Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-05-14

Nadia

Szaman i wnętrze drzewa

Znalazłam się na placu przy kościele (to realne miejsce, gdzie się wychowałam).
Siedziałam na pniu starej lipy i przyglądałam się rytuałowi, w którym uczestniczyli obrońcy ptaków. Patrząc na kościół rozmyślałam, że chrześcijaństwo niszczy gołębie, a ludzie którzy przyszli na rytuał tu, przed drzewo obok kościoła, chcą te gołębie ocalić.
Każdy uczestnik ceremonii trzymał nad sobą gołębia. Ptaki były różnych kolorów, a ludzie ubrani byli w długie brązowe, mocno zniszczone szaty. Rytuał odprawiał szaman. Też miał takie brązowe zniszczone szaty, a na nich strzępy skór zwierząt. Miał brodę i nieuczesane długie włosy. Przed nim stali ludzie z gołębiami, a za nim ja na pniu drzewa.
Szaman co chwila oglądał się na mnie, jakby przeszkadzało mu, że nie uczestniczę w rytuale. Mówił do ludzi, a potem odwracał się do mnie i pokazywał, że miejsce sacrum jest przed nim, że nie powinnam siedzieć poza kręgiem. Ja jednak wolałam siedzieć na drzewie i przyglądać się temu z dystansu. Szaman nie dawał za wygraną. Miał na szyi fioletową stułę, taką jak mają księża, tylko bardzo zniszczoną, dotknął nią mojej dłoni z intencją, że ten gest włączy mnie do kręgu - ja dalej siedziałam na drzewie. Potem zdjął tę stułę, zmieniła się w delikatny buddyjski szal, dał mi go, ale ja ciągle nie ruszałam się z pnia. Potem dał mi pęk rzemieni owiniętych w korę brzozy, przełamał je na pół jak suchy makaron i kazał mi je podpalić. Podpaliłam i płonące trzymałam w obu dłoniach.
Gdy zakończył rytuał, usiadł koło mnie na pniu drzewa, a zniszczone szaty odsłoniły wielkiego penisa. Pomyślałam, że usiądę sobie na nim i tak zrobiłam. Siedziałam teraz na szamanie jak buddyjskie bóstwa w zjednoczeniu i zobaczyłam, że drzewo ma szczelinę, która się otwiera. Wpadliśmy razem do wnętrza drzewa. Wewnątrz była sadzawka z czystą błękitną wodą. Zaskoczyło mnie, że jest tu tak jasno. Drzewo było wewnątrz gładkie i miało kolor kości słoniowej. Pływałam z szamanem w sadzawce. Był tu też chłopiec, miał może 10 lat i zupełnie czerwoną skórę. Nie nawiązywał z nami kontaktu.

Nadia

Komentarzy nie ma.