Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-05-20

Marianna

Taniec derwisza

Byłam poważnie chora. Nie pamiętam, na co. Nie pomagała mi konwencjonalna medycyna i w końcu jakiś nieznany człowiek zaproponował mi pójście do „szeptuchy”. Podał mi jej adres i powiedział, że warunkiem żebym ją znalazła, jest pójście do jej domu na piechotę. Nie mogłam z nikim rozmawiać po drodze ani zatrzymywać żadnych aut. Wyruszyłam więc w drogę i po pewnym czasie zorientowałam się, że nie tylko nie działa mój telefon (o czym przekonałam się, kiedy chciałam sprawdzić zapisany w nim adres), ale też jestem niewidzialna dla mijanych przeze mnie osób. Nikt mnie nie widział, a w pewnej chwili przebiegło przeze mnie jakieś dziecko. W końcu weszłam do lasu i na małej polanie zobaczyłam niedużą, drewnianą i bardzo starą chałupę. W środku siedziała staruszka. Kiedy weszłam i chciałam zapytać, czy dobrze trafiłam, powiedziała do mnie: „czekałam na Ciebie. Nic nie mów”. Dotknęła moich dłoni, potem przejechała ręka po moim kręgosłupie od samej góry do dołu i powiedziała, „patrz mi w oczy, wszystko będzie dobrze”… Od tego momentu zaczęła mnie dręczyć myśl, że nie mogę stracić nad sobą kontroli…, nie mogę się poddać temu, co chce zrobić ta kobieta. Ona wciąż powtarzała, „patrz mi w oczy”… Kiedy uległam jej prośbom, nagle – niezależnie od mojej woli wyciągnęłam na bok ręce i zaczęłam wirować wokół własnej osi jak derwisz. Kręciłam się, nie tracąc równowagi, coraz szybciej i szybciej, ale w głowie wciąż kołatała mi się myśl, że nie mogę stracić nad sobą kontroli. Nie wiem, co dokładnie miałam na myśli, bo faktem było, że kobieta wciąż przeszywała mnie wzrokiem, a ja już straciłam panowanie nad moim ciałem i wirowałam coraz szybciej. W pewnej chwili wirowałam już tak szybko, że zamieniłam się w wąski strumień energii unoszącej się nad ziemią i sięgającej powały izby… W końcu zaczęłam zwalniać, odzyskując swój cielesny kształt i zatrzymałam się. Wtedy kobieta powiedziała – jesteś już zdrowa. Później byłam jeszcze świadkiem przyjścia do tego domu jeszcze innej kobiety, która też potrzebowała pomocy szeptuchy, ale ta zbadała ją dość tradycyjnie, oglądając dokładnie jej ciało, badając puls i źrenice oczu. Miałam jednak wrażenie, że całe to badanie jest pozorne, na niby. Po tym wszystkim szeptucha powiedziała do niej, „musisz wrócić do szpitala” i kazał kobiecie opuścić swój dom.

 

Marianna

Komentarzy nie ma.