Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-12-22

Sonia Alicja Bednarek

Tantra polska (5)
Z cyklu: Wywiady z uczestnikami warsztatów i praktykami tantry. Pyta Wojciech Jóźwiak

Pyta Wojciech Jóźwiak

Wywiad 5

Odpowiada: Sonia Alicja Bednarek (www.alayatantra.com.pl)


W kilku miejscach w swojej witrynie (www.alayatantra.com.pl) porównujesz swoja drogę z szamanizmem; prowadzone przez siebie działania nazywasz szamańskimi. Tak samo Twoi nauczyciele, Gaya i Mariusz Wiśniewscy, powołują się na szamanizm. Co w tych działaniach jest szamańskiego? Co ma tantra wspólnego z szamanizmem?

W Tantrze, tak jak w szamanizmie, chodzi o transformację, o uzdrowienie. Na warsztatach, poprzez różnorodne ćwiczenia i rytuały, podobnie jak szaman poprzez swoje rytuały, stwarzamy warunki i sytuacje do spotkania się ze swoim wnętrzem (jego światłem i cieniem) i wywołania napięcia, by za jego pomocą i z jego mocą doprowadzić do momentu uzdrawiania. Po to by pozbyć się całego balastu (blokad, zranień, smutku, wszelkich odcisków dawnych trudnych przeżyć) jaki nosimy, czegoś co blokuje, ogranicza i powstrzymuje, a tak naprawdę jest już zbędne. Chodzi o to, by w ten sposób stworzyć miejsce na pojawienie się czegoś nowego w życiu. By móc zintegrować w sobie swoje różne aspekty, np. dzikość i delikatność, moc i wrażliwość, umysł i duchowość, seksualność i miłość. To trochę tak jak w tym powiedzeniu, które mówi, że do pełnego naczynia już nie nalejesz...

W Tantrze, tak jak w szamanizmie, najwięcej zajmuje nam podróż z głowy do ciała, do serca, do ich pierwotnej mądrości, by w ten sposób osiągnąć swój potencjał i rozkwitnąć. By, tak jak drzewo, mieć pełny kontakt z ziemią i niebem. Tutaj przypomina mi się fragment z książki E. Gilbert "Jedz, módl się, kochaj", w którym bohaterka dostała od balijskiego szamana wskazówkę - rycinę przedstawiającą postać zdaje się na czterech nogach, z okiem w sercu, i rośliną w miejscu głowy. I o to właśnie chodzi w Tantrze!


W taki razie porównajmy tantrę z hatha-jogą. Ktoś, kto wybiera się ćwiczyć hatha-jogę, wie, że pierwsze i podstawowe ćwiczenia będą polegały na tym, że będzie leżał w śawasanie i pogłębiał relaks, że będzie z prostymi nogami sięgał dłońmi do podłogi, że będzie siedząc sięgał głową do kolan itd. Jakie są podstawowe ćwiczenia przy praktykach tantry? (Jeśli oczywiście takie porównanie jest sensowne?)

Hmmm... wiesz Wojtku, podejrzewam że kilkuzdaniowa odpowiedź jednym coś wyjaśni a drugim wręcz przeciwnie, ale jeśli zaciekawi to już fajnie. Jest ich tak dużo, że podam tylko kilka przykładów.

Ćwiczenia można podzielić na te dla początkujących i te dla zaawansowanych. Te pierwsze to przede wszystkim właśnie sprowadzanie z głowy do ciała, do odczuwania przez nie, np. poprzez różne formy transu i medytacji aktywnych, np. opartych na medytacjach Osho. Tutaj chodzi o rozluźnienie ciała, właśnie sprawdzenie co się w nim dzieje, jakimi emocjami jest wypełnione, wyrażanie tych niewyrażonych, pozbywanie się tego co zbędne. By w ten sposób pozwolić popłynąć przez nie swojej energii życiowej, seksualnej i wreszcie zacząć naprawdę ją czuć. Ją, czyli swój potencjał, swoją naturalną seksualność, jej soczystość i wibrację. Wtedy właśnie zaczyna się pojawiać powiedzmy nowa przyjemność ogarniająca całe ciało i zaczynasz odkrywać jak ogromnie dużo masz jej w sobie i wokół siebie. Są także ćwiczenia skierowanie na poprawę naszych umiejętności komunikowania się, także w świecie intymnym, nawiązywania bliskości poprzez dotyk (np. masaż), czy odświeżania zmysłów.

Jednym z podstawowych rytuałów tantrycznych jest fala (w pozycji yab-yum). Zawsze budząca wiele emocji, ponieważ jest niesamowicie intensywną przygodą i to za każdym razem zupełnie inną, na zupełnie innym poziomie. Polega na braku oczekiwań, na poddaniu się energii, która się pojawi, na puszczeniu i rozpuszczeniu się. To z jednej strony spotkanie z inną istotą, a z drugiej znowu z sobą samym.

Natomiast wśród ćwiczeń tylko dla zaawansowanych są już rytuały tantryczne polegające na uzdrawianiu seksualności, na początku oswajanie się z własnym ciałem, z jego nagością i jego pięknem. Jest taki cudowny rytuał - Hołd Yoni i Lingama. To spotkanie i rozmowa ze swoją intymnością i intymną częścią ciała, wsłuchanie się w nią, w to co lubi i to czego nie lubi, w jej potrzeby, pragnienia i wreszcie uhonorowanie jej z miłością. W zasadzie dla większości uczestników, jest to pierwsze tak głębokie, piękne, uzdrawiające i wzruszające spotkanie z samym sobą jako Świadomą Istotą Seksualną. Coś co kompletnie nas zmienia. Są też inne rytuały uzdrawiania swojej seksualności, ale jak pisałam - dla zaawansowanych i dalsze ich opisywanie teraz nie ma sensu. Ale też niedługo na naszej stronie pojawią się pewne informacje na ten temat.


Szamani (szamaniści) jako miejsce swoich praktyk preferują otwartą przestrzeń, pod niebem. Magowie z upodobaniem praktykują w piwnicach, podziemiach, w lochach, w jakichś "tajemnych ciemnościach". (Na tej zasadzie działał nieistniejący już klub "Le Madamme" w Warszawie, gdzie najciekawsze spotkania odbywały się w zabytkowych lochach w podziemiach klubu.) Czy praktycy tantry preferują jakieś szczególne miejsca? Jak powinno wyglądać idealne miejsce do takich praktyk?

Przestrzeń Natury - drzewa, łąki, jeziora, las, niebo, ziemia, powietrze, woda, ogień - to świat Tantry i Tantryka. Miejsca pełne życiowej energii, harmonii, mocy, piękna i cudu tworzenia. Miejsce gdzie budzi się w nas impuls do życia.

Ale jeśli chodzi o przestrzeń zamkniętą to jest zupełnie nietajemnicza i w zasadzie pięknie zwyczajna... Szukamy sal, miejsc harmonijnych, przesyconych kolorem, energią, światłem, w których możemy się czuć swobodnie, krzyczeć i śmiać, bawić się, tańczyć i grać na bębnach, wzruszać i zbliżać do siebie. Uwielbiamy tkaniny, świece, kadzidła. Towarzyszą nam tantryczne symbole energii żeńskiej i męskiej jak Śiva, Śakti czy Tara, a także cztery żywioły. Wszystko to, co przekształca miejsce stworzone ręką człowieka w miejsce, w którym Ziemia spotyka się z Niebem.


W tantrze (tak jak się o niej dowiaduję...) widzę taka dwoistość, takie "albo-albo" ("owies albo siano"...). Albo praktyki angażujące seksualne emocje zaprzęgnę do osiągnięcia wyzwolenia, czy oświecenia, czyli do wyjścia poza samsarę - albo tych praktyk użyję do tego, żeby w tej samsarze było mi jako tako przyjemnie.
Dla mnie to jest zupełnie podstawowe pytanie!
Czy tantra to jest poważna praktyka duchowa (chociaż z wykorzystaniem seksu) prowadząca do wyzwolenia? - Czy mówimy sobie: "olać to wyzwolenie", no bo przecież w tantrycznych pozycjach, z opóźnionym wytryskiem i z orgazmem trwającym godzinami jest całkiem nieźle i wcale człowiek nie ma ochoty się od tego wyzwalać?

Fajnie prowokujesz:-). To zależy jaką ścieżkę wybierzesz. Możesz poprzestać na, jak to określiłeś, na uprzyjemnianiu sobie samsary (zresztą totalnie zjawiskowym), jeśli na ten moment to jest to, czego szukasz. I to jest OK. Albo pójść dalej.

W Tantrze nie tyle chodzi o wykorzystanie seksu do osiągnięcia wyzwolenia, ale energii seksualnej, którą przesycony jest każdy z nas i każdy aspekt naszego życia. Zatem energia seksualna to nie tylko seks, to jeden z jej przejawów. Energia seksualna to ogromna moc życia, kreacji, łączenia w jedno. Dlatego to właśnie dzięki niej możesz osiągnąć stan niedualności, inaczej wyzwolenie.

A nam - ludziom Zachodu, którzy są bardziej w głowie niż w ciele - właśnie poprzez kochanie się najłatwiej jest tą energię poczuć. Świadomie kochając się możesz chociaż na moment wejść w niedualność i harmonię w sobie, z drugą osobą i ze wszystkim co Cię otacza. W niewysłowioną radość i miłość, rozkosz i ekstazę. W efekcie możesz kochać się całym Wszechświatem i poczuć o co w tym oświeceniu chodzi nie tylko w sypialni, ale też poza nią.

Stąd mówi się, że Tantra jest szybką, ale wcale niełatwą, drogą by tego doświadczyć. Niełatwą, bo aby coś takiego naprawdę poczuć i rozwijać w sobie w stan trwały nie wystarczy poznać pozycje, techniki gromadzenia, cyrkulacji i rozprzestrzeniania energii czy powstrzymywania wytrysku. Musisz do tego dojrzeć, cały Ty - Twoje ciało, serce, dusza, umysł. Dojrzeć czyli zintegrować w sobie wszystko to w Tobie co to uniemożliwia, blokuje. Uwolnić się.

Zaczynasz od otwierania swojej pierwszej czakry, aby energia ta w ogóle mogła swobodnie wpływać. Stąd na początku jest tak dużo pracy z seksualnością, a w zasadzie z wszystkim normami, oczekiwaniami, oceną społeczną, religijną, czy kulturową, którą nosisz w sobie. Z tym, co w seksualności jest dla Ciebie np. moralne czy niemoralne, perwersyjne, czy ją uwielbiasz czy nie, może kojarzy Ci się z nadużyciem, może się jej wstydzisz itp. (Ponoć na świecie na ten moment jest bardzo niewielu ludzi o zdrowej seksualności.)

Jak pisałam, aby dojść do tego czystego i wolnego siebie trzeba przejść przez skorupki doświadczeń, które go otaczają. Przejście oznacza ponowne ich przeżycie, skonfrontowanie się z nimi, uwolnienie i integrację. A tak się składa, że nie każdy z nas jest na to gotowy. Trzeba odwagi by spotkać się z całym sobą, czyli także ze swoim bólem i swoją ciemną stroną. Zresztą w pewnym momencie okazuje się, że to co wydawało nam się takie straszne, trudne wcale aż takie nie jest. Nie zapadasz się tak jak kiedyś, nie zawieszasz. Doświadczasz, transformujesz i idziesz dalej. Zresztą, za każdym bólem, strachem, czai się bezbrzeżna przyjemność, więc naprawdę warto. Zatem, na tej ścieżce albo w pełni w to wchodzisz albo wychodzisz - to określenie, którego ostatnio często używamy:-).


Ta dwoistość przenosi się na konkretną praktykę, również na ogłoszenia w internecie o warsztatach. Czy ta tantra, którą praktykujemy ma cel "ziemski", czyli uczy pary, jak przyjemniej się kochać, - czy ma cel "duchowo-wyzwoleńczy", czyli uczy, jak skupić umysł?

Nie widzę tutaj dwoistości i nie tworzyłabym takiego podziału. Wiesz, tak się składa, że żyjemy na planecie Ziemia. I jako Ziemianie mamy i ciało, i duszę i umysł, pewnie z jakiegoś powodu.:-) Wg Tantry właśnie ciało jest naszą świątynią, to ono jest naszą mądrością, a umysł i dusza po prostu je dopełniają. Umysł pozwala uporządkować nam zgromadzone doświadczenia i przeżycia w wiedzę. Taka jest jego rola. A dusza nadaje kierunek i sens naszemu istnieniu.

Przecież Budda, nie osiągnął oświecenia, tylko dlatego, że usiadł pod drzewem i je wymedytował. Osiągnął je w wyniku wielu różnorodnych przeżyć jako istota ziemska, z ciała, krwi i kości, seksu, serca, duszy i umysłu. Ponoć kiedyś zapytany czy mógłby osiągnąć oświecenie nie wyruszając w swoją wędrówkę, tylko żyjąc codziennym, normalnym życiem, z rodziną. Powiedział, tak, jak najbardziej.

To po prostu kwestia stałego poszerzania świadomości na poziomie ciała, umysłu i ducha tu i teraz, na Ziemi. Łączenia, a nie dzielenia. Także dla Tantryka tak samo ziemskie jest zarówno kochanie się, osiąganie ekstazy, swojego pełnego potencjału jak i wyzwolenia.


Na warsztaty czy inne zajęcia tantry przychodzą ludzie z bagażem doświadczeń, także negatywnych. Tak jak Ty znasz uczestników i uczestniczki, to co im najbardziej przeszkadza? Z czym osoby podchodzące do tantry mają największy kłopot?

Mam wrażenie, że obok dwóch wciąż odwiecznych tabu jak seks i śmierć, pojawiła się bliskość. Jest dużo strachu przed otwarciem się na drugą istotę. Mam wrażenie, że gra pozorów w obecnym świecie to coś więcej niż standard, to niestety sposób na życie. A w ramach seksualności wiodącym tematem jest moralność, czyli trudność w pełnym pozwoleniu sobie na bycie świadomą istotą seksualną oraz wolnym i niewinnym wyrażaniu tej seksualności. Pojawia się także potrzeba kontroli (siebie, sytuacji itp.) i związany z tym brak poczucia bezpieczeństwa.


Domyślam się, że kobiety i mężczyźni inaczej doświadczają tantrycznych ćwiczeń czy rytuałów, inaczej je przeżywają. Inaczej tantra wygląda od kobiecej i od męskiej strony. Powiedz coś więcej o tym.

Jeśli chodzi o różnice to np. mężczyźni, często po raz pierwszy, sięgają do swojego aspektu żeńskiego, swojej wrażliwości, miękkości i czułości, których normalnie unikają, ponieważ powszechnie uważa się, że to takie niemęskie. A także, z drugiej strony, mogą wyrazić się i poczuć się jak pierwotny mężczyzna, silny wojownik. Czyli, łącząc te aspekty, poczuć się mężczyzną kompletnym.

Kobiety natomiast sięgają do swojej mocy, której - abstrahując od wychowania - zwykle same się boją, bo gdzieś głęboko czują, że jest to przeogromna siła. Kobieta ze swej natury jest upostaciowieniem energii życiowej, a nie ma większej mocy. Pozwalają sobie ją poczuć i wyrazić. Potem ją integrują by działać przez serce. Dla mężczyzn spotkanie się z tą mocą, to też ogromne przeżycie. Chodzi o to by poczuć i doświadczyć, że jest to siła, która wspiera a nie zagraża, która otwiera a nie niszczy.

Odkrywanie swoich męskich i żeńskich aspektów, zupełnie zmienia wzajemne postrzeganie się płci. Pamiętam taki moment, kiedy byłam uczestniczką formacji zaawansowanej, kiedy wszyscy tego samego dnia spojrzeliśmy na siebie z zachwytem, mężczyźni na kobiety i kobiety na mężczyzn. Pojawiło się coś nowego. Nagle odkryliśmy że to wszystko w nas jest zjawiskowe, cudowne, boskie.


Na koniec poproszę Cię o kilka słów od siebie do czytelników Taraki. Co chciałabyś im przesłać?

Jeśli tylko choć trochę zaczęła pociągać Cię tantra, zaczęła się wokół Ciebie pojawiać, to być może są to sygnały, że jest to ścieżka dla Ciebie. A tantrę możesz poznać jedynie przez odczuwanie, zatem SPRÓBUJ!


Dziękuję pięknie za rozmowę!


pytał: Wojciech Jóźwiak
odpowiadała: Sonia


Sonia Alicja Bednarek

Komentarzy nie ma.