Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2018-01-09

Krzysztof Wirpsza

Szklanka bez humoru
Idea Pierwsza...

Idea Pierwsza – czyli praca z Jedynką Enneagramową, Pierwszą Czakrą, trigramem ch`ien (Niebo) i tarotowymi symbolami I. MAG i XI. SIŁA

Czym jest enneagram? Zasadniczo jest to system rozpoznający pewną ilość standardowych typów skrzywień w umyśle, skrzywień, które utrudniają życie.

Czym zatem różni się enneagram od psychiatrii? Definicja zapewne podobna. Psychiatria, oraz jej łagodniejsza wersja, psychoterapia, w podobny sposób rozpoznają problemy z osobowością – jako coś co można określić, nazwać i co warto może też spróbować usunąć – z prostej przyczyny, że bez tego lepiej żyć.

Czym się różnią te dwa podejścia? Otóż enneagram, w odróżnieniu od psychiatrii, sugeruje, że istnieje wymiar wewnętrzny, wymiar, który nie jest modyfikacją psychiki, ale ujawnieniem natury rzeczywistości jako takiej. Innymi słowy, że nasza psychika nie jest po prostu jeszcze jednym fizycznym przedmiotem, ale drzwiami do głębszego, prawdziwszego widzenia rzeczy. Nasze skrzywienie nie istnieje tam jako choroba, którą należy usunąć. Nasze skrzywienie istnieje jak uwierające ziarno piasku, po to, aby nas na ten właściwy obraz świata naprowadzić.

Każdy typ enneagramu stanowi takie drzwi. Prowadzą one do wymiaru wewnętrznego na dziewięć różnych sposobów.


Maurits Cornelis Escher, fot. public domain


Jedynka jako brama – trigram Ch'ien (Niebo)

Tym co interesuje nas obecnie jest pierwszy Typ enneagramu - świadomość obiektu. Pytanie w jaki sposób stanowi ona bramę do wewnętrznego wymiaru.

Ano, rozejrzyj się. Tu gdzie jesteś, teraz. Zobacz, że:

  1. Jak okiem sięgnąć otacza cię Przejrzystość. Przejrzyste powietrze, być może też – błękitne niebo.
  2. W owej Przejrzystości widać (słychać, etc) przedmioty (zjawiska, obiekty)
  3. Przejrzystość jest chłodna, bezemocjonalna. Po prostu stwierdza fakt „to tam widać”.
  4. Przejrzystość znajduje się dookoła ciebie, a ty jesteś w samym jej środku.
  5. Wiesz, teoretycznie, że każdy człowiek „widzi” swoją Przejrzystość, ale doświadczalnie jesteś w stanie przekonać się o istnieniu tylko jednej z nich. Twojej.

To jest właśnie świadomość obiektu, i to jest Typ Pierwszy. W każdym z nas.

Jest tak jakbyśmy istnieli w centrum kryształowej kuli. Taka kula jest tylko jedna. Oczywiście, domyślamy się, że są inne, ale osobiście doświadczamy tylko jednej. Dlatego Jedynka. Na samym początku jestem ja i moja Przejrzystość. To jest pierwsze co wiem.

I teraz tak: enneagram jak wiadomo posiada swoje wektory przesunięć – w stres i w relaks. Każdy typ ma dwie takie strzałki. Jedynka, w stresie, przechodzi w Czwórkę, a w relaksie – w Siódemkę. Przypatrzmy się różnicy pomiędzy tymi dwoma przesunięciami i co one tak naprawdę znaczą. Najpierw – przesunięcie w stres (1-4).


Mauritis Cornelius Escher (ennea 1), fot. Wikpedia

Szklanka nadciąga, albo o przesunięciu 1-4

www.youtube.com...

Nad ogromną betonową wsią,
Z wolna gaśnie słoneczna żarówka.
Pod ogromną betonową wieś,
Kocim krokiem podchodzi szarówka.

Już z ogonków wycofały się,
Frasobliwe kolejek Madonny.
Do kapliczek powracają gdzie,
Telewizor z prognozą pogody.

Szklana pogoda,
Szyby niebieskie od telewizorów!
Szklana pogoda,
Szklanka naciąga bez humoru!
Szklana pogoda!


Szklana pogoda, Lombard (wok. Małgorzata Ostrowska)

Jest zatem jeszcze jeden, szósty punkt do opisu Przejrzystości.

6. Przejrzystość charakteryzuje smutek.

Jest coś takiego jak smutek świadomości. To nie emocja. Proszę zwrócić uwagę – w zamieszczonym fragmencie utworu nie ma właściwie mowy o emocjach. A jednak narzucającą się wymową jego jest smutek. Jak to się dzieje?

Smutek to strukturalne założenie u podstaw nagiej świadomości – bez niego nie byłoby w ogóle aktu widzenia. Im przejrzystsze niebo, im normalniejszy świat, i im większa pewność, że widzimy co jest, tym większy smutek. Zwyczajnie dlatego, że nie ma już nic do odkrycia.

Zauważcie jakie to wrażenie, gdy wszystko jasne. Gdy życie podąża ustalonym torem, rzeczy toczą się tak jak „należy”, robi się trochę... nudno, nie? A nudno, to może czasem też znaczy – pusto? Nijako, samotnie? Jakbyście szli przez lodowe pustynie Arktyki? O, to to! Skandynawowie mieli takie słowo: heimskringla (krąg świata). Jest to wprawdzie tytuł zbioru sag, ale stanowi też znakomite symboliczne podsumowanie tego, o czym tu mowa. Heimskringla, co na pewno wiedzieli w Skandynawii, pozostaje często zimny i pusty, właśnie dlatego, że jest tu tak... jasno.

Ja, który czułem lęk przed zwierciadłami,
Nie tylko wobec niedościgłej szyby
Gdzie się zaczyna i kończy wyzwaniem
Bezludna przestrzeń odbicia na niby,
(...)
Nie ma im końca. Bezmiar ów fundamentalnyc
Wykonawców uległych pradawnego paktu,
Pomnażających światy w przedłużeniu aktu
Tworzenia, nieuchronnych, bezsennych, fatalnych
.

Jorge Louis Borges (ennea 1) Lustra

Świadomość, jak mówiliśmy, działa na zasadzie rykoszetu. To, że coś jest pewne, stanowi wektor siły pchający na zewnątrz. Pewność – to siła charakteru. I zachodzi tu przedziwny proces.. Im bardziej pewnością „pcham na zewnątrz”, tym bardziej mi to rykoszetem „oddaje”. Ja napieramto tężeje, akcja – reakcja. Moja siła i wytrwałość powodują (o paradoksie!) zamrożenie życia w pojedynczy, nieszczególny obowiązek.

W ten sposób zamrożone kostki życia nie różnią się od siebie znacznie. Wszędzie, u każdego mniej więcej to samo. Powietrze, niebo, przestrzeń wokół skrysztala się w jednostajność.

Przy okazji - smutek i melancholia, oraz wszelkie egzystencjalne dylematy, to właśnie typu cechy enneagramowego typu 4, Tragiczny Romantyk.

W kamiennym kręgu

Sen gościem rzadkim, inaczej zwierciadła;
One są wszędzie, zwyczajnie codzienne, ...


Jorge Louis Borges (ennea 1) Lustra

https://www.youtube.com/watch?v=KnUqvCIhRdA

Proces ten wydaje się być ze wszech miar naturalny. Siłujemy się ze światem, a im bardziej jesteśmy dojrzali tym nam melancholijniej. Świat, choć daje możliwości, sprawia też wrażenie pułapki. Nawet nakazy rozwijania się, pracy, wyjeżdżania, pomagania i spotykania z innymi mogą zamienić się w taki kamienny krąg.

Zauważmy absurdy jakie temu towarzyszą. Człowiek wzrusza ramionami, „jaki piękny dzień” (a ma się wrażenie jakby tonął w mule). Uśmiechnięty, fajny, miły, a … gdy faktycznie dowiadujesz co ma za kołnierzem, no....


Jorge Luis Borges, fot. public domain

Rozkwitająca różdżka, albo o przesunięciu 1-7

Dzień taki szczęśliwy.
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle
.

Czesław Miłosz (ennea 1), Dar

Całe szczęście mamy do tego jeszcze wewnętrzny wymiar.

Bez wewnętrznego wymiaru trudno rozpatrywać enneagram. Podstawową jego cechą, jest pewnego rodzaju uczucie magii, niezwykłości, które pojawia się wtedy, gdy nabieramy dystansu do siebie Pozostajemy w nieciągłości. Rzeczy nie są takie jak myśleliśmy, są inne, nie wiemy jeszcze do końca jakie, ale to właśnie daje nam przestrzeń na świeży oddech. Owszem, czasem może to przerażać, jak każda nowość. Ale zakładamy, że to przerażenie (smutek) jest po prostu pewnym chwilowym odchyłem, raczej niż trwałym stanem. Pojawia się, owszem, ale potem odchodzi. Przesłania nieciągłość jak cień, ale gdy mija, widzimy błękitne morze i żagle.

Prawda jest taka, że rzeczy niejako z natury pozostają inne niż się nam wydaje. I to jest dobrze. Hamowanie tego, za pomocą afirmacji, technik czy filozofii życia (nawet tych najsłuszniejszych, przeczytanych w najbardziej błyszczącej książce, czy zasłyszanych od najkunsztowniej pomarszczonego prawdziwego mędrca z Peru) - odsuwa nas tylko od naturalnego przepływu.

Zamiast w pocie czoła pracować nad sobą, zamiast za wszelką cenę próbować utrzymać równowagę wewnętrzną – zacznijmy praktykować przepływ. Wszystko jest dobre, a raczej nie wiemy – dobre czy nie. Dlatego pytamy, jak Siódemka - czemu by nie spróbować? Przestajemy wtedy osądzać ludzi, przestaje nam w ogóle przeszkadzać że ktoś jest inny. Nie rwiemy się też do działania, dopóki nie poczujemy, że to właśnie jest nasze. Nie unikamy czegoś, jeśli to samo ciśnie się nam w ręce. Nie staramy się być uczynni ani uprzejmi, jeśli nie jesteśmy naprawdę pewni. Najogólniej - pozostajemy otwarci. Co dziś życie przyniesie? Na co teraz miałbym ochotę?

Struktura kryształu

Kto patrzy na zewnątrz, śni
Kto patrzy do wewnątrz, budzi się
G. Jung (ennea 5)

W samym centrum kryształu znajduje się oś – czasem zwana osią świata (axis mundi). Ta oś w różnych kulturach zwana bywa rozmaicie. A to Ygdrassil – Drzewo Świata, jak określano ją wśród wikingów. A to olbrzym Atlas – w mitologii greckiej. A to w tradycji hermetycznej – Kaduceusz, Laska Hermesa. A to wreszcie, w Indiach, nasz własny kręgosłup – po którym wspina się Wąż! Jednak tak naprawdę chodziło zawsze o jedno i to samo: nasze Ja.


Ygdrassil – Drzewo Świata, fot. wikipedia

We wszystkich wymienionych tradycjach, tak jak w wielu innych, istnieje przekaz powrotu do pierwotnej osi, symbolizujący odzyskanie wymiaru wewnętrznego. Wymiar ten jest orzeźwiający ponieważ nie oczekujemy niczego, i pozostajemy otwarci na Nowe. Wtedy odkrywamy szerszy, ciekawszy kontekst sprawy. Wymiar ten zatracamy, w momencie kiedy kiedy zaczynamy mieć oczekiwania. Wtedy też, automatycznie, pojawia się oczekiwanie przeciwstawne – że się nie uda.

Myśli lubią przybierać kształt.

Nad-aktywność

W naszej naturze leży ta „zajętość”, zabieganie, ciągłe poczucie, że „coś jeszcze należy zrobić”. Mamy masę oczekiwań, w związku z tym podejmujemy masę działań. Przyglądam się życiu, i widzę jak bardzo wszędzie wszystko jest przesiąknięte tą nadaktywnością.

Weźmy przykład. Człowiek choruje dlatego, że jego ciało potrzebuje jakiejś odmiany. Ucina sobie więc piłą palec, wydłubuje oko, łapie alergię czy inny szpas i idzie na urlop chorobowy. Tylko, że nagle okazuje się – co on będzie robił na tym urlopie?

W domu jedno zadanie goni drugie. Trzeba naprawić pralkę, wymienić kran, zwieźć dachówki. Wreszcie ma czas aby posprzątać w piwnicy, posegregować sztuczce w kredensie, pojechać do dyskontu po skarpetki. W przerwach między tym wszystkim leży przed telewizorem, ale widać, że długo nie uleży, zaraz przypomni sobie, że coś jeszcze przecież trzeba zrobić i dokądś poleci.

To właśnie nadaktywność i przenikający ją ulotny smutek. Naprawdę nic już więcej? Naprawdę to już to? Tymczasem ten smutek jest jedynie fizycznym efektem starania się aby wszystko było ze wszystkim jak należy! Skoro ma być jak należy, to znaczy, że już, teraz, taki jak tu jestem, nie nadaję się. Jestem kiepski.

Mamy przed sobą subtelny mechanizm, który odcina nas od naszej głębokiej pewności siebie i wrodzonego optymizmu. Aby go przekroczyć, należałoby w pierwszej kolejności zaakceptować siebie i swój świat dokładnie takim jaki jest. Tego jednak właśnie nie chcemy zrobić. Boimy się, być może słusznie, że doprowadziłoby to do radykalnych zmian.

Jeżeli człowiek z miasta, to większa szansa, że posłucha inteligentnego gadania o radykalnej zmianie. Tylko co z tego, jak potem, jakoś tak pokątnie cały inteligentny zapał do zmian, zamienia się w towarzyską paplaninę i dziką gonitwę. Pytanie: czym się różni zapylający w kółku chomik od zapylającego w kółku młodego, obiecującego bywalca coachingów w koszulce z napisem „Możesz więcej...?”

Zrelaksuj swoje Ja

Praca ze zrelaksowaniem swojego Ja (o ile można ją w ogóle nazwać pracą) polega na przyjęciu tego, co w nas pozornie złe, po to aby rozładować napięcie. Nie ma to nic wspólnego z egzystencjalnym dołem. Chcemy nauczyć się zauważać nasz cień, po to aby rozluźnić, cały mechanizm, aby przestał on być „tylko dobry”, ale zaczął wyginać się elastycznie na różne strony. Ale nie możemy tego zrobić, dopóki wiemy, że tak mogę się czuć, a tak nie. Chcemy nauczyć się śmiać z własnej depresji, no, ale żeby się z niej śmiać, musimy najpierw ją poczuć, czy nie? Chodzi o to, aby zacząć zauważać, a nawet w pewien sposób kultywować swoje mroczne strony - po to aby (jak Siódemka) nabrać do nich dystansu i ostatecznie, przestać się przejmować.

Nigdy dość tego powtarzać. Najprostszym sposobem, aby zagłuszyć w sobie „złe”, jest wstać i coś zrobić. Tylko po co to robić? Jedną z najtrudniejszych rzeczy, zwłaszcza na początku, jest nauczyć się siedzieć na tyłku, zwłaszcza gdy coś świerzbi...

Dla wielu nauka dopuszczania swoich irracjonalnych, często dysfunkcyjnych uczuć i stanów to mała wewnętrzna apokalipsa. Z czasem i praktyką może się ona wydarzać codziennie, Nikt nawet nie musi o tym wiedzieć – z biegiem czasu być może otoczenie zauważy, że staliśmy się spokojniejsi, bardziej refleksyjni, i autentyczni.. Zamiast tego jeśli coś już zrobimy, to mamy z tego satysfakcję I jeśli coś już powiemy – to zabrzmi to jak przemyślane. To ostatecznie przysporzy nam przyjaciół – każdy przecież chyba woli osoby zadowolone z życia i mówiące do rzeczy. Nie ma więc co się obawiać chwilowych przetasowań w gronie znajomych.

Prywatna apokalipsa jest zgodą na to, aby odpadły od nas osoby, które nas nie wspierają, ani z którymi nic nas nie łączy. Jest też sprawieniem, aby odchodzić zaczęły z naszego życia wszelkie sytuacje niespójne z naszym wibracyjnym wzorcem. To jest o niebo ważniejsze niż pozytywne myślenie. Jest to ważniejsze niż afirmacje, niż rytuały i nauki, buddyzm, psychologizm, biznesizm, feminizm, czy męsko-izm. To jest wyrobienie w sobie nawyku rozróżniania co jest moje, a co nie.

Co jest moje a co nie?

Tak mi dobrze, tak mojo, aż rechoce się serce.
Same nogi mnie niosą gdzieś — i po co mi, gdzie?
Idę młody, genialny, niosę BUT W BUTONIERCE,
Tym co za mną nie zdążą echopowiem: — Adieu! —


Bruno Jasieński (ennea 5), But w butonierce

Zauważcie – nie „co jest Dobre, a co Złe” - czyli z obiektywnego punktu widzenia. Zamiast tego „co jest moje a co nie” - w spojrzeniu subiektywnym. Są to dwie diametralnie różne umiejętności, i zdolność do przesunięcia centrum uwagi z pierwszej na drugą jest tym co niesie uzdrowienie smutku.

Oczywiście, aby poczuć (przyznać) co jest moje a co nie, trzeba mieć jaja. Jeszcze większe jaja trzeba mieć, aby powiedzieć o tym/ pokazać to światu. Trzeci rodzaj jaj, to wytrzymać dzielnie, gdy słyszymy jak komunikuje nam to ktoś inny. Właściwie to nawet nie tyle wytrzymać, co ucieszyć się. Każdy ma prawo mieć własne zdanie- i to jest dobrze! (nawet jeśli czasowo zaburza to nasz krajobraz).

Pierwiastek duchowy a kwestia kontroli

Problem z jajami, i w ogóle z każdą apokalipsą-na-życzenie, jest taki, że boimy się utracić kontrolę. Kontrola to jest w ogóle to, co trzyma Masę w kupie. Jeżeli mówię co jest moje, to ktoś może się obrazić, to jest raz. Druga rzecz – pomijając już relacje międzyludzkie, apokalipsy mają to do siebie, że zaburzają naszą strefę komfortu również w innych sprawach. Skoro postanawiam dzielnie wyrażać siebie, to, być może, jutro przysporzy mi to kłopotów, w dziedzinie, powiedzmy związanej z bytem materialnym, pracą, etc. Przecież dlaczego ludzie nie wyrażają siebie? Ano dlatego, że to, przynajmniej czasami, boli. Nikt nie chce żeby bolało, a każdy by chciał mieć gdzie spać i co do garnka włożyć.

Wracamy do kwestii Wielkiej Idei Pojedynczej. Ostatecznie dochodzimy, chcąc nie chcąc do konkluzji, że bez pierwiastka duchowego to się nie da. Jak bez pierwiastka duchowego porzucić kontrolę? Przecież domek z kart się zawali, jeśli nie będzie tu jedynej (sic!) osoby zdolnej go podtrzymać! Co innego z pierwiastkiem. Wtedy mogę ćwiczyć puszczanie kontroli ile wlezie, licząc, że powszechna inteligentna całość, taka która obejmuje wszystko, bo jest wszystkim, w naturalny sposób zatroszczy się o swoje elementy.

I to powszechne podtrzymywanie przez energię świata, właściwe enneagramowemu typowi Siedem (Epikurejczyk) – który zawsze spada na cztery łapy, i do tego przeżywa po drodze masę przygód – jest wezwaniem dla przejścia 1-7.

Krzysztof Wirpsza

Komentarze: 11

[foto]1. Borges, Jung... • autor: Wojciech Jóźwiak (2018-01-09 15:41:32)

Że Borges był 1, zgadzam się i to bardzo!
Ale Jung Piątką? Nie bardzo mi pasuje. Z tego, co o nim czytałem, to raczej był ekstrawertykiem, realizował się w kontaktach z ludźmi, miał grono swoich fanów (i fanek). Raczej nie był typowym piątkowym samotnym molem książkowym. Chociaż z drugiej strony, jak Piątka lubował się w typach i schematach. Zbudował sobie wieżę, w której siedział. Pozował się na naukowca a nawet na wszechwiedzącego mędrca -- to też piątkowa przywara. Może? Poczekam na studium Piątki.

[foto]2. Jung • autor: Krzysztof Wirpsza (2018-01-09 16:59:48)

Nie znam się na Jungu. Z tego co widzę w necie, to jest klasyfikowany jako 5 lub 9. Wszędzie zawsze. Przez 15 lat nie spotkałem się z inną klasyfikacją. Niech się wypowie jakiś Jungista biograf

[foto]3. 9 bardziej • autor: Wojciech Jóźwiak (2018-01-09 17:22:17)

To już Jung bardziej 9.

[foto]4. Dwóch Jungów • autor: Mirosław Piróg (2018-01-09 22:45:08)

Ci, którzy widzą w Jungu Piątkę zapewne kładą akcent na jego samotne miesiące w wieży  w Bollingen. A i w swoim domu spędzał mnóstwo czasu samotnie studiując alchemiczne teksty i pisząc. Ale na spotkaniach w Asconie brylował jako dusza towarzystwa, otoczony wianuszkiem podziwiających go uczniów. Podróżował - Ameryka, Afryka, Indie - ale nie był typem globtrotera. Cóż, jeśli enneagramista wydaje osąd o typie, to jego ulubioną lekturą powinny być biografie danej osoby, a i to w przypadku Junga nie jest proste, bo prezentował dosyć rozbieżne zachowania.

[foto]5. ..co właśnie może sugerować Dziewiątkę, zgoda... • autor: Krzysztof Wirpsza (2018-01-10 05:31:27)

Jeśli chodzi o osądy i biografie - na wszystko człowiek nie zawsze ma czas. I zainteresowania inne, niestety. Pozdrawiam

[foto]6. Jungów Dwóch • autor: Wojciech Jóźwiak (2018-01-10 08:04:44)

Do którego typu należał Jung? -- Do dwóch. Bo widzi mi się, że enneagram opisuje nie ludzi, tylko pewne schematy zachowań-i-przeżywań. I w jednym człowieku mogą być zagnieżdżone... jeden, dwa lub więcej takich schematów.
Mam to przećwiczone na sobie: owszem, działa we mnie przede wszystkim schemat Piątki ("przez głowę, badaj, układaj w reguły, nie zbliżaj się za bardzo do przedmiotu"), ale czasem włącza się schemat Dziewiątki ("realizuj cudze potrzeby, to wśród nich czasem natrafisz na swoją") -- i ten schemat dobrze się zaczyna, ale w końcu boli. Czasem, rzadko, jechałem na schemacie Ósemki (prowadząc niektóre warsztaty). Często włącza mi się ulubiona Krzysztofa Jedynka ("ma być twardo, konkretnie, reszta to mrzonki"), przez co on podejrzewał mnie, że jestem całkiem 1. Znam po sobie "szmery" Czwórki. Dużo tego. Ale totalnie nie działają we mnie 2, 3, 6, 7. Obce terytoria. Nie wiem, jak tacy ludzie mogą w ogóle istnieć.

[foto]7. Jung 9/5 • autor: Krzysztof Wirpsza (2018-01-10 09:07:31)

Ano właśnie. Ja też taka 9 relegowana do 5. Życie bardziej złożone niż TYP!

[foto]8. Jung • autor: Arkadiusz (2018-01-10 11:31:11)

W horoskopie ma Słońce w DC w Lwie , czyli w potrzebie kontaktu z innymi. Czyli (chyba) bardziej 9. Z drugiej strony AC w Wodniku a Merkury w okolicach,  które WJ nazywa w oktopusie Wiedza/dystans. Ale w świetle położenia Słońca to raczej nie 5.

[foto]9. Jung, Einstein • autor: Krzysztof Wirpsza (2018-01-10 22:40:04)

Ja w ogóle wychowałem się na myśleniu o Jungu jako 9. I w tym czasie uważałem się też za 9. Ale potem, jak "przestałem" być 9 i zrobiłem się 5 - to patrzę a Junga też wielu za 5 bierze. Podobnie jest z Einsteinem - 5, 9 - może Panowie tu coś wiedza? 

[foto]10. Co do Einsteina... • autor: Mirosław Piróg (2018-01-11 01:29:19)

Co do Einsteina to nie wiem, ale owo przejście od 9 do 5 dobrze pasuje do dwu faz życia wg Junga -  pierwsza połówka jest ekstrawertywna, człowiek dostosowuje się do rzeczywistości zewnętrznej, społeczeństwa. Druga jest introwertywna, polega na dostosowaniu się do rzeczywistości wewnętrznej (indywiduacja). Swoją samotniczą wieżę budował w drugiej połowie życia. Może pozostawanie tym samym typem enneagramu przez całe życie to patologia? :).

[foto]11. Na własnym przykładzie... • autor: Krzysztof Wirpsza (2018-01-11 08:28:52)

Na własnym przykładzie mam wrażenie,że - z ostatecznej perspektywy - jesteśmy każdym z typów. Hologram. Problem w tym, że tkwiąc w osobowości tego nie widać. Przecież czy to naprawdę chodzi "jaki typ"? To jest mapa, poza tym jedna z wielu. Terytorium jest czym innym niz mapa - tam nie ma znaków, symboli. Podobnie z enneagramem. Powiedzmy, że ktoś siedzi kompletnie poza wszystkimi mapami, widzi "terytorium". (znam taką osobę). I ta osoba widzi nas i się zastanawia "jak im pomóc"? Myśli sobie - może jakbym im powiedział że są tym typem, to by pomogło (bo wtedy ... i tu następuje pewnego rodzaju "quasi-logiczny" wywód). I ta osoba próbuje. Ma taką intuicję, że to by pomogło i próbuje, i czasem to pomaga. Dlaczego? Ano nie sposób tego zbadać, bo to jest poza prawami umysłu - takiego jaki znamy. Ogólna konkluzja jest tu taka, że "pewne klucze dla pewnych osób". A dlaczego? Po prostu "bo tak".