Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-04-22

Katarzyna Urbanowicz

Symulakry czyli portale organiczne

         Pewną kobietę zdenerwował mój tekst „Współczucie cię zabija”  http://www.taraka.pl/wspolczucie_cie_zabija

 na tyle, że napisała do mnie: „Pani jest zwykłym portalem organicznym. Widzę panią w otoczeniu gadów i hybryd. jest pani tylko marionetką w rękach gadów”

         Zaciekawiła. mnie i owszem. Słyszałam coś niecoś o tym, że rządzą nami gady, ale specjalnie mnie to nie zajmowało, bowiem ten wykwit odjechania był już mocno ograny, a jego świetność przeminęła. Ale portale organiczne? Udaję się pod wskazany link: https://treborok.wordpress.com/about/portale-organiczne/

Żeby dowiedzieć się, że:

         „Portale organiczne to “rasa” ludzi która żyła na Ziemi zanim “my” tu “upadliśmy” z 3d sto. Po naszym upadku obie rasy wymieszały się do tego stopnia że w jednej rodzinie mogą żyć przedstawiciele obu ras.”

         Trochę trudno przebrnąć przez ową diagnozę (zwłaszcza jeśli się nie wie, co to jest 3d sto) i stwierdzenia typu: „Na początku portale organiczne miały funkcje pomostu pomiędzy druga i trzecią gęstością. Wcielały się w te ciała “dusze” które zakończyły nauki w drugiej gęstości i potrzebowały nowego pojemnika. W tej chwili 4 gęstość używa ich jednak do zbierania energii “upadłej rasy”.

         Różnica miedzy tymi dwoma rasami polega na tym że portale organiczne nie posiadają wyższych centrów. “Upadla rasa” te ośrodki posiada, ale utraciła z nimi połączenie właśnie w wyniku tegoż upadku (Co czyni te dwie rasy niemal identycznymi).”

         Darowałam więc sobie zagłębianie się w problemy gęstości i pomostów między nimi i wstępnie przyjęłam hipotezę, że są ludzie bez duszy. Inaczej symulakry istot ludzkich. W środku są puści. Ludzie – pałuby, jak nazwał je w swoim poemacie „Ziemia jałowa” T. S. Eliot. Gadają tylko o jednym: albo sport, albo zakupy, albo kosmetyki, albo coś tam innego. J. Tuwim pisał, że świat widzą oddzielnie:

„I oto idą, zapięci szczelnie,

Patrzą na prawo, patrzą na lewo.

A patrząc - widzą wszystko oddzielnie,

Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...”

         Jednym słowem stwory człekopodobne, takie, mówiąc językiem informatyków, interfejsy białkowe. Stworzenia powołane do obsługi tych, co przebywają na wyższych poziomach.

         „Ich zachowanie zmierza do bycia płytkim, egoistycznym, narcystycznym, przyziemnym, drapieżnym i materialistycznym. Czasami te cechy są kamuflowane przez polerowaną powierzchowność społeczną, ale wprawne oko wychwyci to przebranie. Brakuje w nich indywidualności, niezależnego myślenia i są silnie stronniczy w kierunku posiadania mentalności stada. Brakuje im zrozumienia dla czegokolwiek poza sferą materialną w pięciu zmysłach, i nie mają żadnego interesu w sprawach metafizycznych z wyjątkiem efektownych akcesoriów służących zwiększeniu ich społecznego obrazu. Są również całkowicie niezdolni do empatii, sumienia, i dobrowolnego poświęcenia. Niemniej jednak, w obecności innych osób potrafią udawać efektowny pokaz troski, cierpienia, czy altruizmu dla celów społecznej manipulacji; na przykład krokodyle łzy wywołujące współczucie, albo zrobienie czegoś miłego dla drugiej osoby wyłącznie w celu wywołania w nich późniejszego poczuciu winy i wyłudzenia korzyść.”

         Oczywiście znamy wszyscy takie osoby. Do dziś nie zapomnę pewnej pary, która w czasach głębokiego PRL odwiedziła Zjednoczone Emiraty Arabskie i na jakimś spotkaniu z entuzjazmem omawiała zawartość tamtejszych sklepów. Ich wycieczka przypadłą na moment szczególny – publiczną egzekucję kobiety z rodu władców, która przebywając na studiach za granicą, bez pozwolenia wyszła za mąż i wróciła z mężem do kraju. Egzekucja, o ile dobrze pamiętam, odbyła się przez ścięcie mieczem głów nieszczęsnej parze. Nic więc dziwnego, że interesowała nas reakcja zebranych ludzi oglądających to straszliwie średniowieczne widowisko; czy nie było odruchów współczucia, czy przyprowadzono dzieci i tak dalej. Usiłowaliśmy dopytać znajomych, którzy podobno widzieli to wydarzenie, ale odrzekli tylko, że nie było to nic ciekawego, więc poszli dalej zwiedzać sklepy. Przez chwilę sądziłam nawet, że być może, jako osoby powiązane w taki czy inny sposób politycznie (zwykli ludzie raczej w tamtych czasach nie jeździli w te strony ot tak sobie, raczej robili to służbowo) celowo unikają odpowiedzi, pytaliśmy więc o zwiedzanie i zabytki, rzeczy warte obejrzenia, codzienne obyczaje i odmienności od naszych. Niestety, egzotyka także ich nie interesowała. – Cóż, miasto jak miasto – mówili. Ale sklepy! Żebyście widzieli, co tam można kupić!

         Niewątpliwie można by ich uznać w tym właśnie momencie za symulakry, ale żeby aż odmawiać posiadania duszy?

         Nie przejęłam się zbytnio, że i mnie jej posiadania odmówiono, bowiem nie jestem pewna, czy w ogóle ktokolwiek ją posiada, choć rozważania na ten temat snułam bodajże od piątego roku życia i nie przestałam snuć do dziś.

         Wracając do tej pary. Można im odmówić posiadania określonej wrażliwości, choć pewnie tylko wybiórczej. Wszak z powodzeniem prowadzili własną firmę, mają swój krąg znajomych i przyjaciół, mają dzieci i wnuki i, o ile wiem, bardzo je kochają – a to wszystko wymaga jej posiadania. Nie są więc symulakrami zawsze i wszędzie, byli nimi wówczas, w tym kraju, zachłyśnięci czarem zagranicznych sklepów.

         Podobnie młodzi ludzie demonstrujący w kościele i na ulicach Białegostoku, marszem swym wzbudzający lęk i przywołujący niedobre wspomnienia, kojarzące współczesność z ruchami faszystowskimi, bynajmniej nie są symulakrami. Oni tylko chwilowo wyłączyli swoją wyobraźnię i za chwilę do niej powrócą. Idąc na randkę z dziewczyną, wchodząc w interakcje z rodziną, bliskimi i innymi ludźmi spoza tego kręgu, przestaną być częścią tej masy ze sztandarami i wpisanym w ruchy rytmem. Ta część  ich osobowości to skutek przyjęcia pewnych idei za własne i czegoś, co w ich wnętrzu woła o bycie z innymi. Wszystkie ograniczenia naszej współczesności, wpływające na to, że ludzie oddalają się od siebie, nie są w stanie zatrzeć pierwotnego, zwierzęcego instynktu bycia ze sobą w stadzie. Możliwe, że realizacja tego instynktu chwilowo wyłącza duszę (o ile ona w ogóle istnieje).

         Autorzy i wyznawcy najdziwaczniejszych teorii, tych które każą wierzyć, że rządzą nami gady przybyłe z obcej planety i hybrydy ludzko-gadzie, czy powyżej przedstawionej teorii o portalach organicznych, są znakomitą ilustracją działania instynktu bycia ze sobą. Instynktu przemożnego, wyłączającego myślenie. Odbywa się to w sposób zadziwiająco prosty. Całą ludzką populację dzieli się na jakieś grupy i kategorie, wartościuje je, samemu zalicza się do kategorii „lepszych” i z tej pozycji gromi innych, uznając ich za wrogów. Jak zwierzęta, którym między liśćmi zarośli mignie kawałek cętkowanej tkaniny czy byki drażnione czerwoną płachtą — szybko i bez zastanowienia odnajdują w nich nieprzyjaciół na śmierć i życie.

         Mechanizm ten jest tak doskonale znany od wieków („Dziel i rządź”), że czymś niewiarygodnym wydaje się niedostrzeganie go i pomijanie przy formułowaniu rozmaitych teorii. Oczywiście nie bada się ich prawdziwości, bo po co? Woła się „Prawda was wyzwoli”, nie przejmując się absolutnie, czy owa prawda jest aby na pewno prawdziwa. Bierze się to stąd, że przemawianie hasłami jednoczy tych, którzy hasła te wykrzykują.

         W normalnych warunkach istnieje gdzieś pewna granica możliwości szerzenia niesprawdzonych prawd albo wręcz kłamstw, ale granica ta została niebezpiecznie przesunięta i dalej się przesuwa, gdy odkryto jakie to jest łatwe. Skoro najważniejsze osoby w państwie nie przejmują się rzeczywistością i odlatują w rejony właściwe literackim fikcjom, dlaczego normalny człowiek ma się nią przejmować? W czym jedna teoria spiskowa jest lepsza od drugiej? Zwłaszcza że zazwyczaj rzeczywistość skrzeczy i nie chce się za bardzo o niej myśleć. Jeżeli najważniejsze organy państwa mają za nic wyroki sądów, to dlaczego ktokolwiek ze zwykłych ludzi ma się przejmować wyrokami ich dotyczącymi? Dlaczego ma pójść „siedzieć” za jakiś drobny przekręt, skoro minister chroni swoich kumpli wydając polecenia „niezawisłym sądom”?

         To, że wolimy rzeczy łatwe i proste od trudnych i skomplikowanych, też jest cechą ludzką, wywodzącą się od naszych zwierzęcych przodków. Że wolimy dostać za friko 500 zł na dziecko, zamiast na nie ciężko pracować, jest czymś oczywistym. Ale za tę marną kwotę, którą niedługo w wyniku rozdawnictwa zje inflacja, sprzedawać się jednej partii? Jeszcze nikt nie żądał notarialnego poświadczenia, że otrzymujący dotację na dzieci będą zachowywać się w sposób oczekiwany przez rządzących. To dziwne, wobec panującego powszechnie przekonania: „Bierz co twoje i uciekaj w krzaki”. Może istotnie jedyną teorią będącą w stanie wyjaśnić to zauroczenie jest przyjęcie do wiadomości, iż mniejszość z nas to rządzące nami gady, a większość to symulakry.

Katarzyna Urbanowicz

Komentarze: 6

[foto]1. Zapomniane słowo na "ch" • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-04-22 12:31:14)

Katarzyno, zanim zaczniemy rozpoznawać w świecie "symulakry", proponuję przypomnieć sobie słowo, które chyba lepiej opisuje zjawisko, a które (słowo owo) zapomnieliśmy dbając o Demokrację, Równość, Solidarność i Prawa-Człowieka-i-Obywatela.
Cham.
To to słowo. Czytałem do poduszki książeczkę Jana Gondowicza o Jerzym Dudzie-Graczu. Tam taki cytat:
"Ślub" [Gombrowicza] wprowadza więc podstawy dramaturgii chamstwa, której główna zasada głosi, że dotkniecie przez chama to coś na kształt mnożenia przez zero. Największa bodaj liczba, pomnożona przez zero, daje zero, toteż w obecności chama piękno zamienia się w kicz, dobro - w słabość, praca - w parodię, zamożność - w nuworyszostwo, technika - w tandetę, patriotyzm - w szowinizm, a pobożność - w dewocję.
Jedno słowo bym w tym zmienił: praca zamienia się w fuchę.

2. rzucenie nazwą nie wystarcza • autor: Jerzy Pomianowski (2016-04-23 20:42:15)

Tak, jednak zdefiniowanie chama wcale nie jest tak łatwe jak to się w pierwszej chwili wydaje.

[foto]3. Tak, ale • autor: Przemysław Kapałka (2016-04-28 20:44:16)

Wbrew utartym stereotypom człowiek naprawdę mądry nie da się chamowi sprowadzić do swojego poziomu. Jesli się da, to znaczy, że tej jego mądrości jeszcze wiele brakuje.

4. Fascynuje mnie wybiórczość • autor: manna /Manna (2016-04-30 13:08:19)

z jaką osoba, o której Pani pisze przeczytała Pani tekst. Może przeczytała tylko to, co  było wyboldowane?:)), a niekoniecznie stanowiło wyraz Pani przekonań?
W każdym razie chętnie Panią zapewnię, że nawet jeśli nie ma Pani duszy (choć ja akurat przyzwyczaiłam sie do mysli, że cos takiego istnieje), to - z mojej perspektywy - z pewnością nie należy Pani do tych osób, które dom, Staśka, konia i drzewo widzą osobno. Raczej przeciwnie. No i tak trzymać:))


 

[foto]5. Symulakry demony? • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-05-08 20:12:41)

Kiedy się słyszy słowo "symulakry" to aż się prosi, żeby uznać, że to jakiś gatunek złośliwych demonów. Bo:
A) słowo brzmi aż nadto zgrzytliwie,
B) z niczym przyjemnym ani po polsku ani w znańszych językach się nie kojarzy,
C) a jeśli z czymś, to z symulowaniem, czyli z oszustwem,
D) słowo to widzi się (napisane) w liczbie mnogiej, tak jakby nie miało pojedynczej, a jeśli chcieć urobić mu liczbę pojedynczą, to właściwie nie wiadomo jak: "symulakier"?, "symulakra"? -- A to jest cecha charakterystyczna przecież demonów, że są bytami mnogimi; nie darmo któryś z nich mówił: "na imię mi Legion". (Ja wiem, że l.poj. jest jeszcze dziwniejsza: "symulakrum".:))

[foto]6. Symulakry • autor: Katarzyna Urbanowicz (2016-05-08 20:42:30)

Nie ja ten termin wymyśliłam, tylko francuski filozof Jean Baudrillard. Wikipedia podaje, że l.poj. to "symulakr", choć ja bym przysięgła, że jest rodzaju żeńskiego. Chętnie bym zwymyślała kogoś: "Ty symulakro jedna!". A może to tylko wina tłumaczy? W każdym razie ma się kojarzyć negatywnie jako taka imitacja czegoś. Oczywiście filozofowie używają takich wyrazów znacznie subtelniej niż nawiedzeni zwolennicy teorii o portalach organicznych, ale trzeba by znać język francuski, żeby termin ten dobrze przetłumaczyć. Chociaż chciałam zauważyć iż wyraz "szlafrok" jest obrzydliwy w swoim brzmieniu, o wiele ładniejsza "podomka" nie przyjęła się w ogóle, to jednak z uporem maniaka sprzedaje się ciasta pod nazwą "Jabłka w szlafrokach", a jeszcze niedawno, za PRL bilanse miały przyklejone tzw. "szlafroczki", które po sprawdzeniu i uzgodnieniach odczepiano od arkuszy podstawowych.