Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-08-07

Katarzyna Urbanowicz

Tam, gdzie nas nie ma

         „Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej” – Tak mnie uczono. Nie był to jednak dom, w którym komukolwiek byłoby nie tylko najlepiej, ale w ogóle dobrze. Wybitą szybę zastępowało się kawałkiem dykty, a otwór w ścianie przy piecu ogrzewającym dwa pokoje wypełniało gazetami ufnie wierząc, że nigdy nie napali się w nim aż tak mocno, żeby gazety zajęły się płomieniem (choć kafle pieca były metalowe, a nie ceramiczne). Rodzice, którzy przeżyli dwie wojny i kilka ucieczek z zagrożonych miejsc, nie wykazywali przywiązania do dóbr materialnych. Podstawową umiejętnością mamy było maskowanie: dziur w płocie, braku szyby w oknie, klamek w drzwiach i tak dalej. Kretonowe kolorowe zasłonki ukrywały wszystko to, co brzydkie i koślawe. Poniżej ja na ganku mojego domu w Warszawie, zimą 1957 roku. Weranda mieściła się z tyłu budynku, niestety nie zachowały się fotografie frontu. Unikałyśmy robienia tam zdjęć, ponieważ front budynku od strony ulicy gęsto pokrywała, wstydliwie ukrywana siatka śladów po pociskach. Wszystkie okoliczne domy miały już w takich miejscach nowy tynk, tylko dla moich rodziców nie była to jakaś istotna sprawa. Dziś domy, które jeszcze noszą takie ślady stały się zabytkami.


         Zewnętrznemu obrazowi ruiny odpowiadała wewnętrzna struktura rozpadającej się rodziny, skrzętnie ukrywana dopóki się dało i może dlatego od wczesnomłodzieńczych lat fascynowały mnie obrazy brzydoty. Doszukiwałam się w nich podskórnych znaczeń, czemu nieraz dawałam wyraz, prezentując na swoim blogu II sezonu Babci Ezoterycznej „Graciarnie Europy”.

         Dziś, kiedy moje podróżowanie jest ograniczone, oglądam fotografie innych osób i czuję się mocno rozczarowana, gdy ktoś z rodziny prezentuje mi śliczności pocztówki ze ślicznych miejsc, dokąd wozi się turystów. Zawsze uważałam, że ducha miejsc poznaje się po ich brzydocie lub dziwactwie, a nie po ich pięknie.

         Otrzymałam właśnie komplet zdjęć mojego syna, Piotra, z wyjazdu do Wilna i Kowna. Kilka z tych fotografii urzekło mnie do tego stopnia, że muszę się podzielić wrażeniami z ich oglądania. Oto pierwsza, zrobiona w Wilnie, w samym centrum miasta.


         Stare magazyny, dawno mające czasy świetności za sobą, tylko z pozoru są pamiątką po komunistycznej przeszłości. Demaskuje ich pochodzenie jeden szczegół: półokrągle zwieńczone okno o znacznie dawniejszej, zapewne polskiej przeszłości. Nie znam się na architekturze i nie jestem w stanie datować tego budynku, widać jednak, iż przez wiele lat był wykorzystywany (o czym świadczą próby zabezpieczenia niektórych otworów) i w ruinę popadał stopniowo.

         Tutaj inny budynek ze śladami po ZSRR w postaci dwujęzycznych napisów. Nawarstwienia historii widać także w śladach po kulach, a nowoczesność przebija jako błyszczące rynny i jaskrawo niebieskie rury tudzież niebieskie futryny okna, z, na okrasę, białą szafką, kryjącą jakieś instalacje. Do tego resztki smołowanych starych belek, może z podkładów kolejowych, zardzewiałe pręty, sznurki i przewody – siermiężna codzienność


         A oto inne zdjęcie, tym razem  dokumentujące dwa rodzaje graffiti – upiększające i zwykłe, pogłębiające obraz zniszczenia i degradacji.


         Mający ozdobić budynek łudząco plastyczny, kolorowy portret skrzypka przywracają do rzeczywistości, współgrające ze smętnym zniszczeniem tandetne graffiti. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że poczucie wolności, które rządzi malującymi, w swoich przejawach jest bardzo dalekie od autentycznej twórczej wolności. Jakby wychowanie w niszczejącym świecie rodziło paroksyzmy nowych zniszczeń, ataki tej samej choroby, tylko w nowym wydaniu.

         I na koniec surrealistyczny obrazek z Kowna:


         Długo zastanawiałam się dlaczego ta wanna znalazła się w takim miejscu. Nie robiło ono wrażenia pozostałego fragmentu łazienki po bombardowaniu. Najprostsze wyjaśnienie (nie wiadomo czy prawdziwe), jakie nasuwa się na myśl, to fakt, że zapewne w mieszkaniu bez windy nikomu nie chciało znosić się po schodach niepotrzebnej wanny, wystawiono ją po prostu za drzwi, a otwór po drzwiach zamurowano. Ale zamurowano także inne otwory, pozostawiając bez dostępu antenę satelitarną. Zazwyczaj w ślepych ścianach budynków ludzie wybijają otwory, tu je zaś skrzętnie zamurowano. Co się mieści za tą zamurowaną przestrzenią? 

Katarzyna Urbanowicz

Komentarze: 4

1. Smutne. • autor: (2016-08-07 20:22:46)

Przygnębiający smutek, tekstu i zdjęć.Pozdrawiam.

[foto]2. Okno. Wanna • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-08-08 07:58:39)

Okno:
Okno Wilno

To okno wygląda z wielkim prawdopodobieństwem na secesję, czyli datowanie na ok. 1900 +- parę lat. Cesarstwo Rosyjskie.

Kowno Wanna

Oto ten szczegół, o którym pisze wyżej Katarzyna.

W ogóle te zdjęcia radzę oglądać z opcji "pokaż obraz" i kliknąć na znak powiększenia "+". Wtedy widać całą URODĘ tamtych obrazków, która w pomniejszeniu znika. Nie tylko Diabeł kryje się w szczegółach, także Piękno.

[foto]3. Zdjęcia i zwiedzanie • autor: Przemysław Kapałka (2016-08-09 21:00:13)

Nie podzielam fascynacji brzydotą, ale podzielam pogląd, że prawdziwe zwiedzanie to nie tylko zabytki, piękne miejsca i nastrojowe alejki. Prawdziwe poznawanie to wszystko - betonowe osiedla, zaułki, wiochy do których nikt nie zagląda, rudery, zabytki i centra też, ale jako jedne z wielu. Zawsze staram się tropić takie obrazki, jak na tych zdjęciach, choć wychodzi mi to różnie. To może więcej powiedzieć o miejscu, niż zabytki.

4. urok degrengolady • autor: Jerzy Pomianowski (2016-08-09 21:21:49)

W Łodzi takie zdjęcia można robić co 10 metrów, szybko się  odechciewa, za dużo tego.
Lubię takie miejsca jeśli trzeba je wyszukiwać z trudem, wówczas są piękne na tle współczesnej tandety liczonej na pięć lat użytkowania do generalnego remontu. Cała dzielnica podobnych szlachetnych ruin, to jednak za wiele.
Osobna działka to ruiny po zlikwidowanych w ciągu ostatnich 25 lat fabrykach. Cuś pięknego, niezwykle fotogeniczne obiekty. Taką Papiernię Skolwin  można by wynajmować za grube pieniądze do kręcenia horrorów, podobnie stocznię, hutę.