty.

W pewnym momencie A. włożyła mi do ust grudkę tego suchego śniegu, wpadła mi ona głęboko do gardła, tak że nie mogłem oddychać, nos miałem wciąż zatkany od kataru. Przestałem się bawić, i trochę zły przewróciłem się na brzuch, żeby śnieg wypadł mi z ust. Z jakiegoś powodu nie chciałem użyć rąk, ale w końcu nie miałem wyjścia i zacząłem wydłubywać palcem tę grudę śniego-gipsu, który w międzyczasie stwardniał i teraz kruszył się zostawiając w ustach smak pyłu.

Obudziłem się nagle, pies musiał wyjść, od razu miałem pełną świadomość, że to był sen.
Na zewnątrz gwiazdy już zimowe, jasne i dalekie także należały do snu.

Marcin Hładki

Komentarzy nie ma.