Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2019-12-09

Kahuna

Szałas Potu po nowemu, czyli Łaźnia Polna według przepisu Wojtka

Opiszę troszkę miejsce, troszkę samą ceremonię. Było mocno inaczej, czegoś było za mało, czegoś za dużo. Jak zawsze będę subiektywny, bo to w końcu moje odczucia.:)


Miejsce – dom. Niesamowite, dobre, energetyczne, przyjazne – na bogato :) wyposażone.

FOTO

FOTO

FOTO


Miejsce – okolica. Piękne, rozległe, wolne. Dzikie łąki, lasy, góry.

FOTO

FOTO

FOTO

FOTO

FOTO

FOTO

Budowa Szałasu (tak, ja będę używał wciąż nazwy Szałas Potu) przebiegła bardzo sprawnie. Las obdarzył nas odpowiednimi materiałami, okoliczne pola pięknymi, warstwowymi kamieniami.


FOTO

FOTO

A tak wyglądało już po zakończeniu pracy.


FOTO

FOTO

FOTO

FOTO

Ogień rozpalił się błyskawicznie, dając pewność, że kamienie rozgrzeją się i będą z nami w pełnej, gorącej krasie. :)


FOTO

FOTO

FOTO

Sama Ceremonia inna niż do tej pory znałem. Cicha. Bardzo cicha. Bez słów, bez wyraźnych granic. Taki eksperyment. Ba… dodatkowo doszła runda 5, która normalnie nie występuje. Już bez dodatkowych kamieni. Ja, wewnętrznie i tak zrobiłem sobie rundy, zapraszanie duchowych gości, intencje. Do tej formy jestem przywiązany i nie chcę tego zmieniać. Podobnie będzie, jeśli kiedykolwiek pojawi się runda 5 – dla mnie Szałas musi zakończyć się po rundzie 4. Ta runda powinna być najgorętsza, by po wyjściu z Szałasu móc doznać „szoku termicznego” tak bardzo potrzebnego umysłowi i ciału. Szałas był mocny, dla mnie osobiście bardzo potrzebny, szczególnie moim intencjom. Był śpiew (po raz pierwszy poczułem potrzebę śpiewu, sam z siebie). Czułem się wolny, czułem radość, ale także konieczność oczyszczenia z pewnych nadmiarowych emocji.

Ostatnią innością tego Szałasu była pora jego rozpoczęcia oraz krótkość trwania. Może było to 75, może 90 minut. Około 20 byliśmy już w domu, zastanawiając się – co robić, z tak pięknie rozpoczętym wieczorem? :):))


Nie da się pominąć jedzenia, które każdy z nas przywiózł ze sobą. Wszystko było wspaniałe, smaczne. Przygotowane z sercem.


Tak, to były warsztaty zupełnie nowe, z elementami starego, częściowo zmodyfikowane. Takie jak miały być na ten moment. Dla mnie bardzo ważne, bo pewne rzeczy ja też zrobiłem inaczej, po raz pierwszy. Wszystko wyszło doskonale.

Kahuna

Komentarze: 5

[foto]1. Nie było piątej rundy • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-12-09 15:34:24)

Prostuję wypowiedź Kahuny: rundy były cztery, a czwartą przedłużyłem, żeby przewietrzyć szałas, tzn. łaźnię.

[foto]2. :) Zgoda, to nie była "runda" • autor: Kahuna (2019-12-09 16:26:17)

Taki skrót myślowy. Oziębienie przedłużonej 4 rundy :))))

[foto]3. Z tak pięknie rozpoczętym... • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-12-09 20:02:36)

...wieczorem, co robić? -- Wieczorem zrobiliśmy medytację typu: siedzieć + chodzić. Czyli taki Zen-bez-Zen.

[foto]4. Zen bez Zen • autor: Kahuna (2019-12-10 09:21:07)

Dokładnie tak było. Zamiast dyskoteki - medytacja z chodzeniem. Bardzo miło wspominam mój pierwszy raz z tą praktyką. To było gdzieś pod Warszawą, u Marcina Hładkiego. Nie pamiętam nazwy miejscowości. Tam chyba poznałem Renatę i Krzysztofa :) Tak mi się coś kojarzy.

[foto]5. :) • autor: Renata Dominiak (2019-12-10 12:31:16)

Zgadza się, tam się poznaliśmy :)