Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-08-14

Jakub Kamiński

Szamanizm i magia – bramami do odmiennych stanów świadomości

O Surmy, Delmusan, Atalsloym,

Charusihoa, Melany, Liamintho...

- „słowa mocy” z  zaklęcia wywołującego niższe duchy,

Grimorium Verum

 

Psycholog Lawrence LeShan, autor książki „Świat jasnowidzących” (1), w oparciu o dane z teorii względności i fizyki kwantowej wysunął hipotezę o współistnieniu dwóch poziomów rzeczywistości. Pierwszy to dostępna wszystkim rzeczywistość zmysłowa, drugi to – w jego terminologii – rzeczywistość jasnowidzących. Według LeShana obie te rzeczywistości współistnieją ze sobą i przenikają się wzajemnie w sposób podobny przenikanie się barw widma świetlnego. Większość ludzi żyje na jednym końcu spektrum, podczas gdy mistycy, poeci i inni obdarzeni intuicją bez trudu poruszają się po całej jego rozciągłości. Badania wykazały, że podobną umiejętność można uzyskać zażywając środki halucynogenne.

Powszechnie wiadomo, że to szamani są specjalistami od technik ekstatycznych (zarówno wywoływanych za pomocą enteogenów, jak bez ich pomocy). Jednak i magia rytualna może być potraktowana jako „technika służąca przenoszeniu się do tych warstw umysłu, w których jednostka łączy się z pełną rzeczywistością i w których przestaje się liczyć rozróżnienie na zjawiska subiektywne i obiektywne. Siły umysłu znajdującego się w tym stanie nie są dla nas w pełni zrozumiałe, ostatnio zaś nauka wreszcie zaczyna traktować je poważnie. Niewykluczone, że przejawem tych sił jest zdolność materializacji, sprowadzająca na ziemie rajskie kwiaty lub piekielne demony.” (2)

Wychodzi więc na to, że zarówno poczciwy szaman, jak i mag rytualny poprzez swoje działania wkraczają do Odmiennej Rzeczywistości.

(1) L. LeShan, Świat jasnowidzących, Rebis, Poznań 1994.

(2) S. Holroyd, N. Powell, Sekrety magii, Penta, Warszawa 1993, s. 103.

Jakub Kamiński

Komentarze: 8

[foto]1. Czym się różni...? • autor: Wojciech Jóźwiak (2012-08-14 13:52:39)

Jakubie,
czym się wg Ciebie różni szaman od maga ceremonialnego? Bo wymieniasz tę różnicę jakby była oczywista, a szamani i magowie c. byli osobnymi "bytami".
I dlaczego uważasz szamanów za "poczciwych"? Przecież wśród nich są zarówno curanderos jak i brujos (w Am. Pd.) oraz biali i czarni (w Syberii) - ?

2. niczym się nie różnią • autor: (2012-08-14 17:14:17)

Ten krótki tekst jest częścią mojej pracy magisterskiej (obronionej 7 lat temu). Wykazywałem w niej, że nie ma różnicy pomiędzy szamanem a magiem ceremonialnym. Cały czas się w tym utwierdzam. Rdzeń jednego i drugiego jest ten sam - kontakt z nieświadomością (zwanej też światem duchowym) i wprowadzanie w życie uzyskanej tam wiedzy. Techniki tylko nieco odmienne...
Skąd to rozróżnienie? Nie każdy ma - jak wynika z moich obserwacji - świadomość tej jedności.
Wydaję mi się, że niuejdż widzi szamana, jako poczciwego mędrca, a maga ceremonialnego za zło wcielone. Stąd "poczciwy szaman". A źli są zarówno wśród jednych (szamani, o czym wspomniałeś), jak i drugich (magowie).

[foto]3. Różnią się. • autor: Piotr Anansi Jaczewski /Piotr Jaczewski (2012-08-14 20:27:36)

Taka mała dygresja. Światy maga i szamana różnią się podejściem, "Horyzontalnością" i "Wertykalnością" opisu, czy mitu TEGO świata. A to determinuje relacje z owym INNYM światem.
Mag musi siłą rzeczy poruszać się w wertykalnej, hierarchicznej wizji, aby móc przeprowadzać swoje operacje. Wejść do WYŻSZEGO świata, by poddać kontroli NIŻSZE siły.
"Plemienność" szamana skutkuje wizją horyzontalną i nawet, gdy mowa o wstępowaniu do wyższego świata, to jest to świat RÓWNOLEGŁY. Wchodzi do innego świata, a tam może działać inna siła, której się przeciwstawi eg. wrogi szaman.

Tak trochę upraszczając te różnice: Jak szaman wspina się po drzewie świata, to dlatego, że stamtąd widać lepiej czy inaczej ten świat. Mag wspina się, bo tam jest tajemna machineria kierująca rzeczywistością, której posłuszni są ci niżej położeni ;)

I ciężko się dziwić, że antyautorytarne ruchy niezbyt przepadają za owym magiem ceremonialnym, dążącym siłą rzeczy i metodologii do WŁADZY. Sam nie przepadam i widzę w tym podejściu magii ceremonialnej(chodzi o paradygmat) kwintesencję kiczu. Zresztą kiczu złej rzeczywistości" :)

Aczkolwiek magię ceremonialną daje się obronić tezą, że poruszamy się w hierarchicznej rzeczywistości społecznej. Z tym, że to inna sprawa ;)

4. może... • autor: (2012-08-14 21:57:44)

Miałem długi elaborat, ale zawiesił mi się komputer :(
W skrócie. Różni się i nie różni się. Pisząc to miałem inne spojrzenie na te kwestie.
Jednak podtrzymam swoją tezę, że na poziomie najgłębszym, tym który w POP-ie nazywa się sentient, poziomem esencji te dwie postacie są tożsame.
Na gruncie uzgodnionej rzeczywistości różnice są ogromne. Szaman jest częścią społeczności (bez niej nie ma szamana!). Jest wybrany przez duchy, ma rodzinny przekaz itp. Przez to dla mnie w UR (uzgodnionej rzeczywistości) jego funkcja jest wertykalna (duchy-szaman-społeczność).
Mag nie ma funkcji społecznej (chyba, że za T. Veblenem umieścimy go w klasie próżniaczej;). Jest skoncentrowany na własnym doświadczeniu i jego eksploracji.
Ostatnimi czasy skłaniam się ku stwierdzeniu, że to dwie różne wizje rzeczywistości (pamiętając, że na najgłębszym poziomie związane), które koegzystują obok siebie. Nie mamy narzędzi, które je nam porównają... Im bardziej będziemy starali się to robić, tym w większy zamęt wpadniemy.

[foto]5. Tiaaa • autor: Piotr Anansi Jaczewski /Piotr Jaczewski (2012-08-14 23:16:45)

Mi może uda się wysłać dłuższy komentarz, jakby co, przerzucę do bloga.
W sentient i but i palec i księżyc są jednością -jeśli ma to dla ciebie sens;)
Mam luźniejszą definicję szamana,w sumie obejmującą również niektóre aspekty pop-u.

Pozostaję przy definicjach wewnętrznych, bo inaczej zakres dostępnych uznanych ról mamy mocno ograniczony. I mag i szaman - wychodzi dziwactwo z krainy cienia,tv, oraz kontrkultury.

Z tą dwuaspektowością rzeczywistości, czy myślenia o rzeczywistości się zgadzam.Sam nazywam to skrótowo "dobrą rzeczywistością" i "złą rzeczywistością". Skrót od przekonań "Wierzę, że rzeczywistość i jej doświadczanie, życie jest .."dobre/złe, i zbudowanego wokół tych osi przekonań życia wewnętrznego. Te z "dobrej rzeczywistości", jednocześnie jest bardziej płynne, przyzwalające .. i inna sprawa, często bardziej naiwne.


Siłą rzeczy role kapłana, gnostyka i maga klasyfikuję w ramach "złej rzeczywistości". I w tej "złej rzeczywistości" nie ma mowy o horyzontalności czegokolwiek. Eksploracja wewnętrzna to gnoza - jeśli jest wspierana, ... i(lub) szaleństwo- jeśli doświadczenia nie są miłe, a zachowania aprobowane ;)

Niezależnie od usankcjonowania tradycją, to nawet wewnętrzne podejścia jednak się różnią. Nie wiem, czy daje się tą różnicę pogodzić w obrębie jednego systemu myślowego ;) Dla zakończenia optymistycznym akcentem:

- Co chcesz zrobić? - spytała Babcia.
Znalazły się na terenie Niani Ogg, więc do niej należał wybór.
- Zawsze powtarzam, że dobra Inwokacja nigdy nie zaszkodzi
- odparła Niania. - Od lat już tego nie próbowałam. Babcia Weatherwax zmarszczyła brwi.
- Ale przecież nie można - wtrąciła Magrat. - Nie tutaj. Potrzebny jest kociołek i magiczny miecz. I oktogram. I zioła, i różne rzeczy.
Babcia i Niania porozumiały się wzrokiem.
- To nie jej wina - stwierdziła Babcia. - Wszystko przez grimuary, które jej kupowali. - Zwróciła się do młodszej czarownicy. - To całkiem niepotrzebne. Trzeba użyć głowologii.
Rozejrzała się po starej pralni.
- Trzeba wykorzystać to, co jest pod ręką - stwierdziła.
Wzięła zbielałą kopyść i zważyła ją w dłoni.
***
- Przyzywamy cię i rozkazujemy z pomocą tego... - Babcia nawet się nie
zająknęła - tej ostrej i straszliwej kopyści. Woda w kotle zafalowała lekko.
- Patrz, jak rozrzucamy... - Magrat westchnęła - dość zwietrzałą sodę i
niezwykle twarde płatki mydlane ku twej czci. Doprawdy, Nianiu, nie sądzę...
- Cicho! Teraz ty, Gytho.
- Wołam cię i nakazuję posłuszeństwo łysiejącą drucianą szczotką Sztuki i tarą Osłony - zakończyła Niania, wymachując jednym i drugim. Blacha falista odpadła od
ramy.
- Cenię szczerość - szepnęła załamana Magrat. - Ale to jednak nie to samo.
- Posłuchaj mnie, dziewczyno - odparła Babcia. - Demony nie przejmują się
zewnętrzną formą rzeczy. Liczy się tylko to, co myślisz.
Magrat spróbowała sobie wyobrazić, że prastara kostka szarego mydła jest najrzadszym z pachnących... zapomniała; może korzeni... w każdym razie z dalekiego Klatchu. Nie było to łatwe. Bogowie tylko wiedzieli, jaki demon zareaguje
na takie wezwanie.
Babcia także była odrobinę niespokojna. Nie przepadała za demonami, a cała zabawa z inkantacjami i przyrządami przywodziła jej na myśl magów. Wszystkie te
przedmioty pozwalały im czuć się ważnymi. Demony powinny się zjawiać, kiedy są potrzebne. I tyle.
Jednak protokół pozwalał gospodyni wybierać odpowiednie metody, Niania zaś lubiła demony, które były mężczyznami, a przynajmniej takie sprawiały wrażenie.
W tym momencie Babcia na zmianę kusiła i groziła Piekłu łokciem pobielałego drewna. Sama była zdziwiona własną śmiałością.
Woda zabulgotała, znieruchomiała, a potem z cichym puknięciem wezbrała i uformowała głowę. Magrat upuściła mydło.
Była to bardzo przystojna głowa, może o nieco okrutnych oczach i z nosem w kształcie dziobu, ale mimo to przystojna, o surowych rysach. Nie ma w tym nic
dziwnego; ponieważ demon jedynie rzutuje własny obraz na tę rzeczywistość, może przecież zrobić to jak należy.
Demon obrócił się wolno: lśniąca czarna statua w niepewnym blasku księżyca.
- A więc? - powiedział.
- Kim jesteś? - zapytała śmiało Babcia. Głowa odwróciła się w jej stronę.
- Moje imię jest niewymawialne w twoim języku, kobieto.
- Ja to osądzę - odparła groźnie Babcia i dodała: - Nie waż się mówić do mnie:
kobieto.
- Jak chcesz. Moje imię brzmi: WxrtHltl-jwlpklz - oświadczył demon z
wyszością.
- Gdzie byłeś, kiedy rozdawali samogłoski? - wtrąciła Niania Ogg. - Stałeś za drzwiami?
- A zatem, panie... - Babcia zawahała się tylko przez ułamek sekundy - panie
WxrtHltl-jwlpklz, zastanawia się pan pewnie, dlaczego przywołaliśmy pana tutaj.
- Nie tak powinnaś mówić - zauważył demon. - Powinnaś powiedzieć...
- Nie gadaj. Ostrzegam, że mamy miecz Sztuki i oktogram Osłony.
- Jak chcesz. Moim zdaniem wyglądają jak tara do prania i kopyść.
Babcia rozejrzała się. W rogu pralni stało w sagach drewno na opał, a bliżej wielki i ciężki kozioł. Spojrzała z naciskiem na demona i nie patrząc, mocno uderzyła
kopyścią o grubą belkę.
Martwą ciszę, jaka zapadła, zakłócał jedynie odgłos dwóch gładko rozciętych połówek kozła, kołyszących się i rozpadających z wolna w stos drewna.
Twarz demona zachowała obojętność.
- Macie prawo do trzech pytań - oznajmiła.
- Czy coś dziwnego pojawiło się w królestwie? - spytała Babcia.
Głowa zastanowiła się.
- I bez kłamstw - wtrąciła gorączkowo Magrat. - Inaczej oberwiesz szczotką.
- Chodzi o coś dziwniejszego niż zwykle?
- Gadaj wreszcie! - zawołała Niania Ogg. - Nogi mi marzną.
- Nie. Nie ma nic dziwnego.
- Przecież wyczułyśmy to... - zaczęła Magrat.
- Chwileczkę, chwileczkę - przerwała Babcia. Przez moment bezgłośnie
poruszała wargami. Demony są jak dżiny albo profesorowie filozofii: jeśli nie sformułuje się pytania dokładnie jak trzeba, z radością udzielą absolutnie precyzyjnej i całkowicie mylącej odpowiedzi. - Czy w królestwie jest coś, czego nie było przedtem? - zaryzykowała.
- Nie.
Tradycja mówiła, że można zadać tylko trzy pytania. Babcia próbowała ułożyć takie, które nie może być złośliwie źle zrozumiane. A potem uznała, że prowadzi tę rozmowę w niewłaściwy sposób.
- Co się tu dzieje, do licha? - spytała bardzo wyraźnie. - I nawet nie próbuj się wywinąć, bo cię ugotuję.
Demon jakby się zawahał. Nowe podejście wyraźnie go zaskoczyło.
- Magrat, kopnij tu trochę szczap, dobrze? - poleciła Babcia.
- Protestuję przeciwko takiemu traktowaniu! - W głosie demona zabrzmiała
nuta niepewności.
- Nie mamy czasu nóg sobie tu wystawać przez całą noc. Takie słowne gierki są dobre dla magów, ale z nami to całkiem inna para kaloszy.
- Rozpalamy? Bo zimno - mruknęła Niania.
- Posłuchajcie - rzekł demon i tym razem w jego głosie pojawił się ton
przerażenia. - Nie wolno nam tak zwyczajnie udzielać informacji z własnej woli.
Istnieją przepisy.
- W tym dzbanku na półce znajdziesz trochę oleju, Magrat - rzuciła Niania.
- Jeśli wam teraz wyznam... - zaczął demon.
- Tak?
- Nikomu nie powiecie?
- Nie piśniemy nawet słówka - obiecała Babcia.
- Nasze usta są zapieczętowane - dodała Magrat.
- W królestwie nie ma nic nowego - wyjaśnił demon. - Ale kraina się rozbudziła.
- Co masz na myśli?
- Jest nieszczęśliwa. Chce króla, który o nią zadba.
- Jak... - zaczęła Magrat, ale Babcia uciszyła ją gestem dłoni.
- Nie chodzi ci o ludzi, prawda? - Lśniąca głowa otrząsnęła się. - Nie, tak
myślałam.
- Co... - spróbowała teraz Niania. Babcia przytknęła palec do warg.
Odwróciła się i podeszła do okna pralni, pajęczynowego cmentarza wyblakłych motylich skrzydeł i much z zeszłego lata. Słabe lśnienie za oszronionymi szybami sugerowało, że wbrew wszelkiemu rozsądkowi wkrótce wstanie nowy dzień.
- Możesz nam powiedzieć dlaczego? - zapytała nie odwracając głowy.
Wyczuwała jaźń całej krainy... To robiło wrażenie.
- Jestem tylko demonem. Co mogę wiedzieć? Tylko to, co jest, a nie jak i dlaczego.
- Rozumiem.
- Mogę już iść?
- Słucham?
- Proszę!
Babcia wyprostowała się znowu.
- A tak. Biegnij - rzuciła z roztargnieniem. - Dziękujemy.
Głowa się nie poruszyła. Tkwiła w miejscu niby hotelowy portier, który wniósł
piętnaście walizek na piąte piętro, pokazał wszystkim, gdzie jest łazienka, poprawił
poduszki i czuje, że wyrównał już wszystkie zasłony, które mógł wyrównać.
- Mogłybyście mnie odprawić? Jeśli można prosić... - powiedział demon, kiedy nikt jakoś nie zrozumiał aluzji.
- Co? - spytała Babcia, wyrwana z zamyślenia.
- Czułbym się lepiej, gdybym był właściwie odprawiony. W „biegnij" czegoś mi jednak brakuje.
- Hm... Jeśli ci to sprawi przyjemność. Magrat!
- Tak? - Magrat aż podskoczyła.
Babcia rzuciła jej kopyść.
- Pełnij honory, dobrze?
Magrat chwyciła kopyść za to, co -jak miała nadzieję - Babcia uważała za trzonek. Uśmiechnęła się.
- Oczywiście. Chętnie. Zaraz... Hm... Zniknij, ohydny potworze, w najczarniejszej otchłani...
Głowa uśmiechnęła się z zadowoleniem. Tak to powinno wyglądać.
Rozpuściła się w wodzie kotła niby wosk nad płomieniem. A ostatni wzgardliwy komentarz, niemal zagłuszony wirem, brzmiał:
- Bieeeegniiij...
***

[foto]6. Niania Ogg • autor: Wojciech Jóźwiak (2012-08-15 07:50:42)

To ta z lewej, 7-Epikurejka?

[foto]7. Niania;) • autor: Piotr Anansi Jaczewski /Piotr Jaczewski (2012-08-15 12:45:59)

Tak, niania ogg niczego sobie nie żałuje..
Babcia pomyślała niechętnie, że
koleżanka podążała już drogą, która prawdopodobnie doprowadzi ją do tańca na
stole, z pokazywaniem halek i śpiewem"Jeża przelecieć się nie da".

Z tym, że jak pamiętam książkowej niani bliżej wyglądem do:

Ot bardziej:

przemnożonej przez 15-stkę dzieci i trzy małżeństwa niż do tej z rysunku ;)

[foto]8. :) • autor: Terravis Wiktor Rumocki (2012-08-16 20:40:50)

[foto]9. :) • autor: Terravis Wiktor Rumocki /Splendor Solis (2012-08-16 20:40:50)