Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2007-02-11

Anna Kuzniecowa

Szamanizm a tradycja orficka
Czy Orfeusz, Dionizos i Pitagoras byli szamanami?

Odkąd w świat poszła książka Mircei Eliadego Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy, przyjęło się uważać szamanizm za zjawisko religijne szeroko rozpowszechnione w świecie. Rzeczywiście, Eliade wykonał ogromną pracę. Jego książka pełna jest odnośników do autorytetów w swej dziedzinie, w tej liczbie i do krajowych [rosyjskich] etnografów, którzy z detalami opisali elementy i specyfikę syberyjskiego szamanizmu. Eliade jako główne kryterium definiujące szamanizm stosuje pojęcie "techniki ekstazy". Pisze on: "W wielu plemionach obok szamana istnieje również kapłan ofiarnik, nie licząc tego, iż każdy będący głową rodziny jest także głową kultu domowego. Niemniej szaman pozostaje postacią dominującą, gdyż w całej tej sferze, gdzie doświadczenie ekstatyczne uznawane jest za doświadczenie religijne par excellence, szaman i tylko on jest mistrzem ekstazy. Dlatego pierwszą i być może najmniej ryzykowną definicją tego złożonego zjawiska będzie formuła: szamanizm = technika ekstazy." [M. Eliade, Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy, Warszawa 1994, s. 16] Jednakże autor nie rozpatruje jeszcze jednego, nader ważnego momentu, o którym często zapomina się definiując szamanizm: o społecznej roli szamana. Zwracając się do religijnych praktyk rdzennych narodów Syberii, Północy, Północnej i Południowej Ameryki oraz Oceanii zobaczymy, że szaman jest głównym aktorem wykonywanego rytuału. Tylko on potrafi zorganizować nie tylko własne czynności, ale i całą przestrzeń wokół siebie wraz z obecnymi w niej ludźmi. Swoimi pieśniami i tańcem częstokroć wprowadza w trans nie tylko siebie. Szaman także prowadzi zwykłe powszednie życie, ale funkcji organizatora kultu nie dzieli z nikim, prócz może niektórych młodych szamanów, będących jego uczniami. Uważam, że przy określaniu jakiejś religii jako "szamańskiej" konieczna jest wielka ostrożność, co też dalej okaże się na przykładzie kultury greckiej.

Dlaczego właśnie Grecy? Poważnie zająwszy się badaniem tradycji pitagorejskiej zwróciłam uwagę na to, iż w literaturze (nawet tej naukowej!) można spotkać wypowiedzi w rodzaju: Pitagoras był wielkim szamanem! Brzmi to nader dziwnie. Ponadto w tradycji orfickiej, na pozór podobnej do pitagoreizmu, szamanem nazywa się Orfeusza. Tenże tytuł nadaje się uczestnikom różnych greckich misteriów, oraz wyodrębnia szamańskie elementy w treści opowiadań o bogach takich jak: Apollo, Demeter, Persefona, Zeus, czy Dionizos. Przy czym podstawowym kryterium dla nadania tytułu szamana jakiemuś mitologicznemu lub historycznemu bohaterowi pozostaje określenie podane przez Eliadego. Oczywiście, Szamanizm Eliadego jest niewątpliwie ważną teoretyczną pracą, której nie sposób odmówić znaczenia. Można jednak wskazać szereg nowych, rodzimych [rosyjskich] badań etnograficznych, poświęconych praktykom religijnym poszczególnych narodów Północy i Syberii. W pracach tych, dostatecznie szczegółowych w swej treści, opisano ważne aspekty działalności szamana, które w słynnej książce Eliadego pozostają niezauważone. Opierając się na tych publikacjach, postaram się wyłonić kilka kryteriów, według których dalej porównamy interesujące nas religijne zjawiska religii greckiej - i szamanizmu.

Martin West, Eric Dodds i Mircea Eliade nazywają Orfeusza szamanem. Właśnie u tych autorów koncepcja szamanizmu w greckiej religii wyrażona jest najbardziej dobitnie. West uważa, iż Orfeusz wszedł do greckiej religii przez Trację, której mieszkańcy znali północny szamanizm. Dodds próbuje wyjaśnić irracjonalne elementy w tradycji orfickiej odwołując się do szamanizmu. Eliade pisze o szamanizmie u Scytów, sugerując, iż właśnie dzięki nim Grecy zapoznali się z tym nowym dla nich religijnym zjawiskiem. Obecnie jednak ten punkt widzenia odrzucono. O Scytach wiemy tylko z archeologicznych wykopalisk, które dają zbyt mało informacji o ich religijnych wyobrażeniach. W połowie VI wieku pne, pod naciskiem Medów, plemiona Scytów i Saków opuściły Azję Mniejszą i osiedliły się na stepach między Mongolią a Donem. Wśród scytyjskich mitologicznych wątków, badacze wyróżniają wyobrażenia solarne, z którymi łączą niektóre zwierzęta, takie jak kozioł, jeleń i orzeł. Z podziemnym światem natomiast związane są wilk i ryba miętus, symbol której prawdopodobnie został przeniesiony z Indii. Ponadto wszyscy badacze odnotowują wyróżniony status kobiety w społeczeństwie, odzwierciedlony także w mitologicznych wyobrażeniach.

Jeszcze jednym przyczynkiem łączącym scytyjską kulturę z szamanizmem jest opisany przez Herodota obyczaj scytyjskich łaźni. Stwierdzono go także u Scytów zamieszkujących stepy i góry Ałtaju od 6 w. pne aż do przełomu er. Obyczaj ten łączony jest z rytuałem oczyszczającym, przy czym autorzy podkreślają wywoływany przez konopie stan podniecenia.

Tenże Herodot przytacza opowiadanie o scytyjskim królu Skylesie, który został wtajemniczony w kult Dionizosa i z tego powodu był zrzucony z tronu przez współplemieńców. Stało się tak, gdyż "Scytowie zaś biorą Hellenom za złe kult bakchiczny; twierdzą bowiem, że nieprzystojną jest rzeczą wymyślać sobie boga, który ludzi doprowadza do szału." [Herodot, Dzieje, Warszawa 2003, s. 254]

W ogóle gdy chodzi o związek Scytów z szamanizmem, badacze powstrzymują się od takiego stwierdzenia, wskazując tylko na podobieństwo religii Scytów z religiami Azji Mniejszej i Indii. Dlatego nie ma podstaw by twierdzić, iż Grecy zapoznali się z szamanizmem przez Scytów.

Jednak powróćmy jeszcze do mitów i świadectw o Orfeuszu i związanej z nim tradycji, które pomogą nam wyjaśnić problem. Zarazem będę wskazywać te cechy, które świadczą o czymś przeciwnym, czyli o tym, co przeszkadza uznać Orfeusza za szamana. Wzorcem i podstawą dla tego porównania będzie szamanizm narodów Północy i Syberii. Nie jest to przypadkowy wybór, gdyż sam Eliade zauważa, iż jeśli gdziekolwiek istnieje szamanizm w czystej postaci, to właśnie w tych regionach, a samo słowo "szaman" pochodzi z języka tunguskiego.

Wymienię kilka cech, które wg mnie są podstawowymi w definicji praktyki szamańskiej:


1. Moment wyboru. Jest regułą, że dziecko mające w przyszłości zostać szamanem od małego widzi we śnie demony i duchy, które próbują nawiązać z nim kontakt lub zaszkodzić, także różne zwierzęta przychodzące mu z pomocą. Takie dziecko wyróżnia się tym, że jest zamknięte w sobie, marudne, senne, małomówne, lubi samotne chodzenie po lesie, a także dają się zauważyć u niego oznaki "choroby szamańskiej" (w grę wchodzą przypadki epilepsji, objawiające się przywidzeniami). Następnie szaman zaczyna chłopca uczyć, zapoznając go z opowieściami o duchach-pomocnikach i złych duchach, i ich funkcjach. Szaman przygotowuje neofitę do wtajemniczenia.

2. Wtajemniczenie lub inicjacja. Jest to nader złożony proces, w którym nadal dominują objawy szamańskiej choroby i dlatego wymaga wielkiego wysiłku fizycznego i psychicznego. Koniecznie trzeba zauważyć, że "szamańską chorobę" odróżniano od epilepsji. Po wtajemniczeniu młody człowiek (zapewne już będący szamanem) zostaje uwolniony od ataków choroby i nigdy więcej nie choruje, a ściślej mówiąc, ewentualne ataki stają się kontrolowane i dlatego nie są uważane za chorobę. Treść wizji, których neofita doświadcza podczas inicjacji i które wskazują na jego powołanie, sprowadza się z reguły do scen rozkawałkowania ciała wtajemniczanego na części przez duchy podziemi. Przyszły szaman widzi jak duchy odcinają jego głowę, rozrywają ciało na części, oddzielają mięśnie od kości, aby wszystko to ugotować w wielkim kotle. Potem formują ciało na nowo i wtajemniczony wraca na ziemię, władając odtąd nowymi, niezwykłymi zdolnościami. Zauważę jednak, że wśród syberyjskich narodów podobne wizje nie były tylko przywilejem szamanów. Takie same wizje towarzyszyły wtajemniczeniom na kowala (z tą jednak różnicą, że ich ciało przekuwali kowale z podziemi, tzw. "czcigodni rodzice"). To dowodziło, iż wtajemniczany otrzymał prawo do swego zawodu.

3. Bęben i śpiew. Ważne miejsce w szamańskiej praktyce zajmują bęben i śpiewy. Jednakże bęben nie zawsze jest koniecznym atrybutem. Tak zwani młodsi (lub: słabsi) szamani mogą nie mieć bębna, co wskazuje jakie działania mogą oni realizować. Kiedy szaman uderza w swój bęben, sprowadza on do bębna duchy, które uniosą go do nieba, do "centrum świata". Dlatego często szamański bęben nazywany bywa koniem. Uważa się także, że uderzenia w bęben pomagają wejść w trans. Eliade zauważa, iż kirgiscy szamani baksy wykorzystują do wchodzenia w trans nie bęben lecz instrument strunowy kobuz. Wykonywany przez szamana taniec inscenizuje ekstatyczną podróż szamana do nieba. Ważną rolę podczas rytuałów odgrywa śpiew. Jednak, jak podkreśla w swej pracy Elena Nowik, [Szamanizm syberyjski, Kraków 1993] u narodów Syberii każdy człowiek posiada swoją własną pieśń lub melodię, która wyraża jego indywidualność. Każdy ma prawo tylko do własnej melodii, a jeśli ktoś zanuci cudzą, uważane jest to za kradzież, która ludzi dotyka do żywego, budzi lęk, a "przestępcę" uważa się za pozbawionego godności.

Jest jeszcze jedna kategoria ludzi, których postronny obserwator łatwo mógłby nazwać szamanami. Są to bajarze-opowiadacze [ros. skaziteli]. Otrzymanie daru pieśni lub opowiadania świadczyło o powołaniu, byciu wybrańcem, przy czym bywało, że ów dar narzucał się przemocą [wg. wyobrażeń Syberyjczyków był narzucany wybranemu gwałtem przez duchy] i pociągał męki. Aby przejść wtajemniczenie, bajarz - tak samo jak szaman - oddalał się do lasu, by spotkać się tam z duchem, od którego miał dostać swój dar. Elena Nowik pisze w swojej książce: "U Nanajów, według L. J. Szternberga, była szczególna kategoria ludzi - dżanginów - jednostek obdarzonych i piękną wymową, którzy odgrywali rolę 'rzeczywistych sędziów'. Uważani byli, podobnie jak szamani, za wybrańców duchów. Każdy dżangin miał swojego ducha opiekuńczego, który sugerował mu jego myśli i mowy i spełniał w stosunku do niego taką rolę, jaką aimi [duch opiekun szamana] odgrywał wobec szamana. Tak jak i sztuka szamana, powołanie tych ludzi zwykle było dziedziczone"8. [Elena Nowik, Szamanizm syberyjski, Kraków 1993, s. 142.] Celowo piszę o tym tak szczegółowo, aby pokazać, że Orfeusza lepiej byłoby porównywać z ludźmi tego właśnie pokroju, a nie z szamanami. Do tego tematu jeszcze wrócę.

Wreszcie: 4. Społeczny status szamana. Dlaczego o tym zawsze zapomina się lub może autorzy nie chcą tego dostrzec? Lecz należy zrozumieć, że taka osobistość mogła pojawić się dopiero na pewnym etapie rozwoju społeczeństwa, a mianowicie we wspólnotach rodowo-plemiennych, gdzie całość praktyk rytualnych realizuje tylko ów wybrany przez duchy człowiek. Niczego podobnego natomiast nie ma tam, gdzie istnieją organizacje kapłańskie. Szaman jest niezbędny nie tylko do składania ofiar. Także leczy ludzi i zwierzęta, przepowiada przyszłość (chociaż funkcja wróżbity u niektórych ludów jest prerogatywą innych osobistości), odzyskuje zagubione lub skradzione dusze. Nie była to łatwa praca, skoro w nie tak dawnych czasach musiał on zajmować się myślistwem lub innymi pospolitymi zajęciami, żeby utrzymać siebie i swoją rodzinę, jako że za swe usługi dostawał zapłatę ledwie symboliczną. On jeden jest nosicielem świętej historii, którą opowiada swoimi tańcami i pieśniami. Nie wtajemnicza wszystkich, którzy by tego zapragnęli lub czymś się wyróżniają i nie organizuje wokół siebie zamkniętego religijnego bractwa. Jeśli tego momentu nie bierze się pod uwagę, to nie można mówić o szamanizmie, jako że jest on całościowym systemem, w którą wpisane są społeczne role wszystkich uczestników.

foto bębna
Bęben szamana z Ałtaju



Mamy już więc kryteria, na podstawie których możemy ocenić czy rozważane zjawisko religijne zasługuje na miano szamanizmu czy nie. Teraz przejdziemy do tradycji orfickiej.


O Orfeuszu wiadomo niewiele, szczególnie o jego biografii. Podobnie jak w przypadku Pitagorasa, im więcej czasu mija od pierwszych świadectw, tym bardziej szczegółowymi stają opowiadane o nim historie. Najwcześniejszych wzmianki o Orfeuszu zachowały się u Eurypidesa, Ajschylosa, Arystofanesa. Później o orfikach piszą Platon i Ion z Chios. O orfickich poematach wspomina Epigenes, żyjący w IV wieku przed n. e., przypisując je wczesnym pitagorejczykom. Bardziej szczegółowe opisy o Orfeuszu znaleźć można natomiast u Plutarcha, Klemensa Aleksandryjskiego, Porfiriusza, Proklosa i Damaskiosa. Oprócz tego, zachowało się kilka starożytnych świadectw, takich jak Papirus z Derweni, kościane tabliczki z Olbii, czy inskrypcje na złotych plakietkach z grobów na południu Włoch. Przyjrzyjmy się, co donoszą nam ci autorzy, porównując ich opowieści z powyższymi punktami.

Nic nie wiadomo o jakimkolwiek wyborze Orfeusza przez duchy. Fakty z jego biografii są nader nieliczne. Orfeusza nazywają synem Eagra (Oeager ), o którym dowiadujemy się tylko z Sudy, [Suda, bizantyjska encyklopedia historyczna z X w. ne.] że był potomkiem Atlanta w piątym pokoleniu. Eforos głosi, że Orfeusz otrzymał wtajemniczenie w misteria samotrackie. Jego wyjątkowe muzyczne umiejętności, jego talent śpiewaczy w okresie hellenistycznym tłumaczono pochodzeniem od Apollina. Fakt ten oczywiście różni się od wszystkiego, co wyżej powiedziliśmy o powołaniu i wybraństwie w szamanizmie.

Różni autorzy idą dalej i mówią o tym, że skoro Orfeusz czcił Apollina, a na tabliczkach z Olbii jego imię umieszczone zostało obok Dionizosa, to niechybnie trzeba doszukiwać się czegoś szamańskiego w ich wyobrażeniach i rozpatrywać Orfeusza w tym kontekście.

O Dionizosie wiadomo, że był bóstwem trackiego i lidyjsko-frygijskiego pochodzenia. Wszedł do greckiej mitologii, stając się tu synem Zeusa i śmiertelnej Semele. Mit opowiada, jak Hera po nieudanych próbach zgładzenia Dionizosa, zesłała na niego obłęd. Odtąd tułał się po całym świecie, aż we Frygii bogini Kybele-Rea uzdrowiła go i wprowadziła w swoje orgiastyczne misteria. Apollodoros , autor mitologicznej Bibliotheke, mówi o kilku tragicznych wypadkach dotykających tych, którzy nie chcieli uznać Dionizosa za boga. Dionizos wszedł do Hadesu, skąd wyprowadził swoją matkę, z którą potem wstąpił do Nieba. W mitach o Dionizosie w istocie wielu zauważa szamańskie praktyki.

Postać Apollina pełna jest sprzecznych cech. Często, kiedy mowa o szamańskich elementach w obrazie Apollina, wskazuje się jego północne pochodzenie (Apollo Hiperborejski), lot na strzale, przeobrażanie się w łabędzia, kruka, wilka, mysz, zdolności leczenia, wróżb i muzyki. Plutarch powiada, że za zabicie Pytona Apollo miał okupić swoją winę wobec ziemi i uzyskać oczyszczenie przez zejście do Hadesu, gdzie odnajduje także nową siłę (O zamilknięciu wyroczni), stając się "Jaśniejącym", Phoibos.

Jednakże Dionizos i Apollo są bogami, szaman zaś to pośrednik między ludźmi a bogami lub duchami. Można rozszerzyć interpretację i pójść dalej (jak zresztą się często czyni), twierdząc, iż Dionizos to pierwszy szaman, który stał się boskim i od którego dalej następni szamani uzyskali swój dar. Jednak w mitologicznej tradycji nic o tym nie opowiadano. W tym sensie można mówić o próbie przypisania Grekom elementów obcej im religii, która jednakże się nie udała.

W historii o Orfeuszu nie ma niczego, co by przypominało obrzęd szamańskiej inicjacji. Natomiast wielu podobieństw można dopatrzyć się w micie o Dionizosie, którego Tytani rozerwali na części, te nadziali na patyki i jęli przypiekać nad ogniskiem. Ujrzawszy to Zeus wybuchł gniewem i spopielił Tytanów, Atena zaś uratowała bijące jeszcze serce boga, z którego Zeus na nowo stworzył Dionizosa. Oto wizja w iście szamańskim stylu.

Wracając do szamańskich rytuałów, zwraca uwagę umiejętność Orfeusza, który swym śpiewem przenosił góry i zatrzymywał rzeki. Rzeczywiście w wielu opowiadaniach o szamańskich mocach wspomina się podobne zjawiska. Jednak, jak pisałam wyżej - w 3-cim punkcie o kryteriach szamańskiej praktyki - zadziwiającą zdolnością śpiewu wyróżnia się nie tylko szaman. Takim człowiekiem był opowiadacz eposów, który swoimi opowieściami ożywiał wydarzenia z przeszłości (rzeczywistej lub mitycznej), a obecni przy tym ludzie mieli wrażenie, jakby brali w nich udział. Przytoczę cytat z obserwacji wnikliwego znawcy chantyjskiego folkloru, Szmidta: "Długie śpiewy wyłączają bajarza i publiczność z rzeczywistości. Przebudziwszy się, czują jakby oni i cały porządek świata rodził się od nowa, a więc dzieje się coś w rodzaju katharsis". Myślę, że stosowniej było by porównać Orfeusza z takimi właśnie epickimi poetami i bajarzami.

Zauważmy, że Orfeusz gra jednak na kitarze, a nie na bębnie. Wprawdzie także kirgiscy baksy (szamani, zaklinacze) do wchodzenia w trans wykorzystywali nie bęben, ale dwustrunowy instrument kobuz, który wytwarzał raczej szum, niż jednolitą melodię. Dochodzimy tu do momentu, który wielu autorom wydaje się być bezpośrednim dowodem szamańskości danego działania, czyli do ekstazy. Jednak nie jest znane ani jedno opowiadanie, gdzie wspominanoby o ekstatycznym transie Orfeusza. Stan ten występuje u bachantów, korybantów (którzy, nawiasem, w swoich pochodach głośno biją w tympanony ) i orfików. Lecz od razu trzeba dodać, że w odróżnieniu od indywidualnych szamańskich praktyk ekstatycznych, w greckich kultach ekstatycznych uczestniczyła dowolnie wielka liczba ludzi. Bardziej przypominają one masową psychozę niż celowe postępowanie szamana towarzyszące wizualizacji struktury świata i zamieszkujących go duchów. Nie przypadkiem powiedziałam: masowa psychoza. Takiemu wrażeniu trudno się oprzeć zwłaszcza po lekturze opowiadań z mitologicznej Biblioteki Apollodorosa o tym jak Dionizos zdobywał sobie uznanie wśród różnych narodów.

Umiejętność Orfeusza do podporządkowania sobie zwierząt i roślin swym śpiewem już w starożytności rozumiano inaczej niż to jest w szamanizmie. Na przykład Temistios w swych Mowach uważa, że oznaczało to nowe życie dla dzikich ludzi. Umiejętność oswajania zwierząt i uprawy ziemi łączyła się u nich z wykorzenieniem zwierzęcego pierwiastka w ludzkich duszach. W Papirusie Berlińskim z II wieku pne. powiada się, że Orfeusz nauczył Greków i barbarzyńców sprawować święte obrzędy i był skrupulatny w nabożnej czci odnośnie inicjacji, tajemnic (misteriów), oczyszczeń i wyroczni. Wynika stąd, że Orfeusz zmienił charakter religijnych czynności w kierunku wręcz przeciwnym do kultów ekstatyczych.

Z drugiej strony Grecy stanem ekstazy nazywali nie tylko boskie zawładnięcie. Tak np. Platon w dialogu Ion mówi: " Wy wszyscy zostaliście przyjęci do filozoficznego szaleństwa i bachanalii, i dlatego wszyscy usłyszycie... a słudzy i inni nie wtajemniczeni i nieokrzesani wieśniacy - zamknijcie uszy największymi wrotami"; oraz: "Poeci owładnięci przez Muzę, jak metalowe koła magnesem". A więc i śpiewacy, i filozofowie, w jakimś sensie są szaleńcami.

Dlaczego dar śpiewu wiąże Orfeusza z szamanizmem? Być może dlatego, iż zszedłszy do Hadesu by uwolnić swoją zmarłą żonę Eurydykę oczarował śpiewem podziemnych strażników. Jednak trudno to porównać z zejściem szamana do świata podziemnego w poszukiwaniu ukrytej lub zabłąkanej duszy, ponieważ w drodze powrotnej Orfeusz poniósł klęskę - z pewnością dlatego, że nie miał w tym doświadczenia. Platon w Uczcie twierdzi, że bogowie ukarali go za to, iż ośmielił się wejść żywy do Hadesu ("nie umarł dla miłości, jak Alkestis" ). Ale właśnie szaman ma prawo wejść żywy do podziemnego królestwa. Zwraca uwagę historia o rozszarpaniu Orfeusza przez bachantki (lub nasłane przez Dionizosa trackie kobiety). Jeśli to było częścią szamańskiego wtajemniczenia, to dlaczego Orfeusz nie zmartwychwstał. Jedynie jego odcięta głowa jeszcze jakiś czas śpiewała dalej.

Nie ma też mowy o szczególnym społecznym statusie Orfeusza, jako centralnej postaci jakichś religijnych wydarzeń. Duchowe doświadczenie szamana jest indywidualne. W greckiej religii zawsze mamy do czynienia z misteriami, zbiorowymi wtajemniczeniami, nawet gdy w niektórych przypadkach liczba uczestników była ograniczona. Nie spotkałam świadectwa o tym, by Orfeusz był przewodnikiem kultu.

Wreszcie coś, o czym nie mogę nie powiedzieć. Jakże dziwnie wygląda rewelacja Erica Doddsa o istnieniu wiary w reinkarnację u ludów Syberii. Rzeczywiście w niektórych plemionach uważano, iż dusza szamana po śmierci przechodzi w inne ciało. Ale to był przywilej tylko tego jednego człowieka i ten, komu sądzone było zostać szamanem, wcale się z tego nie cieszył. Ci, którzy odmawiali wejścia na szamańską drogę, z reguły ginęli. Dlatego trudno sobie wyobrazić, by istniała tam wiara w powszechną reinkarnację.

Wracając do Pitagorasa: uważam, że nie warto trudzić się szukaniem w relacjach o nim czegoś podobnego do szamanizmu. W zasadzie tylko jedna poszlaka mogłaby prowadzić w tym kierunku, ale właśnie ona wygląda na fortel. Chodzi o historię, kiedy Pitagoras schował się do piwnicy i poprosił swoją matkę, by pilnie słuchała o tym, co się dookoła dzieje. Gdy po pewnym czasie wyszedł z ukrycia, zaczęto opowiadać, że zszedł do Hadesu i stamtąd obserwował co się działo w świecie. Od początku zamiarem było tu oszustwo.

Widzimy więc, że mimo prób, nie udaje się dopasować postaci Orfeusza do wzoru szamana. Te elementy, dla których można znaleźć odpowiedniki w szamanizmie pozostają bez podstawy ze strony oczywistych kryteriów. Uważam, że w ogóle do szamanizmu w kontekście całej greckiej religii należy podchodzić z dużą ostrożnością. Dionizos i Apollo dołączyli do uformowanej już mitologii, której odbiciem były określone praktyki religijne. Dobrze też widać, jak z czasem zmieniają się wizerunki tych bogów w greckim panteonie. Oni jedynie częściowo zmienili charakter religijnego kultu i raczej sami przybrali cechy ulubione przez Greków i odpowiadające epoce.

Anna Kuzniecowa
ana_ehe@gorodok.net

przekład: Cyprian Toruński
cypriant@interia.pl


W niniejszym przekładzie pominięto przypisy i bibliografię, po które odsyłamy do oryginału. W nawiasach kwadratowych przypisy "Taraki".

Tekst oryginalny: Šamanizm i orfičeskaja tradicija

Przekład angielski: Shamanism and the Orphic Tradition

Strona Autorki: www.nsu.ru/classics/Anna/index.htm



Anna Kuzniecowa

Komentarzy nie ma.