Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-12-12

autorzy różni lub anonimowi

Tantra polska (2)
Wywiady z uczestnikami warsztatów i praktykami tantry

Pyta Wojciech Jóźwiak

Część 2

Odpowiada: Bogdan, wiek 30+, PR-owiec.


Kto wprowadził Cię do tantry? W czyich zajęciach brałeś udział?

O tantrze dowiedziałem się, kiedy poznałem Helen Dziemidko , angielską nauczycielkę tantry. I właśnie w Wielkiej Brytanii, ok. 5 lat temu, byłem na pierwszym warsztacie, który prowadził Robert Osborn. Potem Robert był raz w Polsce, później byliśmy z żoną w Czechach na warsztacie Johna Hawkena, też Brytyjczyka. Potem kilka lat przerwy, aż w zeszłym roku trafiłem do Dawida i Zosi Rzepeckich i uczestniczyłem wraz z żoną w 3 warsztatach (w tym jednym tygodniowym).


Jakbyś wyjaśnił, komuś kto nic nie wie na ten temat, co to jest tantra?

Dla mnie tantra to ścieżka rozwoju osobistego. Ścieżka która łączy seksualność z emocjami. Ścieżka, która pomaga mi odczuwać miłość w relacji z kobietą, wzmacnia tę miłość, ułatwia do niej dostęp. To również nie jest bez znaczenia dla relacji z innymi osobami, ze światem. Ucząc się jak być w pełni w związku damsko-męskim, łatwiej mi funkcjonować w innych relacjach. Tantra to moim zdaniem również rodzaj pracy z ciałem. Uczy jak skupiać się na reakcjach i sygnałach płynących z ciała. Jak uwalniać blokady zawarte w ciele. To wszystko jest również sposobem na poszerzanie mojej świadomości. Z bardziej praktycznego punktu widzenia, to także sposób na poprawienie jakości życia seksualnego, ale nie przez "sztuczki i wygibasy", ale poprzez połączenie serca z ośrodkiem seksu, poprzez wnoszenie do seksu emocji.

Wedle tradycji, to również szansa na osiągnięcie duchowej pełni, ale dla mnie to raczej "melodia przyszłości". Ważniejsze jest to, co opisałem powyżej.


W mailu do mnie napisałeś, że pewne elementy tantry praktykujesz w domu. Opowiedz coś więcej o tych praktykach.

Praktyki domowe to tak naprawdę powtarzanie technik poznanych na warsztatach. Medytacji, masaży, technik oddechowych itp. Przykładem takiej domowej praktyki może być ćwiczenie znane jako firebreath orgasm. Polega ono na skupianiu się na oddechu, który zatacza kręgi pomiędzy coraz wyższymi czakrami. To wyzwala przepływ energii seksualnej przez ciało, aż wyzwala coś, co można nazwać orgazmem energetycznym. Orgazmem zachodzącym bez stymulowania narządów płciowych, no i całkiem innym jakościowo.

To także wcielanie w życie tego czego tantra mnie uczy, chociażby podczas uprawiania seksu. Tu mam na myśli skupienie się na oddechu, na odczuciach płynących z ciała. To również bardziej ceremonialny stosunek do stosunkuJ. Organizacja przestrzeni, przystrojenie jej, zapach, muzyka. Takie dbanie o poszczególne zmysły. Podobnie będzie z masażem poprzedzającym uprawianie seksu. To szansa na przygotowanie ciała do odczuwania płynącej podczas seksu przyjemności. Może to brzmi bardzo zwyczajnie, ale myślę, że tu nie chodzi o odkrywanie Ameryki i wymyślanie skomplikowanych ćwiczeń, tylko zapewnienie warunków do prawdziwego spotkania między dwojgiem ludzi. A do tego wystarczą znane wszystkim środki. Trzeba je tylko świadomie stosować.


Para ludzi, którzy żyją ze sobą, zawsze ma swoje tajemnice. Czy będąc na warsztatach tantry nie czuliście się oboje jak na widoku? "Na wystawie?" To musi być dziwne uczucie, kiedy nagle cała sfera "małżeńskich tajemnic" jest przedmiotem rozmów, szkoleń, dyskusji?

Hmm, i tak, i nie. Po pierwsze nie bo, nie ma przymusu wyjawiania wszystkich tajemnic. Idzie się tylko do takiej granicy, do jakiej się chce pójść. Poza tym często ćwiczenia polegały na skłanianiu nas do otwierania się na siebie, na nauce komunikacji i wyrażania swoich potrzeb, czyli sporą część pracy i tak robiliśmy we własnym gronie, we dwójkę. Z drugiej strony były momenty, gdzie pojawiała się bliskość zarówno fizyczna jak i emocjonalna, i czuliśmy, że to bardzo intymna sytuacja i trudno się nią dzielić. To jednak było trochę na zasadzie progu, bo tak naprawdę każda para zajmowała się sobą i nie zwracała uwagi na innych, więc to może i była "wystawa", ale nikt jej nie oglądał. Okazywało się więc, że można łatwo zapomnieć o obecności innych i zająć się sobą, aczkolwiek trzeba przyznać, że takie trudne odczucie czasem się pojawiało.

Mam też wrażenie, że bardzo dużo zależy od osób prowadzących warsztaty. Jeżeli potrafią one wytworzyć odpowiednią atmosferę, to uczestniczy czują się bezpieczni i łatwiej im przechodzić przez trudne momenty.


Czy znasz takie przypadki, kiedy na warsztatach dochodziło do kryzysów w parach? Np. dwoje ludzi, którzy przyjechali jako para, rozjeżdżali się jako single? Albo dwie pary wymieniały się "na krzyż"? Ktoś komuś odbijał partnera? A jeśli nic takiego się nie zdarzało, to czy wisiało w powietrzu takie napięcie, że ktoś ma ochotę na cudzego partnera? Oczywiście tu też zapytam, czy znasz przypadki zakochań, a może wielkich miłości, które wybuchały na takich warsztatach?

Osobiście nie znam żadnych przypadków poważnych kryzysów. Jedyne co miałem okazję zaobserwować to czasami dość mocne napięcia, wydaje mi się, że oczywiste w trakcie czasu, kiedy obie osoby intensywnie nad sobą pracują. Zazwyczaj były to jednak sytuacje do przejścia, które później owocowały zbliżeniem partnerów. Co do wymieniania się, to też tego nie zauważyłem. Moje wrażenie jest takie, że tantra bardzo zbliża partnerów, więc taki warsztat to raczej miejsce, które utrudnia, jeśli można tak powiedzieć, a nie ułatwia, kontakty z nie-partnerami. Z tą ochotą na cudzego partnera, to też ciężko mi zauważyć, ale myślę, że to możliwe. Z mojego punktu widzenia jest tak, że kobiety pięknieją w trakcie warsztatów. Trudno tego nie zauważyć i nie poczuć, że inna kobieta też jest atrakcyjna. To jednak moim zdaniem bardzo cenne doświadczenie, to daję szansę na związek bez hipokryzji. Świadomego wybrania danego partnera, mimo że gdzieś po świecie chodzą osoby, które też wydają się interesujące. Co do wybuchu nowych miłości, to takich nie widziałem, gdyż w zdecydowanej większości przypadków byłem na warsztatach dla stałych par. To co jednak tam można było zauważyć to "zakochania na nowo", wzmocnienie uczucia, ponowne zbliżenie się partnerów. Co tu dużo szukać, sam po takim warsztacie wyraźniej czuję, że kocham moją żonę.


Tantra pochodzi z Indii. Czy ten indyjski duch utrzymał się również u nas, w Europie? Czy pozostały związki z klasycznym indyjskim przekazem?

Współczesna tantra, z którą się zetknąłem to połączenie wschodniej tradycji z odkryciami zachodniej psychologii. Moim zdaniem, taka mieszanka czyni tantrę bardzo atrakcyjną i skuteczną. Myślę, że głównie filozofia jest tradycyjna, a większość ćwiczeń współczesna, choć nie studiowałem nigdy tradycyjnych przekazów tantrycznych, więc mogę się mylić. Te wschodnie elementy, które można wychwycić, to nawiązywanie do hinduistycznej mitologii, szczególnie do relacji między Śiwą i Śakti, używanie w trakcie ćwiczeń klasycznej pozycji tantrycznej yab-yum, to również śpiewanie wschodnich mantr. Indyjski duch jest więc jak najbardziej obecny. Także w nieco bardziej współczesnej formie, bo wszyscy nauczyciele tantry, z którymi się zetknąłem używają medytacji opracowanych przez Osho.


Na koniec poproszę Cię o zdanie lub kilka, bezpośrednio do osoby, która ten tekst czyta w Tarace. Co chcesz przekazać, w związku z tantrą?

Odp.: Cóż, mogę tylko zachęcić do posmakowania tej ścieżki. Wydaje mi się, że niemal każdy może znaleźć tu coś dla siebie, bo przecież od wieków żyjemy w kulturze, która tłumiła ludzką seksualność. Warto nad tym popracować, bo efekty widoczne są nie tylko w alkowie. Seksualna energia, to po prostu energia życia. Im mamy jej więcej, im bardziej czujemy jej przepływ tym łatwiej funkcjonować w najróżniejszych dziedzinach życia. I myślę, że nawet jeśli komuś wydaje się, że to ścieżka nie dla niego, to i tak warto spróbować. Moim zdaniem dopiero praktyczne zetknięcie się z tantrą, jak zresztą z jakąkolwiek inną ścieżką, pozwala odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to dla mnie.


Dzięki za wywiad!


Pytał: Wojciech Jóźwiak

autorzy różni lub anonimowi

Komentarzy nie ma.