Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2007-05-20

Wojciech Jóźwiak

Tarot i bęben
Połączenie bębna i kart tarota jako skuteczny środek badania przestrzeni wewnętrznej

Co łączy bęben i karty tarota? Na pozór nic. Wśród obrazów 22 atutowych kart tarota nie ma grających na bębnie. Jedynym instrumentem muzycznym, który jest w użyciu, jest trąba, w którą dmie anioł budzący ludzi na Sąd (karta XX-Sąd Ostateczny). Mag lub Magik, postać z karty nr I, w dawnych włoskich taliach nazywany był Il Bagatto, czyli człowiek z batutą, podający swoim kijem rytm grajkom i maszerującym w pochodzie, jednak samego tego tak skromnego instrumentu - kija do wystukiwania rytmu - od dawna się nie rysuje. Więc skąd bęben?

Przypomnijmy sobie w skrócie historię kart tarota. Owa gra i karty do niej pojawiły się w początkach lat 1400, u zarania Renesansu, na dworach wielmożów w północnej Italii - tam zresztą, gdzie narodziła się myśl Odrodzenia. Ludzie owej epoki na nowo odkrywali starożytność grecką i rzymską, dawną kulturę zapomnianą przez Średniowiecze, a wśród owych odkryć była także magia, wraz z nią zaś widzenie świata jako systemu magicznych ekwiwalencji, gdzie różne rzeczy, symbolicznie sprzężone współistnieją i pomagają sobie, rzec można, w swoim istnieniu. Tarot, który wtedy jeszcze tak się nie nazywał, był towarzyską grą, ale grą, która obrazowała ludzki los, od nędzy wygnańca-Głupca po potęgę Cesarza, poprzez rozterki duszy mamionej przez Diabła i Księżyc, aż po ostateczne oświecenie i widzenie naraz całości świata, co jest przywilejem mędrców, a co przedstawia symbolicznie końcowa śród atutowych karta XXI-Świat.

Gra w tarota (lub taroka - to starsza polska nazwa) z Włoch przewędrowała do Francji, gdzie w XVII wieku ustaliła się najbardziej trwała i znana wersja kart, tak zwany Tarot Marsylski. Z biegiem wieków tarot, będący jak się przypuszcza dziełem nieznanego genialnego filozofa i mistyka - niestety, zapewne nigdy nie będziemy znać jego imienia! - z książęcych dworów poszedł w lud. W roku 1740 w owej ludowej grze pewien szwajcarsko-francuski "antykwariusz", jak nazywano wówczas poszukiwaczy starożytnych osobliwości, Antoine Court de Gebelin (także tu), odkrył obrazkowy zapis tropionej przez siebie "wiedzy prymitywnej", pierwszej i przez to najgłębszej mądrości jaka w odległej przeszłości ukazała się ludzkiemu rozumowi. Uznał on, że pod postacią zagadkowych obrazków tarota ma przed sobą księgę mądrości dawnego Egiptu. I tak zaczął się flirt renesansowej gry karcianej z okultyzmem, z uprawianiem wiedzy tajemnej.

Przeskoczywszy kilka pokoleń, znajdziemy się na przełomie XIX i XX wieku w Londynie, gdzie na fali ówczesnej mody na tajemne stowarzyszenia prężnie działał Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku - Hermetic Order of the Golden Dawn. Nazwa była aluzją do oświecenia, jakie czekało adeptów na końcu drogi według obrządków Zakonu. Faktycznie, z kręgu Zakonu wyrosło kilkoro wybitnych twórców, wśród nich niepokorny uczeń-buntownik Aleister Crowley, jeden z prekursorów ruchu Nowej Ery, tarocistom znakomicie znany jako zarówno biegły teoretyk tarota, jak i autor-pomysłodawca jednej z najsłynniejszych i dziś już kanonicznej talii kart.

Dla naszych "bębnowych" rozważań najważniejsze jest jednak, że magowie Złotego Brzasku na wielka skalę posługiwali się wizualizacją i kart tarota używali jako przewodników po wizualizacjach. W archiwach Zakonu zachowały się raporty z "wypraw", które odbywali jego członkowie w głąb przestrzeni poszczególnych kart, jak ten opis spotkania z Cesarzową, mieszkanką karty numer III: na marmurowym oślepiająco białym tarasie oto "pojawiła się kobieta o heroicznym wyglądzie, odziana na zielono, z pasem z klejnotów i gwiaździstą koroną na głowie. W ręku trzymała złote berło zakończone zwiniętym kwiatem lotosu..." W dalszym ciągu tej wizji tarotowa postać przedstawia się jako bogini Izyda znana też pod innymi swymi niezliczonymi imionami.

Wizualizacja, jako świadoma i ujęta w reguły praktyka, była w kulturze Zachodu czymś do niedawna niemal nieznanym i nieobecnym. Właściwie odkryli ją dla nas właśnie członkowie Złotego Brzasku. Inspiracją dla nich były praktyki zaobserwowane w Indiach i ogólniej na Dalekim Wschodzie. Bowiem praktyka wizualizacji, jak się powiedziało, prawie nieznana na Zachodzie, jest nieomal głównym motorem duchowego życia Azji. W Tybecie powiada się przecież, że ktoś, kto dostatecznie silnie, dokładnie i z wewnętrznym przekonaniem wyobraziłby sobie (czyli: zwizualizował) że jest Buddą - stanie się naprawdę Buddą. Buddyjskie i hiduskie-tantryczne praktyki pełne są wizualizacji bóstw i bodhisatwów w przeróżnych scenach, a tamtejsze dzieła sztuki są w istocie "pomocami naukowymi" pokazującymi wiernym, jak powinny wyglądać ich świątobliwe wizualizacje.

Magowie Złotego Brzasku właśnie tak, jako wzory dla wizualizacji, zaczęli traktować karty tarota. Czy faktycznie byli w tym dziele pierwsi? Otóż w renesansowych Włoszech gdzie narodził się tarot, w najwyższych kręgach poszukiwaczy wiedzy, rozwijana była tak zwana sztuka pamięci. Chodziło w niej nie tyle o zapamiętywanie zdarzeń, dat czy nazwisk - jak w szkolnej nauce - co o zbudowanie w umyśle map rzeczywistości - pałaców pamięci odzwierciedlających jej wyższy porządek. Można powiedzieć, że w ramach sztuki pamięci próbowano zbudować w umyśle obraz idei Platona - który to filozof patronował zresztą całemu ruchowi Renesansu. I tak w tarotowych obrazach odnajdujemy wiele podobieństw do alegorycznych figur używanych przez mistrzów sztuki pamięci. Tak więc zapewne u początków tarota była świadoma wizualizacja i z wizualizacji narodziła się tarotowa talia. Magowie Złotego Brzasku tylko wracali - z małą pomocą, która nadeszła z Azji - na zapomnianą oryginalną drogę.

Nieświadoma wizualizacja jest czynnością dość, przyznajmy, pospolitą. Kiedy rozmawiasz przez telefon, wizualizujesz obraz swojego rozmówcy. Kiedy planujesz wyjazd, np. do wakacyjnej miejscowości, wizualizujesz tamtą okolicę. Nasz umysł bez przerwy wytwarza wizualizacje. Sztuka wizualizacji polega na tym, żeby określone obrazy przywoływać celowo i utrzymywać je ciągle, wbrew skłonności umysłu do "skakania". Współcześni psychologowie stwierdzili, że tak praktykowana wizualizacja działa: wywiera fizyczne skutki. Wizualizując własne ciało jako zdrowe, z całym przeglądem oznak zdrowia, można się faktycznie uleczyć, spowodować cofnięcie się choroby. Taki zresztą mógł być mechanizm wielu "cudownych" uzdrowień. Zdumiewające cielesne efekty, jakie przydarzały się mistykom - wśród nich krwawiące stygmaty są znane najbardziej - także zapewne dadzą się wyjaśnić praktykowaniem przez nich wizualizacji męki Chrystusa. W każdym razie wizualizacja wydaje się być jednym z kanałów, poprzez które umysł działa na ciało, a czasem na materię w ogóle. Jest to więc jeden ze sposobów magii.

W cytowanej wcześniej wizualizacyjnej praktyce Złotego Brzasku uwidacznia się ciekawe zjawisko: oto wizualizacje, jeśli tylko niepokój umysłu ich nie rozproszy, mają skłonność "ożywać". Zaczynają żyć własnym życiem. Zachowują się spontanicznie, zmieniając się, wyświetlając obrazy i dając słyszeć słowa, które z pewnością nie są świadomym dziełem praktykującego. Ożywająca wizualizacja zaczyna przypominać przestrzeń snu - ale snu świadomego, "jasnego snu", w którym doświadczający zachowuje wszystkie władze umysłu. A stąd już krok do zjawiska, które leży u podstaw wszelkich praktyk szamańskich: do wejścia w przestrzeń wewnętrzną, w przestrzeń będącą kreacją umysłu. Nie wiemy, czy tylko umysłu tego właśnie doświadczającego człowieka szamana, czy raczej pewnej większej całości, w której umysł szamana jest zanurzony. Jednak wszyscy praktycy powiedzą bez wahania, że owa "szamańska przestrzeń" to jest właśnie coś więcej niż tylko produkt ich umysłu, choćby nawet nieświadomy.

Szamani używają wielu środków i technik wspomagających ich w ich wędrówkach do alternatywnych przestrzeni. Najbardziej rozpowszechnionym jest bęben! Monotonny rytm bębna, w tempie około 220 uderzeń na minutę, odwraca umysł od innych bodźców zewnętrznych i otwiera go na treści płynące z wnętrza. Pod wpływem rytmu bębna spontanicznie pojawiają się żywe wizualizacje, właściwie - wizje. Pojawiają się sny z włączoną przytomnością.

Jak widać z powyższych rozważań, wizualizacja pewnej symbolicznej sceny, takiej jak karta tarota, i rytm bębna, jeśli je zastosować razem, będą się wzmacniać i wspomagać. Przy dźwięku bębna bez porównania łatwiej jest utrzymać w umyśle tarotowy obraz, łatwiej też i naturalniej animuje on, ożywa. Z drugiej strony tarot wspomaga wizje bębnowe kierując je ku ustalonym wzorom, nadając im ramy - można powiedzieć, że tarotowe sceny zapobiegają daremnemu błądzeniu wizji indukowanych przez bęben.

Pomysł połączenia tarotowych wizualizacji z podróżami przy bębnie przyszedł mi kilka lat temu. Pierwsze warsztaty pod hasłem "Tarot i Bęben" prowadziłem w 2000 roku i powtarzałem później kilkakrotnie. Wyniki okazały się zdumiewające. Bęben na tarotowe wizje działa jak potężny wzmacniacz. Widziane karty są żywe, barwne, czynią silne wrażenie bycia "istotą rzeczy" - a także spontanicznie rozwijają się we własne warianty, często zaskakujące i różne od tarotowego pierwowzoru. Na przykład wtedy w 2000 roku, w wizji karty XIII Śmierć wyświetlił mi się tarotowy kościotrup w pozycji medytującego (kościanego) Buddy, obok którego zasiadał szkielet szamana bijący w bęben (sama rama bez membrany!) i szkielet jogina stojący na głowie.


rysunek
13. Śmierć
Zobaczyłem szkielety w różnych pozach. Na pierwszym planie siedział w pozycji medytacyjnej, ze splecionym dłońmi (kośćmi) bardzo zadowolony z siebie i widać, że bardzo mądry szkielet Buddy; biło od niego światło. Obok był szkielet szamana bijący w bęben; była to sama rama bez skóry, ale coś powodowało, że pałeczka odskakiwała. Dalej był szkielet jogina stojący na głowie, a w dali cala meksykańska orkiestra szkieletów z rozmaitymi instrumentami (nie narysowałem tej grupy). Szkielety wydały mi się przyjaznymi istotami, z którymi mogę się odtąd kontaktować w medytacjach. Wydało mi się, że jest to w istocie nie znany dotąd gatunek aniołów. Ich kości nie rozpadały się, ponieważ spajało je pole siłowe. Niebo było czerwone, a z ziemi wystawały skały podobne do kości, niby szkielet ziemi, jak w Chorwacji. Dotarło do mnie zdanie: "O, jakże lekko oddychać szkieletom!" - i poczułem swobodę, którą daje brak ciała i jak to jest, kiedy powietrze owiewa żebra.

Podczas tarotowo-bębnowych sesji wyświetlają się nieznane wcześniej ukryte sensy kart, a także zagadkowe dotąd znaczenia rozkładów kart jako odpowiedzi na szczególne pytania. Wydaje się, co więcej, że wizyjny stan umysłu, w który wchodzi się pod wpływem bębna, jest bardziej "naturalnym środowiskiem" do wszelkiej pracy z kartami tarota, bez porównania bardziej im przyjaznym niż zwykły, logiczny, krytyczny i oceniający stan umysłu. Również w tym, 2007 roku będę prowadzić warsztaty "Tarot i Bęben".

Co ciekawe, z perspektywy widać, że tarot zawiera wiele aluzji do praktyk szamańskich! Być może ktoś namaluje w przyszłości taką talię tarota szamańskiego. Karta XI-Moc przypomina praktyki ze zwierzętami mocy, które pojawiają się w wizjach, także w wizjach bębnowych. Karta XII-Wisielec wygląda jak ilustracja praktyk zawieszania się na szamańskich huśtawkach - często w dziwnych, wyglądających nienaturalnie, pozycjach. W tajemniczej karcie XV-Diabeł można widzieć wizyjną podróż do dolnych światów i tamtejszych bóstw, zaś w karcie XIX-Słońce - przeciwnie, podróż ku światom górnym, kosmicznym. Nową szamańską interpretację przyjmuje karta XX-Sąd, która w tej perspektywie przedstawia ludzi wychodzących z ziemi na zakończenie praktyki zakopania się w ziemi - praktyki znanej dawniej w Meksyku i przywróconej współcześnie przez Victora Sancheza.


rysunek
20. Sąd, a właściwie: Odrodzenie
Początek wizji był jak wrażenia z praktyki zakopywania się do ziemi: kiedy pod koniec pobytu w grobie czuje się, że przyszedł czas, żeby wyjść na powierzchnię. Czuję, jak dostaję ciała. Jestem wśród ludzi, którzy wychodzą spod ziemi. Ziemia jest poruszona, jest wzburzona, a z jej sypkich, miękkich i żyznych zwałów wydobywają się ludzie, kobiety i mężczyźni: wszyscy młodzi, piękni i pełni życia. (Narysowałem tylko dwie kobiety.) Otrzepują się z piasku, przeciągają się. To Nowi Ludzie, którzy wyrośli wewnątrz Ziemi, a wraz z ich wyjściem zaczyna się całkowita odnowa świata. Pośrodku doliny, gdzie to się dzieje, rośnie wielki, stary dąb. Na nim widać żołędzie. To właśnie z tych żołędzi, które spadły i wykiełkowały w ziemi, wyrośli ci Nowi Ludzie. To koniec inicjacji, wszystkie przemiany są za nimi, nowe życie: przed nimi. Odpowiednie rzeczy też dzieją się na niebie. Obraz ten nawiązuje do umiejętności, które kiedyś jakoby mieli pewni lamowie tybetańscy, którzy patrząc w niebo, widzieli na nim wieszcze wizje. Tutaj niebo jest ekranem, na którym wyświetlają się archetypy. Wystarczy, że ludzie, którzy wyszli z ziemi, spojrzą w niebo - i już wszystko będą wiedzieć. Ich nauczyciele już czekają na niebie, są to rozmaite zwierzęta mocy. Narysowałem spośród nich Lwa, Byka, Węża i jakieś inne rogate stworzenie. Co do głównego anioła, to nie mam pewności, czy ma ludzką twarz. Prócz Zwierząt, na niebie widać także znaki tajemnych alfabetów. Obrazek opatrzyłem napisem "Totalna odnowa świata", i chętnie zatytułowałbym go: "Odrodzenie".

Tarot i szamańskie praktyki z bębnem, chociaż przez wieki tworzyły osobne nurty, dzisiaj spotkały się i połączyły - i mam nadzieję, że będzie to z pożytkiem dla jednej i dla drugiej linii przekazu.

Wojciech Jóźwiak adres


Napisane dla miesięcznika "Wróżka", dla "Taraki" rozszerzone.


Tarot i Bęben
- warsztaty 2-8 lipca 2007 w Pniewie koło Jastrowia koło Piły
prowadzi: Wojciech Jóźwiak


Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.