Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-03-13

Splendor Solis

Szkoła magii
Siedziba magicznego zakonu


Parę dni temu miałem sen z gatunku potężnych i inicjacyjnych, który zrobił na mnie takie wrażenie, że - gdy się po nim obudziłem około godziny czwartej - już do rana nie zasnąłem, rozmyślając nad niezwykłością tego, co mi się przyśniło.
Sen zaczął się dosyć niepozornie: wszedłem do dużego pomieszczenia, gdzie na środku znajdowała się duża, zdaje się, że okrągła platforma (coś jak stół), do której podchodzili różni ludzie (wynika z tego, że miejsce to było ogólnie dostępne). Na stole tym znajdowały się lunety (teleskopy), przez które różni ludzie starali się zajrzeć... w dół przez małe otwory, jakie znajdowały się na obrzeżach tego stołu. Do jednego z tych teleskopów podszedłem zaciekawiony i ja, ale stwierdziłem, tak jak i inni, że przez tę lunetę nic tam nie widać. W tym momencie zauważyłem, że tym razem na środku tego stołu znajduje się jeszcze jeden teleskop i jakaś kobieta koło niego. Ponad tym środkiem stołu, w dachu pomieszczenia, było okrągłe okno, przez które wpadało światło do środka. (Całe miejsce było w kolorze białym i wyglądało jak jakieś laboratorium). Kobieta, stojąca na środku stołu, stwierdziła, że należy patrzeć w górę i ustawiła lunetę do góry. Po chwili stwierdziła jednak: - Ale jak się tam dostanę? Na środku był wszakże tylko ten teleskop i żadnej drabiny. 
W tym momencie sen przybrał niespodziewany obrót: nagle spod ziemi (spod tego stołu) wychodzić zaczął czarno-czerwony (jak popękana lawa) wielki prostopadłościan. W pierwszej chwili w tym śnie pomyślałem: "Czy to, co wychodzi, to nie jest aby jakiś reaktor jądrowy", bo poczułem bijące od tego gorąco. Ten wynurzający się prostopadłościan szybko wypełnił całe pomieszczenie aż po sufit. Po chwili to, co się wyłoniło, zmieniło kształt: prostopadłościan zamienił się w piramidę, najpierw gładką, ale po chwili (przynajmniej od strony, gdzie stałem) w schodkową. Zacząłem się zastanawiać, czy mogę postawić nogę na tych schodach, obawiając się, czy to stabilne (realne?) i czy nie rozpłynie się to, gdy spróbuję wejść. W tym momencie z góry piramidy usłyszałem głos: - Śmiało! Panujemy nad materią!
Zacząłem wchodzić. Kiedy wszedłem przez wrota - znajdujące się na szczycie - przewodnik (płci męskiej, ale twarzy nie pamiętam) stwierdził, że znalazłem się w szkole magii i siedzibie magicznego zakonu. To, co mnie uderzyło, to niesamowite bogactwo miejsca, w którym się znalazłem: złote lichtarze i obrazy na ścianach oprawione w złote ramy, także meble ze skrytkami na magiczne artefakty. W pewnym momencie do mojego przewodnika podszedł ktoś jeszcze i zaczął z nim rozmawiać; usłyszałem, że jest do załatwienia ważna sprawa. Poszedłem z moim przewodnikiem jeszcze kawałek, następnie pokazał mi on nieco skryte, boczne wejście do prowadzącej w dół klatki schodowej i wtedy usłyszałem, że muszę zejść do archiwum. Zacząłem schodzić, w pewnym momencie usłyszałem: -Tam trzeba zachować ostrożność, bo na dole są wściekłe pso-wilki. Kiedy byłem już prawie na dole - rzeczywiście je zobaczyłem. Po dotarciu na koniec schodów, odważyłem się jeszcze zajrzeć w korytarz prowadzący na lewo. Tam zobaczyłem, że już parę metrów od początku tego korytarza jest próg i zrozumiałem, że dalej absolutnie nie wolno mi iść, jednak można było dyskretnie popatrzeć na to, co tam się dzieje. Było tam rzeczywiście sporo "pso-wilków", które najwyraźniej pełniły funkcję strażników, ale obok nich było też kilka wilkołaków, a właściwie postaci humanoidalnych, ale z pewnymi wilczymi cechami, takimi jak: sierść, czarna skóra czy wilcza głowa. Wilkołaki te leżały rozciągnięte na posadzce i... były mocno bite po zadach kijami przez jakieś postacie. Usłyszałem, że to za "bezgraniczną krwiożerczość". Oglądając to wszystko, starałem się zachowywać dyskretnie, tak, by mnie nie zauważono, ale w pewnym momencie jeden z pilnujących "pso-wilków" mnie dostrzegł i warcząc, powoli ruszył w moją stronę, dając mi do zrozumienia, że mam czym prędzej się stamtąd oddalić. Idąc z powrotem w górę schodów, będąc już niedaleko wyjścia, z tego - jak to usłyszałem - "archiwum", ktoś chciał mnie zaatakować, ale wymierzyłem mu potężny cios (chyba go zabiłem), po którym spadł w dół. Usłyszałem od czekającego na mnie przewodnika, że załatwiłem sprawę, ale muszę się przed wyjściem oczyścić. Otrzymałem kubek z wodą, którą wylałem sobie na głowę, po czym obudziłem się.

Dzień przed snem czytałem portal olympeion.pl, gdzie napisano, że konieczne jest oczyszczenie rytualne po m.in. kontakcie z siłami chtonicznymi, a jednym ze sposobów oczyszczenia ma być wylanie wody na głowę. Sen niewątpliwie dotyczył kontaktu z tymi siłami.

Splendor Solis

Komentarze: 1

[foto]1. Merkury z Neptunem • autor: Yerbowniczek (2016-03-13 14:19:54)

W czasie, który wspominasz Merkury był w koniunkcji z Neptunem w Rybach. Ciekawe rzeczy się śniło... :-)